|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2008 Gazety Lekarskiej Numer 2008-12 Lekarze o historii - Jak umierali królowie
O dziejach medycyny, znanych lekarzach z przeszłości pisano wiele pod koniec XIX w. Tematykę tę podejmowali profesjonalni historycy, a także lekarze, którzy historię medycyny traktowali jako zajęcie uboczne lub - co nie było rzadkością - jako specjalizację.
Lekarzem praktykiem a zarazem historykiem i krytykiem dokonań swych poprzedników w profesji był Franciszek Giedroyć (1860-1944). Przeanalizował on m. in. historię chorób królów Stefana Batorego i Władysława IV oraz królowej Barbary Radziwiłłówny, żony króla Zygmunta Augusta. Kto winien jest śmierci Stefana Batorego? Król Stefan Batory zmarł nagle 12 grudnia 1586 r. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nad nie zagasłym (cytat z Giedroycia) jeszcze ciałem wielkiego króla wszczął się spór o przyczynę jego śmierci. Dwór królewski winą za śmierć króla obarczał jego lekarzy. Batory miał dwóch lekarzy: Buccellę i Simoniusza. Obaj, kiedy znaleźli się pod pręgierzem opinii dworzan i lekarzy krakowskich, obszernie opisywali swoje zasługi i przemyślenia nad zdrowiem i przyczynami śmierci króla - oskarżając się nawzajem o nieuctwo i błędy w sztuce. Zapał polemiczny zaciemnił, zamiast rozjaśnić, sam przebieg choroby, a o podjętym leczeniu też niewiele mogli się późniejsi historycy medycyny dowiedzieć. Spór lekarzy królewskich nie doprowadził do zadowalających konkluzji bezpośrednio po jego śmierci, a zawiłości zapisów pozostawionych przez Buccellę i Simoniusza wprowadzały w błąd przyszłych diagnostów. Franciszek Giedroyć oparł się w swoich dociekaniach na opisach choroby króla pozostawionych przez jego lekarzy. Stwierdził na początek, że są one często sprzeczne i zaciemniają istotę królewskiej choroby, eksponując rzekome niedopatrzenia i prawdziwe przewinienia adwersarzy. Jeśli wykluczyć zbrodnię, a podejrzenie o nią upadło po sekcji zwłok, jaką wykonał Bucella, to należało przyjąć, że lekarze nie poznali się na królewskiej chorobie. Zasadne było chyba też domniemanie, że zdiagnozowanie choroby królewskiej przekraczało nie tylko ich doświadczenie, ale także ówczesną wiedzę medyczną. Odrzucając oskarżenia i wzajemną niechęć lekarzy - Giedroyć zaczął żmudnie wyławiać informacje, które złożyły się na obraz życia króla. Współczesny anonimowy pamiętnikarz opisywał życie królewskie: Nie zdaje się lubić zbytków: tak w pokarmie jak i w ubiorze. Żołnierską widać w nim prostotę. Mało używa spoczynku, z łatwością znosi głód i trudy, wstrzemięźliwy, czynny. Nie lubił życia siedzącego, czasu sejmów na przykład. Chętnie wyruszał na łowy. Nieraz cierpienia moralne gnały króla w pole. Prostota żołnierska panowała na dworze i w obozie. A do obozu śpieszył chętnie, chociaż wypadało po drodze żywić się wędzonką, odpoczywać w namiocie na posłaniu z liścia brzozowego i chrustu. A że lekko się odziewał, nie bacząc na mrozy, stąd łatwo ulegał przeziębieniu. Na kilka dni przed śmiercią król zażywał uciechy myśliwskiej i czuł się dobrze. Z tych skąpych informacji dowiadujemy się, że Stefan Batory często ulegał przeziębieniu. A jeśli chodzi o cierpienia moralne - to brały się pewnie z nieudanego życia osobistego. Ożeniony kontraktowo z Anną Jagiellonką, pozbawioną urody i o 10 lat od niego starszą, unikał jej w sytuacjach poza oficjalnych. Przede wszystkim choroba króla zaczęła się znacznie wcześniej, ale lekarze na żądanie króla ją ukrywali. A rozwijała się od długiego czasu. Charakteryzowała się napadami duszności, utratą sił, a nawet omdleniami. Jeszcze w początkach ostatniej choroby, kiedy król w omdleniu upadł i skaleczył się, przyszedłszy do przytomności, zakazał mówić komu bądź o tym. Wolno więc mniemać, że i dawniej król starał się ukrywać swoje dolegliwości. Buccella pisze, że ojciec Batorego dotknięty był podagrą, a matka umarła na zapalenie opłucnej. Obaj bracia królewscy cierpieli na podagrę i zmarli nie doczekawszy 50 lat. Podobnie jak to czynili w swych opisach lekarze królewscy, Giedroyć koncentruje się na ostatnim okresie życia króla. W końcu listopada 1586 r. król udał się do Grodna na łowy. W czasie drogi powrotnej (3 grudnia) doznał nagle jakiegoś napadu duszności, uczucia "ściśnienia piersi" i mrowienia na ciele, co trwało około 10 minut. Nazajutrz powtórzył się atak duszności. W nocy król wstał bez niczyjej pomocy, stracił przytomność i upadł, kalecząc się w czoło i w prawą nogę poniżej kolana. W następnych dniach duszności, połączone z drgawkami i utratą przytomności, ponawiały się. Lekarze nie zgadzali się co do diagnozy, a właściwie nie potrafili jej postawić. Wreszcie w piątek, 12 grudnia, po dwóch napadach duszności, król ducha wyzionął. Sekcja zwłok, wykonana przez Buccellę i przez niego opisana, niczego nie wykazała poza dużymi kamieniami żółciowymi. W opisie znalazł się jednak szczegół, który Buccella odnotowuje jako niepojętą ciekawostkę. Nerki królewskie były wielkie jak u wołu. Po latach, w roku 1837, kiedy w historii medycyny zaczęto wyjaśniać stare zagadki, dr X. H. (inicjałami tylko przedstawia go Giedroyć) rozpoznał, że była to apopleksja. Diagnoza ta nikogo nie zadowoliła i nie przekonała. Pod koniec XIX w. sprawą zainteresował się znany historyk medycyny dr A. Pawiński. Zwrócił on uwagę, że król konał wśród objawów uduszenia, wskazując na piersi jako na źródło choroby. Nie o płuca szło - wnioskował Pawiński - ale o serce. Te forsowne marsze - pisał - a także ustawiczne kłopoty zaczęły łamać energię muskułu sercowego. Diagnozy Pawińskiego nie przyjął świat lekarski. Zaskakująco inną przyczynę zgonu Stefana Batorego wskazał mniej znany badacz, E. Zieliński, który w objawach choroby królewskiej upatrywał mocznicę (uraemia). Ta opinia naprowadziła Giedroycia na ponowne odczytanie opisów królewskiej choroby, pozostawionych przez jego lekarzy. Nie dziwmy się - pisze - że Buccella chorobę króla poczytał za epilepsję, charakter bowiem napadów pozwalał na takie rozpoznanie. Wiemy, że postać drgawkowa mocznicy przedstawia się zazwyczaj jako padaczka, a więc z utratą przytomności. Istnieje rzadka postać mocznicy nacechowana dusznością, wśród której chory kończy nieraz życie. Otóż wszystkie tu wymienione zjawiska dają się odnaleźć w przebiegu napadów u chorego króla: tracił przytomność, nieraz "padał w poprzek łóżka", później występowały drgawki, wreszcie duszność. W ostatnim dniu choroby, po jednym napadzie, kiedy duszność jeszcze nie minęła, nastąpił drugi atak i ten nić żywota króla przeciął ostatecznie. Król jeszcze przed ostatnią chorobą moczu mało oddawał. Sekcja potwierdziła chorobę nerek, które były nienaturalnej wielkości. Opinia Franciszka Giedroycia powstała w 1905 r. Czy ostatecznie wyjaśnia chorobę i przyczynę śmierci króla Stefana? Barbara Radziwiłłówna: otruta czy źle leczona? O przyczynach choroby i śmierci Barbary Radziwiłłówny zamiast lekarzy wypowiadali się przede wszystkim dziennikarze i literaci. Ci rozpisywali się o dworskich intrygach i trucicielce królowej Bonie. Wersja ta, podjęta zwłaszcza na początku XIX w., pasowała do malowania upadku Rzeczypospolitej, którego początków upatrywano w końcu dynastii Jagiellonów. Do literatury i na scenę to widzenie Królowej Barbary, która mogła uratować Polskę, gdyby wydała dziedzica korony, wprowadził Antoni Feliński, autor dramatu scenicznego "Barbara Radziwiłłówna". Ta tradycja literacka ukształtowała fałszywe mniemanie o przyczynach zgonu Królowej Barbary. Choroba Barbary Radziwiłłówny, żony Zygmunta Augusta, była długotrwała, ale niewiele wiemy o jej przebiegu, ponieważ żaden ze współczesnych lekarzy jej nie opisał. Pewnie dlatego, że była to dolegliwość ginekologiczna, a że dotyczyła królowej, nie wypadało o niej publicznie rozprawiać. Choroba królowej zaczęła się od poronienia, które nastąpiło w listopadzie 1547 r., po raz drugi poroniła w 1548 r. Od tego czasu zaczęły się niedomagania, bóle i stany gorączkowe. Następnie na podbrzuszu pojawił się guz. Pierwsze miesiące roku 1551 zapowiadały groźną przyszłość - pisze Giedroyć - a gdy w początkach marca, wśród nieustannej gorączki na miejscu dawnego guza pojawił się ropień, myślano o operacji. Relacja o przebiegu choroby Barbary Radziwiłłówny pochodzi od samego króla. W tym czasie o stanie chorej pisał do szwagra, Mikołaja Radziwiłła: Jej K. M. zdrowie bardzo się zda być wątpliwe, tak jako i doktorowie rozumieją i my też toż baczymy. Albowiem z onej żywota twardości, którą Jej M. miała, jako to W. M. dobrze możesz pomnieć, uczynił się na żywocie wrzód, który jest bardzo wysoki, i któremu już ten wszystek wrzód tak jest zmiękczony, i tak się już zebrał, że prawie miękkusieńki jest, tylko aby się jeno przepuścił. A już i przepuścić potrzeba, albowiem gdzieżby to nie było, a wczas, tedyby się tego pewnie bać trzeba, jako to samo doktorowie mówią, iżby się ropa z tego wrzodu na wnętrze Jej M. nie obróciła. A przeto już się tak postanowiło, iż ten wrzód będzie otworzon. Opisany wrzód otworzył się sam pod wpływem "plastrów", a królowa poczuła się lepiej. Nastąpiło jednak nowe ropienie, któremu towarzyszyły napady gorączki. Wiadomo o nich z listów króla do Michała Radziwiłła. Znać dawamy, iż po tem wrzodu przepuszczeniu Królowej Jej M. na zdrowiu polepszać się poczęło, i nogi, które były niepomału popuchły, tedy już jedna prawie in universum stęchnęła, a druga to już dobrze stęchać poczyna. Tylko że podle tego miejsca, drugi się był guzik uczynił, gdzie iż się otworzył, i z niego jakaś ruda materia ciec poczęła. Królowa Barbara umarła 8 maja 1551 r. w 29 roku życia. Winą za jej śmierć obarczono królową Bonę, której przypisano trucicielstwo. Franciszek Giedroyć pisze, iż współczesna wiedza lekarska musi uniewinnić Bonę. Choroba Barbary nie pochodziła z otrucia. Była chorobą organiczną i być może wywiązała się na skutek niewłaściwego leczenia. Historyk medycyny dokopał się w relacjach z otoczenia Radziwiłłówny informacji, że zażywała ona lekarstwo na nabycie płodności, i komentuje tę informację: Że Barbara, jako kobieta i jako żona bezdzietnego króla, pragnęła mieć potomka, to nie ulega wątpliwości, a że, nie mogąc doczekać się upragnionego szczęścia w małżeństwie, nie pogardziła środkami, które jej w tym miały dopomóc, to jest rzeczą wielce prawdopodobną. W podawaniu źródeł wyczytanych informacji Franciszek Giedroyć nie jest skrupulatny, dlatego niedozwolone środki można przyjąć jako możliwe albo je pominąć. I bez nich nie leczona lub źle leczona dolegliwość ginekologiczna mogła rozwijać się w opisany sposób. Dalsze dociekania historyka naprowadzają na istotę dolegliwości. Kobieta roni raz po raz w krótkich odstępach czasu; w tymże jeszcze roku zapada na cierpienie przejawiające się bólami i powstaniem twardnienia również bolesnego w bocznej dolnej okolicy brzucha. Po kilku miesiącach, przy objawach upadku sił i gorączki, guz ten przechodzi w ropienie, rozszerzając się jednocześnie ku stronie przeciwległej. Ropa odchodzi obficie, niekiedy zaś się zatrzymuje, a wtedy gorączka wzrasta. W bliskości poprzednich powstają nowe ropnie. Sprawę kończy ogólne wycieńczenie i śmierć po czterech latach choroby, po roku ciężkiego, a po trzech miesiącach obłożnego jej stanu. Tak brzmiała diagnoza Franciszka Giedroycia. Nie jest to opinia jedyna, bo obok niej pojawiła się wersja choroby nowotworowej. Czy świadectwo króla Zygmunta Augusta zapisane w listach do szwagra, Mikołaja Radziwiłła, pozwala lekarzom rozstrzygnąć tę sprawę definitywnie? Władysław IV Waza - męczennik na tronie Choroba króla Władysława IV też zainteresowała wielu historyków i lekarzy. Powołując się na opinię wcześniejszego dziejopisa Franciszek Giedroyć pisze, że Władysław IV, z Wazów najbardziej do Polski przywiązany król, był istotnym męczennikiem na tronie. Cierpiał moralnie, gdy nie mógł doczekać się gorąco upragnionego potomka. Tym cierpieniom moralnym towarzyszyły stale ciężkie cierpienia fizyczne, które stopniowo doprowadziły króla do grobu. Choroba królewska, jak podejrzewa Giedroyć, miała podłoże dziedziczne. Ojciec Władysława, król Zygmunt III Waza, doświadczał nieraz dotkliwych bólów podagrycznych, a zmarł paraliżem ruszony. Podagra ojca, dziedziczona przez syna, zaczęła go trapić już w młodym wieku - pisze lekarz historyk. Niezmiernie piękny królewicz zaczął tyć wcześnie; nadmierna tusza i schorzałe członki wstrzymywały ruchliwość wrodzoną, sprzyjały natomiast wyradzającej się stopniowo ociężałości. Wcześnie wprawdzie "rozpoczynał sprawy", ale zwykł był pozostawać w łóżku i jeść w nim obiad nawet. Przyzwyczajenie to przeszło w nałóg. Gdy miał 26 lat, chwyciły go po raz pierwszy ostre bóle stawów. Z tymi dolegliwościami towarzyszył w 1621 r. polskim wojskom pod Chocimiem, gdzie miał ostry napad bólów stawów połączony z gorączką. W 1631 r. po raz pierwszy szukał pomocy w kąpielach w Cieplicach. Dramatycznie w historii życia króla zapisał się rok 1633 i lata następne. Choroba nie pozwoliła mu na wzięcie udziału w przeniesieniu ciała ojca, króla Zygmunta III na Wawel, które odbywało się 8 stycznia 1633 r. Pisał A. S. Radziwiłł, W. Ks. Litewski w swoim pamiętniku: Król chorobą zdjęty, przybyć nie mógł, w którą wpadł 6 stycznia tak ciężko, że o zdrowiu jego wątpić poczęto. Gdy mu z medyany krew puszczono, miasto krwi woda się pokazała. Osobliwej łasce bożej przypisać trzeba, że ozdrowiał, jednak materya cała w nogi weszła, która okazyą Królowi dała choroby podagrycznej. 31 stycznia 1633 r. król nie mógł przybyć na otwarcie sejmu koronacyjnego. Zjawił się w sejmie dopiero 3 lutego. W następnych latach choroba królewska wykluczała jego udział w sprawach publicznych. 19 kwietnia 1640 r. rozpoczął się sejm w Warszawie. Król nie tylko nie mógł brać w nim udziału, lecz nawet dać zwykłej audiencji, o którą go kilkakrotnie proszono. Dopiero 26 kwietnia króla do izby senatorskiej w łóżku leżącego przyniesiono, bo choroba tak żyły mu ściągnęła, że inaczej nie mógł, chyba leżeć. Choroba Władysława IV trwała do śmierci, która nastąpiła w nocy z 19 na 20 maja 1648 r. Franciszek Giedroyć komentuje chorobę królewską: Podagrę Króla Władysława musimy uznać za ostrą, cechowały ją bowiem ostre napady, pomiędzy którymi król czuł się zdrowym; podagra była ponadto powikłaną, towarzyszyły jej bowiem kamienie nerkowe. Podagra i kamienie były w tym przypadku wyrazem tego samego usposobienia, tak zwanej skazy moczanowej. Obecność kamieni w nerkach wywołała zapalenie miedniczek, a wraz z nim zapalenie ropne nerki. Z opisu choroby Franciszek Giedroyć, lekarz historyk wnosi, że król miał przed śmiercią zapalenie otrzewnej. Czy jest to diagnoza przekonująca w świetle obecnej wiedzy medycznej? Zygmunt Wiśniewski W artykule wykorzystano publikacje: F. Giedroyć: Przyczyna zgonu króla Stefana Batorego. "Przegląd Historyczny" 1906; F. Giedroyć: Zgon Królowej Barbary. Księga pamiątkowa na uczczenie setnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza. 1898; F. Giedroyć: Król Władysław IV. Historia choroby. "Krytyka Lekarska" 1903. Gazeta Lekarska 2008-12 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2008-12-17