Partnerami serwisu są:



 
U stomatologów - Razem, ale sprawiedliwie

Śladem naszych publikacji

Czytając tekst kol. Anity Pacholec ("Razem czyli osobno", "GL" nr 11/2009) mogliśmy się choć chwilę poczuć jak wielcy kreatorzy sztuki, którym w wywiadach młodzi dziennikarze wmawiają, co chcieli oni swym najnowszym dziełem wyrazić. Taki malarz czy reżyser z początku protestuje, że chciał wyrazić coś innego, ale z biegiem wywiadu w końcu się poddaje.

Nie inaczej jest w tym przypadku. Już w drugim rozdziale pani doktor Pacholec przeprowadza śmiałą tezę, że na pewno cel propagatorów autonomii jest dalekosiężny (rozdział izb), wmawia Czytelnikom, że tak jest na pewno i snuje dalej czarny scenariusz według uprawdopodobnionej przez siebie tezy. Jest to manewr przećwiczony przez Naczelną Izbę Lekarską w Sejmie podczas debaty o ustawie o izbach lekarskich. NRL zawyrokowała, że chodzi tu o rozłam, a następnie roztoczyła czarną wizję strasząc okręgowe izby przejęciem majątku izbowego przez państwo, a posłów rozpadem samorządu pielęgniarek i położnych (też mają wspólną izbę).
Sęk w tym, że nikt z liderów autonomii nie zapowiada takiego ruchu i nie bardzo wiemy, dlaczego nasze zdanie ma być w tym względzie niewiarygodne. Kto wie jak potoczy się historia, ale na dzień dzisiejszy tekst A. Pacholec jest próbą dyskusji z projektem politycznym, którego nikt nie zgłosił.

Nie ma więc sensu dyskutować z analizą zysków i strat z osobnej izby dentystycznej dokonaną przez kol. Pacholec. Może tylko trzy uwagi:

1. W owej analizie zyski jednak przeważają. Czy wymieniane przez Autorkę: skupienie się na sprawach stomatologicznych, łatwość zarządzania, większa determinacja i skuteczność działania - to mało? A straty?: izolacja naukowa (?), dostęp do "Gazety Lekarskiej" i utrata prestiżu (?) - straty raczej iluzoryczne (nawiasem mówiąc proszę nie robić z lekarzy dentystów "sierot", co to łaknąc wiedzy nie zajrzą nigdzie poza to, co im listonosz do domu przyniesie).
2. Owa "jedność lekarska" jest pojęciem socjologicznym, a nie prawnym i nie zależy od tego której izbie płacimy składkę. Zasadza się ona na tym, że kończyliśmy te same uczelnie, mieliśmy tych samych profesorów, często jesteśmy wzajemnie pożenieni i - co najważniejsze - hołdujemy w pracy tym samym zasadom etycznym. Jak widać stomatolodzy dzielą się na tych, dla których ich "lekarskość" nie wymaga ciągłego udowadniania i na tych, którzy muszą ciągle się w tym poczuciu utwierdzać.
3. Aspekt finansowy: tu zgoda - nie da się utrzymać 24 izb dentystycznych za 40 zł składki miesięcznie.

A teraz o naprawdę poważnych rzeczach.

Wiele z poniższych tez można znaleźć w naszych publikacjach ("Dentonet", "E-Dentico", "Galicyjska Gazeta Lekarza Dentysty") czy na stronie www.autonomia-dent.pl.
Autorka ubolewa, że demokracja nie daje rady małej grupie "wywrotowców". Otóż teza, że demokracja to rządy większości jest połową definicji. W rozwiniętych demokracjach większość wspiera mniejszości i gwarantuje im minimalne prawa według wytyczonego przez ogół kanonu. W państwie demokratycznym kanonem takim jest konstytucja. Jako inicjatorzy dyskusji podnieśliśmy wątpliwość czy z pozoru logiczny parytet proporcjonalnego składu organów równy stosunkowi liczebności obu zawodów z uwagi na swą dramatyczną rozpiętość (78% do 22%) nie powoduje, że zasady reprezentacji zawodu lekarza dentysty przybierają charakter fasadowy i czy w takim systemie dentyści mają realne narzędzia do swej skutecznej reprezentacji. Postawiliśmy postulat, aby zachować ten parytet obudowując go zapisem dającym nam możliwość samodzielnego wyboru naszej 22-procentowej części jednego tylko z 4 organów - rad lekarskich (podana proporcja 22 do 78 występuje w ujęciu krajowym - w okręgowych izbach może się nieco różnić).
Radzimy Koleżance nie wymyślać trzeciej drogi, nie tworzyć podwalin pod nowe nauki polityczne i przyjąć z pokorą, że od strony naukowej (politologicznej i prawno-konstytucyjnej) jest dużą różnicą czy dana grupa ma swobodę kształtowania swojej reprezentacji czy nie. Gdyby tak nie było, to nie byłoby sensu przeprowadzać wyborów powszechnych do parlamentu czy europarlamentu. Posłów czy deputowanych można by inaczej wyznaczyć stawiając jedynie warunek, aby byli to Polacy. Mając 22% w każdym z 4 organów wybieranych przez zjazd, w składzie którego jest też 22% dentystów, uzyskujemy wpływ na wybór naszej w tych organach 22-procentowej skromniutkiej mniejszości też tylko w 22%. Mamy więc ćwierć z ćwierci wpływu. Nawet w ciałach takich jak Komisja Stomatologiczna NRL praktycznie jej całość wybierana jest w 80% przez lekarzy. Innymi słowy prawie 80% elektoratu takiego ciała nie ponosi skutków dobrej lub złej pracy tego gremium. Czy to są standardy współczesnej demokracji?
Bynajmniej nie uważamy się za mniejszość. Twierdzenie, że "większość chce, by zostało tak jak jest" to teza nie poparta żadnym dowodem. Naczelna Rada Lekarska odmówiła nam w zeszłym roku wykonania reprezentatywnego badania wśród stomatologów, a z ankiety przeprowadzonej przez nas wynika, że zdecydowana większość delegatów-dentystów na krajowy zjazd lekarzy poparła odrębne wybory.
Stanowisko NRL co do kształtu ordynacji wyborczej zapadło wskutek negatywnej rekomendacji Komisji Stomatologicznej NRL podjętej w 18-osobowym składzie. Rekomendacja ta została wsparta (patrz protokół NRL z 18 września 2008) zdaniem szefa Komisji Wyborczej NIL o niekonstytucyjności Autonomii Stomatologów, o czym miała świadczyć opinia znanego konstytucjonalisty. Kiedy poprosiliśmy o tę opinię, to okazało się , że wyrażona została... przez telefon.
W ferworze ostatniej dyskusji padło również zdanie świadczące o tym, że posługiwanie się w tym sporze konstytucją jest wręcz śmieszne czy pretensjonalne. Pomyślmy: ileż takie środowisko musiałoby mieć w sobie pewności siebie (żeby nie powiedzieć zarozumialstwa), aby wybierać rzeczników i sędziów, wymierzać kary Kolegom mając jednocześnie tak ambiwalentny stosunek do prawa i jego źródła, jakim niewątpliwie jest konstytucja.
Dopytuje się nas Koleżanka, co dałaby zasada, aby do jednego z 4 organów wybory były odrębne. Otóż upodmiotowiłoby to Delegatów. W ciągu ostatnich ośmiu lat delegaci na krajowy zjazd lekarzy zebrali się:

- na 20 minut w Toruniu (2003),
- na 30 minut w Warszawie (styczeń 2008),
- na dwugodzinnej konferencji poświęconej autonomii w kwietniu 2008.

Chcąc wciągnąć nowych, młodych lekarzy do pracy, zapraszając ich do samorządu trzeba zagwarantować im minimum prerogatyw. Takim minimum mogłoby być wyłączne prawo do wyboru członków rady lekarskiej i wskazania kandydata na wiceprezesa rady. Tylko w ten sposób można z delegatów uczynić prawdziwych pośredników i wyrazicieli woli lekarzy dentystów. I do tego szanowanych przez wybrane przez nich władze. Każdy, kto - jak niektórzy nasi koledzy delegaci - napisał kiedyś do Komisji Stomatologicznej NRL i nie otrzymał nawet odpowiedzi, wie z pewnością, o czym mowa.
Czas prostych dylematów się skończył. Zamykając się w wąskim kręgu osób namaszczanych przez kolejnego Prezesa NRL (tak się de facto wyłania na krajowym zjeździe członków NRL - kto był, ten wie, co to "lista Prezesa"), a co gorsza nie korzystając z wiedzy i umiejętności delegatów na KZL nasz stomatologiczny management odcina się od dopływu pomysłów. Dobre pomysły rodzą się i weryfikują tylko w trakcie dyskusji. Ileż można dyskutować we wciąż tym samym gronie? Czy nasza inicjatywa oznacza nieufność wobec lekarzy? Nie. Nasze interesy nie muszą być sprzeczne. Starczy, że znaczenie poszczególnych interesów jest dla nas różne. My, stomatolodzy, po prostu mamy swoją specyfikę i na nieco inne rzeczy kładziemy akcenty. I to wystarczy, aby mieć powód domagać się samodzielnego wyboru 22% reprezentacji w JEDNYM organie.
Czy to wszystko może mieć jakiś wymierny skutek? Oczywiście. W chwili, gdy kreślimy tę ripostę, trwa przeciąganie liny w sprawie rentgenów: niby obowiązkowych, niby nie (dla wszystkich gabinetów NFZ).
W tym momencie, kiedy lekarze dostają z różnych źródeł sprzeczne wiadomości, kiedy nie wiedzą czy będą mieli kontrakt od stycznia, kiedy oddziały NFZ zapowiadają cięcia stawek, kiedy znikają dopłaty, a inflacja zjada nam podwyżkę "wedlowską", kiedy szukają jakiejś pewności, że ktoś z ich reprezentacji o tym myśli - w tym właśnie momencie ostatni wpis na stronie internetowej Komisji Stomatologicznej NRL pochodzi z 12 września, a tak ważna sprawa jak groźba wymazania z mapy świadczeniodawców 75% gabinetów nie wywołała nawet oficjalnej reakcji NIL. Czy tak zachowywałaby się ekipa choć trochę zależna od swych wyborców?
I nie ma się co doszukiwać drugiego dna, insynuować nam osobiste ambicje i puszczać oko do naszych kolegów, aby nas nie wybierali. Lekarze dentyści nie napiszą do NIL skargi. Oni po prostu - jeśli nawet wzięli udział w tych wyborach - nie przyjdą na następne.

Andrzej Stopa, Kraków
Andrzej Cisło, Poznań
Dariusz Kościelniak, Kraków
Lech Szadziuk, Szczecin


Gazeta Lekarska 2009-12 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2009-11-30