Partnerami serwisu są:



 
Minister na wagarach

Drzewiecki nie przyszedł na przesłuchanie do Sejmu, bo go gardło bolało. Chlebowski nie przyszedł do "Kropki na i...", choć kiedyś pasjami tam bywał, bo oglądały go miliony. Prezydent nie przyszedł na exposé ministra spraw zagranicznych, ale potem go zaprosił do siebie, lecz wówczas to minister zadarł nosa. Czytając takie absurdy trudno się obrażać czy denerwować, można tylko współczuć urzędnikom, którzy w swojej pracy muszą się aż tak poniżać. Słowo minister nie oznacza udzielnego księcia, tylko przeciwnie - sługę. Ale oni naprawdę uważają, że robią nam łaskę, bo w sumie nie lubią swojej pracy.

Dr Ewa Kopacz, przez trzy dni obrad X Krajowego Zjazdu Lekarzy, nie znalazła nawet kwadransa, aby spojrzeć w oczy lekarzom i posłuchać, co ich boli i co jest ich troską. Rzecz jasna, również nikt z jej świty z Miodowej nie zajrzał na Zjazd, który obradował parę ulic dalej. Wielkim nieobecnym był wiceminister Marek Twardowski, który był delegatem zielonogórskiej izby lekarskiej. Ba, nawet zapowiadał udział w wyścigu do fotela prezesa NRL.

A było czego posłuchać i o czym pogadać. Postulowano skrócenie czasu uzyskiwania specjalizacji do niezbędnego minimum i dowartościowanie roli kierowników specjalizacji. Jak lekarz z lekarzem, chcieliśmy po koleżeńsku zastanowić się, jak można by koszty obowiązku doskonalenia zawodowego określonego w ustawie zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Nie udało się zapytać, co z realizacją obietnic premiera Tuska z "Białego szczytu" o wzroście nakładów na ochronę zdrowia. Szkoda, że pani minister nie słyszała, jak rozmawialiśmy o poprawie finansowania pracy uczestników studiów doktoranckich, poprzez podwyższenie stypendium doktoranckiego do wysokości porównywalnej z wynagrodzeniem lekarza rezydenta, celem zapewnienia najlepszych kadr w nauce i o utrzymaniu w mocy rozporządzenia o konkursach na ordynatorów. Powszechnie wiadomo, że w tej sprawie czają się złe moce nowych właścicieli szpitali. Tu nie chodzi o interesy lekarzy, lecz o jakość leczenia ludzi. Lekarze dentyści czekali od czwartku do soboty, by dowiedzieć się jakie priorytety w zakresie leczenia stomatologicznego nakreślił sobie resort, albo dlaczego jeszcze sobie ich nie nakreślił. Chcieliśmy podyskutować o rosnących kosztach stosowania leków i o nowoczesnej farmakoterapii zgodnej z najnowszymi osiągnięciami nauki. To tylko niektóre z naprawdę ważnych spraw.

Ale nie porozmawialiśmy, bo przeszkodziła w tym dość mało oryginalna demonstracja szefowej resortu. Szkoda, bo w takiej chwili miejsce ministra było wśród lekarzy, nawet jeśli jest nim osoba uprzedzona do ustępujących i obecnych naczelnych władz samorządu lekarskiego.

Wymigiwanie się od pracy i lekceważenie obowiązków robotnicy nazywają bumelką, uczniowie mówią o wagarach, słowniki slangu o zbijaniu bąków, a ministrowie... mają dawno zaplanowane ważne powody nieobecności.

Marek Stankiewicz
naczelny@gazetalekarska.pl


Gazeta Lekarska 2010-02 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2010-02-14