Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2008 Gazety Lekarskiej  Numer 2008-12  Będzie tak jak jest 

Nie dopuszczę do prywatyzacji służby zdrowia - zapowiedział prezydent RP Lech Kaczyński. Dotrzymał słowa i zawetował trzy z pakietu sześciu ustaw zdrowotnych: o przekształceniu ZOZ-ów w spółki, o pracownikach ZOZ-ów oraz ustawę wprowadzającą reformę służby zdrowia. Podpisał za to trzy inne: o akredytacji w ochronie zdrowia, o konsultantach, o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. "To oznacza, że żadna z sześciu ustaw zdrowotnych nie wejdzie w życie. Mam wrażenie, że ogłaszając weto pan prezydent uważa obecną sytuację za normalną, a jej utrzymanie za dobre dla Polaków" - zdumiewa się minister zdrowia Ewa Kopacz. Jej zdaniem choroba i pacjent nie mają barw politycznych. "Pan prezydent zgodził się na to, żeby trwał bałagan" - dodaje szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. "Rząd próbuje przekazywać sfery życia publicznego w prywatne ręce. Takich rozwiązań nie ma w całej Europie" - oburza się Jarosław Kaczyński. "Szpital jest po to, żeby leczyć, a nie zarabiać. Rozpoczynanie reformy od prywatyzacji jest nie do przyjęcia" - uważa Grzegorz Napieralski, do którego rząd puszcza oko, bo to właśnie lewica trzyma karty w ręku i jej poparcie może utrącić prezydenckie weto.

Lewica obawia się, że sprywatyzowany szpital, w trosce o zysk, zamknie niedochodowe oddziały, będzie odsyłał pacjentów wymagających dłuższego, kosztownego leczenia, zwolni część personelu, skorzysta z tzw. renty monopolistycznej: jeśli w danym rejonie jest jeden szpital i ten szpital trafi w ręce prywatnego właściciela, który będzie dążył do osiągnięcia zysku, to będzie on wykorzystywał swoją monopolistyczną pozycję w negocjacjach z NFZ-em żądając wyższych stawek niż w przypadku istnienia konkurencji.

Niby sroga, prezydencka lekcja pokory z klęczeniem całej (politycznej) klasy w kącie na grochu. Tymczasem opozycja pyszni się, że potrafi skutecznie zagrać na nosie rządowi, a koalicja dokonuje epokowego odkrycia, że jej sukcesy nie będą już wprost proporcjonalne do wysokości zadartego nosa. Frazesy opozycji, im bardziej puste, tym lepiej trafiają do rozgrzanych głów. Po koalicyjnej reformie pozostają zgliszcza, ze swędem spalenizny najdotkliwiej drażniącym nozdrza zwykłych ludzi. Życzliwe uwagi organizacji lekarskich zlekceważono, utrącono lub wręcz wyszydzono. Zamożniejszych obywateli to nie wzrusza, bo i tak sobie wszystko załatwią poza kolejką. Tak naprawdę to handlarze długami szpitali mogą odetchnąć z ulgą. Szkoda, że dyżurni propagandyści z prawa i lewa, w niesłabnącej rozkoszy wzajemnego okładania się na szklanym ekranie wyzwiskami, i tym razem nie oszczędzili upadającym szpitalom nowych strat, lekarzom nerwów i frustracji, a skołowanym pacjentom udręki i strachu przed niepewnym jutrem.

Ale życie mknie naprzód. Odżywa europejski spór w sprawie czasu pracy lekarzy. Już za chwilę okaże się, czyj to naprawdę jest problem. 15 grudnia lekarze zaprotestują przed Parlamentem Europejskim w Strasburgu. Wybiera się tam kilkuset Polaków. "Nie zgadzamy się, by podzielić czas pracy na aktywny i nieaktywny, co spowodowałoby płacenie tylko za pracę, a obowiązkowe pozostawanie w gotowości do niej byłoby bezpłatne" - wyjaśnia szef OZZL Krzysztof Bukiel. Trudno dziś odgadnąć, jaki będzie ostateczny rezultat głosowania w Strasburgu. Jeżeli tam przepadnie kompromis z Rady Europy, to Unia powróci do stanu z 1993 r., który pozwalał wydłużyć czas pracy nawet do 78 godzin. Jest więc o co kopię kruszyć i strzępić język.

Róbmy swoje, póki jeszcze ciut się chce! Bo niejedną paranoję przetrzymać przyjdzie, żeby - jak wyśpiewał legendarny bard inteligencji Wojciech Młynarski - było na co wyjść!

Marek Stankiewicz
naczelny@gazetalekarska.pl


Gazeta Lekarska 2008-12 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2008-12-17