Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2009 Gazety Lekarskiej  Numer 2009-03  Lekiem na alkoholizm bezlitosny szef 

Ze Zbigniewem Wańkowiczem, ginekologiem z Kanady rozmawia Anna Augustowska

  • Od ponad 20 lat mieszka pan w Kanadzie. Czy do szpitala, w którym pan pracuje, odważyłby się pan przyjść będąc pod wpływem alkoholu? Choćby po wypiciu małego piwa czy lampki wina?
    - W żadnym wypadku! Zresztą nie zrobiłbym tego ani w Kanadzie, ani w Polsce. Po prostu tego nie robię. Gdyby jednak tak się zdarzyło, konsekwencje, jakie bym z tego powodu poniósł, to w Kanadzie byłyby niewspółmiernie większe niż w Polsce.

  • To znaczy?
    - No cóż, w Polsce może dostałbym upomnienie, może mój szef by się zdenerwował, może nawet bym wyleciał z pracy, ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ktoś z kolegów by mnie zastąpił w moich obowiązkach, przejął dyżur, poklepał po plecach być może licząc, że kiedyś ja odwdzięczę się tym samym. Wszyscy liczyliby pewnie, że jakoś dam sobie sam z tym radę. A propozycję podjęcia leczenia mógłbym po prostu zlekceważyć nie ponosząc z tego powodu konsekwencji.

    Jeden telefon odcina
    od zawodu i pieniędzy
    W Kanadzie na sto procent niemal natychmiast po tym, jak ktoś z personelu czy pacjentów poczułby ode mnie choćby cień alkoholu, powiadomiłby o tym mojego szefa, a ten wezwałby mnie i odsunął od pacjentów. Równie szybko zostałoby też o tym zdarzeniu poinformowane kanadyjskie zrzeszenie lekarzy czyli Royal College of Physicans and Surgeons, a także odpowiednie organy w ministerstwie zdrowia. W praktyce oznacza to jedno: utratę ważnej licencji, która jest odpowiednikiem polskiego prawa wykonywania zawodu i utratę zarobków (kanadyjski lekarz za świadczone usługi wysyła do ministerstwa zdrowia rachunki, za które zgodnie z system punktowym otrzymuje pieniądze).
    Mówiąc krótko niemal w kilka minut straciłbym wszystko. Tu nikt się nie bawi w perswazje, dobre rady w rodzaju "weź się w garść" czy czekanie aż lekarz przestanie pijany przychodzić do pracy. Jeden telefon odcina od zawodu i pieniędzy.

  • I już? Żadnej pomocy?
    - Wprost przeciwnie. Taki lekarz dostaje szansę: lecz się i stosuj do ustalonych reguł, a dostaniesz szansę powrotu. Cena jest ogromna i w zasadzie to propozycja nie do odrzucenia. O ile wybiera się medycynę, a nie alkohol.
    Kuracja w zamkniętym ośrodku trwa nawet 4 miesiące. I jest droga. Lekarz musi wyłożyć na nią własne pieniądze, ok. 20 tys. amerykańskich dolarów. Część tej kwoty może refundować samorząd lekarski, na część można wziąć kredyt w banku. Zwykle jednak lekarz musi uruchomić swoje oszczędności i lepiej, żeby je miał! W Kanadzie lekarz, który nie ma pieniędzy, to zły lekarz. To dowód, że nie ma pacjentów.


  • Jak wygląda powrót?
    - O tym, czy lekarz może podjąć już pracę, decyduje Royal College of Physicans and Surgeons. Po szczegółowym rozpoznaniu indywidualnej sytuacji lekarza określa, w jakim systemie może wrócić do leczenia chorych: wyznacza się liczbę godzin, jakie może spędzić w pracy z zaznaczeniem, aby nie pracował w nocy, bo to sprzyja sięganiu po alkohol. Każdy wracający z leczenia lekarz musi też raz w tygodniu dzwonić do wyznaczonego laboratorium, gdzie jest badany jego mocz. Co ważne, to badanie odbywa się losowo i lekarz dzwoniąc nigdy nie wie, czy będzie musiał się zaraz na nie stawić czy nie. Mocz oddaje się na miejscu i pod nadzorem, aby nie było podstawiania "czystych" próbek. Ten rygor może trwać nawet 3 lata! Oczywiście wszyscy muszą też uczestniczyć w spotkaniach Anonimowych Alkoholików, a prowadzący zajęcia wystawiają lekarzom odpowiednie zaświadczenia potwierdzające jego obecność.
    Ten okres podtrzymywania trwa więc długo i jak wykazują badania z jednego z ośrodków odwykowych pod Toronto 60 proc. lekarzy uczestniczących w takiej terapii nie wróciło do nałogu przez pierwsze pół roku od jej zakończenia. Niestety, nie ma badań, które powiedziałaby, co się dzieje z nimi dalej, np. rok czy pięć lat po kuracji.
    Szacuje się, że ok. 6 proc. lekarzy w Kanadzie - wszystkich jest ok. 60 tys. - ma problem z piciem alkoholu; natomiast w całej grupie uzależnionych lekarzy od 5 do 10 proc. zażywa kokainę.

  • W Polsce NIL stara się stworzyć optymalny model pomocy dla lekarzy mających problem z nadmiernym piciem alkoholu. Co by pan radził do niego wprowadzić?
    - Uważam, że najważniejszym elementem jest bezwzględność, tzn. jeśli ktoś pije i przychodzi do pracy, nie wolno go otaczać jakąś fałszywą lojalnością, zastępować, wysyłać do domu, aby się wyspał itd., tylko od razu odsunąć od pracy. Już po jednym telefonie przełożonego do izby lekarskiej powinno być mu zawieszone prawo wykonywania zawodu i zachęcenie do podjęcia leczenia. To musi być szybka i brutalna akcja, ale nie ma innej drogi. Izba powinna też zawiadomić apteki, aby te nie realizowały recept takiego lekarza. Tylko stanowcza i konsekwentna terapia ma szansę zadziałać w przypadku uzależnień.


    dr Zbigniew Wańkowicz ukończył Akademię Medyczną w Warszawie w 1967 r. Jest ginekologiem. Od 26 lat mieszka za granicą. Pracuje w Calgary, w kanadyjskiej prowincji Alberta.


    Gazeta Lekarska 2009-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
    Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

  • Wstecz  
    W górę ekranu  
    Copyright (c) 2005  
    Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
    Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
    Data utworzenia: 2009-03-16