|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2008 Gazety Lekarskiej Numer 2008-04 Śladem naszych publikacji - W pogoni za wolnym zawodem
Z wielką uwagą przeczytałem artykuł Haliny Porębskiej "W pogoni za wolnym zawodem" ("Gazeta Lekarska" nr 3/2008).
Z częścią zawartych w nim obserwacji się zgadzam. Dostrzegam w rejestrowaniu praktyki na wezwanie sztuczność. Uważam, że lekarz powinien cieszyć się efektem pracy rąk własnych. Popieram ideę umożliwienia praktykom zatrudniania lekarza. Myślę, że Autorka popełniła dwa dość znaczne uproszczenia, których nie sposób pozostawić bez komentarza. Uproszczenia tym bardziej wymagające sprostowania, że poczynione "jednym tchem" z sugestią, iż oba zaobserwowane przez Autorkę zjawiska są ze sobą powiązane. Boleje dr Porębska nad istnieniem NZOZ-ów, które obwinia o różne niecne rzeczy: o dopłaty, o wykorzystywanie taniej siły roboczej. Zgodzę się, że w konkursach ofert właściciele niektórych (bo nie wszystkich) NZOZ-ów byli często bardziej skłonni do obniżania ceny, gdyż u nich liczył się obrót, a nie wycena godziny pracy. Co do dopłat - zainteresowani nimi są również prywatnie praktykujący lekarze mający kontrakt, więc do dyskusji o dopłatach nie wprowadzajmy nowej osi sporu wskazując, że jest to sprawka NZOZ-ów. Same NZOZ-y - cóż... biznes jak każdy inny, wymaga oprócz pieniędzy na starcie pewnej etyki prowadzenia biznesu, w czym jeszcze daleko nam do tradycji anglosaskiej. Spodziewałbym się po tylu tysiącach NZOZ-ów różnych specjalności, że część z pracujących tam lekarzy zostanie w zachęcie do dalszej dobrej pracy wspólnikami (oczywiście mniejszościowymi), co dałoby im pewność pracy i stabilizację. Ale takich przypadków jest chyba niewiele. Tyle, że dentystyczne praktyki na wezwanie dadzą możliwość pozyskania współpracownika nie tylko NZOZ-om, ale i praktykom. Piszę to wszystko po to, abyśmy nie poddali się pokusie łatwego znajdowania winnych. Powoduje to dodatkowe niepotrzebne podziały w środowisku nie przybliżając nas ani o krok do diagnozy. Zastanówmy się lepiej jak ułatwić młodym lekarzom zakładanie praktyk z jednoczesną możliwością opanowywania nowych umiejętności pod fachowym okiem, jak skutecznie zwalczać przepisy NFZ-u i jego następców faworyzujące większe placówki (również grupowe praktyki) kosztem jednoosobowych praktyk. Samo wymazanie NZOZ-ów z krajobrazu stomatologii polskiej nie załatwi niczego. Co więcej, Autorka idzie za ciosem i łączy lobby NZOZ-ów wraz z całym odium wyzysku pracowniczego i dopłat, co to niszczą rynek z dążeniami sporej części środowiska do mniejszej lub większej autonomizacji. Posuwa się nawet do stwierdzenia, że lobbujący za autonomią chcieliby widzieć osobną izbę lekarzy dentystów bardziej jako izbę rzemieślników niż lekarzy. W tym miejscu artykuł wychodzi z ram próby eksperckiego spojrzenia na wolny zawód, a wkracza w ramy propagandy. Niewielu jest zwolenników zupełnie osobnej izby dla lekarzy dentystów. Ja do nich również nie należę. Jednak autonomia tak licznej mniejszości, wykonującej odrębny zawód jest bezspornym prawem tejże mniejszości a łączenie tej pięknej idei z działaniami przeciwko wolności praktyk jest nadużyciem. Nie jesteśmy lekarzami z tytułu bycia w jednej izbie z lekarzami medycyny. Jesteśmy lekarzami dentystami, gdyż powodują nami te same zasady deontologiczne, szukanie najlepszych rozwiązań terapeutycznych dla pacjenta, przymus ciągłego doskonalenia. Doświadczamy tych samych rozterek i świadomości, że pewnie zakończymy naszą karierę w poczuciu niedosytu. Wspólna izba nie ma tu nic do rzeczy. Powtarzam jednak - niewielu znajdzie się dziś zwolenników pełnego rozdziału izb. Pytań jest wiele: czy osobna struktura wykonawcza w samorządzie (własne rady lekarskie lub komisje stomatologiczne o silnych kompetencjach stanowiących) nie jest lepszą drogą do promocji wolnego zawodu? Czy skupieni na swoich zagadnieniach nie będziemy mieli więcej czasu na kreowanie systemu pomocy dla rozpoczynających karierę lekarzy dentystów? Na organizowanie odpowiedniego systemu opanowywania nowych umiejętności bez konieczności pracy u kogokolwiek? Na organizowanie systemu pomocy w zdobyciu sprzętu? To są wielkie wyzwania przede wszystkim organizacyjne. Na ich podjęcie i wypełnienie trzeba mieć czas i co najważniejsze - strukturę, w ramach której rodzić się i dojrzewać będą dobre pomysły. Teza Haliny Porębskiej, że moglibyśmy się pokusić o autonomię, gdyby nie istnienie NZOZ-ów, jest doprawdy niczym niepodparta. Andrzej Cisło Autor jest wiceprzewodniczącym ORL w Poznaniu, prowadzi indywidualną praktykę Gazeta Lekarska 2008-04 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2008-04-09