Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2008 Gazety Lekarskiej  Numer 2008-04  Z lekarskiej wokandy - Cygan zawinił, kowala powiesili 

Paweł i Gaweł w jednym stali domu... Paweł był właścicielem Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej "Centrum Lecznicze", a Gaweł - takiej samej placówki o nazwie "Usługi Medyczne". Dzielili nie tylko lokal, ale także zatrudniali tych samych lekarzy i pielęgniarki. Zgodnie z obowiązującym prawem, obaj podpisali i wykonywali umowy o udzielanie świadczeń zdrowotnych z właściwym terenowo oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia. Jako świadczeniodawcy podlegali kontroli w zakresie realizacji zawartych umów, w obu zakładach dokonano sprawdzenia.


Kontrolerzy NFZ sprawdzili (cytuję za protokołami kontroli) zgodność i zasadność zapisywanych na receptach leków z dokumentacją medyczną pacjentów. Przyszli do Pawła, ponieważ posiedli wiedzę, że lekarz Zofia G. na receptach przypisanych "Centrum Leczniczemu", wystawiła dwie recepty dla nieżyjącego już mężczyzny. Kontrolerzy zażądali od Pawła dokumentacji lekarskiej osoby, na którą zaordynowano leki refundowane. Paweł takiej nie posiadał, a zatem w protokole kontroli skrzętnie zanotowano: "kontrolującym nie przedstawiono dokumentacji medycznej pacjenta o numerze PESEL (...), dla którego lekarz (tu imię i nazwisko Pani Doktor) wystawiła dwie recepty na łączną kwotę refundacji 501 zł". W związku z tym Fundusz zażądał od Pawła zwrotu środków "wydatkowanych bezpodstawnie". Przeprowadzona w tym samym czasie kontrola u Gawła stwierdziła "zgodność wpisów danych umieszczanych na receptach z dokumentacją medyczną pacjentów".
Paweł wściekł się, bo jak sądził, to Gaweł "najdziksze wyprawiał swawole". Pani Doktor była bowiem żoną Gawła, pełniła funkcję dyrektora "Usług Medycznych" i tam też przyjmowała pacjentów. Paweł wydobył z "Usług Medycznych" dokumentację pacjenta, na którego wystawiono fikcyjne recepty, w której znajdowały się zapisy wskazujące na osobiste zbadanie pacjenta oraz zaordynowanie leków pod datami po jego zgonie (13, 26, 41 i 74 dni). Zapisy z historii choroby brzmią typowo: "bóle kończyn dolnych", "chromanie przystankowe", "bezsenność", "bóle głowy". Paweł złożył zażalenie na decyzję dyrektora oddziału NFZ, zobowiązującą go do zwrotu równowartości refundacji z oczywistą argumentacją - nie mój pacjent, nie mój lekarz. Zespół do spraw rozpatrywania zażaleń składanych do prezesa NFZ uznał, że nie "zachodzą okoliczności do odstąpienia od egzekucji nałożonej kary finansowej". Argumentację zespołu przedstawiam w całości, gdyż jej urzędniczo-prawniczy styl podkreśla absurdalność opisanej sytuacji:
Fakt wyłudzenia środków publicznych na refundację leków jest bezsporny, a zgodnie z przepisami rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, świadczeniodawca ponosi odpowiedzialność za ordynowanie leków, wyrobów medycznych i środków pomocniczych leczonym przez niego świadczeniobiorcom zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz aktualnym stanem wiedzy medycznej. Zatem do obowiązków świadczeniodawcy należy także właściwe wykorzystanie przydzielonych mu druków recept numerowanych. Z tego względu kara nałożona na podmiot kontrolowany winna być postrzegana w kategoriach sprawowania właściwego nadzoru nad realizacją umowy. NFZ nie odnosi się do ewentualnego odzyskania ww. kwoty od Pani Doktor na drodze powództwa cywilnego.
Paweł złożył pismo do Komisji Etyki właściwej Okręgowej Izby Lekarskiej. Tego samego dnia identycznie brzmiące pismo pod ten sam adres skierował Gaweł. Sprawę, jako że dotyczyła naruszenia zasad etyki zawodowej, przejął Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej. Na podstawie dokumentów i zeznań potwierdził wszystkie opisane wyżej fakty. Dodatkowo z przesłuchania Pani Doktor dowiedział się, że małżonkowie pozostawali w separacji, Gaweł "wyrzucił" żonę z pracy i nie miała ona środków na utrzymanie siebie i chorej córki. Leki wypisała właśnie dla niej, nie wiedziała, że pacjent nie żyje. Wypisała je na receptach Pawła przypadkowo, gdyż leżały obok siebie w jednym z gabinetów, z których Paweł i Gaweł wspólnie korzystali. Jak twierdziła, "często tak było, że jak zabrakło recept jednego NZOZ-u, to wydawano recepty drugiego".
Pani Doktor poddała się dobrowolnie karze nagany bez przeprowadzenia rozprawy. Czy sprawa ta jest ilustracją klasycznego powiedzenia "Cygan zawinił, kowala powiesili"? Należy ostatecznie sądzić, że Paweł i Gaweł pozostawali w biznesowym przynajmniej sojuszu. Dzielili częściowo lokal i zatrudniali ten sam personel. Złożyli w końcu jednobrzmiące doniesienia. Żadne jednak okoliczności nie uzasadniają braku dbałości o dokumenty numerowane, zwane też "drukami ścisłego zarachowania". Obaj właściciele (lekarze) zgrzeszyli brakiem staranności w przechowywaniu i używaniu tych dokumentów, a na Pawła "padło" przez przypadek. Zgodnie z § 13 ust. 1 rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 17 maja 2007 r. w sprawie recept lekarskich druki recept przechowuje się w warunkach zapewniających ich należytą ochronę. I brzmi to jasno: rozkaz, wykonać!

Jerzy Ciesielski
mecenas
"Panaceum", 3/2008



Gazeta Lekarska 2008-04 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2008-04-09