Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej  Numer 2007-09  Wykształciuchu, broń się! 


Jeżeli można wydać nakaz rewizji wobec kogoś, kto nawet nie jest w kręgu podejrzeń, to dlaczego nie wyprowadzić chirurga z bloku operacyjnego w kajdankach, jeżeli będzie podejrzany o błąd lekarski?

Afera corhydronowa, podobnie jak wiele innych głośnych medialnie spraw, wydawało się, już przebrzmiała. Ostatnio przypomniano o niej w związku z "aferą strzykawkową". Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego.


Pod koniec lipca dostałem wezwanie do komendy policji. Na druku wezwania w rubryce "w sprawie" wpisano: "Corhydron". Wiedziałem od kolegów, którzy wcześniej już takie wezwania dostali, że rzecz polega na podpisaniu krótkiego zeznania z oświadczeniem o nie posiadaniu ampułek z rzeczonym lekiem.
W komendzie zostałem potraktowany bardzo uprzejmie, bez niepotrzebnej biurokracji, a jednocześnie z zachowaniem stosownej procedury. Okazało się, że policja działa na podstawie postanowienia prokuratury rejonowej. Przedstawiono mi i polecono podpisać stosowny dokument (datowany 12 grudnia - siedem miesięcy przed przesłuchaniem!). Zeznałem, że Corhydronu nie posiadałem i nie posiadam.
Postanowienie prokuratury zdziwiło mnie, a po dokładnym przeczytaniu dokumentu w domu włosy stanęły mi dęba. Prokurator powołując się na art. 217 § 1 i 2 oraz art. 220 kpk postanawia: 1. Zażądać od Grzegorza Wojciechowskiego prowadzącego praktykę lekarską wydania rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie w postaci leku Corhydron oraz dokumentacji związanej z jego nabyciem, a w razie odmowy: 2. Przeprowadzić ich odebranie, bez przeszukania, 3. Dokonać przeszukania: pomieszczeń (osoby) jak w pkt 1 (tzn. przeszukanie mojej osoby i mojego mieszkania, ponieważ praktykę zarejestrowaną mam w domu - przypis mój) w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie, 3. Zlecić wykonanie postanowienia Komendzie Miejskiej Policji.
Sprawdziłem cytowane artykuły kodeksu postępowania karnego. Nie ma wątpliwości. Chodzi o rewizję mojej osoby i mojego domu. Ocenę, czy taka rewizja jest potrzebna, zostawiono do decyzji funkcjonariuszom policji. Można powiedzieć, że policja przez 7 miesięcy miała pozwolenie na rewizję in blanco. Jedynym potwierdzonym powodem jego wydania jest to, że jestem lekarzem i że mam prywatną praktykę. Oczywiście, człowiek uczciwy nie powinien się niczego obawiać. Uważam się za uczciwego i może właśnie dlatego nie zgadzam się z tym hasłem, używanym przez władze w totalitarnych ustrojach. Przecież nadgorliwy policjant mógł uznać za odmowę rzucone w słuchawkę telefonu "Nie zawracajcie mi głowy!".
Moje wywody można skwitować wzruszeniem ramion. Przewrażliwiony wykształciuch, czytający dokładnie urzędowe pisma. Wrażliwiec, co to młodość spędził w PRL, kiedy milicjant i prokurator mógł wszystko. Może i prawda. Ale ograniczenie praw obywatelskich nie musi zaczynać się od pałowania na ulicach i masowych aresztowań. Jeżeli można wydać nakaz rewizji człowiekowi, który nawet nie jest w "kręgu podejrzeń", to dlaczego nie wyprowadzić chirurga z bloku operacyjnego w kajdankach, jeżeli będzie podejrzany o błąd lekarski? Rozumiem, jeżeli ogranicza się prawa obywatelskie w sprawach naprawdę ważnych i nie cierpiących zwłoki - takim są chociażby działania zapobiegające aktom terrorystycznym. Ale w tym przypadku trzeba mieć paranoiczną wyobraźnię, żeby zakładać, że lekarz, nawet największy tuman, przez siedem miesięcy trzyma podejrzane ampułki. Bo lekarz odpowiedzialny już dawno by je oddał nie czekając na komunikat nadzoru farmaceutycznego. Lekarz nieodpowiedzialny - po prostu by je zniszczył.
Wiem, oczywiście, że nie tylko ja dostałem takie postanowienie. Jeżeli w innych regionach kraju prokuratora była równie gorliwa, bo na pewno nie rychliwa, może to dotyczyć kilkudziesięciu tysięcy lekarzy. Nie tylko złamano prawa obywatelskie, ale uruchomiono niepotrzebnie pracochłonny i kosztowny mechanizm. A nawet gdyby ta akcja miała sens i znaleziono by dzięki niej choć jedną fatalną ampułkę? Organy ścigania mają inne zadania. Mają ścigać przestępców. Nigdy nie słyszałem, żeby akcję sprawdzania i naprawiania serii samochodów podejrzanych o np. wadliwy system hamulcowy prowadziła prokuratura. Po prostu lepiej to robią autoryzowane warsztaty.
Nie chodzi tylko o to, żeby każdy robił swoje. Efektem opisanych działań prokuratury może być niezrozumiała reakcja dyrektora szpitala, w którym wykryto fabrycznie zanieczyszczone strzykawki. Zamiast natychmiast zawiadomić nadzór farmaceutyczny, co spowodowałoby szybkie wycofanie z obrotu niebezpiecznego sprzętu, zadzwonił na policję. I na tym poprzestał. Nic nie usprawiedliwia głupoty, ale może po doświadczeniach z akcją Corhydron myślał po prostu, że tak trzeba postępować?
Na koniec smutna refleksja. Podejrzewam, że większość kolegów wzywana z powodu Corhydronu nie przeczytała dokładnie dokumentu, który otrzymała i musiała podpisać. Ale część na pewno zwróciła uwagę na zagrożenie rewizją. Jak do tej pory nie słyszałem ani o indywidualnych, ani zbiorowych protestach. Syndrom homo sovieticus?
Nie poprzestałem tylko na napisaniu tego tekstu. Kierując się pouczeniem zawartym w postanowieniu złożyłem zażalenie do prokuratora okręgowego. Jeżeli ktoś z kolegów dostanie jeszcze taki dokument, namawiam do obrony swoich praw. Na skargę mamy siedem dni. To nie jest obywatelskie nieposłuszeństwo. To jest reakcja świadomego obywatela.

Grzegorz Wojciechowski
Autor jest specjalistą chirurgiem, zastępcą okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Szczecinie.



Gazeta Lekarska 2007-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.

Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.




Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-09-17