Partnerami serwisu są:



 
Specjalizacja z cierpliwości

Nasz system specjalistycznego kształcenia podyplomowego to tor przeszkód dla najbardziej wytrwałych i zdeterminowanych.

Mnogość przedziwnych utrudnień i absurdalnych wymogów daje nam chyba pierwsze miejsce w konkurencji, którą można by nazwać zbędne utrudnianie życia lekarzowi. Inna sprawa, że organizacja szkolenia specjalistycznego wpisuje się znakomicie w narodowy klimat traktowania lekarza. Wiadomo, doktor niejedno zniesie, bo ma powołanie!

Centralnie i odgórnie

Wiele ważnych zdarzeń związanych z procesem specjalizacji oraz egzaminem odbywa się centralnie. Lekarze muszą wielokrotnie opuszczać domy i miejsca pracy, aby w szczytnym celu zdobywania tytułu specjalisty zająć się pozyskiwaniem wiedzy na kursach niezbędnych do zrealizowania programu szkolenia. Anachronizm tych form w dobie coraz powszechniejszego e-learningu wydaje się aż nazbyt oczywisty.

Jedna z naszych Czytelniczek tak opisuje swoje doświadczenia związane z kursami: Mimo, że same kursy na szczęście są bezpłatne, to w sumie bardzo... kosztowne. Bilet w jedną stronę to wydatek 120-150 PLN, do tego dochodzi koszt utrzymania w Warszawie - cena za jeden nocleg w granicach 35-150 PLN, koszt transportu po mieście (niekiedy niezbędna jest taksówka, gdy przyjeżdżamy z większą walizką), wyżywienia... Obecnie CMKP na niektóre deficytowe specjalności (kilka onkologicznych, medycyna pracy, kardiologia) oferuje dofinansowanie do 300 PLN dziennie ze środków unijnych. Ci, którzy wybiorą inne specjalności, muszą sami dbać o swoje finanse.

Wyjazd specjalizującej się lekarki to nie tylko przemieszczenie się "osoby realizującej program szkolenia", ale przede wszystkim pracownicy konkretnej placówki leczniczej, osoby prowadzącej prywatny gabinet, pani domu, często matki małych dzieci. Nasza Koleżanka dokładnie opisuje, jakie trzęsienie ziemi w jej życiu zawodowym i rodzinnym pociąga za sobą taka ekspedycja naukowa: Gdy jestem na kursie, nie dyżuruję, nie wykonuję innych prac zarobkowych, co więcej - muszę dopłacić niani mojego dziecka za nadgodziny lub ściągnąć mamę z innego miasta, opłacić jej podróż. Sporo moich koleżanek, matek, zabierało małe dzieci na kurs plus matkę lub męża do opieki. Koszty wtedy szybują w górę! Mnie nie było na to stać, choć rozważałam i takie rozwiązanie.

Ten realistyczny opis, choć nie pozbawiony surrealistycznych elementów, pokazuje dobitnie, że gdy jest w lekarskiej rodzinie specjalizująca się żona i matka, to hasłem naczelnym staje się znane żeglarskie zawołanie All hands on board! Specjalizacja to żywioł, dla którego opanowania niezbędnych jest co najmniej kilka par rąk i nie obowiązują żadne wyjątki. Nawet 3-miesięczne niemowlęta muszą podporządkować się procesowi specjalizacji mamy, która nie mając wyboru musi słuchać płaczu dziecka podczas podróży do stolicy: Podróż samochodem do Warszawy, godziny postoju w korkach i płacz naszego synka... tego nie zapomnę nigdy. Dobre samopoczucie mają chyba jedynie nieudolni organizatorzy naszego systemu specjalizacji w niektórych dyscyplinach. Gdy czytam o egzaminach specjalizacyjnych organizowanych u naszych sąsiadów - kilka razy w roku, na terenie miejscowej izby, w koleżeńskiej atmosferze, to zastanawiam się, czemu służy nasz organizacyjny chaos.

Gdy uratowaliśmy królową

Gdy uporaliśmy się z interną, ciężko chorą królową nauk medycznych, okazało się, że przed nami wysoka góra, na której siedzą pączkujące z interny królewiątka i księżniczki, a każda ma koronę z napisem Specjalizacja szczegółowa. Bez specjalizacji szczegółowej internista nie ma racji bytu poza oddziałem szpitalnym, przynajmniej w obecnym systemie kontraktowania usług NFZ-u, a także postrzeganiu przez pacjentów. Fraza byłem u internisty, skierował mnie do specjalisty dźwięczała mi w uszach przez całe zawodowe życie. Kto z internistów to słyszał, ten na zawsze zapamiętał.

Specjalizacja szczegółowa to nie tylko ogrom materiału do opanowania, liczne umiejętności do praktycznego przećwiczenia, ale także kolejne kursy i ekspedycje do stolicy lub miasta wojewódzkiego po wiedzę! Inna nasza Czytelniczka, specjalizująca się w reumatologii, tak komentuje kursy: Dlaczego obowiązkowych kursów jest tak dużo? Do reumatologii 12 plus obowiązkowy kurs ze zdrowia publicznego, na szczęście jest możliwość odbycia go w kilku ośrodkach akademickich, w wielu terminach. Bardzo dziękuję za możliwość poznania wielu miast polskich, takich jak na przykład Wrocławia, Białegostoku, Katowic, Poznania, ale czy każdy Bardzo Ważny Pan Profesor Reumatolog musi mieć kurs obowiązkowy u siebie na miejscu? Wiele kursów jest jedno-, dwudniowych. Czy nie można ich połączyć? Zdecydowanie taniej wychodzi wyjazd na tygodniowy kurs niż na pięć jednodniowych.

Uczestnicy kursów obowiązkowych podkreślają też, iż zajęcia trwają cztery do pięciu godzin w ciągu dnia i zwracają uwagę, że organizatorzy niektórych płatnych kursów zapraszając na szkolenia są w stanie zapewnić program do późnego wieczora. Lekarz nawykły do ciężkiej pracy i całodobowych dyżurów bez trudu zniesie 8 godzin wykładów!

Nie każdy ma szczęście

Może koledzy, którzy dostali się na specjalizacje szczegółowe nie powinni narzekać? Wszak nie każdemu są one dane. Zdobycie miejsca na specjalizacji wymaga w niejednym wypadku wielu starań, determinacji, a i tak nie zawsze owe zabiegi kończą się sukcesem. Nasz Czytelnik, obecnie pracujący w Szwecji, napisał o swoich staraniach o otwarcie specjalizacji z endokrynologii: Piszę do Pani o wydarzeniach sprzed roku, ale musiało upłynąć trochę czasu, abym miał ochotę do nich powrócić. Sprawa jest może dla mnie mniej ważna, chociaż może być ważna dla młodszych lekarzy. Niedoszły kandydat na specjalistę odbył rozmowę z konsultantem wojewódzkim ds. endokrynologii jednego z południowych województw. Stwierdzenie, że szanse są niewielkie, ale próbować można zrozumiał jako zachętę do złożenia dokumentów do centrum zdrowia publicznego. Poczuł się lepiej, gdy centrum podliczyło kandydatów do rozpoczęcia specjalizacji i okazało się, że teoretycznie jest dobrze, bo zająłem pierwsze miejsce na liście rankingowej. Jednak mocne dokumenty i dobry życiorys zawodowy przegrały, Czytelnik bowiem na tych dokumentach nie miał zgody, potwierdzonej podpisem kierownika kliniki endokrynologicznej, na ewentualne odbywanie specjalizacji. Nawet najlepsi, ale nienamaszczeni muszą znać swoje miejsce w szeregu.

Narzekają nie tylko specjalizujący się lekarze, ale również konsultanci krajowi. Jeden z nich w rozmowie telefonicznej ze mną wyraził pogląd, że niedostatki w szkoleniu specjalizacyjnym wiążą się ze zbyt niskim budżetem, jaki Ministerstwo Zdrowia przeznacza na zorganizowanie wszystkich etapów egzaminów. Niewątpliwie dobra praca powinna być godnie wynagradzana, jednak wygląda na to, że Ministerstwo Zdrowia umie liczyć tylko w jedną stronę - ile się da zarobić na egzaminowaniu lekarzy. Przykładem takiego rozumowania jest projekt rozporządzenia MZ w sprawie węższych umiejętności medycznych, zdumiewający precyzją (pomijając nieporadność stylistyczną):

PEU dla wszystkich planowanych 55 umiejętności wyniesie ok. 4 628 470 zł (55 umiejętności x 84 154 zł). W związku z planowaną regulacją CEM poniesie powyższe koszty na organizację egzaminów umiejętności. Przystępujący do PEU lekarze będą wnosić na rachunek CEM po 700 zł za egzamin i po 50 zł za wydanie świadectwa. Opłaty te stanowić będą dochód budżetu państwa. Zwiększenie dochodu budżetu państwa z tego tytułu powinno stanowić uzasadnienie do poparcia wniosku CEM o zwiększenie budżetu CEM o ponoszone koszty związane z realizacją zadań związanych z przeprowadzaniem Państwowego Egzaminu Umiejętności. To oficjalne koszty, ile poza nimi zostaną obciążone lekarskie budżety, Ministerstwo Zdrowia wymownie milczy.

Refleksja

W dzisiejszej rzeczywistości specjalizacje są kluczowe dla naszej zawodowej egzystencji. Bez specjalizacji jesteśmy na rynku pracy nikim. Tymczasem nabór na specjalizacje oraz organizacja wielu programów specjalizacyjnych są nacechowane brakiem troski o jakość szkolenia, obojętnością na opinie użytkowników, a nade wszystko tchną nieprzyjemną atmosferą, która w większości dziedzin naszego pozalekarskiego życia szczęśliwie przeminęła. W medycynie jednak władczy feudalizm ciągle ma się bardzo dobrze.

Krystyna Knypl


Gazeta Lekarska 2010-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2010-03-18