 | Słowo Redaktora Naczelnego |
|
Muszę przyznać, że pojęcie o ekonomii mam marne. W końcu tylko na medycynie
jej nie nauczano. Dowiedziałem się ostatnio od nie lada fachowców, że
inflacja w Polsce wciąż rośnie, a tymczasem w "bratniej" Wielkiej Brytanii i
Północnej Irlandii właśnie rozpoczęła się deflacja, czyli ceny obniżyły się
w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. To ciekawe, bo i u nas,
i na Wyspach nie płaci się w euro. Okazuje się, że to owszem ciekawe dla
mnie, ale nie dla kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Nikt z nich mi
tego nie wyjaśnił. Ciekawe dla nich jest tylko to, kto ma większy bilbord
przy drodze i kto nim skuteczniej zasłoni równie przewrotną propagandę
konkurencji, a przede wszystkim schowa za nimi problemy i potrzeby naiwnych
obywateli, po cichu wzdychających do wolnościowych zdobyczy Europy. Po raz
pierwszy od dwudziestu lat targnął mną dylemat, czy mój udział w takich
wyborach jest komukolwiek potrzebny.
Redaktor Naczelny - Marek Stankiewicz
 | Okiem Prezesa |
|
Czy kryzys finansowy już dotarł do Polski? Bo jeśli tak, to czy rzeczywiście
doświadczyliśmy już wszystkiego, co może być jego skutkiem? Ekonomiści
spierają się na temat jego przyczyn, rzeczywistych, a nie medialnych jego
wymiarów, no i wreszcie perspektywy rozwoju dalszych wypadków. Są jednak
dość zgodni co do tego, że, tak jak najsilniej uderzył on w kraje o
najbardziej rozbudowanych systemach finansowych, to do takich państw, jak
Polska, fala kryzysu dojść musi na pewno. Chociaż z pewnym opóźnieniem,
które jest naszą szansą na lepsze przygotowanie się do niego. To oznacza,
niestety, że spadek zatrudnienia, stagnacja (a czasem obniżki) wynagrodzeń
oraz spadek wartości złotego z większą siłą niż dotychczas musi dotknąć
finansów publicznych. Niestety, oznacza to także, że ochrona zdrowia, która
jest finansowana w ok. 2/3 ze środków publicznych, może mieć poważne
problemy. Co więcej, niewykluczone, że w związku z powiększającą się liczbą
firm i osób prywatnych mających problemy finansowe napływ prywatnych środków
finansowych do placówek opieki zdrowotnej także zmniejszy się.
 | Tryumf samorządu |
|
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom resortu zdrowia liczba okręgowych izb
lekarskich oraz okręgowych izb pielęgniarek i położnych pozostanie bez
zmian. Zgodnie z przygotowanymi przez resort zdrowia projektami ustaw o
izbach lekarskich oraz o samorządzie pielęgniarek i położnych ich liczba
miała być dostosowana do podziału administracyjnego Polski. To oznaczało, że
zamiast 22 izb lekarskich i 45 pielęgniarskich miało działać po 16 izb.
Resort zdrowia (oficjalnie) argumentował swoją propozycję tym, że
poszczególne izby skupiają zbyt małą liczbę członków, a to wpływa chociażby
na niewielką liczbę spraw, jakimi zajmują się rzecznicy odpowiedzialności
zawodowej czy sądy zawodowe. Jak zapewnia ministerstwo rezygnacja z
likwidacji części izb to wynik konsultacji społecznych nad projektami ustaw
przewidującymi takie rozwiązanie. - Nadal uważamy, że powinno dojść do zmian
organizacyjnych w izbach - mówi Jakub Gołąb, rzecznik prasowy Ministerstwa
Zdrowia.
 | Zabrakło nowelizacji dyrektywy |
|
28 kwietnia br. zakończono prace legislacyjne nad nowelizacją Dyrektywy
2003/88/WE dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy, czyli
tej, na podstawie której Europejski Trybunał Sprawiedliwości w orzeczeniach
podjętych w sprawach SIMAP oraz Jaeger stwierdził, że dyżury lekarskie
należy w całości zaliczać do czasu pracy. Niemal pięcioletnie postępowanie
od 22 września 2004 r., w które zaangażowane były Komisja Europejska, Rada
Unii Europejskiej i Parlament Europejski, zakończyło się jednak
niepowodzeniem i nie doprowadziło do znowelizowania przepisów Dyrektywy.
Oznacza to, że nadal w niezmienionej wersji obowiązują dotychczasowe
przepisy Dyrektywy 2003/88/WE. Ciągle jeszcze w pełni aktualne są wnioski
wynikające z orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczące
kwestii dyżurów lekarskich. Tak więc dwie najistotniejsze z punktu widzenia
lekarzy sprawy pozostały bez zmian. Dyżur lekarski musi być traktowany jako
okres stanowiący w całości czas pracy.
 | Pajęcza sieć |
|
Internet zawojował większość dziedzin naszego życia i nie należy
przypuszczać, aby medycyna była wyjątkiem, który oprze się temu sposobowi
kontaktów między ludźmi. Do niedawna, gdy organizowano konferencję na temat
telemedycyny, można było z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że
przedmiotem obrad będzie problem prędkości przesyłania drogą elektroniczną
wyników badań obrazowych ze Skandynawii do oceny radiologowi w Polsce. Po
radiologach do działu usług lekarskich na odległość dołączyli kardiolodzy
oferujący diagnostykę elektrokardiograficzną. Na tym się nie skończyło.
Kanon XIX-wiecznej medycyny klinicznej, w której okowach mentalnych wszyscy
jeszcze dość mocno tkwimy, zakładał drobiazgowe zebranie wywiadu od pacjenta
(z osławionymi datami miesiączek u sędziwych dam i chorobami wieku
dziecięcego) i nie mniej drobiazgowe badanie przedmiotowe, od odruchów
ocznych poczynając, na tętnie na tętnicach grzbietowych kończąc. Dziś tak
zaawansowane roznegliżowanie pacjenta ambulatoryjnego w warunkach
amerykańskich mogłoby narazić lekarza na zarzut molestowania seksualnego, o
czym powiedziała mi jedna z pacjentek mieszkających na południu Stanów
Zjednoczonych.
 | Państwo opiekuńcze na trzy sposoby |
|
"Mamy kryzys" - zakomunikował niedawno na łamach prasy prezes NFZ. Dlatego
też szpitale nie mają co liczyć na lepszą wycenę świadczeń, jak się tego
domagają, a raczej niech się spodziewają zmniejszenia ceny. "Gorsza
koniunktura gospodarcza uderza we wszystkich" - wyjaśnił pan prezes i - żeby
nie pozostawić już żadnych wątpliwości - podsumował: "Wiadomo, że skoro
Fundusz nie ma środków, to ich po prostu nie wyda". Wywody szefa NFZ wydają
się na pozór logiczne, choć tylko na pozór. Żeby przekonać się jaka jest ich
rzeczywista wartość, proponuję panu prezesowi test: niech pójdzie np. do
salonu samochodowego i powie tak: Mamy kryzys, nie mam zbyt wielu pieniędzy,
sprzedajcie mi mercedesa za 30 tys. zamiast za 100. Co usłyszy? - Jak pana
nie stać na mercedesa, to niech pan sobie kupi fiata pandę. Ceny na
samochody są bowiem w Polsce ustalane na drodze rynkowej, a nie wolą tego
czy innego pojedynczego klienta. Inaczej jest z cenami świadczeń zdrowotnych
refundowanych ze środków publicznych. Tutaj obowiązuje zasada, że płatnik
płaci tyle, ile chce, a zakładając jego dobrą wolę - tyle, na ile starczy mu
pieniędzy.
|
|
 | Lekarz nie powinien palić |
|
Z prof. Wojciechem Witkiewiczem, dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala
Specjalistycznego we Wrocławiu, prezesem Towarzystwa Chirurgów Polskich,
ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Onkologicznej rozmawia
Agnieszka Katrynicz. . Panie profesorze, jak pana zdrowie? - Dziękuję,
dobrze . Kiedy ostatnio robił pan badania kontrolne? - Według zaleceń mojego
lekarza, który opiekuje się mną już 3 lata, przeprowadziłem badania
kontrolne 2 tygodnie temu. . Polacy dość niechętnie się badają, działania
profilaktyczne nie mają masowego oddźwięku. Czy na tym tle lekarze
wyróżniają się szczególną aktywnością? - Na pewno lekarze to grupa zawodowa
bardzo świadoma potrzeb profilaktycznego badania się. Jednak tak jak i nasi
pacjenci nie lubimy chodzić do lekarza, nawet gdy prywatnie dobrze go z
namy.
Jeszcze mniej chętnie poddajemy się różnego rodzaju testom czy badaniom
diagnostycznym, zwłaszcza tym inwazyjnym. Badania opinii wykazują, że
najczęstszym powodem, dla którego Polacy unikają badań profilaktycznych,
jest przekonanie o tym, że są zdrowi.
 | Człowiek, który leczy innych, musi być trzeźwy |
|
Z Marią Durą, specjalistą psychiatrii, pełnomocnikiem ds. zdrowia lekarzy
przy Lubelskiej Izbie Lekarskiej rozmawia Anna Augustowska. . Od ponad roku
pełni pani funkcję pełnomocnika do spraw zdrowia lekarzy. Z jakimi
problemami styka się pani najczęściej? - Są to różne sprawy. Rola
pełnomocnika jest wielostronna i dotyczy każdej sprawy, związanej z kondycją
zdrowotną lekarza. Chodzi tu przede wszystkim o sytuację, kiedy choroba
lekarza, jego niedyspozycja może mieć zły, wręcz niebezpieczny wpływ na
wykonywane przez niego obowiązki. To są zarówno choroby somatyczne, jak i
choroby psychiczne, a także alkoholizm. I z tym problemem stykam się jako
pełnomocnik najczęściej. . Co to znaczy najczęściej? - Spośród kilkunastu
osób, które się do mnie do tej pory zgłosiły, większość to lekarze mający
problem z nadmiernym piciem alkoholu. Kilkoro z nich jest właśnie w trakcie
leczenia. Wiem, że to "kilkoro" brzmi mizernie, bo fakty, badania i wszelkie
statystyki jednoznacznie pokazują, że uzależnienie od alkoholu dotyka około
10-20 procent ogółu konsumentów, a lekarze nie różnią się pod tym względem
od reszty społeczeństwa.
 | Dokumentacja medyczna w gabinecie stomatologicznym |
|
Dokumentacja medyczna
stanowi nieodłączną część pracy lekarskiej i jest opisem wiedzy uzyskanej z
przeprowadzonego z pacjentem wywiadu, wniosków z badania przedmiotowego i
sprawozdania z podjętych przez lekarza czynności. Od jakości i czytelności
tej dokumentacji może zależeć zdrowie, a nawet życie pacjenta oraz, co
również bardzo ważne, bezpieczeństwo lekarza i lekarza dentysty. Dlatego
dokumentację należy sporządzać zachowując szczególną staranność, pamiętając,
że zewnętrzna ocena wiedzy i umiejętności lekarza często dokonuje się
wyłącznie na podstawie zapisów w karcie choroby pacjenta, zwanej obecnie
kartą zdrowia i choroby. Szczególną uwagę na zagadnienia związane z
prowadzeniem, przechowywaniem i udostępnianiem dokumentacji powinni zwrócić
lekarze prowadzący indywidualne, indywidualne specjalistyczne i grupowe
praktyki lekarskie, a wśród nich zwłaszcza ci, którzy wykonują zawód w
postaci praktyk w miejscu wezwania.
 | Jakość życia jako cel leczenia |
|
Termin "leczenie" oznacza podejmowanie działań zmierzających do osiągnięcia
celu terapeutycznego. Może być nim przywrócenie zdrowia, wydłużenie życia
lub zmniejszenie cierpienia. Realizacja każdego z tych celów może wymagać
innego leczenia, zwłaszcza w zaawansowanych stanach chorobowych. Pacjent,
podmiot działań, ma prawo do wytyczenia swojego własnego celu określającego
zakres leczenia. Warunkiem świadomego dokonania wyboru przez chorego jest
posiadanie rzetelnych informacji na temat stanu zdrowia, rokowania, ale
także niedogodności i zagrożeń potencjalnej terapii. Wyjaśnienie istoty
choroby, jej zaawansowania i możliwych scenariuszy dalszego jej rozwoju
umożliwia choremu określenie oczekiwań. Pacjent i lekarz często próbują
odwlec trudną rozmowę o możliwych scenariuszach końca życia. Kiedy zbliża
się śmierć z każdym dniem coraz trudniej rozpocząć taką rozmowę, gdy stan
zdrowia pacjenta pogarsza się, a toczące się siłą rozpędu leczenie sprawia,
że coraz mniej decyzji pozostaje do podjęcia.
 | Portrety w pasiaku |
|
połowie 1942 r. w Warszawie nikt ze znanych ludzi nie mógł się czuć
bezpiecznie. Gestapo nasiliło masowe aresztowania wśród polskiej
inteligencji. Aresztowani trafiali do więzienia na Pawiaku, a stamtąd do
obozów w Auschwitz, na Majdanku albo do dalszych - Sachsenhausen, Gross
Rosen, Mautchausen, Oranienburga. Bezpieczny nie czuł się również Mieczysław
Michałowicz. Pozostawał na swojej placówce w Szpitalu Dziecięcym przy ul.
Litewskiej, ale unikał pokazywania się w miejscach publicznych. Normą
skromnej warszawskiej konspiracji było nocowanie poza domem. Gestapo
zjawiało się zwykle przed mieszkaniem wczesnym rankiem. Standardowa
ostrożność na niewiele się zdała. Na początku listopada 1942 r. nastąpiły
masowe aresztowania wśród warszawskiej inteligencji; gestapo zabrało z domów
wielu wybitnych działaczy społecznych, naukowców, literatów, dziennikarzy,
artystów, księży. W nocy z 10 na 11 listopada agenci hitlerowskiej policji
politycznej podjechali pod mieszkanie Michałowicza przy ul. Lekarskiej 23.
 | Mało, a nawet za dużo |
|
Międzynarodowy Związek Lekarzy upowszechnił pod koniec lat trzydziestych XX
w. pogląd, że w Europie 1 lekarz powinien przypadać na 1500 mieszkańców.
Liczba ta powstała z połączenia myślenia o pacjentach i o egzystencji
materialnej lekarza. Jeden lekarz był w stanie opiekować się taką liczbą
ewentualnych pacjentów. Tak liczną społeczność stać było na utrzymanie
swojego lekarza. Wyliczenie to odnosiło się do lekarzy, których należałoby
nazwać "rodzinnymi" lub "domowymi". Wiadomo, że lekarzy dentystów było od
nich znacznie mniej; w Polsce 3,5-krotnie mniej. W 1938 r. praktykowało u
nas 12 917 lekarzy oraz 3686 lekarzy dentystów (dane te podaję tym razem za
"Małym rocznikiem statystycznym" 1939; pochodzą z końca 1937 r.). Z tej
statystyki można by wyprowadzić wniosek, że 1 lekarz dentysta powinien
przypadać na 4500 mieszkańców. Prawda była jednak bardziej dotkliwa:
statystycznie musiał zadbać o 11 500 mieszkańców. Lekarz "domowy" też nie
miał pieczy nad 1500 mieszkańców, ale nad 3100.
|
|