|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2009 Gazety Lekarskiej Numer 2009-03 Lekarzy losy wojenne (5) - Idealista w czasach pogardy
Prof. Tadeusz Bilikiewicz, który w czasie wojny i okupacji pracował w Zakładzie Psychiatrycznym w Kocborowie k. Starogardu Gdańskiego, zapamiętał swój wykład dla słuchaczy niemieckiej Akademii Lekarskiej w Gdańsku jako triumf polskiej wiedzy lekarskiej nad niemiecką.
Pewnego razu zwrócił się do mnie komisaryczny dyrektor szpitala, dr Siemens, abym publicznie dla studentów medycyny zademonstrował nakłucie podpotyliczne. Pokaz nakłucia urządzono w dużej sali, która przed wojną służyła za kaplicę, a przez Niemców zamieniona została na salę zebrań. Przygotowałem się do wykładu starannie, zdawałem sobie sprawę z tego, że gdybym się zbłaźnił, to byłoby już po mnie. Sala była nabita; tłum studentów, a w pierwszych rzędach dygnitarze z rektorem Akademii, profesorem Grossmanem, dyrektorem Szpitala - Siemensem i szeregiem umundurowanych hitlerowców. Wykonanie zabiegu poprzedziłem krótkim wykładem, wyjaśniającym stosunki anatomiczne miejsca, w którym wykonuje się nakłucie. Pierwszy zabieg udał się bardzo sprawnie, co studenci - według zwyczaju w uczelniach niemieckich - przyjęli z zadowoleniem tupiąc nogami. U drugiego chorego zabieg trochę się przedłużył, gdyż nie od razu trafiłem do cysterny. Była chwila napięcia, ale zaraz potem pojawił się kroplami płyn mózgowo-rdzeniowy, co studenci znowu powitali szmerem tupania. Nawet rektorowi zaimponowałem. Wydarzenie to miało ogólniejsze znaczenie w ówczesnej atmosferze. Niemcy wszelkimi sposobami szerzyli propagandę, która miała na celu poniżyć Polaków, przedstawić ich jako rasę niższą. I oto, żeby studentów medycyny nauczyć, trzeba było wypożyczyć polskiego lekarza, bo żaden z Niemców tego nie potrafił. W maju 1935 r. został ordynatorem Zakładu Psychiatrycznego w Kocborowie. Przyjechał tam z Krakowa, gdzie pod kierunkiem prof. W. Szumowskiego zdobył doktorat z historii medycyny, habilitował się, a następnie otrzymał tytuł docenta. Był też tytularnym profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, w którym nie mógł objąć katedry z powodu oszczędnościowej redukcji zatrudnienia. Wcześniej poznawał psychiatrię i historię medycyny w Zurychu oraz w instytucie historii medycyny w Lipsku. Władał znakomicie językiem niemieckim. Z tego czasu utrzymywał naukowe i osobiste kontakty z niemieckim historykiem medycyny prof. Henrym Sigeristem z Lipska. Znajomość ta pozwoliła mu przeżyć bez represji okupację niemiecką. Kocborowo, dziś dzielnica Starogardu Gdn., znajdowało się przed 1939 r. w strefie tzw. korytarza, do którego pretensje zgłaszały hitlerowskie Niemcy. We wrześniu 1939 r. zostało zajęte przez Wehrmacht w pierwszej kolejności. Zakład Psychiatryczny stał się miejscem masowych mordów chorych psychicznie. Najpierw zgładzono miejscowych pacjentów, a następnie przywożono kolejne partie z innych szpitali Pomorza Gdańskiego. Łącznie uśmiercono w szpitalu lub rozstrzelano w pobliskim Lesie Szpęgawskim ponad 2,5 tys. chorych psychicznie. Bilikiewicz był świadkiem tych zbrodni. Po wojnie jako świadek i ekspert będzie oskarżać katów, a wśród nich niemieckich lekarzy, przed polskim trybunałem narodowym i w mniejszych procesach. W raporcie opracowanym dla trybunału polskiego sądzącego Alberta Forstera, wielkorządcę Gdańska - Prus Zachodnich, Tadeusz Bilikiewicz scharakteryzował zaplanowaną i konsekwentnie realizowaną politykę eksterminacji ludności polskiej na terenie Pomorza Gdańskiego, ilustrując wnioski własnymi obserwacjami z Kocborowa. Głównie chodziło tu o zniszczenie inteligencji polskiej i innych czynników, stanowiących z punktu widzenia hitleryzmu reakcję. Wymordowano w ten sposób niemal doszczętnie duchowieństwo polskie, prawników, wyższych urzędników, nauczycieli, działaczy narodowych itp. Doszczętnie wymordowano w pierwszym miesiącu okupacji ludność żydowską. W obozach koncentracyjnych (Stutthof, Potulice) i w więzieniach mordowano bez litości wszystkich Polaków, którzy zdradzili się swymi uczuciami polskimi. W autobiografii profesor zapisał syntezę swoich doświadczeń i spostrzeżeń o niemieckich lekarzach i personelu pomocniczym w Kocborowie. Lekarzy niemieckich nic nie obchodziło poza sprawnym funkcjonowaniem metod eksterminacji chorych. Niemcy rozumieli się między sobą doskonale. Z Gdańska przychodziły rozkazy: trzeba było zrobić miejsce dla transportu chorych z obszarów "wybombowanych". Bardzo sprawnie organizowano transport do lasu. SS-mani, niemiecki personel pielęgniarski, niemieccy lekarze, niemieccy urzędnicy - wszyscy solidarnie tworzyli zwarty i solidarnie pracujący front morderców. Chore dzieci pielęgniarki niemieckie zabijały olbrzymimi dawkami luminalu. Środek ten poprzedniego dnia jeden z lekarzy niemieckich zapisywał do książki recept. Historię choroby zaopatrywano w zakończenie podające jako przyczynę zgonu byle jaką chorobę. Niemiecka etyka lekarska przestała istnieć. ***
Tadeusz Bilikiewicz, lekarz psychiatra, zabierający wielokrotnie publicznie głos w sprawie humanitarnego traktowania pacjentów chorych psychicznie (Tacy sami chorzy, jak inni - pisał), z wyczuleniem obserwował zachowania lekarzy niemieckich, a następnie opisał eksterminację chorych psychicznie z terenu Pomorza Gdn. i niechlubną rolę lekarzy. Lekarze niemieccy odegrali smutną rolę posłusznych narzędzi w wykonaniu zarządzeń sprzecznych z etyką lekarską wszystkich czasów i wszystkich kultur. Dla zilustrowania tego stwierdzenia przytacza pismo sygnowane wspólnie przez prezesów Izby Lekarskiej Rzeszy Niemieckiej i Izby Lekarskiej Okręgu Danzig-Westpreussen z września 1943 r. Sytuacja wymaga natychmiastowego przedsięwzięcia koncentracji wszystkich sił roboczych do niemieckiej akcji zbrojeniowej. Wśród wszystkich wymaganych środków jest rzeczą konieczną, aby właśnie teraz i natychmiast wszyscy lekarze przy orzekaniu o niezdolności do pracy stosowali tak ostrą zasadę, za którą by w dotychczasowych okolicznościach nie mogli byli brać odpowiedzialności. Oczekuje się od każdego niemieckiego lekarza Ubezpieczalni, że okaże całkowite zrozumienie użycia tego rodzaju środków koniecznych i to bez jakiegokolwiek obarczania swego sumienia lekarskiego. Jest niedopuszczalne, by wydawano zaświadczenia o niezdolności do pracy obcokrajowcom, a także niemieckim robotnikom przemysłu zbrojeniowego, którzy z powodu jakiejś bagatelki odwiedzają lekarza w jego pokoju ordynacyjnym lub w lagrze. Z polecenia Generalnego Pełnomocnika Arbeitsinsatzu wyrażam nadzieję, że każdy lekarz niemiecki sprosta tej sytuacji przymusowej i okaże zrozumienie dla tych środków doraźnych. Podpisał: Dr Froenel, prezes Izby Lekarskiej Rzeszy Niemieckiej. Zarządzenie to, jak komentuje Bilikiewicz, lekarze niemieccy stosowali z całą surowością, a w szczególności w obozach. Nie mieli wątpliwości moralnych, nie dostrzegali sprzeczności z etyką lekarską. Uogólniając, Tadeusz Bilikiewicz stwierdza z naciskiem, że mordowanie chorych i niezdolnych do pracy było w Niemczech hitlerowskich osobną dziedziną medycyny. Metodom tym nadawano eufemistyczną nazwę "eutanazji". Akcja ta w swym teoretycznym uzasadnieniu i w praktycznym przeprowadzeniu była dziełem lekarzy. Haniebna ta prawda wymaga szczególnego podkreślenia. SS-mani byli najemnymi mordercami, ćwiczonymi do technicznego wykonania krwawej roboty. Kierownictwo akcji spoczywało jednak w rękach lekarzy i to nie byle jakich lekarzy. Sam rektor Akademii Lekarskiej w Gdańsku dr Grossman osobiście zarządzał tym dziełem. ***
Po zakończeniu wojny objął katedrę historii medycyny i zakład psychiatrii Akademii Lekarskiej w Gdańsku. Predestynowały go do tej roli i przedwojenne tytuły, i osiągnięcia naukowe. Nie ustawał jednak w opisywaniu, dociekaniu i kwalifikowaniu tego, czego doświadczył osobiście i czego doświadczył naród polski w czasie okupacji niemieckiej. O zjawisku niemieckiego ludobójstwa, w kategoriach filozoficznych, wypowiedział się raz jeszcze w 1966 r. Dla zaznaczenia kontekstu historycznego warto przypomnieć, że w tym czasie (po roku 1949) historycy i publicyści polscy byli przez czynniki oficjalne zniechęcani do pisania o zbrodniach niemieckich, które nazywano zresztą "hitlerowskimi". Problematykę tę kontynuował krakowski "Przegląd Lekarski", który corocznie pierwszy zeszyt, tzw. oświęcimski, poświęcał lekarskiej problematyce okupacyjnej. W publikacji ogłoszonej w "Przeglądzie Lekarskim" Tadeusz Bilikiewicz zastanawia się nad powstaniem niemieckiej filozofii zbrodni z "rozkazu". W piśmiennictwie na temat niemieckich zbrodni wojennych wraca problematyka eutanazji. Rozkazodawcy i wykonawcy zbrodni uśmiercania ludzi chorych psychicznie i ułomnych powoływali się na rozkaz Hitlera, dodając, że był to rozkaz ustny i poufny. Bilikiewicz, stwierdzał, że ustawy o eutanazji nigdy w Niemczech nie było, była rzeczywistość pseudo-eutanazyjna, starannie zakamuflowana pod rozkazami, które mówiły tylko o wysiedleniu, ostatecznym rozwiązaniu, odosobnieniu, emigracji itp. Prawda ta nie była ujawniana ogółowi Niemców. Propaganda wpajała masom przekonanie o dziejowej misji narodu niemieckiego w stosunku do Europy, której przeszkadzają prymitywne narody, zwłaszcza słowiańskie oraz Żydzi. Na tematy te nie wolno było rozmawiać, a osoby nie podporządkowujące się ogólnemu poglądowi były represjonowane na równi z narodami podbitymi. Jak to było możliwe - pyta Tadeusz Bilikiewicz - że ta uczciwa część narodu niemieckiego nie podjęła akcji protestacyjno-propagandowej na większą skalę? Dlaczego uczciwi ludzie nabrali wody w usta i milczeli o prawdzie obozów zagłady, masowej eksterminacji milionów Żydów, metodycznego łamania prawa międzynarodowego, konwencji haskiej, elementarnych praw ludzkich? Odpowiada, że - poza strachem - postawy te były ukształtowane przez agresywną propagandę gebelsowską. Przypomina też, że od wieków masy niemieckie wychowywano w przeświadczeniu o posłannictwie kulturalnym Niemców. Hasło Drang nach Osten przeciętny inteligent niemiecki wyobrażał sobie jako urzeczywistnienie świętej misji narodu niemieckiego. Podtrzymaniu tego złudzenia służyła propaganda wpajająca przekonanie, że na Wschodzie żyją narody pogrążone w ciemnocie i barbarzyństwie. W procederze tym uczestniczyli oczywiście przestępcy i ludzie o zbrodniczej osobowości. Nie stanowili jednak przeważającej części zbrodniarzy. Większość stanowili tzw. normalni Niemcy działający na rozkaz. Bilikiwicz wydrukował swój szkic w 1966 r., a więc już po fali procesów zbrodniarzy hitlerowskich. Mógł przeanalizować linię obrony stosowaną w procesach przeciwko winnym zbrodni. Wszędzie i zawsze obrona powoływała się na rozkazy "z góry". Rozumowanie takie zdejmowało winę ze zbrodniarzy wojennych. Całą winę ponosił Hitler. Himmler, Göring, Goebbels, i inni wykonywali tylko rozkazy Hitlera. Ich podwładni wykonywali z kolei ich rozkazy i przekazywali je dalej coraz to niżej stojącym podwładnym. Ta olbrzymia machina, oparta na wojskowej dyscyplinie organizacyjnej, rozporządzająca fantastycznym aparatem propagandowym, sfanatyzowała i zaślepiła masy ludności niemieckiej, porywając za sobą nawet jej część uczciwą, działającą w patriotycznym przeświadczeniu, iż jest to święta wojna dla dobra i dla ratunku Wielkich Niemiec. Kiedy przed dwoma laty doszła do nas wiadomość, że pisarz niemiecki Günter Grass, będący kronikarzem wojennego losu Niemców i uchodzący za sumienie współczesnych Niemiec, przyznał się, że w ostatnich miesiącach II wojny światowej wstąpił do zbrodniczej formacji wojskowej Waffen SS, podniosły się głosy podważające moralnie wagę jego wielkiego pisarstwa. Po latach, kiedy czyta się tę diagnozę fanatycznego otumanienia i sterroryzowania narodu niemieckiego napisaną przez Tadeusza Bilikiewicza, łatwiej to zjawisko zrozumieć. A warto pamiętać, że o zjawisku tym wypowiadali się także inni lekarze doświadczeni przez hitleryzm: Mieczysław Michałowicz, Antoni Kępiński, Józef Bogusz i inni. Zygmunt Wiśniewski Cytaty pochodzą z publikacji T. Bilikiewicza: Polityka sanitarna okupanta na Pomorzu. Opinie biegłego o systemie polityki deportacyjnej, stosowanej przez okupanta wobec ludności w "Gau Danzig Westpreussen" ze szczególnym uwzględnieniem dziedzin lecznictwa i zdrowia publicznego. "Polski Tygodnik Lekarski" nr 47, 1949-51, s. 140-151; Autobiografia. "Kwartalnik Historii Nauki i Techniki" nr 1, 1978, s. 16; Z rozważań nad psychologią ludobójstwa. "Przegląd Lekarski" nr 1, 1966. Gazeta Lekarska 2009-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2009-03-16