Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej  Numer 2007-10  Porozmawiajmy o mobbingu 

Medycyna jest wyjątkowo wdzięcznym polem aktywności wszystkich niewybrednych mobberów. Pod fałszywym płaszczykiem troski o pacjenta, o jakość medycyny można gnębić niewygodnych, niepokornych, zdolniejszych, co tu dużo mówić - wszystkich.


Uprawianie medycyny od zawsze było związane z akceptowaniem hierarchiczności i wszystkiego, co wymyśliły osoby stojące wyżej na drabinie medycznej. W początkach mojej kariery lekarskiej sposób bycia medycznych hierarchów był poza wszelką dyskusją. Nie słyszałam o jakimkolwiek przypadku, aby znalazł się ktoś na tyle odważny lub zdesperowany, by przeciwstawić się temu, co nazywamy obecnie zachowaniami mobbingowymi.
Pojęcie zostało wprowadzone do obiegu dopiero w latach osiemdziesiątych przez szwedzkiego psychiatrę profesora Heinza Leymanna. Autor w oryginalnym doniesieniu naukowym używał określenia psychoterror w miejscu pracy, ale powszechnie przyjęła się terminologia wywodząca się z języka angielskiego.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie mieliśmy po prostu świadomości, a dziś ciągle nie mamy dość odwagi, by mówić o mobbingu. Wprawdzie w czasach mojej szpitalnej pracy mołojecką sławę zyskała pewna krewka koleżanka, która podczas ordynatorskiego obchodu będącego festiwalem brutalnych mobbingowych zachowań wyszła z sali trzaskając drzwiami, jednak na nic się zdał ten gest. Kariery nie zrobiła, bo ordynator-mobber przykleił dziewczynie łatkę osoby z trudnym, konfliktowym charakterem i dołożył starań, by zatrzasnąć inne drzwi, za którymi czekała dobra praca i zaszczyty.

Trochę faktów

Badania CBOS przeprowadzone w 2002 r. wykazały, że ze zjawiskiem mobbingu zetknęło się osobiście 17% ankietowanych - to dużo! Najczęstszym przejawem było stwarzanie niewłaściwej atmosfery w pracy przez okazywanie niechęci, głupie docinki, złośliwe uwagi, ubliżanie, nieliczenie się ze zdaniem pracownika, upokarzanie w obecności innych zatrudnionych - tego rodzaju przykrości doświadczyło 21% spośród wszystkich dotkniętych mobbingiem. Równie częstą, bo stanowiącą 20%, formą mobbingu było stosowanie kar, ograniczeń i represji. Aż 19% zetknęło się z groźbą zwolnienia z pracy, natomiast bezzasadnej krytyki doświadczyło 17%. Formy tej krytyki to obniżanie wartości jako pracownika, czepianie się szczegółów nie mających większego znaczenia, przekazywanie fałszywych informacji o wynikach pracy, krytykowanie przy klientach, niesłuszne zwracanie uwagi czy wystawianie złej opinii bez powodu. I nie jest to sprawa wydelikaconych osobników, nie dość skocznie spełniających wymagania szefów, lecz rzeczywisty, dotkliwy problem.
W 2004 r. pojęcie mobbingu zostało wprowadzone do polskiego kodeksu pracy. Artykuł 94 § 2 tego aktu prawnego mówi, że mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu i zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu pracowników.
Mimo iż od lat dziewięćdziesiątych relacje między ludźmi w naszym kraju zmieniły się bardzo w wielu płaszczyznach, to pewne bastiony złego trwają niewzruszone. Z lektury lekarskich wypowiedzi na stronach internetowych wynika, że poniżanie, wykorzystywanie i dręczenie psychiczne podległych asystentów zdarza się całkiem często zarówno w małych przychodniach, jak i słynnych ośrodkach naukowych. Wielokrotne, publiczne deprecjonowanie wiedzy, kompetencji i doświadczenia lekarza jest najbardziej stałym elementem mobberskiego zachowania w naszym środowisku. Wizytowanie pacjentów na szpitalnych salach jest znakomitym miejscem do prezentowania mobberskich talentów - wszak jest pod ręką łatwowierna publiczność, która kupi każdy tekst opatrzony etykietką "troska o pacjenta".
Częstym elementem w wypowiedziach kolegów, którzy zdecydowali się na pracę poza granicami jest poczucie, że są nareszcie doceniani przez przełożonych - to z pewnością pośredni dowód, iż brakowało obiektywnej oceny ich pracy w kraju. To dobrze, że można odmienić swój los nie tylko finansowy, ale i samopoczucie psychiczne, a długie ręce i mściwy charakter mobbera nie są w stanie działać bezkarnie i bez ograniczeń.

Kim jest mobber?

To przede wszystkim człowiek małego ducha i umysłu, budujący swą nieistniejącą wyższość drogą zadawania cierpienia innym ludziom. To człowiek żyjący w chronicznym lęku, że jego prawdziwe nędzne oblicze zostanie odkryte i dlatego z racji posiadanego stanowiska próbujący skierować uwagę otoczenia na rzekome uchybienia innych osób. To także cyniczny gracz i mistrz manipulacji.
Dziś wiemy, że najczęstszą socjotechniką stosowaną przez mobbera jest negatywne etykietowanie gnębionych ludzi i manipulacyjne zestawianie ich ze swym rzekomo idealnym wizerunkiem. Mobber jest w swej ocenie zawsze dobry, kompetentny, zatroskany o pacjentów, ma jedynie pecha pracować z nieodpowiednimi ludźmi.
Gdy szef ma zacięcie do bycia mobberem doskonałym, może rozszerzyć pole działania na teren wszelkiego rodzaju komisji. Pracowite ręce mobbera zyskują wtedy osobliwe wydłużenie. Otrzymałam niedawno korespondencję od Czytelnika, który próbując otworzyć nową specjalizację spotkał się z odmową sygnowaną przez gnębiącego go hierarchę medycznego. W uzasadnieniu znalazły się takie argumenty przeciw kandydatowi jak wiek 40 lat, częste zmiany miejsca pracy, zamiar otwarcia specjalizacji w innym województwie oraz nieprecyzyjne, w odczuciu mobbera zasiadającego w roli przewodniczącego komisji, opisy dotychczasowych miejsc zatrudnienia i zakresu obowiązków. W Stanach Zjednoczonych mobilność jest zaletą, na całym świecie chęć podnoszenia kwalifikacji jest powszechnie ceniona, powściągliwość w referowaniu szczegółów zatrudnienia ogólnie znana i praktykowana. W ocenie opiniującego możnowładcy wszystko to zostało ocenione jako argumenty przeciw przyznaniu prawa do specjalizacji.
Niestety, nie dysponujemy żadnymi uniwersalnymi metodami ani instytucjami, które pozwalałyby skutecznie bronić się przed mobbingiem w miejscu pracy. Lekarze z natury rzeczy niechętnie mówią o nieprawidłowościach wewnątrz swojego środowiska, a takie tematy jak wypalenie zawodowe czy mobbing spostrzegane są jako coś negatywnie świadczącego o osobie, która znalazła się w którejś z tych niekorzystnych sytuacji.

Mobbing w wyższych sferach medycznych

Mobbing na uczelniach medycznych owiany jest nieprzeniknioną mgłą tajemnicy subśrodowiskowej. Zewnętrzną i namacalną oznaką, że ktoś doznaje aktywnego mobbingu uczelnianego może być niewytłumaczalne ślimaczenie się kariery naukowej. Gdy zdolny i pracowity kolega wykazuje dużą odporność psychiczną, można wobec niego zastosować takie techniki jak opóźnianie uzyskania stopnia naukowego pod byle jakim powodem - dobrym pretekstem jest krytyczna ocena dorobku naukowego, który może być za mały, nie dość odkrywczy albo opublikowany nie tam, gdzie trzeba. Superupartym można skutecznie opóźniać procedurę obrony pracy naukowej - zawsze da się przecież wytypować zapracowanego recenzenta pracy naukowej, który przez trzy lata nie znajdzie wolnej chwili na wywiązanie się z przykrego obowiązku. Wobec zdeterminowanych, gotowych wszystko przetrzymać, pozostaje broń niezawodna: umoczenie uparciucha na ostatnim odcinku przed metą w klimacie tajemniczo łączącym w sobie sąd kapturowy z sądem ostatecznym.
Mobber ma bowiem to do siebie, że nie odpoczywa nigdy, a sztuka poniżania i niszczenia ludzi jest jego prawdziwym powołaniem.
Jak zawsze czekam na listy elektroniczne od wszystkich zainteresowanych tematem mobbingu, pod adresem: krystyna.knypl@compi.net.pl

Krystyna Knypl


Gazeta Lekarska 2007-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-10-11