
|

Coraz częściej pacjenci wkraczają do mojego gabinetu ze słowami Dzień dobry, pani Krystyno, a później asertywnie odbierają dzwoniące do nich telefony komórkowe, bez cienia zakłopotania na obliczu czy słowa przepraszam. W takich chwilach jestem bliska dyskretnej zapaści psychicznej.
Pierwsze miejsce przyznaję pacjentowi, który przychodzi do mnie na wizytę w godzinach porannych przed rozpoczęciem pracy i zawsze dzierży w dłoni kubek kawy, z którego popija w czasie konsultacji. Spodziewam się, że wkrótce nadejdzie dzień, gdy ów pacjent zakończy wizytę słowami Przybij piątkę i pieczątkę! Trudno bowiem oczekiwać, że medycyna da odpór przemianom obyczajowym, gdy różnorakie nowości atakują nasze życie niczym fala tsunami.
Dobre maniery i eleganckie obyczaje zaczynają być towarem deficytowym także w naszym, lekarskim środowisku. Niektórzy absolwenci tej samej uczelni - bo zaczynam wątpić, czy słowo koledzy jest tu jeszcze odpowiednie - zbyt często zapominają, jak powinny wyglądać nasze wzajemne relacje. Pleni się brak szacunku wobec drugiego lekarza, zwłaszcza gdy jeden z nich jest w pozycji proszącego lub gdy w ich kontaktach pośredniczą media, eliminujące spotkanie twarzą w twarz. Odizolowanie stwarzane przez słuchawkę telefoniczną lub pozorna anonimowość w Internecie zdumiewająco łatwo wyzwalają zachowania raczej nie spotykane w kontaktach bezpośrednich.
Może więc powinniśmy wzorem niedobrego władcy Kuzco spojrzeć na świat z innej niż dotychczas perspektywy i przyswoić sobie trochę nowych umiejętności, nie zawsze objętych programem akademickim? Myślę, że warto się nad tym zastanowić, aby jeszcze nieobecne w zbiorze symbolicznych pojęć określenie doktor Kiepski nie stało się adekwatne do zbyt wielu sytuacji.
Co każdy lekarz wiedzieć powinien?
Niedawno przetoczyła się przez media dyskusja o oczekiwaniach pacjentów w sferze obyczajów panujących w gabinetach lekarskich. Czytając liczne artykuły i wypowiedzi na ten temat odniosłam wrażenie, że wizyta w gabinecie przekształca się obecnie w specyficzny spektakl, w którym każdy ma do odegrania rolę zgodną z oczekiwaniami... publiczności. To kolejna ilustracja znanego powiedzenia, że natura nie lubi próżni. Skoro w tak wielu dziedzinach naszego życia nastąpiły gruntowne zmiany obyczajowe, to medycyna też będzie dotknięta procesem owych zmian. Przy okazji nie sposób nie zauważyć, że w takich dokumentach oficjalnych jak Ustawa o zawodzie lekarza czy Kodeks Etyki Lekarskiej sami nie wyszliśmy poza ogólnikowe stwierdzenia na temat relacji z pacjentami i innymi lekarzami. Zapomnieliśmy, że medycyna to nie tylko sztuka, ale i rzemiosło, a skoro tak, to dokładne instrukcje postępowania są konieczne. Na natchnienie nie ma co liczyć - nie każdego nawiedza odpowiednio często!
Przeglądając ramowy program nauczania na wydziale lekarskim dostrzega się, że na dyscypliny, w ramach których można spodziewać się przekazania zasad rozmowy z pacjentem, przeznaczono niewiele godzin, i to w początkowym okresie studiów. Nauczanie takich przedmiotów jak psychologia lekarska, etyka czy socjologia może dostarczyć studentowi pewnych elementów wiedzy na temat relacji z pacjentem, jednak w żaden sposób nie wyczerpuje zagadnienia właściwego kontaktowania się z pacjentami, ich rodzinami oraz osobami postronnymi w rozmaitych sytuacjach. Kontakt z rodziną pacjenta bywa niejednokrotnie nie mniej skomplikowany niż z samym pacjentem - do dziś pamiętam pewien niedzielny dyżur, gdy rodzina poinformowana o zgonie oznajmiła, że nie daje temu wiary i musi sama sprawdzić, czy ich babcia naprawdę nie żyje. Nikt mnie nie uczył jak rozmawiać, uspokajać czy objaśniać okoliczności tak dramatycznej sytuacji, wobec czego byłam zdana wyłącznie na intuicję.
Wprowadzenie odrębnego przedmiotu - nazwijmy go Kontakt z pacjentem, choć może właściwsze byłoby określenie Profesjonalne kontakty międzyludzkie, wprawdzie długie, ale lepiej oddające istotę problemu - wydaje mi się coraz pilniejszą potrzebą. W dotychczasowym ramowym programie nauczania liczba godzin przeznaczonych na psychologię lekarską i biostatystykę jest taka sama, a etyka jest wykładana w mniejszym wymiarze niż medycyna katastrof. Nic nie ujmując zacnym przedmiotom określonym jako Medycyna katastrof czy Biostatystyka trudno oprzeć się refleksji, że ich przydatność w codziennym wykonywaniu zawodu lekarza jest znikoma. Teoretycznie można oczekiwać, że nauczyciele dyscyplin klinicznych będą w programach swoich specjalności uwzględniać elementy nauczania właściwego kontaktu z pacjentem, jednak bardzo duży zakres wiedzy czysto medycznej, jaki musi być omówiony podczas takich zajęć, wypiera zagadnienia natury ogólnej.
Profesjonalny kontakt lekarza z pacjentem
W dobie powszechnego dostępu do informacji medycznej sztuka rozmowy z pacjentem nabiera nowego wymiaru. Pacjent często na własną rękę stara się jak najwięcej dowiedzieć o swoim schorzeniu, zapominając przy tym, że informacja nie jest tożsama z wiedzą medyczną, że przeczytanie kilku stron w Internecie, do których odsyłacze pojawią się po wpisaniu w Google hasła np. "zapalenie płuc", nie oznacza wiedzy na temat diagnozowania i leczenia tego schorzenia. Dlatego rozmowa z pacjentem "poinformowanym" jest dla lekarza trudnym zadaniem.
Nafaszerowani akademicką wiedzą o cyklu Krebsa, receptorach, polimorfizmach genów i innych zawiłościach nie zawsze uświadamiamy sobie, jak ważne w rozmowach z pacjentem jest używanie prostego języka. Kolejnym ważnym elementem jest upewnienie się, czy to, co przekazujemy, jest należycie rozumiane. Informacja przekazywana pacjentowi może być zwięzła, ale musi być wyczerpująca. W wypadku nowego pacjenta rozmowa powinna zawierać podstawowe informacje o zamierzonych badaniach i powodach ich wykonywania, a w odpowiednim czasie konieczne jest przedstawienie rozpoznania.
Umiejętności dodatkowe
Warto uświadomić sobie, że poza opanowaniem zasad profesjonalnego kontaktu z pacjentem współczesny lekarz powinien posiąść wiele dodatkowych umiejętności interpersonalnych. Powinien nauczyć się występowania publicznego, i to nie tylko w konwencji wykładu akademickiego głoszonego ex cathedra tym samym tonem głosu, ale także w mediach, opanować zasady negocjacji z płatnikiem, kontaktu z rodziną pacjenta, a nawet doboru odpowiednich słów podczas sporządzania dokumentacji medycznej. W czasie szkoleń prawnicy instruują lekarzy, że naruszają oni prawa człowieka, jeżeli bezceremonialnie piszą "skóra brudna". Polityczna poprawność naszych czasów wymaga nazwania takich zmian na skórze słowami, które brudasa nie zestresują. Zgodnie z sugestiami prawników powinniśmy pisać "skóra wykazuje oznaki zaniedbań higienicznych", w przeciwnym bowiem wypadku lekarz może być pozwany przez pacjenta do sądu i narażony na zapłacenie odszkodowania. Jednak pokrzepiony finansowo osobnik z oznakami zaniedbań higienicznych nie wyda pozyskanych z odszkodowania funduszy na mydło, bo jak wykazują statystyki zużycie mydła w naszym kraju systematycznie spada. Nie będzie też pocieszeniem dla lekarskiego nosa fakt, że współobywatele wydają dwukrotnie więcej pieniędzy na dezodoranty i perfumy niż na mydło.
To, że powinniśmy opanować wiele nowych umiejętności, nie tylko ściśle związanych z wiedzą medyczną, ale także relacjami interpersonalnymi z pacjentami, współpracownikami, mediami, wydaje się oczywiste. Jednakże należy zachować zdroworozsądkową ocenę sytuacji i oczekiwań. Analizując postulaty wysuwane pod adresem naszego środowiska, z pewnością warto zastanowić się nad niedostatkami w naszych umiejętnościach, ale też nie można zapominać, że proces leczenia, to nie kampania prezydencka, w której liczba szejkhendów przekłada się na sukces terapeutyczny.
Krystyna Knypl
Gazeta Lekarska 2010-02 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|