|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej Numer 2007-01 Google prawdę ci powie?
Gdy w dawnych czasach ktoś chciał poznać trudno dostępne wiadomości, udawał się do osoby biegłej w sztuce stawiania kart i dowiadywał się nie tylko tego, kto czeka nań osławioną wieczorową porą, ale także co było, co jest i co być musi, jak głosiła formuła kabały, niewolna od marketingowych sformułowań.
Nie posługiwano się tam mało przekonującym sformułowaniem co będzie, lecz zdecydowanym i działającym na wyobraźnię co być musi. Dziś jedynie wróżka może pokusić się o odpowiedź na co będzie w ochronie zdrowia w nadchodzącej przyszłości, bo na pytanie co być musi wypowiadało się nietrafnie już zbyt wiele osób. Na razie nie widać wśród nich tych, którzy chcieliby wziąć się za rzetelną naprawę systemu ochrony zdrowia. Nie mają w tym interesu?
Zrobić interes
Interes można zrobić praktycznie na wszystkim. W Polsce nieźle idą interesy polegające na rzucaniu podejrzeń i nieuzasadnionych pomówień, a idealnym obiektem i celem do tego służącym jest lekarz. To ewenement na skalę światową, w całym bowiem cywilizowanym i niecywilizowanym świecie każdy kto leczy innych cieszy się należnym mu szacunkiem. Niekoniecznie trzeba mieć dyplom lekarza, aby cieszyć się respektem współobywateli - jak wiadomo każdy szaman jest powszechnie ceniony przez współplemieńców jak kula ziemska długa i szeroka. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, a w kwestii szacunku dla przedstawicieli zawodu dbającego o zdrowie innych takim niechlubnym wyjątkiem jest właśnie Polska.
Prognozuję jednak koniec prosperity dla aktywności typu Plucie & Trucie, już bowiem tak dalece nas sponiewierano i opluto, że chyba nie da się więcej w tej materii osiągnąć. Marzy mi się, aby ktoś wpadł na pomysł zrobienia interesu na korygowaniu opinii i przywracaniu należnego nam miejsca w hierarchii społecznej. Tezę, że istnieje u nas kuriozalne postrzeganie zawodu lekarza jestem w stanie udowodnić zgodnie z wszelkimi regułami, dostarczając zarówno dowodów realnych, jak i wirtualnych. Oto one.
Pewnego wieczoru usłyszałam w telewizji wiadomość zaczynającą się od słów: "Pijany lekarz wygrażał innym użytkownikom drogi
" Pomyślałam, że skoro dla bezpieczeństwa użytkowania dróg publicznych ważny jest zawód kierowcy i jego usytuowanie w systemie ochrony zdrowia, to będzie przejawem rzetelności dziennikarskiej redagowanie newsów przy opisie innego zdarzenia drogowego w następujący sposób: "Pijany pacjent wykonujący zawód kominiarza wygrażał innym użytkownikom drogi
"
Jest w najwyższym stopniu naganne i groźne siadanie za kierownicę po wypiciu alkoholu, ale nie jest to obyczaj przypisany wyłącznie naszemu zawodowi. Skoro posiadanie dyplomu lekarza ma znaczenie dla zredagowania wiadomości, to nie widzę powodu, aby posiadanie innych dyplomów i zawodów miało być traktowane przed redaktorów i wydawców po macoszemu. Tymczasem przedstawiciele pozostałych zawodów zażywają daleko idącej tolerancji i niczym nie umotywowanej dyskrecji.
Kto był pijany na izbie przyjęć?
Nietrudno wpaść w tryby machiny opluwającej, wystarczy - jak mówi fatalistyczna teoria - znaleźć się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Oto przykład z życia, czyli z mediów wzięty: pewien pacjent zgłasza się na izbę przyjęć, ale mimo trapiącej go dolegliwości jest aktywnym uczestnikiem rzeczywistości, usilnie ulepsza ją, nie bacząc na dolegliwości wymagające interwencji na ostrym dyżurze, a spostrzeżeniami dzieli się chętnie z prasą: "Potrzebowałem pomocy laryngologa
do drzwi dobijałem się kilkanaście minut
od pracownika, który mi otworzył było czuć alkohol
wezwałem policję
policjanci niewiele wskórali, bo pijanego pracownika już nie było".
Do akcji pościgowej następnego dnia rano ruszył dyrektor medyczny opisywanej placówki i także zwierzył się prasie ze swych osiągnięć w dziedzinie zarządzania podległym personelem: "... zbadaliśmy alkomatem lekarza i pielęgniarki, którzy dyżurowali w nocy. Byli trzeźwi. Od firmy zatrudniającej pracownika, który otwierał drzwi zażądaliśmy wyjaśnień na piśmie". Zaintrygował mnie ten dociekliwy menedżer medyczny, który nie spoczął na laurach, lecz ruszył w pościg niczym chart wytresowany w umiejętności tropienia zakazanych zapachów. Że musiał dmuchać w alkomat nie ten, co pił? Że fakty się nie zgadzały z dyrektorskimi dyspozycjami? Tym gorzej dla faktów - powiada znana teoria.
Jak wiadomo laryngologia jest nauką o chorobach uszu, gardła i nosa. Można metodą dedukcji postawić hipotezę, że spieszący na ostry dyżur po pomoc laryngologiczną pacjent nos miał zdrowy i trafnie ustalił status alkoholowy pracownika firmy zewnętrznej. Co i komu chciał udowodnić dyrektor medyczny? Może na stanowisku menedżerskim rzadko bada pacjentów i chciał kogoś "przebadać", więc zainspirowany prasowymi lekturami rzucił się na badanie alkomatem pielęgniarki i kolegi lekarza. Jest news! - powie sobie dziennikarz po wysłuchaniu zwierzeń pracowitego dyrektora medycznego, o newsie marzy bowiem całodobowo każdy redaktor i wydawca tabloidu. Czy dziwny będzie w takiej sytuacji prasowy tytuł - Czy lekarz był pijany? Czytelnik czego nie doczyta, to sobie dośpiewa, np. wpasowując natrętne słowa do znanego refrenu: ...ten lekarz pił już dziś i jest wstawiony...
Alkohol i medycyna
Informacja o spożywaniu alkoholu przez lekarzy w miejscu pracy obiega więc wartko łamy prasy i diabelski młyn się kręci. Na ile zjawisko jest w istocie częste? Wrzuciłam w google dwa hasła "pijany lekarz" i "drunk doctor". Jakież było moje zdumienie, gdy przeczytałam na ekranie, że zasoby internetowe to 25 900 dokumentów o pijanym lekarzu w języku polskim i ledwie 518 dokumentów o wszystkich nietrzeźwych doktorach z całego anglojęzycznego świata! Zwrot "pijany poseł" jest udokumentowany w 4650 opisach, a "pijany dziennikarz" zaledwie w 40 przypadkach doczekał się dokumentacji prasowej.
Moja wiara w google zachwiała się poważnie - czyżby nasz świat medialny składał się tylko z nietrzeźwych polskich lekarzy? Co prawda zwrot "pijany kierowca" przywołuje 131 tys. dokumentów, ale wydało mi się to odkrycie marną pociechą. Kierowców w Polsce mamy pewnie parę milionów, a doczekali się ledwie pięć razy więcej publikacji prasowych niż 70 tys. praktykujących lekarzy. Oczywiście pamiętam, że jest nas 150 tys.
Swoją drogą, ciekawe czy istnieje drugi kraj na świecie, gdzie ledwie połowa absolwentów wydziałów lekarskich ma determinację zajmować się medycyną praktyczną? Im dłużej pracuję jako lekarz praktyk, tym więcej zrozumienia mam dla kolegów od praktyki medycznej stroniących. Niełatwo bowiem uprawiać medycynę praktyczną w świecie, którego prozę postarałam się oddać wierszem:
Zawsze pamiętają o cudzym powołaniu,
O własnych tabletkach niekoniecznie.
To jasne, że będą żyli długo,
A może nawet wiecznie.
No chyba że doktor się pomyli,
Bo oni niekoniecznie.
Jacy więc jesteśmy? Czy istotnie jesteśmy grupą zawodową niezwykle często trapioną przez chorobę alkoholową? bo w końcu jeżeli ktoś nie może się opanować w kwestii spożycia alkoholu, to oznacza, że jest uzależniony, ergo chory.
Lew Tołstoj powiedział: Kiedy pijany lekarz leży na kanapie, a za oknem pada deszcz, to wedle Czechowa jest to sztuka, a wedle Stanisławskiego nastrój. Po mojemu to paskudna nuda i leżąc na kanapie, żadnej akcji dramatycznej nie wyleżysz.
Lew Tołstoj w cytowanej wypowiedzi pomylił się - pijany lekarz może być źródłem dramatu. Każdy, kogo nawiedza myśl o wypiciu alkoholu podczas pracy, powinien o tym pamiętać.
Jak więc należy traktować frazę pijany lekarz, tak często goszczącą na łamach polskiej prasy - jako smutny opis rzeczywistości? jako nagonkę na nas? jako kłamliwe kreowanie polskich lekarzy na osoby upadłe?
Jeśli taka jest rzeczywistość, to osoby dotknięte chorobą alkoholową powinny poddać się leczeniu, jeżeli to nagonka - brońmy się! bo oznaczałoby to wyjątkowo wredne niszczenie naszego wizerunku. Świadomość problemu i wiedza o tym, jaki jest stan faktyczny jest potrzebna wszystkim: uzależnionym od alkoholu - do tego, aby mogli rozpocząć skuteczną kurację, pijącym towarzysko podczas pracy - aby dotarło do nich, że postępują niebezpiecznie i lekkomyślnie, a wszystkim innym przedstawicielom naszego zawodu, których spożywanie alkoholu w pracy nie dotyczy - po prostu ku pokrzepieniu serc.
Czekam jak zawsze na listy od Kolegów, tym razem słowa kluczowe do dyskusji to "alkohol" i " medycyna".
Krystyna Knypl
krystyna.knypl@compi.net.pl
Gazeta Lekarska 2007-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|