|
Co miesiąc obiecuję sobie solennie, że zamiast warczeć z tej pierwszej strony, obwieszczę światu, że wreszcie rząd zrobił coś dobrego dla lekarzy. Jestem cierpliwy i wyrozumiały, bo niejedno słyszałem i widziałem, ale zwolna tracę nadzieję, że taki miesiąc kiedyś nadejdzie. Najbardziej niesprawiedliwe były zawsze dla mnie chorobliwa podejrzliwość i brak zaufania władzy do lekarzy, choć ta sama władza, kiedy jej wygodnie, miała usta pełne frazesów o zawodzie zaufania publicznego. Najbardziej zaś bolesne było i pozostaje wciąganie lekarzy w machinę ułudy i iluzji, że wielomiesięczne oczekiwania na wizytę specjalisty, roczne kolejki na podstawowe zabiegi, braki leków, a nawet miejsc w szpitalu, to przecież europejskie standardy lub co najwyżej tzw. przejściowe trudności, jak mawiano w minionej epoce, kiedy brakowało np. telewizorów, pralek i małych fiatów. W Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów Publicznych na lata 2010-2011 rząd zapowiedział wprowadzenie kas fiskalnych dla lekarzy. Rządowe Centrum Legislacji przygotowuje projekt nowej ustawy w sprawie kas. Mówi się nawet, że kasy fiskalne trafią do gabinetów lekarskich już po wakacjach. Obowiązek stosowania kas fiskalnych mają, ex definitione - wszyscy przedsiębiorcy. Jednak zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów z 19 grudnia 2008 r., obowiązującym do 31 grudnia 2009 r., pewne grupy podmiotów mogą być z tego obowiązku zwolnione. Dotyczy to m.in. prawników i lekarzy. Kas nie muszą stosować przedsiębiorcy, których obroty w poprzednim roku podatkowym nie przekroczyły 40 tys. zł czy firmy rozpoczynające prowadzenie działalności gospodarczej. "Wprowadzenie kas nie spowoduje wzrostu wpłacanych podatków" - czytamy w stanowisku Naczelnej Rady Lekarskiej. O co więc chodzi? - próbuje odpowiedzieć Agnieszka Katrynicz w artykule redakcyjnym "Kasy fiskalne na horyzoncie". Ale nie wszędzie nas tak nie lubią. Znad północnego wybrzeża Bałtyku, gdzie osiedliła się i pracuje w Szwecji i Danii naprawdę pokaźna diaspora polskich lekarzy, płyną krzepiące wiadomości. Adam Szeląg, specjalista ginekolog-położnik ze szwedzkiego Malmoe, okazał się najpopularniejszym lekarzem w Szwecji w plebiscycie autoryzowanym przez "Dagens Medicin", odpowiednik naszej "Gazety". Wybrały go pacjentki, nie biuraliści! "Zręczny, sprawny, dyskretny, profesjonalista w każdym calu. Lepszego nie ma" - tak mówi o tym Polaku 67 tys. Szwedek. Cóż, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Znowu wracamy do badań klinicznych. Szczepan Cofta, nasz publicysta z Poznania próbuje obalić pogląd, że pacjenci - jako nieświadome króliki doświadczalne - nie zdają sobie sprawy z istoty prowadzonych badań klinicznych i są często nieuczciwie, uzyskując niepełną informację, do nich zachęcani i kwalifikowani. Przecież nie ma badań bez zgody. A może na sprawie kładzie się cieniem feudalna medycyna? Jest więc o czym poczytać i po co zadzwonić do redakcji, aby oczywiście się ze wszystkim nie zgodzić. Marek Stankiewicz naczelny@gazetalekarska.pl Gazeta Lekarska 2010-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2010-03-18