|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2009 Gazety Lekarskiej Numer 2009-03 Poświęcenie i przeznaczenie
Im dalej od jesiennej sesji PES interna, tym ciekawiej, a tu już zbliża się następna sesja i nic nie wskazuje na to, że poziom emocji będzie mniejszy.Paremie i kalumnie Aktywnie działający komitet Protest PES nie pozwala spać spokojnie niektórym luminarzom medycyny i urzędnikom ministerialnym. Prof. Tomasz Grodzicki postanowił przywołać do porządku niesfornych kandydatów na specjalistów i przywrócić dobry stary ład. Wyznał na łamach jednego z czasopism medycznych, iż profesorowie Stanisław Orkisz i Zbigniew Gaciong z ogromnym poświęceniem wypełniają obowiązki związane z egzaminami specjalizacyjnymi i zważywszy na bezmiar owego poświęcenia minister zdrowia Ewa Kopacz nie powinna rezygnować z usług wspomnianych panów profesorów. Wypowiedź swą prof. Grodzicki okrasił prawniczą paremią - Vanae voces populi non sunt audience (nie należy dawać posłuchu czczym głosom tłumu). Miast bezpodstawnie rezygnować z usług dotychczasowego konsultanta do spraw interny, należy zdaniem prof. Grodzickiego rozpocząć dyskusję merytoryczną, a nie personalną. Wysoce pejoratywny ton wypowiedzi prof. Grodzickiego wobec wszystkich lekarzy, którzy negatywnie ocenili pełnienie funkcji konsultanta krajowego przez prof. Gacionga oraz proponowanie (komu?) dyskusji merytorycznej (o czym?) oceniam, najdelikatniej mówiąc, jako zachowanie w bardzo złym stylu. Cytowana paremia jest jedną z rzymskich maksym prawnych i przytaczanie jej w kontekście dyskusji toczącej się inter pares jest nie na miejscu. Wszyscy jesteśmy lekarzami, a to co zdobyliśmy po ukończeniu studiów jest wypadkową wielu różnych czynników i żaden z nich nie upoważnia do nazywania innych lekarzy tłumem. Prof. Grodzicki, jako jeden z konsultantów krajowych, nie jest najbardziej obiektywnym sędzią w sprawie innego kolegi konsultanta krajowego. Admiruję umiejętność zarządzania własną karierą (z odniesionym swego czasu spektakularnym sukcesem na tym polu), poczucie humoru, nieskazitelną angielszczyznę oraz parę innych cech prof. Gacionga, ale nie spostrzegłam, aby ogromne poświęcenie na rzecz środowiska internistów było dominującą cechą jego osobowości. Osobiście sądzę, że nie ma takiej potrzeby, aby którykolwiek konsultant krajowy pracował niczym Siłaczka lub Judym, stosowne bowiem rozporządzenie MZ dokładnie precyzuje obowiązki osoby sprawującej ten urząd, a także określa wysokość honorarium za pełnienie obowiązków. Prof. Gaciong nie dołożył należytych starań, aby egzaminy specjalizacyjne z interny były przeprowadzane w sposób profesjonalny. Co więcej - w rozmowach z przedstawicielami mediów wyrażał się, oględnie mówiąc, mało elegancko o kolegach, którzy przystąpili do egzaminu. W trójkącie zdający - opiekun specjalizacji - konsultant krajowy odpowiedzialność rozkłada się w trudnych do oszacowania proporcjach, ale z pewnością główna odpowiedzialność spada na barki pierwszego internisty kraju, bo to on, a nie kto inny, jest odpowiedzialny za całokształt i poziom nauczania danej dyscypliny klinicznej. Wysoki urząd publiczny konsultantów krajowych i profesorskie tytuły zobowiązują nie tylko do realnego zapewnienia wysokich standardów szkolenia podyplomowego, ale także do dbałości o każde słowo w wypowiedziach publicznych. Brak szacunku dla szeregowych lekarzy i reprezentujących ich prawników nasuwa przypuszczenie, że komentujący wydarzenie konsultanci krajowi gdzieś w zakamarkach podświadomości mają zakodowane przekonanie, że epoka feudalizmu nie minęła i można pomiatać każdym maluczkim z medycznego folwarku. Pora zauważyć, że mamy państwo prawa i obowiązuje ono wszystkich w jednakowym stopniu. Na co czekamy? Publicznie dostępny wykaz obowiązującej literatury do egzaminu, jednoznacznie zredagowane pytania bez osławionych podwójnych zaprzeczeń, zrezygnowanie z pytań o czwartorzędowe szczególiki, a także możliwość oceny przez zdających przebiegu egzaminu - to nie są wygórowane oczekiwania, lecz elementarne normy szeroko w Europie obowiązujących standardów szkolenia podyplomowego lekarzy. Nie trzeba w kwestii organizacji egzaminu specjalizacyjnego rozpoczynać dyskusji merytorycznych, ani wyważać drzwi, bo już dawno je otwarto i wiadomo którędy prowadzi droga do unormowania sytuacji. Są świetne przykłady w postaci egzaminu europejskiego dla urologów oraz od niedawna dla anestezjologów. Z poświęceniem na tym polu pracował prof. Andrzej Borówka z zespołem współpracowników, wprowadzając jako pierwszy specjalista krajowy egzamin europejski w czasach, gdy jeszcze nie byliśmy w Unii Europejskiej, dbał o wysoki poziom szkolenia w urologii i mamy tego piękne rezultaty. Nasi urolodzy zdają lepiej niż ich europejscy koledzy, a ponadto wszyscy są wręcz zobowiązani do wypełnienia ankiety, która zawiera pytania szczegółowo oceniające przebieg egzaminu, zredagowanie pytań, a także postawę nadzorujących wobec egzaminowanych! Moje wyrazy uznania, panie profesorze Borówka! Brawo nasi urolodzy! Tradycję wysokich standardów sprawowania urzędu konsultanta krajowego pięknie kontynuuje prof. Krzysztof Kusza, który na swojej stronie internetowej w sposób profesjonalny i transparentny omawia wszystkie problemy związane z wprowadzeniem egzaminu europejskiego z anestezjologii. Ujmujący jest szacunek, jaki w każdym zdaniu okazuje profesor Kusza kolegom przystępującym do PES oraz deklaracja, że to on ponosi pełną odpowiedzialność za nowatorski przebieg egzaminu. Moje wyrazy uznania, panie profesorze Kusza! Brawo nasi anestezjolodzy! Niestety, interniści nie mogą liczyć na egzamin europejski - możliwość jego zdawania została właśnie zawieszona z powodu małego zainteresowania ze strony kandydatów, o czym poinformowano niedawno na stronach European Federation of Internal Medicine. Nie jest zwolennikiem takiego egzaminu nowy konsultant ds. chorób wewnętrznych dr hab. med. Jacek Imiela. Dźwięki w różnej tonacji Gdy w czasach monarchii austro-węgierskiej odbywały się kongresy lekarzy, które zgodnie z dzisiejszą nomenklaturą były też szkoleniem podyplomowym, ich uroczyste otwarcie uświetniały specjalnie na tę okazję komponowane przez Straussa walce. Dziś szkoleniu podyplomowemu towarzyszą dźwięki dalekie od pięknej muzyki, które nikogo nie wprawiają w dobry nastrój. Czy przeznaczeniem polskiego lekarza jest praca w warunkach ciągłego upokarzania nie tylko przez administratorów systemu ochrony zdrowia, roszczeniowych pacjentów, ale także prominentnych przedstawicieli środowiska lekarskiego? W wypowiedziach tych z kolegów, którzy wybrali pracę poza krajem zwraca uwagę radość z faktu, że są oni tam szanowani przez wszystkich. Najwyższa pora nie tylko na egzamin europejski z interny, ale także na to, aby nasze wzajemne relacje oparte były na szacunku. Jeżeli sami nawzajem nie będziemy się szanowali, nie oczekujmy, że inni okażą nam szacunek. Czyżby konkurencja ze strony Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kształcenia Ustawicznego Lekarzy (OSKUL) była tak groźna dla niektórych przedstawicieli establishmentu profesorskiego, dzierżącego szkolenie podyplomowe w swych rękach, że aż trzeba się uciekać do metod znanych do tej pory tylko wśród polityków? Osobiście uważam, że OSKUL jest COOL! Krystyna Knypl Gazeta Lekarska 2009-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2009-03-16