Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej  Numer 2007-09  Podzwonne dla podwyżek 


Cały czas, gdy słyszeliśmy, że nie ma pieniędzy na ochronę zdrowia, rząd rozdzielał kolejne miliardy złotych.

Strajk lekarzy, podobnie jak strajk w dowolnej innej dziedzinie, nie może cieszyć się powszechnym poparciem społecznym. To oczywiste, że ludzie chcieliby, aby wszystko funkcjonowało normalnie i dobrze. Każdy, kto zachoruje, chciałby być leczony, a nie słyszeć tłumaczenia, że brakuje pieniędzy, że świadczenia są limitowane, że lekarze nie chcą pracować, bo mało zarabiają.


Pacjenci nie muszą wiedzieć dlaczego opieka zdrowotna źle funkcjonuje. Mają prawo uwierzyć rządowej propagandzie, że wszystkiemu winni są lekarze: nieuczciwi, leniwi, pazerni na pieniądze i obojętni na los chorego. My jednak wiemy jakie są powody permanentnego kryzysu ochrony zdrowia w Polsce. Co więcej, wiemy też, że dla polityków temat ten nie jest żadną atrakcją. Ochrona zdrowia interesuje ich o tyle, o ile stanowi pole rozdziału intratnych stanowisk i wielkich pieniędzy. Jedynym sposobem, aby skupić uwagę polityków na problematyce lecznictwa, jest wywołanie niepokoju społecznego w tej dziedzinie. Temu właśnie, między innymi, służyć miał strajk lekarzy.
Zanim jednak OZZL ogłosił strajk, prowadził przez lata bardzo aktywne działania innego rodzaju, mające na celu skłonienie rządzących do wprowadzenia koniecznych zmian w ochronie zdrowia. Opracowaliśmy kompleksowy program zmian, który poparło 20 bardzo opiniotwórczych organizacji zarówno z różnych środowisk medycznych, jak i spoza służby zdrowia. Przygotowaliśmy projekt odpowiedniej ustawy. Przedstawialiśmy nasze opracowania na licznych konferencjach, w komisji sejmowej, w czasie spotkań z politykami. Braliśmy udział w zespołach eksperckich.
Wskazywaliśmy na miejsce, gdzie marnuje się pieniądze publiczne, które można by przeznaczyć na leczenie Polaków. Pisaliśmy listy do kolejnych premierów, do klubów parlamentarnych, do ministra zdrowia. Nie było żadnej konstruktywnej reakcji, a jedynie zapewnienie, że rząd się stara i będzie lepiej.
Okazało się, że nawet strajk lekarzy nie przekonał rządzących do podjęcia zdecydowanych zmian w ochronie zdrowia. Zamiast merytorycznych rozmów podjęto z nami wojnę psychologiczną. Najpierw zlekceważono nasze postulaty, twierdząc, że są to żądania tylko grupki związkowców i żadnego strajku nie będzie. Później ogłoszono, że nasz strajk jest polityczny, a lekarze chcą bronić starego układu. Następnie odmówiono nam prawa do samodzielnego negocjowania płac lekarzy, licząc na to, że pokłócimy się z innymi grupami zawodowymi. Później stwierdzono, że lekarze chcą się uwłaszczyć na państwowych szpitalach.
Nie odpowiedziano na nasze kompromisowe propozycje. Gdy zgodziliśmy się zrezygnować z natychmiastowych podwyżek i wykorzystać jedynie nadwyżki, jakie pojawiły się w NFZ, odpowiedziano na to pośpieszną decyzją o przeznaczeniu tych środków na inne cele. Prezydent Lech Kaczyński odrzucił naszą propozycję zorganizowania w Pałacu spotkania przedstawicieli wszystkich partii politycznych, by uzgodnić niezbędne zmiany w systemie ochrony zdrowia. Odrzucił naszą prośbę o spotkanie z OZZL, spotykając się w zamian demonstracyjnie z działaczami nie strajkującej "Solidarności".
Naszą kolejną kompromisową propozycją było rozłożenie podwyżek dla lekarzy w czasie - do końca obecnej kadencji parlamentu - aby dać czas rządzącym na wprowadzenie odpowiednich zmian w ochronie zdrowia. Zaproponowaliśmy podpisanie układu zbiorowego pracy dla personelu medycznego, który gwarantowałby minimalne płace dla lekarzy i innych zawodów medycznych po pewnym czasie. W odpowiedzi rządzący zakpili z nas, najpierw obiecując, że jest możliwe podpisanie takiego układu (premier Kaczyński), a później proponując prace nad układem - bez gwarancji minimalnych płac (minister zdrowia na polecenie Premiera).
Cały czas, gdy słyszeliśmy, że nie ma pieniędzy na ochronę zdrowia, rządzący rozdzielali kolejne miliardy złotych. Największa suma - prawie 20 mld rocznie będzie przeznaczona na dofinansowanie ZUS-u, w związku ze zmniejszeniem składki rentowej. To jest kwota dokładnie taka, jakiej brakuje, aby rządzące PiS wywiązało się ze swojej obietnicy wyborczej o przeznaczeniu na ochronę zdrowia 6% PKB ze środków publicznych.
Bez żadnego echa pozostała propozycja OZZL, aby powołać apolityczny zespół ekspertów, który przygotowałby alternatywny do rządowego projekt zmian w systemie opieki zdrowotnej w Polsce. Zamiast tego mieliśmy prezentację "koszyka świadczeń gwarantowanych", który jest jedynie spisem procedur medycznych, na sfinansowanie których brakuje wielu miliardów złotych.
Rządzący nie odpowiedzieli pozytywnie na żadną naszą konstruktywną propozycję dotyczącą reformy służby zdrowia. Nie zgodzili się na istotny wzrost nakładów na leczenie ze środków publicznych. Nie zgodzili się na wprowadzenie jakiegoś współpłacenia przez pacjentów, co mogłoby zracjonalizować korzystanie ze świadczeń zdrowotnych i uzupełnić środki publiczne. Nie zgodzili się na szersze wprowadzenie mechanizmów rynkowych i prywatyzacji do ochrony zdrowia, co przyczyniłoby się do lepszego wykorzystania środków przeznaczonych na lecznictwo. Nie zaproponowali żadnych konkretnych i pewnych mechanizmów zrównoważenia nakładów na lecznictwo z potrzebami zdrowotnymi obywateli.
Rządzący zupełnie zignorowali także głosy "z zewnątrz" wzywające ich do konstruktywnych rozmów z lekarzami i do rychłego wprowadzenia radykalnych zmian w ochronie zdrowia. Nie odpowiedzieli na apel Konferencji Episkopatu Polski, nie odpowiedzieli na propozycje Rzecznika Praw Obywatelskich, zlekceważyli stanowisko ekspertów z Centrum im. Adama Smitha, zignorowali postulaty organizacji pracodawców i apele opozycji.
To może oznaczać tylko jedno: rządzący nadal chcą, aby służba zdrowia w Polsce była dysfunkcjonalna (jak to określił Trybunał Konstytucyjny), aby świadczenia zdrowotne były limitowane (co rodzi kolejki, szarą strefę i korupcję), aby szpitale się zadłużały, a personel medyczny był wyzyskiwany.
Wiemy, że mogą pojawić się głosy, iż sytuacja pacjentów nie zależy od tego czy lekarze dobrze zarabiają. To tylko pozornie prawda. Złudna jest bowiem nadzieja, że opieka zdrowotna może dobrze działać, gdy lekarze są źle wynagradzani. Jest oczywiste, że źle wynagradzani lekarze będą się bronić przed biedą dorabiając na dodatkowych etatach, na dyżurach, a niektórzy uciekając w szarą strefę lub korupcję. Będą oszczędzać swoje siły w jednej pracy, szykując się do następnej. Będą chodzić niewyspani i zmęczeni, bardziej podatni na popełnienie błędu. Będą oszczędzać na podręcznikach, na naukowej prasie, na szkoleniu. Będą wyjeżdżać za granicę. Już dzisiaj liczba lekarzy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest najniższa w Unii Europejskiej. A jeszcze dwa lata temu wyprzedzaliśmy pod tym względem Wielką Brytanię.
Wielu uczciwych, wrażliwych, inteligentnych i pełnych dobrej woli ludzi może się dziwić - jak za pomocą strajku, który pogarsza funkcjonowanie opieki zdrowotnej, lekarze chcą walczyć o jej naprawę. Dylemat podobnego charakteru mieli Polacy w czasie PRL-u, w tym zwłaszcza w okresie stanu wojennego: czy popierać strajki w zakładach pracy i sankcje gospodarcze Zachodu, czy nie. Z jednej strony szkodziły one gospodarce i samym Polakom, z drugiej - były jedynym sposobem, aby skłonić ówczesne władze do wprowadzenia zasadniczych zmian ustrojowych w kraju. Oczywiście dzisiejsza Polska jest zupełnie odmienna od PRL-u i w wielu dziedzinach nastąpiły pozytywne zmiany. Jednak - niestety - w naszej sprawie pozostało bardzo dużo analogii z minionym okresem. Nie mamy żadnych podstaw, aby sądzić, że merytorycznymi argumentami i rzeczową dyskusją przekonamy rządzących do koniecznych zmian. Jeśli nawet dzisiaj, w obliczu takiego napięcia - rządzący nie decydują się na istotne zwiększenie nakładów na lecznictwo i zmiany systemowe, to czego można się spodziewać w okresie spokoju. Kto ich do tego skłoni? Czy niezadowoleni pacjenci pójdą demonstrować przed siedzibę Premiera, czy zorganizują okupację budynków rządowych, czy będą głodować albo ogłoszą strajk? Raczej poszukają drogi na skróty do odpowiedniej pomocy medycznej: pójdą leczyć się prywatnie, skorzystają ze znajomości lub skuszą lekarza łapówką.
Dlatego, mimo że wystawiamy się na krytykę i narażamy na obelgi, nie zrezygnujemy z naszego protestu. Nawet jeśli wielu ludzi nie będzie chciało nam wierzyć, powtórzymy to samo, co mówiliśmy na początku strajku: naszym celem jest doprowadzenie do naprawy systemu opieki zdrowotnej w Polsce, dla dobra pacjentów, podatników, państwa i personelu medycznego. Sytuację komplikują nieco zapowiadane przedterminowe wybory parlamentarne. Z kim rozmawiać, gdy rząd jest już na walizkach? Być może nastąpi zmiana ekipy rządowej i dzisiejsza opozycja przejmie władzę. Na wszelki wypadek archiwizujemy liczne wypowiedzi przedstawicieli dzisiejszej opozycji, która tak zdecydowanie popierała strajkujących lekarzy.

Krzysztof Bukiel


Gazeta Lekarska 2007-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.

Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.




Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-09-17