|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej Numer 2007-09 Syndrom krótkiej kołdry
Gdy przysłuchuję się codziennemu gwarowi dobiegającemu z mediów, czuję się jak przebrana w teatralny kostium z innej epoki: peruka, krynolina, buty na wysokich obcasach i niemodny gorset.
Wszyscy wkoło hasają w dżinsach i T-shirtach, zmieniając tylko barwy klubowe w zależności od tego, gdzie bardziej opłaca się bywać. Świadomie nie używam słowa grać, ponieważ gra bywa sprawą poważną, są w niej zwycięzcy i pokonani, hasanie zaś jest zajęciem, podczas którego wszyscy mają się dobrze czuć. Jednak nie tylko kostiumy się zmieniają, ale i słowa, a co za tym idzie - znaczeniowe pojmowanie ludzi, zdarzeń, sytuacji.Stary zawód w nowym świecie Wiele obszarów wykonywania zawodu lekarza, które przez całe wieki pozostawały nienaruszone, w wolnorynkowym świecie coraz mniej przystaje do rzeczywistości. Liczne przepisy powodują, że lekarze szamocą się w dziwnej sieci, a niezadowolenie pacjentów narasta. Oto zaczyna zanikać słowo pacjent, a pojawia się ktoś nazywany ubezpieczonym, mającym problem alkoholowy, klientem. Czy jest to nadal mój pacjent, a ja jestem jego lekarzem? Czy raczej stałam się profesjonalistą, dostarczającym klientowi informacji lub usługi - jak określają to podręczniki współczesnego menedżeryzmu? Lekarz współczesny Hipokratesowi czy Imhotepowi żył w świecie nie tylko ludzi zdrowych i chorych, lecz przede wszystkim panów i niewolników, a prawo państwowe nie regulowało każdego ludzkiego kroku i oddechu. Dodatkowe regulacje były więc niezbędne. Jednak dziś już nikt nie oczekuje ode mnie, ani jakiegokolwiek innego lekarza, abym pod rygorem przysięgi na Apollona, Asklepiosa, Hygeję i Panaceję z mistrzem moim w sztuce dzieliła się mieniem i zaspokajała jego potrzeby, a synów jego uważała za braci i uczyła ich swej sztuki. Ktoś, kto przed wiekami zwany mistrzem czuwał nad przebiegiem edukacji i rozwoju młodego lekarza, dziś często zamienia się w głównego hamulcowego tegoż rozwoju. Wprawdzie aktualna pozostaje fraza, że ów młody lekarz zaspokaja potrzeby mistrza, ale często jest to, niestety, nadal relacja niewolnika z panem i władcą pomyślnego przebiegu specjalizacji medycznej rezydenta. Czas i erozja pojęć Początek historycznego tekstu przysięgi mocno więc zwietrzał. Płynie z tej obserwacji wniosek, że jest to raczej rozsądna przysięga korporacyjna na miarę czasów, w których powstała, niż uniwersalny i ponadczasowy zbiór wytycznych w zakresie etyki naszego zawodu. Sądzę, że uniwersalna etyka - niezależnie od tego, czy dotyczy medycyny, czy jakiejkolwiek innej dziedziny życia lub nauki, powinna być ponadczasowa. Jeżeli zasady etyczne nie są ponadczasowe i po latach brzmią komicznie lub archaicznie, to znaczy, że są tylko protezą nieprecyzyjnego kodeksu prawnego. Może więc pojęcie dobrych standardów medycznych, które wyznaczają łatwiejsze do sprecyzowania granice, bardziej pasuje do współczesnego świata niż życzeniowe regulacje, zwane etycznymi? Może wystarczy staranniejsze przestrzeganie realistycznych i dobrze napisanych standardów postępowania medycznego bez uciekania się do terminu "etyka", zbyt często instrumentalnie wykorzystywanego z równym zapałem przez konsumpcyjnie nastawionych wobec medycyny pacjentów, jak i cynicznych decydentów? Czy jednak kolejne teksty kodeksów etyki, coraz szerzej rozbudowywane, są głębsze, lepsze? Nie! Ulegają erozji w trybie jeszcze szybszym. Zalecenia w nich zawarte mogą być równie nierealne do przestrzegania, co kłopotliwe, a nawet naruszające prawo stanowione. Słowa wolny od pożądań zmysłowych tak wobec niewiast, jak i mężczyzn, wobec wolnych i niewolników z pierwszego tekstu przysięgi ewoluowały do art. 14 współczesnego Kodeksu Etyki Lekarskiej, mówiącego, że lekarz nie może wykorzystać swego wpływu na pacjenta w celu innym niż leczniczy. Tymczasem zaś bywa, że lekarze wywierają wpływ inny niż leczniczy - zaprzyjaźniają się ze swoimi pacjentami, a nawet zawierają związki małżeńskie. Artykuł 67 Kodeksu Etyki Lekarskiej, mówiący o bezpłatnym leczeniu lekarzy i ich rodzin, sięga korzeniami czasów, gdy wiedza lekarska i usługa lekarska były nieomal tożsame, a liczba udzielanych konsultacji nie miała charakteru "produkcji przemysłowej". W przeszłości jako wyłączni właściciele i dysponenci naszej wiedzy lekarskiej mogliśmy oferować kolegom po fachu bezpłatne konsultacje. Dziś jednak coraz rzadziej "leczymy ludzi", ponieważ "realizujemy kontrakty". Choć jesteśmy nadal wyłącznymi właścicielami naszej wiedzy, to już z tytułem własności do porad lekarskich jest spory kłopot. Mamy współwłaścicieli owych porad w postaci dyrekcji szpitali, zarządów spółdzielni, właścicieli placówek niepublicznych, że nie wspomnę o fiskusie, który lubi się pożywić cząstką każdej złotówki przepływającej między obywatelami. Nie zawsze osoby reprezentujące owo współwłaścicielstwo są lekarzami, zatem nie muszą respektować naszego kodeksu etyki, niekoniecznie z powodu odmiennego zdania - wystarczy chmara przepisów i dociekliwość kontrolera, aby stracić motywację do szczególnego traktowania kogokolwiek. Czy lekarz pracujący w prywatnej placówce, związanej państwowym prawem stanowionym, może leczyć bezpłatnie innego lekarza lub jego rodzinę? Czy lecząc bezpłatnie kolegę jest etycznym wykonawcą art. 67, czy raczej narusza przepisy finansowe, podatkowe i pozbawia właściciela zakładu należnego przychodu? Powołanie przez 24 godziny Wiadomo, że łatwiej dokonywać etycznych wyborów, gdy ma się powołanie. Wybory są natomiast niezbędne, ciągle bowiem mamy do czynienia z niedostatkami. Oczywiście każdy obywatel naszego kraju wie, czym jest powołanie do wykonywania zawodu lekarza i chętnie dzieli się swą wiedzą na forach internetowych w stylu będącym żywym zaprzeczeniem tezy Maksyma Gorkiego, że "człowiek to brzmi dumnie". Należy się wszystkim, wszystko i zawsze - to postawa rodaków wobec świadczeń medycznych. Przeciętny obywatel naszego kraju myli wykonywanie zawodu lekarza z obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi, nazbyt często utożsamiając lekarza z realizatorem politycznych obietnic. Obowiązkowe ubezpieczenia społeczne zostały wprowadzone w związku z wydarzeniami będącymi konsekwencją intensywnego rozwoju przemysłu w XIX wieku. Burzliwa industrializacja pociągnęła za sobą wzrost zatrudnienia, ale także liczby wypadków oraz znaczenia społecznego mas robotniczych. Konieczne było stworzenie systemu przynajmniej w minimalnym stopniu łagodzącego konsekwencje nowych zjawisk. Przez dwa następne wieki medycyna rozwinęła się na skalę wcześniej niespotykaną. Postęp ten nie przełożył się jednak na wysokość finansowania usług w ramach ubezpieczeń społecznych. Z powodu tej właśnie rozbieżności obowiązkowe ubezpieczenia społeczne pozostają przykrótką kołdrą, którą politycy naciągają na nogi swego ukochanego elektoratu. Krystyna Knypl Gazeta Lekarska 2007-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-09-17