
|

Z prof. Tomaszem Rechbergerem
sportowcem Roku 2009 wśród lekarzy
rozmawia Jerzy Jakubowicz
Kiedy zaczęła się pana przygoda ze sportem?
- Bardzo dawno. Urodziłem się w Pionkach, gdzie w czasach II RP powstał nie tylko przemysł zbrojeniowy, ale również nowoczesny ośrodek sportowy z krytą pływalnią. W szkole podstawowej była szkółka pływacka i tam rozpocząłem treningi, a w wieku 10 lat zostałem wicemistrzem Polski dzieci na 200 m stylem klasycznym. Od drugiego roku studiów na Wydziale Lekarskim AM w Lublinie startowałem w bardzo dobrej drużynie uczelni, w której byli ówcześni mistrzowie Polski: Jan Mioduchowski i Andrzej Grelecki. Namawiam ich do startu w obecnych zawodach. Od 1979 r. przestałem startować w zawodach, bo poszedłem do pracy w klinice i uważałem, że nie mam czasu na sport. Trzy lata temu lubelski radiolog Mirek Szyłejko, wielokrotny medalista, zdobywca dwóch złotych medali na Mistrzostwach Świata Lekarzy w Agadirze, namówił mnie na powrót do czynnego uprawiania sportu.
Jak udaje się łączyć pracę kierownika kliniki, naukowca, z czynnym uprawianiem sportu?
- Z reguły większość z nas uważa, że poza pracą zawodową nie ma na nic czasu. Ale to tylko kwestia organizacji pracy. Często pracę kończę o 20.00, a później jadę na pływalnię. Trenuję od 1 do 1,5 godziny, 4-5 razy w tygodniu. W czasie treningu przepływam 4 km. Pływalnie w Lublinie są oblężone, dlatego ja trenuję w pobliskich Bełżycach, gdzie jest też piękny obiekt.
Ile łącznie zdobył pan dotychczas medali?
- Bardzo wiele. Na letnich Igrzyskach Lekarskich oraz na mistrzostwach Polski w pływaniu zdobyłem łącznie 36 medali, plus 1 brązowy na Mistrzostwach Świata Lekarzy w Monachium na 100 m w stylu dowolnym.
Jak długo będzie pan startować?
- Tak długo, jak to będzie możliwe. Mnie pływanie odrodziło fizycznie i psychicznie. Daje mi radość. Marzę jeszcze o starcie w triatlonie. To bardzo ciężka dyscyplina, dająca znakomity sprawdzian własnych możliwości. Triatlon lekarski składa się z 3 części: pływanie - 850 m, kolarstwo - 20 km i bieg na 5 km.
Czy w innych krajach też są takie zawody?
- U nas startujemy od 5-6 lat, w innych krajach, a zwłaszcza w USA, znacznie dłużej. W USA zawody starszych osób (masters) są bardzo popularne, a najstarszy zawodnik miał 103 lata. Osiągają oni całkiem dobre wyniki, często są to dawni olimpijczycy i mistrzowie kraju.
Naśladują pana współpracownicy, którzy też zdobywają medale.
- Wzorem mojego mistrza, prof. Jerzego Jakowieckiego, staram się mieć zgrany zespół współpracowników. Zapewne część z nich bierze przykład z moich zainteresowań sportowych. Wierzę, że w przyszłym roku pojedziemy z większą ekipą. Sport to wspaniałe działanie prozdrowotne.
A w rodzinie też są sportowcy?
- Mój młodszy brat, Leszek, mieszkający w Kanadzie, startuje w maratonie. Być może w przyszłym roku pojadę tam na zawody z młodszą córką, Ewą, z którą już przegrałem w tenisa.
"Medicus" nr 11/2009
Gazeta Lekarska 2010-02 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|