Partnerami serwisu są:



 
Liczy się jakość, nie ilość

Z Andrzejem Mądralą, prezesem Centrum Medycznego Mavit, wiceprezydentem Konfederacji Pracodawców Polskich rozmawia Agnieszka Katrynicz

  • Czuje się pan już tylko biznesmenem, politykiem?
    - Z prawdziwą nauką rozstałem się w latach osiemdziesiątych, kiedy po dwóch latach stypendium w Niemczech, a wcześniej zrobionym doktoracie z biochemii klinicznej w Akademii Medycznej w Gdańsku stwierdziłem, że trudno kontynuować karierę naukową, gdy brak jest bazy, odczynników i sprzętu. Dlatego odszedłem do biznesu i przez parę lat pracowałem jako przedstawiciel naukowy światowych firm medycznych. Zresztą tak zdobyte doświadczenie bardzo mi pomogło, kiedy w 1999 r. zaczęliśmy się rozglądać za możliwością otwarcia nowoczesnej kliniki okulistycznej na wzór tych, które miałem okazję oglądać za granicą. Zdecydowaliśmy się wynająć powierzchnię od Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie, bo to miejsce nie kojarzy się ze szpitalem. Od początku stawialiśmy na wysoką jakość, dlatego kupiliśmy sprzęt najnowszej generacji i zatrudniamy wysokiej klasy specjalistów.

  • Ale dlaczego pan, biochemik, postawił na okulistykę?
    - W czasie swojej biznesowej działalności zajmowałem się sprzętem okulistycznym, miałem więc wiedzę o najnowszych możliwościach w tym zakresie. Warto pamiętać, że około 1994 r. na rynku pojawił się laser excimerowy do korekcji wad wzroku, dzięki któremu wiele klinik w Europie zanotowało ogromny rozwój. Miałem nadzieję, że nam też może się udać. Do dziś zresztą nasze dwa nurty działalności to właśnie chirurgia refrakcyjna oraz zabiegi usunięcia zaćmy. Na te ostatnie operacje, niezwykle potrzebne, do których ustawiają się ogromne kolejki pacjentów, mamy kontrakt z NFZ-em.
    Kolejnym etapem było stworzenie centrum diagnostycznego w dzielnicy Warszawa-Ursynów, gdzie kwalifikujemy pacjentów do zabiegów, udzielamy porad, a z biegiem czasu ośrodek ten wyspecjalizował się w leczeniu jaskry.
    Obecnie modernizujemy ośrodek na Bielanach z nowym blokiem operacyjnym oraz oddziałem szpitalnym, gdzie rozszerzymy zakres zabiegów okulistycznych, ze szczególnym uwzględnieniem witrektomii, bowiem na te operacje siatkówki oka są wieloletnie kolejki.

  • Ale widocznie okulistyka panu nie wystarczała, bo w niedawno otwartym szpitalu w Katowicach nie ma takiego oddziału...
    - Planujemy rozbudowę tego szpitala właśnie o oddział okulistyczny, ale to w niedalekiej przyszłości. To, że dziś mamy tam laryngologię i chirurgię twarzowo-szczękową, wynika z umowy, jaką zawarliśmy z miastem kupując ten szpital. Jak każda prywatna firma zastanawialiśmy się nad rozwojem. Chcieliśmy otworzyć niewielki szpital poza Warszawą i rozpoczęliśmy badanie sytuacji w różnych miastach Polski. W pewnym momencie znaleźliśmy ogłoszenie, że w Katowicach jest do sprzedania budynek należący do kompleksu likwidowanego szpitala im. Jędrzeja Śniadeckiego i stanęliśmy do przetargu, który wygraliśmy. Jednym z warunków było zagwarantowanie dotychczasowej działalności, ale też przedstawienie planów rozwoju. Na początek zdecydowaliśmy się na remont kapitalny budynku. Kosztowało nas to więcej niż zakładaliśmy, ale w efekcie mamy szpital odpowiadający najnowszym standardom i normom zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 2006 r. I jak mówiłem, będziemy tę placówkę rozbudowywać. Na razie zapewniamy tam całodobowo opiekę na tych dwóch oddziałach.

  • Rozwój firmy to m.in. efekt zatrudnienia odpowiednich specjalistów, skąd pozyskuje pan kadry?
    - Personel jest najważniejszy, bo to ludzie tworzą firmę i bez naszych lekarzy, pielęgniarek i innych specjalistów nie udałoby się nam tak daleko zajść. Mamy bardzo dobrą współpracę z lekarzami Wojskowego Instytutu Medycznego, a prof. Andrzej Stankiewicz jest naszym konsultantem, podobnie jak prof. Mirosława Grałek z Centrum Zdrowia Dziecka, która zajmuje się naszymi młodszymi pacjentami na Ursynowie. Warto podkreślić, że większość lekarzy pracuje tylko u nas i są naszymi etatowymi pracownikami. Na 25 lekarzy 17 jest naszymi pracownikami i z Mavitem związało swoje życie zawodowe, widząc to, że zapewnimy im to miejsce pracy możliwie na zawsze. Z drugiej strony zyskuje też firma, bo mając stałą kadrę wiem, że możemy w nią inwestować. Dlatego nasi lekarze jeżdżą na szkolenia, biorą udział w konferencjach międzynarodowych i krajowych itp. Efekt jest chociażby taki, że możemy oferować coraz to nowsze zabiegi wykonywane coraz bezpieczniejszymi technikami. Przykładem niech będzie to, że jako pierwsi w Polsce kupiliśmy niedawno laser femtosekundowy, który zastąpi mechaniczny mikrokeratom. Dzięki temu możemy teraz oferować pacjentom najbezpieczniejsze zabiegi chirurgii refrakcyjnej.

  • Mówiąc krótko "żyć nie umierać"...
    - No nie. Marzeniem jest to, by placówki prywatne zyskały w pełni równe prawa w systemie ochrony zdrowia. Chociaż dostrzegam pozytywne zmiany, chociażby fakt, że wycena punktu jest dla nas taka sama jak dla placówek publicznych. Bolączką oczywiście jest to, że moglibyśmy wykonywać więcej zabiegów w ramach kontraktu z NFZ-em.
    Szpitale niepubliczne "konsumują" nie więcej jak 10 proc. środków Funduszu, a w dodatku w sytuacji kryzysu to właśnie im najpierw obcina się kontrakty. Chociaż przyznaję, że akurat na Mazowszu sytuacja i tak jest lepsza niż w innych częściach kraju, jak choćby w Małopolsce czy na Śląsku. Wierzę jednak w to, że dojdziemy do sytuacji, iż część publicznych placówek, która nie jest w stanie zaoferować pacjentom odpowiedniego standardu usług, przestanie istnieć, a wtedy będzie więcej pieniędzy dla dobrych ośrodków, także prywatnych szpitali.

  • Tylko czy likwidacja części szpitali nie spowoduje, że kolejki do zabiegów, już dziś długie, nie wydłużą się jeszcze bardziej?
    - Długość kolejek nie zależy tylko od liczby ośrodków, lecz od ilości pieniędzy, jakimi dysponuje płatnik. Proszę mi wierzyć, że jeśli najlepsze ośrodki dostawałyby więcej pieniędzy, bo płaciłoby się za jakość, a nie - jak teraz - tylko za ilość, to pracowałyby one całą dobę i większość kolejek bardzo szybko udałoby się poważnie zmniejszyć. Wiele zabiegów można wykonywać w trybie "jednego dnia" oszczędzając znaczne środki finansowe. O to zabiegamy w ostatnim okresie, lecz bez widocznego skutku.

  • I tu wracamy do problemu kadr - praca na całą dobę wymaga odpowiedniej ilości personelu, a specjalistów jest za mało...
    - Tylko proszę zauważyć, że obserwujemy konsolidację rynku i coraz więcej małych, jednoosobowych gabinetów przestaje istnieć, a lekarze zaczynają pracować w sieciowych placówkach prywatnych. To zresztą jest z korzyścią także dla lekarza, bo nie musi prowadzić uciążliwej dokumentacji, księgowości itp. Korzyść ma też pacjent, który widząc szyld dużej firmy czuje się bezpieczniej. Oczywiście, proszę mnie źle nie zrozumieć - życzę wszystkiego najlepszego tym kolegom, który chcą prowadzić jednoosobowe praktyki, ale na pewno wprowadzenie kas fiskalnych dla wielu z nich będzie dużym ciosem. Nie mówiąc też o tym, że przepisy sanitarne ciągle się zmieniają i nie wszystkich będzie stać na prowadzenie gabinetu spełniającego coraz to bardziej wyśrubowane normy. Na tym trendzie zyskać mogą prywatne placówki, bo przybędzie im personelu. Powiem szczerze - czekamy na tych kolegów.

  • I są państwo w stanie zaoferować im lepszą pensję...
    - Nie wiem czy lepszą. Nie zapominajmy, że chociażby od czasu tzw. ustawy wedlowskiej - niezależnie od tego jak się ją ocenia - personel medyczny, a przede wszystkim lekarze zaczęli dużo lepiej zarabiać. Różnica między zasadami wynagradzania w publicznym szpitalu a tym prywatnym jest taka, że u nas otrzymuje się wynagrodzenie za konkretnie wykonane zabiegi, porady, konsultacje itd. Mówiąc krótko - każdy lekarz, który u nas pracuje, kończąc wie ile tego dnia zarobił. Na pewno więc prywatna placówka, taka jak nasza, może zaoferować jasne, przejrzyste reguły i właściwy komfort pracy.

  • Tyle, że oferta placówek prywatnych jest skierowana do tych lekarzy, którzy już dziś są specjalistami. A co z tymi, którzy dopiero się szkolą? Dlaczego nie chcą państwo podjąć trudu wykształcenia kolejnych pokoleń lekarzy?
    - To nie jest tak, że nie chcemy. Proszę zdać sobie sprawę, że placówki prywatne tylko uzupełniają ofertę publicznych placówek. Jesteśmy jeszcze bardzo młodym sektorem w systemie ochrony zdrowia. Budujemy nasze ośrodki z wielkim trudem, także finansowym. Zdobywamy doświadczenie. Moim marzeniem jest zapewnienie takich warunków, by móc kształcić młodych lekarzy. Nasz szpital w Katowicach spełnia takie wymogi. Zatrudniamy specjalistyczny personel i myślę, że uda nam się tam otworzyć miejsca specjalizacyjne. Nie jest też prawdą, że prywatne placówki nie kształcą, bo chociażby Carolina Medical Center (specjalizuje się w zabiegach ortopedycznych - przyp. AK) od wielu lat kształci młodych lekarzy. I mam nadzieję, że takich prywatnych ośrodków będzie przybywać.


    Andrzej Mądrala od 2000 r. jest prezesem zarządu oraz współwłaścicielem Centrum Medycznego Mavit Sp. z o.o. - nowoczesne centrum okulistyczne. W latach 1989-2000 w Eco-Med-Poll Ltd. (Wiedeń, Austria) - dyrektor generalny. W latach 1984-1989 pracował w firmie O.M.C. Poll Ltd. oddział w Warszawie, jako przedstawiciel naukowy ABBOTT DIAGNOSTICS (USA) w Polsce. W latach 1982-1983 stypendysta naukowy w Instytucie Max Planck (Frankfurt nad Menem, Niemcy). Absolwent Akademii Medycznej w Gdańsku. Był asystentem naukowym w Zakładzie Biochemii Klinicznej. Przewodniczący korporacji "Zdrowe Zdrowie" Konfederacji Pracodawców Polskich. Wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych oraz wiceprezes Stowarzyszenia AMD.


    Gazeta Lekarska 2010-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
    Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

  • Wstecz  
    W górę ekranu  
    Copyright (c) 2005  
    Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
    Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
    Data utworzenia: 2010-03-18