Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej  Numer 2007-10  Korupcja i zdrowie 

Profesor Jędrzejczak rozpoczyna swój artykuł "Kłamstwa o korupcji lekarzy" (Wiesław Wiktor Jędrzejczak, "Kłamstwa o korupcji lekarzy", "GL" nr 6/2007) od pytania, czy w służbie zdrowia mamy w ogóle do czynienia z korupcją. Po 30 latach pracy lekarskiej śmiem twierdzić, że mamy, ale moje wątpliwości budzą dane dotyczące skali i charakteru tego zjawiska.

Informacje na ten temat, podawane do wiadomości publicznej, są najczęściej nieprawdziwe i podlegają manipulacjom w zależności od potrzeb. Mamy do czynienia z przekłamaniami, półprawdami i dowolną interpretacją wyników badań opinii publicznej.

Korupcja ma wiele twarzy

Przeciętnemu obywatelowi naszego kraju słowo "korupcja" kojarzy się z żądaniem przez lekarza korzyści majątkowej w zamian za udzielenie pacjentowi pomocy medycznej. Zastanawia mnie, dlaczego mówiąc o tej patologii zawsze mamy na myśli lekarza. Przecież korupcja dotyczy też innych zawodów medycznych. I dlaczego pojedyncze przypadki korupcji tak chętnie są uogólniane i traktowane jako dowód skorumpowania całego środowiska.
Całkowicie zgadzam się z prof. Jędrzejczakiem, że przyjęcie od pacjenta "korzyści" po kuracji lub zabiegu operacyjnym jest dowodem wdzięczności wobec lekarza, a nie zachowaniem patologicznym. Nie znam dobrego lekarza - przede wszystkim zabiegowca - który w swojej karierze nie otrzymałby w ramach wdzięczności butelki koniaku lub innego prezentu od pacjenta czy jego rodziny.
Natomiast zdecydowanie potępiam przyjmowanie korzyści jako warunku hospitalizacji lub leczenia. Zastanawia mnie jednak, dlaczego w innych dziedzinach klient może rozmawiać z wykonawcą usługi o jej cenie i zasadach płatności i nikogo to nie dziwi. Wbrew powszechnej opinii koszty procedury medycznej ustalane przez płatnika (NFZ) nie obejmują kosztów pracy lekarza, co sprawia, że lekarz za swoją pracę dostaje "co łaska", a nie tyle, ile mu się należy.
Drugim rodzajem tzw. korupcji jest uzyskiwanie korzyści od firm produkujących sprzęt medyczny i firm farmaceutycznych w zamian za przepisywanie recept na konkretne lekarstwa i materiały medyczne. Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia często mówią o ogromnych kosztach refundacji recept wypisywanych przez lekarzy "rozrzutnie" lub za "korzyści". Trzeba więc przypomnieć, że to nie lekarze i firmy farmaceutyczne ustalają listy leków refundowanych, limity i procentowe progi refundacji, lecz Ministerstwo Zdrowia w ramach tzw. polityki lekowej. Problem w tym, że państwo, mając w ręku wszystkie narzędzia regulujące tę politykę, od lat właściwie jej nie prowadzi. NFZ zaś od lat obiecuje wprowadzenie rejestru usług medycznych (RUM), który uniemożliwiłby dokonywanie nadużyć m.in. poprzez kontrolę ordynacji recept. Ale rejestru wciąż nie ma, choć lekarze apelują o jego wprowadzenie. Widocznie komuś na tym nie zależy, a winą za całe zło wynikające z braku rejestru obciąża się lekarzy.
Trzeci rodzaj korupcji to "sponsorowanie wyjazdów na kongresy, zjazdy" itp. Jest rzeczą oczywistą, że polskiego lekarza - nawet gdy jest profesorem - przy jego pensji nie stać na opłacenie kosztów kilku wyjazdów w ciągu roku na różne kongresy i zjazdy naukowe - zagraniczne, a nawet krajowe. Czy ktoś zadał sobie pytanie, w jakim miejscu znajdowałaby się dziś polska nauka i medycyna, gdyby nie sponsoring bogatych mecenasów? Myślę, że na poziomie krajów Czwartego Świata. Nie zmienia to faktu, że nie wszystkie wyjazdy mają cel naukowy, a czasem sponsorowanie kryje w sobie patologie. W krajach cywilizowanych zasady sponsoringu są przejrzyste, bo są określone przepisami prawa. Dlaczego nie można zrobić tego u nas? Czy nie to powinno być zadaniem Ministerstwa Zdrowia - zamiast powoływania zespołu ds. korupcji i zachowań korupcyjnych, skoro z korupcją walczy już kilka innych instytucji państwowych?
Kolejnym rodzajem patologii jest korupcja w relacji przemysł, przemysł farmaceutyczny a tzw. menedżerowie służby zdrowia, którzy dokonują m.in. zakupów na rzecz placówek zdrowia. Tu w grę wchodzą potencjalnie znacznie większe kwoty niż w ww. relacjach. Teoretycznie przed tym chronić powinna ustawa o zamówieniach publicznych, ale jak się okazuje - czasem tylko teoretycznie. Tutaj złapanie na gorącym uczynku jest znacznie trudniejsze niż złapanie ordynatora, któremu w ramach prowokacji podrzuca się 200 zł na biurko. A efekty działalności odpowiednich służb w wyśledzeniu takiej patologii są mierne, czyli nie ma się czym pochwalić, i dlatego o tym nie słychać.

Komu zależy na mitach?

Ostatnio podczas debaty w senackiej komisji zdrowia na temat korupcji podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Wacława Wojtala powiedziała, że w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie lekarze zarabiają dużo więcej niż w Polsce, też istnieje korupcja w służbie zdrowia. Powtarzanie tego sloganu ma chyba na celu usprawiedliwienie powszechnej - choć, moim zdaniem, fałszywej - tezy, że podwyższenie zarobków lekarzy nie wyeliminuje korupcji. Pani minister zapomniała tylko dodać, że w krajach rozwiniętych mamy do czynienia z korupcją w relacji: menedżer - przemysł, a nie: lekarz - pacjent.
Innym rodzajem patologii w służbie zdrowia, o którym chętnie się mówi i pisze, jest wyłudzanie "nienależnych" pieniędzy od NFZ przez jego kontrahentów. Wykonując procedury medyczne wycenione poniżej realnych kosztów placówki i szpitale muszą dokonywać ekwilibrystyki w sprawozdawczości, aby nie dopłacać do kontraktu zawartego z płatnikiem. Za tę formę "korupcji" odpowiedzialni są politycy i państwo, które zorganizowało taki system rozliczeń pomiędzy NFZ a świadczeniodawcą.
Tak więc żyjąc w kraju, w którym tak chętnie stosuje się uogólnienia, trzeba pamiętać, że korupcja niejedną ma twarz.

Tylko siedem procent

Generalnie rzecz biorąc, nigdzie na świecie nie udało się - mimo stosowania różnych technik badawczych - precyzyjnie ocenić skali korupcji. Podobnie rzecz się ma u nas. W tym miejscu chciałbym ustosunkować się do tak chętnie ogłaszanych przez media i jednoznacznie komentowanych wyników różnych sondaży.
Zacząć trzeba od przypomnienia, że żyjemy w społeczeństwie, w którym utrwaliły się różne mity dotyczące służby zdrowia, na przykład mit głoszący, że służba zdrowia to "biała dziura", ale wystarczy zmienić alokację środków, by rozwiązać jej problemy. Albo też mit, że w służbie zdrowia panuje powszechna korupcja, a większość lekarzy bierze łapówki. Oceniając wyniki badań sondażowych trzeba o tych mitach pamiętać.
Po drugie, oceny dotyczące zjawiska korupcji często opierają się na przekłamaniach. Weźmy na przykład badania szacownej skądinąd Fundacji Batorego. Wielu polityków i dziennikarzy, powołując się na te badania, twierdzi, że 36 proc. respondentów przyznało się do wręczenia łapówki pracownikowi służby zdrowia. Nikt nie zwrócił uwagi, że pytanie zadane respondentom brzmiało: "Czy w ciągu ostatnich dziesięciu lat pan/pani lub ktoś z rodziny wręczył pieniądze lub jakiś prezent pracownikowi służby zdrowia?" I właśnie na tak postawione pytanie 36 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco. Pozostawiam to bez komentarza.
Prezentując wyniki badań Fundacji Batorego ministerialny zespół ds. zwalczania korupcji nie przedstawił konkluzji, do jakich doszła Lekarska Grupa Fundacji. Grupa opracowała listę postulatów, które trzeba spełnić w celu skutecznego przeciwdziałania korupcji. Trzy pierwsze postulaty dotyczyły: 1) podwyższenia nakładów na służbę zdrowia; 2) podniesienia zarobków w służbie zdrowia; 3) ustalenia koszyka świadczeń zdrowotnych wraz z czytelnymi przepisami dotyczącymi zasad funkcjonowania kolejek do świadczeń medycznych. Rozumiem, że podanie takich konkluzji było dla decydentów niewygodne.
W raporcie "Diagnoza społeczna 2005 - warunki i jakość życia Polaków" czytamy, że 42 proc. gospodarstw domowych poniosło wydatki korzystając z oficjalnie działającego w naszym kraju rynku usług medycznych (co oznacza, że członkowie tych gospodarstw leczyli się poza publicznym systemem ochrony zdrowia). Natomiast zaledwie 6 proc. gospodarstw przyznało się do wnoszenia opłat nieformalnych. Autorzy raportu komentują wyniki tych badań w sposób następujący: W świetle takich wyników należy z ogromną ostrożnością interpretować różne medialnie nagłaśniane informacje o rzekomo dużej skali szarej strefy w naszej służbie zdrowia i o rzekomo jakichś ogromnych sumach, które ponoszą liczne grupy społeczne na opłaty nieformalne i na prezenty dla pracowników służby zdrowia. Badania prowadzone w ramach "Diagnozy społecznej" od roku 2000 już po raz trzeci nie potwierdzają tych obiegowych opinii o szarej strefie w rzekomo dużych rozmiarach ani opinii o rzekomo kosztownych prezentach wręczanych pracownikom służby zdrowia.
Dane Ministerstwa Zdrowia dotyczące korupcji w Europie plasują Polskę na piątym miejscu - za Litwą, Węgrami, Słowacją i Grecją. Do wręczania pieniędzy lekarzom przyznaje się 15 proc. Litwinów i tylko 7 proc. Polaków. Myślę więc, że uprawniona jest teza, iż zjawisko korupcji wśród lekarzy w Polsce - które oczywiście należy zwalczać - nie odbiega w sposób znaczący od patologii wśród innych grup zawodowych i społecznych. W każdym środowisku jest podobna liczba czarnych owiec.
Skąd więc problem korupcji lekarzy jako temat numer jeden? Nie mam na to dowodów, ale jako człowiek kojarzący fakty uważam, że jest to temat zastępczy, dobrze sprzedający się w mediach, a mający odwrócić uwagę od rzeczywistych, ogromnych problemów służby zdrowia. Nie bez znaczenia jest fakt zapowiadanych od dawna protestów płacowych lekarzy. Komu może zależeć na zdyskredytowaniu w oczach opinii publicznej środowiska lekarskiego? Oto mamy igrzyska zamiast rzeczywistych reform i podwyższenia żenująco niskich płac lekarzy.

Andrzej Włodarczyk


Gazeta Lekarska 2007-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-10-11