
|

 |
Specjaliści czują się dyskryminowani
|  |  |  |
 |
Lekarze specjaliści uważają, że są dyskryminowani, bo zarabiają mniej niż rezydenci. Dlatego zaczęli składać pozwy do sądów.
Pierwszymi medykami, którzy - po wejściu w życie rozporządzenia ministra zdrowia z 23 kwietnia 2009 r. w sprawie wysokości zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarzy i lekarzy dentystów odbywających specjalizacje w ramach rezydentury - zdecydowali się na ten krok, byli lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku i Szpitala Psychiatrycznego w Choroszczy. Domagają się odszkodowań w wysokości po ok. 40 tys. zł. To - według przewodniczącego podlaskich struktur OZZL Ryszarda Kijaka - pierwsze tego typu pozwy. Jak mówi, tylko w województwie podlaskim jest półtora tysiąca lekarzy, którzy gotowi są pójść do sądu. Sam jest anestezjologiem pracującym w USK i należy do grupy 5 osób, które jako pierwsze zwróciły się do sądu pracy.
Zauważyć problem
- Złożyłam pozew głównie po to, aby zwrócić uwagę na problem, może ktoś w ministerstwie nas usłyszy - mówi Maria Jolanta Niedźwiecka, radiolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Wynagrodzenie zasadnicze większości specjalistów z doktoratami i wieloletnim stażem, zatrudnionych w USK, waha się w granicach 2499-3064 zł, czyli jest nawet o półtora tysiąca zł mniejsze niż minimalne wynagrodzenie rezydentów z najwyższej grupy. Różnica ta wynika z tego, że poziom płac rezydenckich określa Ministerstwo Zdrowia (i to ono je wypłaca), a pensje specjalistów zależą od dyrektora szpitala i wypłaca się je z budżetu placówki. Rodzi to niezdrową sytuację, kiedy lekarz z lepszym wykształceniem i doświadczeniem zarabia mniej niż młody kolega, który się od niego uczy. Narusza to zasadę równego traktowania w zatrudnieniu - uważa OZZL.
Wyrównać czy zwiększyć?
Kijak, występując przed sądem, mówił, że specjaliści chcą zarabiać o połowę więcej niż rezydenci. Jako podstawę roszczeń wskazał Kodeks pracy, który zakłada gradację wynagrodzeń w zależności m.in. od doświadczenia, rodzaju wykonywanej pracy, jej złożoności, wykształcenia pracownika.
Lekarka hematolog ze szpitala uniwersyteckiego oszacowała swoje odszkodowanie za 9 miesięcy 2009 r. wraz ze stawkami za dyżury na kwotę 38,9 tys. zł. Druga lekarka ze szpitala psychiatrycznego w Choroszczy domaga się 41,6 tys. zł.
Pełnomocnicy obu pozwanych szpitali wnieśli o oddalenie powództwa, tłumacząc m.in., że rezydenci są opłacani przez Ministerstwo Zdrowia, które ustaliło stawki, nie może więc za to odpowiadać dyrekcja szpitala (szpital płaci rezydentom jedynie za dyżury). Szpital uniwersytecki argumentował również w odpowiedzi na pozew, że stawki dla rezydentów ustalone w rozporządzeniu ministra zdrowia miały zahamować migrację młodych lekarzy za granicę.
Kijak powiedział, że lekarze specjaliści nie rozumieją, dlaczego z punktu widzenia ministerstwa bardziej należy zatrzymywać młodych lekarzy rezydentów, którzy dopiero się uczą, niż już wykształconych i doświadczonych specjalistów. - Specjalista jest kierownikiem na dyżurze i dostaje 30-40 proc. mniej niż rezydent, który jest od uczenia się zawodu i znajduje się pod jego nadzorem - mówił w sądzie Kijak.
Mistrz kontra uczeń
Z kolei lekarze ze szpitala w Choroszczy najpierw postanowili zaprotestować przeciwko niskim zarobkom. Na dwie godziny odeszli od łóżek - na oddziałach zostali w tym czasie tylko lekarze dyżurni. Lekarz z drugim stopniem specjalizacji i np. 20-letnim stażem pracy zarabia tu ok. 2500 zł brutto. Jest to najniższa płaca w kraju. - Na rękę dostaję 2,2 tys. zł. Nawet niektóre pielęgniarki mają więcej niż ja. Nie wspominając już o rezydentach, których pensja jest wyższa o tysiąc złotych - mówi Marzanna Sołowiej, szefowa OZZL w Szpitalu Psychiatrycznym w Choroszczy. - Nie może tak być, że uczeń zarabia więcej niż mistrz. Z postulatami lekarzy solidaryzuje się nawet dyrekcja placówki, ale nie może im pomóc, bo pieniędzy brakuje, a kontrakt na 2010 r. będzie o 2 proc. niższy od tegorocznego. Na razie Sołowiej złożyła pozew do sądu pracy. - Czy wygramy? Nie wiem - mówi. - Na zdrowy rozum powinniśmy wygrać, ale nigdy nie wiadomo. Jest to zresztą dla nas jedyna możliwość walczenia o wyższe pensje.
Będą następni?
Związek namawia innych lekarzy do składania podobnych pozwów, a jednocześnie tworzy listę szpitali, gdzie różnice w pensjach wyglądają podobnie. Na razie na liście znalazło się 65 placówek - tylko tych, z których lekarze sami zechcieli zgłosić te dysproporcje. Istotą pozwu jest dochodzenie odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu (art. 183d Kodeksu pracy), a nie roszczenie o wyższą płacę, gdyż dotychczasowe próby sądowego jej dochodzenia, np. w oparciu o art. 13 kp (prawo do godziwego wynagrodzenia) nie przynosiły efektu. - Ponieważ pozew ten nie jest roszczeniem o ustalenie wyższego wynagrodzenia, po ewentualnej wygranej przez lekarza w sądzie dyrektor szpitala nie będzie zobowiązany do podniesienia mu płacy, a tylko do wypłaty odszkodowania - tłumaczy Kijak. - Niemniej jednak podwyżki można się spodziewać, bo dyrektor będzie rozumował logicznie, iż jeśli nie podwyższy powodowi-lekarzowi uposażenia, to on znowu - za jakiś czas, np. za 6 miesięcy - wystąpi do sądu o kolejne odszkodowanie, i znowu wygra, co licząc odsetki będzie dla dyrektora droższe niż odpowiednie podniesienie płacy.
Sąd podwyższy?
To oznacza, że teraz to sędziowie będą musieli rozstrzygnąć, ile mają zarabiać lekarze specjaliści. Wygrana przed białostockim sądem, gdzie trafiły pierwsze wnioski, może stworzyć niebezpieczny precedens - spowodowałoby to konieczność wypłaty specjalistom olbrzymich odszkodowań i wpędziłoby szpitale w jeszcze większe długi. Dlatego dyrektorzy już dziś bronią się przed ewentualnymi roszczeniami. Krzysztof Bederski, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie podkreśla, że lekarze rezydenci, wykonujący zabiegi czy udzielający porad, ponoszą taką samą odpowiedzialność prawną i zawodową jak uczący ich fachu specjaliści. - Zgadzam się, że specjaliści mają większe doświadczenie i my im za to płacimy w formie dodatków, wypłatą tzw. stażowego itp. W efekcie pensja zasadnicza specjalisty wynosi u nas od 4,3 do 4,8 tys. zł, czyli znacznie więcej, niż otrzymują rezydenci - przekonuje dyrektor. Zaznacza, że podwyższenie uposażeń przy obecnym poziomie finansowania przez NFZ nie wchodzi w grę.
Choć akcja sądowa lekarzy formalnie skierowana jest przeciwko dyrektorom szpitali, w rzeczywistości - jak podkreśla Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL - jego adresatem jest rząd i parlament, bo to od posłów i ministrów zależy, ile pieniędzy wpływa do kasy funduszu. Ostatecznie - jeśli lekarze wygrają - rządzący będą musieli znaleźć pieniądze na wypłatę odszkodowań. To kolejna próba walki o zwiększenie lekarskich zarobków - warto przypomnieć, że związek domagał się niedawno m.in. określenia płacy minimalnej.
Co będzie, jeśli sąd nie stanie po stronie medyków? Dr Jerzy Friediger, przewodniczący ORL w Krakowie nie wątpi, że wielu specjalistów odejdzie ze szpitali publicznych do prywatnych klinik lub gabinetów, gdzie zarobią znacznie więcej. Zmaleje też zainteresowanie rozpoczynaniem specjalizacji, przede wszystkim tych, które są najmniej dochodowe. W ostateczności zapłaci zatem pacjent, który w kolejce do specjalisty będzie czekał jeszcze dłużej niż dziś.
Na razie sąd odroczył sprawę. Przed wydaniem wyroku chce poznać m.in. regulamin wynagrodzeń rezydentów, specjalistów, a także umowę, jaka jest zawierana z ministerstwem w sprawie rezydentów oraz poszczególne składniki wynagrodzeń.
Agnieszka Katrynicz
Gazeta Lekarska 2009-12 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|