|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2008 Gazety Lekarskiej Numer 2008-04 Medyczne paradygmaty
W wielu krajach, w sposób niepisany, ale oczywisty wiadomo, że od lekarza paradygmatycznie wymaga się: diagnostyki i leczenia, czyli medycyny praktycznej, a więc dobrego wykonywania zawodu; nauki, czyli uczenia się i nauczania, czyli uczenia kogoś. W rewanżu lekarze na całym świecie za właściwe wykonywanie powyższego oczekują też paradygmatycznie: szacunku, zaufania i godziwego wynagrodzenia.
Spójrzmy na nie po kolei Diagnostyka i leczenie jako nierozerwalna całość postępowania medycznego powinno obejmować wykorzystanie możliwości dostępnych przez lekarza w miejscu, w którym aktualnie pracuje. Co oczywiste inne możliwości będzie miał lekarz rodzinny, inne lekarz pracujący w szpitalu powiatowym, inne w klinice uniwersyteckiej, a jeszcze inne w jednostkach wysoko wyspecjalizowanych. W różnych jednostkach część możliwości będzie się pokrywać, a część, w układzie odwróconej piramidy, osiągnie swoje maksimum we wspomnianych najlepiej wyposażonych i wyspecjalizowanych jednostkach, do których we współczesnym świecie globalnej wioski należy zaliczyć także kliniki w Houston, Arabii Saudyjskiej czy Mayo. Lekarz, który zdaje sobie sprawę z możliwości położonego piętro wyżej ośrodka może i wręcz powinien przekazać tam pacjenta, z którym, czy to z powodu braku odpowiedniej aparatury, czy braku specjalistycznej wiedzy, sobie nie radzi. Jednak dla adekwatnego lekarskiego postępowania na swoim poziomie, jak i wcale nie łatwej wiedzy o wyższych "piętrach", musi systematycznie uczyć się przez całe swoje zawodowe życie. Uczenie się czyli poznawanie postępów medycyny przez lekarza nie ma i nie może mieć końca, obojętnie czy jest to wiedza stricte badawcza, czy praktyczna. Ta ciągła nauka wymaga czasu, pieniędzy oraz umownie mówiąc braku międzypaństwowych granic, ponieważ sympozja, zjazdy i kongresy, na których przedstawiane są najnowsze osiągnięcia, odbywają się w różnych miejscach na świecie. Także na wykpiwanych powszechnie w Polsce Hawajach, Kaliforniach i Paryżach, dodatkowo zwykle w dobrych hotelach na całym świecie. Takie możliwości za granicami naszego kraju istnieją dzięki wsparciu finansowemu firm: farmaceutycznych, produkujących aparaturę medyczną oraz wszystko inne, co potrzebne jest medycynie. Jeśli pieniądze sponsorów opłacają wyjazdy naukowe lub szkolenia praktyczne, nie są w większości krajów traktowane jako korupcjogenne. Niestety, wielu lekarzy, w tym także emeryci, nie może sobie pozwolić na wyjazdy zagraniczne za własne pieniądze. Nauka, czyli uczenie się lekarza wymaga także odpowiedniego czasu na staże. Staże specjalizacyjne, do których zaliczyć należy staże podyplomowe oraz staże po uzyskaniu pierwszego stopnia naukowego, jakim jest doktorat, funkcjonują za pieniądze z różnych fundacji lub/i jednostek medycznych jako tzw. postgradual fellowship oraz postdoctoral fellowship. Staże te wymagają przerwania pracy i uzyskania oddelegowania czy urlopu w miejscu podstawowym. Umożliwia to nabranie lepszej bądź innej wiedzy. Po powrocie takiego stażysty istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że poziom ośrodka wzrośnie, a lekarze, którzy już wiedzą więcej, będą nauczać, czyli uczyć innych nabytej w innym miejscu wiedzy. W Polsce takie wyjazdy w większości dotyczą lekarzy zajmujących się teorią. W większości szpitali trzeba fizycznie być w pracy i na dyżurach. Nauczanie czyli uczenie medycyny obok badań to nauka mniej doświadczonych lekarzy. Jest to także nauczanie pacjentów, jaki należy prowadzić tryb życia, co może spotkać pacjenta podczas zażywania leków oraz jaka w ich przypadku powinna być wdrożona profilaktyka. Oczywiście na to potrzeba czasu. Podsumowując tę część, widać wyraźnie, że młody lekarz, którego dochody z jednego pełnego etatu netto w Polsce mieszczą się w granicach 1200-1800 zł oraz którego ordynator, kierownik poradni lub dyrektor potrzebuje z powodu braku lekarzy non stop w miejscu pracy, ma dramatycznie małe szanse dla zrealizowania zarysowanych powyżej celów. Konsekwencją tego jest polski lekarz po stażu, który w ciągu dnia przyjmuje od 40 do 50 pacjentów w poradni, w szpitalu ma ogromną fluktuację pacjentów, aby zrealizować kontrakt, a w nocy jest na nocnym dyżurze. Bez względu jednak na to, jak wygląda obciążenie lekarza pacjent oczekuje zainteresowania swoją osobą, życzliwej rozmowy, co zwrotnie skutkuje jego szacunkiem i zaufaniem. Czy jest to w Polsce łatwe? Szacunek i zaufanie Szacunek z definicji można mieć dla pojedynczej osoby, którą się zna osobiście lub powinno się go mieć, przynajmniej teoretycznie, dla niektórych grup zawodowych. Intuicyjnie wielu z nas wymienia w tej grupie wojsko, policję, duchownych oraz lekarzy. Niestety, każda ta grupa w ostatnich latach jest przedstawiana negatywnie. Rodzi to konsekwencje, do których za najbardziej dramatyczną należy uznać wyjściową zasadę braku szacunku do kogokolwiek. Konsekwencją szacunku jest zaufanie. Zaufanie buduje się przez lata, a traci się je w ciągu paru minut. Truizmem jest to, że szacunek i zaufanie idą ze sobą w parze. Jako profesor wizytujący w USA widziałem, że szacunek i zaufanie pacjenta w trakcie procesu diagnostycznego i terapii dla lekarza są ogromne. To, co dzieje się potem, a więc możliwość zaskarżenia postępowania lekarza, jest indywidualizowane, także przez media, do konkretnego przypadku i do konkretnego lekarza i żadna ze znanych mi tam publikacji nie generalizowała pojedynczego negatywnego przypadku postępowania lekarskiego do całej korporacji lekarskiej. Jak to wygląda na świecie pokazują też zabawne wspomnienia jednego z moich studentów o szacunku dla medycyny. Podczas praktyki wakacyjnej w jednym ze szpitali w Holandii dorabiał sobie zbierając małże. Po paru dniach zatrudniający go zorientowali się, że jest studentem medycyny. Z tego powodu mówiąc o szacunku dla lekarzy, nawet in spe, oraz po informacji, że kiedyś będzie znacznie bogatszy niż ci, którzy go aktualnie zatrudniają, przenieśli go do lepiej płatnej i "bardziej odpowiedzialnej" pracy przy maszynie. Czym jest godziwe wynagrodzenie lekarza? Czy jest to 5000 zł miesięcznie dla specjalisty, czy może 2900 zł dla młodego lekarza z dopiskiem drobnym drukiem, że jest to łączne wynagrodzenie za pracę w szpitalu, poradni i na dyżurach? Prawdą powszechnie znaną jest, że młody lekarz nigdzie na całym świecie nie zarabia od razu dużo pieniędzy. Jednak w wielu krajach ma pewność, że gdy będzie specjalistą i będzie pracować zgodnie ze swoją uznaną wysoką wiedzą, jego uposażenie pozwoli mu na status finansowy górnej lub średniej strefy klasy średniej. W Polsce, niestety, ta wizja nie towarzyszy lekarzowi w trakcie specjalizacji. Specjalizacji, która w polskich warunkach nabrała jeszcze innych swoistych smaczków. Egzaminy specjalizacyjne to w większości dyscyplin medycznych egzamin testowy, praktyczny oraz egzamin ustny. Od lat wiadomo, że egzamin testowy obejmuje możliwie jak najtrudniejsze pytania, do których dobrze pasuje określenie, że są to pytania z wiedzy pisanej w podręcznikach drobnym i najdrobniejszym drukiem. Zabawny, ale nie dla zdających, jest też fakt, że pytania na egzamin testowy pisane są przez konsorcjum wybitnych specjalistów, z których każdy lub większość jako cel stawia sobie ułożenie pytań dających wysokie prawdopodobieństwo podania nieprawidłowej odpowiedzi. Konsekwencją tego są egzaminy testowe, które zdaje 40%, 50% zdających, a jeśli zdaje 75% lub 95%, to w konsorcjum powstaje poczucie napisania kiepskiego testu. Egzaminy praktyczne różne dla dyscyplin zabiegowych i nie zabiegowych zwykle wykazują wyśmienite przygotowanie zdających, a egzaminy ustne przed komisją pokazują znowu zwykle świetne przygotowanie zawodowe odpowiadające wiedzy potrzebnej do otrzymania stopnia specjalisty. Potwierdza to, że kierownik specjalizacji decydując się na dopuszczenie do końcowego egzaminu ma prawie pewność dokonania właściwego wyboru kandydatów - włącznie z tymi, którzy oblali Polski Test Specjalizacyjny! Jeżeli dodać do tego utrudnienia w uzyskaniu specjalizacji (np. 2 miejsca specjalizacyjne na 10 starających się), to wiadomo, że Polska należy do grupy krajów, w których bycie specjalistą to cierniowa droga od początku rozpoczęcia procesu specjalizacji do końca kariery zawodowej specjalisty. Specjalisty, który w wieku 60 lat pracuje w poradni, szpitalu, na dyżurach w miejscu pracy, a także jeździ w pogotowiu i zarabia 5000 zł netto. Czy jest recepta na uzdrowienie tej sytuacji? Jest ich sporo. Trochę się różnią w zależności od kraju, ale nawet obok, na Słowacji, w Czechach czy Białorusi jedna z tych recept została zrealizowana. Niestety, tej recepty nie przepisze nawet najlepszy specjalista. Jest to recepta, która systemowo powinna być przepisana na poziomie całego kraju, a przepisującym powinien być minister zdrowia. Receptą tą nie jest jednak likwidacja stażu podyplomowego. Takie rozwiązanie jeszcze bardziej zmniejszy szansę na wysokiej klasy specjalistów, a zwiększy szansę na grupę zawodową, która kiedyś w naszym kraju nosiła nazwę felczerów. Pewno dobrych. Aleksander Sieroń Aleksander Sieroń jest profesorem medycyny, kierownikiem Katedry Chorób Wewnętrznych i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Angiologii i Medycyny Fizykalnej ŚAM. Najważniejsze osiągnięcia to: określenie przydatności izoenzymów CPK w zawale niepełnościennym, wyjaśnienie mechanizmów oddziaływania pól magnetycznych i laserów niskoenergetycznych na poziomie podstawowym i klinicznym, wprowadzenie do praktyki klinicznej diagnostyki i terapii fotodynamicznej, badania nad chaosem w biologii i medycynie. Publikowany dorobek naukowy obejmuje ok. 400 pozycji. Gazeta Lekarska 2008-04 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2008-04-09