 

|
Włócząc się pod żaglami po Morzu Egejskim, nie mogliśmy nie zawinąć do któregoś z portów wyspy Kos. Wszak na niej urodził się, a potem leczył i nauczał sam Hipokrates. Byliśmy ciekawi, czy zostały po nim jakieś ślady, czy współcześni Kosowianie pamiętają jeszcze o swoim wielkim krajanie, który rozsławił ich wyspę na cały świat. Z niemałym więc zainteresowaniem przyglądaliśmy się rosnącym w oczach brzegom, gdy pędzeni północnym wiatrem zbliżaliśmy się do stołecznego miasta Kos.
Pierwsze zetknięcie się z wyspą Hipokratesa nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia. Bez zachwytu patrzyliśmy na jej płaskie brzegi, wąskie plaże i nieciekawą architekturę ciągnących się kilometrami hoteli. Może tylko mury twierdzy joanitów przy głównym porcie i pompatyczny neogotyk budynku wzniesionego w okresie międzywojennym przez Włochów zatrzymały na dłużej nasz wzrok. I nawet później, kiedy zostawiliśmy już nasz jacht w marinie i szliśmy w kierunku śródmieścia nadmorskim bulwarem, ocienionym araukariami i rozłożystymi pióropuszami niezbyt wysokich palm, nie mogliśmy dostrzec niczego, co zaciekawiłoby nas chociaż przez chwilę. Mijaliśmy typowe dla nadmorskich miejscowości tawerny, kafejki, sklepy z pamiątkami. Dopiero, gdy dotarliśmy do potężnej bramy zamku joanitów i zagłębiliśmy się w staromiejskie uliczki, nasze zainteresowanie poczęło nagle rosnąć.
Znaleźliśmy się bowiem na małym placyku, przed przedziwnym drzewem. Był to stary platan. Tak stary, że z olbrzymiego pnia o obwodzie 14 metrów pozostały tylko zewnętrzne fragmenty, z których odchodziły potężne konary podtrzymywane przez metalowe rusztowanie. Z informacyjnej tabliczki dowiedzieliśmy się, że stoimy przed "drzewem Hipokratesa", posadzonym przez najsłynniejszego lekarza starożytnych czasów, uważanego za ojca medycyny. Nie była to jednak prawdziwa informacja, bowiem Hipokrates urodził się wprawdzie na wyspie Kos, ale w 460 roku p.n.e., nazwany zaś jego imieniem platan liczył sobie - według opinii dendrologów - nie więcej niż 560 lat.
Tuż przy nim zobaczyliśmy dwie fontanny zbudowane w XVIII wieku przez tureckich gubernatorów wyspy. Jedna, sześciokątna, była nieczynna, druga, wykorzystująca antyczny sarkofag, służyła wiernym do rytualnych ablucji koniecznych przed wejściem do pobliskiego meczetu Paszy Hassana, zwanego także "Meczetem z Loggią" z racji istniejącego przy nim bocznego portyku. Minaret drugiego meczetu, Defterdar, widniał w pobliżu. A gdy skierowaliśmy się ku niemu, otworzył się przed nami niewielki plac, Platia Eleftherias, przy którym znalazło miejsce zbudowane przez Włochów Muzeum Archeologiczne. Nie sposób było je pominąć ze względu na wspaniałe zbiory zabytków z okresu hellenistycznego i rzymskiego.
Już w westybulu zachwyciliśmy się mozaiką przedstawiającą Hipokratesa witającego przybyłego na wyspę boga sztuki lekarskiej, Asklepiosa, a potem, w kolejnych salach wystawowych - wspaniałymi kolekcjami antycznych rzeźb. Najcenniejszą z nich był niewątpliwie marmurowy, trochę tylko uszkodzony posąg ojca medycyny z IV wieku p.n.e., ale i inne, nieco późniejsze (z II wieku n.e.), takie jak grupa Dionizosa z Panem i satyrem, Artemida z psem, bogini zdrowia, Hygieja, z wężem i jajkiem w dłoni, świadczyły o wielkim kunszcie helleńskich rzeźbiarzy pracujących na Kos.
Prosto z muzeum ruszyliśmy wynajętym samochodem na zwiedzania Asklepiejonu, jednego z najważniejszych w Grecji pomników starożytnej cywilizacji, położonego za stołecznym miastem w odległości 4 km od jego centrum. Zbudowano go w IV wieku p.n.e. na trzech tarasach wyciętych na stoku góry i połączonych ze sobą monumentalnymi schodami. W centrum najwyższego z nich, zamkniętego w podkowę doryckimi stoa, usytuowano świątynię Ajsklepiosa. Na środkowym wznosiła się świątynia Apollina i poświęcony jemu bogato rzeźbiony ołtarz, otoczony jońską kolumnadą. Na najniższym tarasie, opasanym z trzech stron portykami, znajdowały się źródła lecznicze, pomieszczenia dla chorych, lekarzy i administracji. Z każdej z tych budowli zachowały się do dzisiaj tylko resztki, ale w takiej ilości, że mogliśmy bez trudu zorientować się do jakiej świątyni one należały i jaki był w oryginale jej kształt.
Asklepiejon na wyspie Kos był początkowo miejscem wypoczynku i rekonwalescencji, później zaś spełniał funkcję dzisiejszego szpitala i uzdrowiska, gdzie chorzy byli poddawani określonym praktykom i zabiegom leczniczym, np. kąpielom, dietetycznym postom, inkubacjom. Ten ostatni rodzaj procedury był przygotowaniem chorego do terapii, prowadzonym w świątyni Asklepiosa. Pacjent, po złożeniu odpowiednich ofiar i po spełnieniu przepisanych rytuałem obrzędów, spędzał noc w przedsionku świątyni, a we śnie bóg sztuki lekarskiej miał mu udzielać rad. Zadaniem kapłanów było interpretowanie snu i wskazanie choremu sposobu kuracji. Dzięki stałym kontaktom z chorymi stali się oni ekspertami wiedzy medycznej, stosującymi jednakże wypracowane przez Hipokratesa metody stawiania diagnozy i leczenia. Uzdrowieni zaś pacjenci zostawiali w świątyni wota, najczęściej wyobrażające uzdrowioną część ciała, rzucali pieniądze do świętej sadzawki, wypisywali na tablicach historię choroby i uzdrowienia.
Hipokrates nauczył się medycyny od swojego dziadka i ojca, którzy mieli być w prostej linii potomkami Asklepiosa, natomiast matka miała wywodzić się od Heraklesa. Nic więc dziwnego, że uważano go za półboga-uzdrowiciela i chorzy ludzie ciągnęli na Kos z całej Grecji. Hipokrates był pierwszym lekarzem, który przeprowadził klasyfikację chorób i stosował dość racjonalne metody ich rozpoznawania i leczenia. Nie tylko leczył, ale i nauczył jak leczyć, pisał też traktaty naukowe. Spod jego pióra wyszło dzieło "O powietrzu, wodach i okolicach", w którym podkreślał znaczenie środowiska dla zdrowia człowieka. W pracy na temat diety przedstawił znaczenie właściwego odżywiania się, w "Aforyzmach" zawarł twierdzenia i zasady medyczne, a na "Prognozy koskie" złożyło się całe doświadczenie lekarskie Hipokratesa. Pozostałe pisma, dotyczące anatomii, patologii, chirurgii i położnictwa złożono sto lat po jego śmierci w tzw. "Corpus Hippocraticum". Są one jednak tylko przypisywane największemu lekarzowi starożytności, nie ma pewności co do ich autorstwa. Natomiast niewątpliwie Hipokrates sformułował przysięgę, składaną po dzień dzisiejszy przez wszystkich adeptów sztuki lekarskiej, której zasadniczym przesłaniem była i jest maksyma: "po pierwsze nie szkodzić".
Oglądany przez nas Asklepiejon, został zbudowany już po śmierci Hipokratesa, ale mimo to zyskał największą sławę spośród ponad 300 sanktuariów istniejących w starożytnej Grecji a poświęconych bogu sztuki lekarskiej. Uszkodziło go znacznie trzęsienie ziemi w 27 roku p.n.e., ale chorowity rzymski cesarz Klaudiusz nakazał go odbudować, aby mieć gdzie podreperować swoje wątłe zdrowie. Ponowne trzęsienie w 554 roku n.e. zniszczyło kompletnie cały przybytek Asklepiosa. Do jego jeszcze większej zagłady przyczynili się joanici, biorąc z ruin marmury i granity do budowy swojego zamku. Pierwsze prace wykopaliskowe rozpoczął Francuz Payet w 1896 roku. Kontynuował je Niemiec Herzog, który w latach 1902-1904 wysyłał odkryte fragmenty starożytnych budowli do Berlina. W sposób bardziej racjonalny prowadzili wykopaliska w okresie międzywojennym archeolodzy włoscy. To, co udało im się wówczas wydobyć na światło dzienne, podziwiają obecnie znawcy antyku i zwykli turyści z całego świata.
Kiedy obejrzeliśmy już dokładnie cały Asklepiejon, wróciliśmy do mariny, by w portowej tawernie uraczyć się szklaneczką czerwonej Demei, jako że to przecież Hipokrates twierdził, że przyczyną wszystkich chorób jest smutek i dlatego przepisywał swoim pacjentom wino, aby najpierw wprowadzić ich w dobry nastrój, a dopiero potem stosować właściwe medykamenty.
Jerzy Samusik
Od Redakcji. Autor reportażu 28 września br. był gościem naszej kawiarni literackiej (patrz fotokronika). Poniżej garść informacji dotyczący jego wszechstronnej działalności. Urodził się w 1937 roku w Zambrowie w rodzinie
Nauczycielskiej. W roku 1959 ukończył Akademię WF w Warszawie, w latach 1960-67 studiował na AM w Białymstoku. W mieście tym mieszka nieprzerwanie do chwili obecnej. Tu uzyskał w roku 1974 specjalizację II stopnia w rehabilitacji w chorobach narządu ruchu. Doktorat obronił dwa lata później. Do roku 2003 tj. do przejścia na emeryturę pracował na Oddziale Rehabilitacji WSZ w Białymstoku, początkowo jako st. Asystent, ostatnio(od r.1994) jako ordynator. Od roku 1990 pełni funkcję sekretarza Komitetu Redakcyjnego Postępów Osteoartrologii. W młodości uprawiał sport (siatka), (La), potem żeglarstwo i płetwonurkowanie (nurkował m.in. w Adriatyku, Morzu Czarnym, Egejskim, Śródziemnym, Karaibskim, Zatoce Biskajskiej, Meksykańskiej, Oceanie Indyjskim). W połowie lat 70-tych zajął się wysoko kwalifikowaną turystyką. Przejechał samochodem przez Saharę, w poszukiwaniu Pigmejów penetrował dżungle Kamerunu, przemierzył kilka trekingowych szlaków w Wielkich Himalajach - łącznie 1 300 km, brał udział w fotosafari nad jeziorem Czad i w rezerwatach Nigerii, wynajętym dżipem dotarł w głąb Tybetu, łowił ryby na Labradorze, w norweskich fiordach i u wybrzeży Spitsbergenu. W latach 1978-79 pracował na kontrakcie medycznym w Zliten (Libia) gdzie sporo podróżował. Wówczas rozpoczęła się jego przygoda z literaturą faktu. Początkowo zamieszczał reportaże w prasie lokalnej, "Przekroju" oraz "Życiu Literackim", po powrocie do Polski opublikował dwie książki o tematyce libijskiej. "Obrazki z Libii" (1985) oraz "Trypoliskie ABC"(1987). Owocem podróży po krajach Skandynawskich była książka "Podróż do Nordkapp"(1989). Wyprawy w Himalaje zaowocowały pięcioma pozycjami:"Wokół Annapurny"(1987), "Himalajskie królestwo"(1991) "W cieniu Czomolungmy"(1993),"Ścieżkami Szerpów"(1995), "Na himalajskich szlakach"(2006) ( ta ostatnia książka była omawiana na łamach naszego ESKULAPA). W roku 1998 wydał książkę "Przez piaski i dżungle" zaś w 2000 opublikował relację z podróży po Indiach pt: "Z plecakiem przez Indie"\. Kol. Samusik zajmuje się także fotografiką. Wspólnie z żoną Katarzyną (magistrem rehabilitacji) wydał trzy albumy fotograficzne: "Pałace i dwory Białostocczyzny"(2001), "Dwory w Łomżyńskiem"(2002) za które otrzymali nagrodę im. Prof. Aleksandra Gieysztora oraz "Dwory i pałace Podlasia" (2003) Dr Jerzy Samusik należy od roku 1994 do Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, od dwóch lat jest niepisanym współpracownikiem naszego "Eskulapa".
Eskulap Świętokrzyski 2006 nr 11 - pismo Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|