|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej Numer 2007-01 Wola pacjenta czy opinia lekarza?
W obecnym stanie prawnym nikt nie chce leczyć Świadków Jehowy - twierdzi chirurg prof. Krzysztof Bielecki
Człowieka w pełni sprawnego umysłowo nie można leczyć na siłę. Jeżeli sprzeciwia się, nie należy przetaczać mu krwi czy wykonywać operacji, nawet jeżeli spowoduje to jego śmierć. W przeciwnym razie działanie lekarza nie będzie zgodne z prawem. Można powiedzieć, że prawo jest bezduszne, bo jak lekarz, który składał przysięgę Hipokratesa, ma pozwolić, żeby ktoś umierał na własne życzenie? Niektórzy powiedzą, że jest to zgoda na eutanazję, pogwałcenie wszelkich zasad humanizmu.
Nic bardziej mylnego. Uszanowanie woli pacjenta nie ma nic wspólnego z eutanazją (lekarz nie pomaga choremu umrzeć), często jest bardziej humanitarne niż leczenie "na siłę". Niestety, instrument, jakim jest wola pacjenta, ma też swoje wady - pacjent ma mgliste pojęcie o medycynie.
Prof. Krzysztof Bielecki ma wątpliwości czy pacjent rzeczywiście może całkiem świadomie decydować o swoim leczeniu. "Tylko 30 proc. pacjentów rozumie to, co mówi do niego lekarz" - stwierdził podczas IX Forum Prawniczo-Medycznego, które odbywało się w grudniu ub.r. w Warszawie.
Takich wątpliwości nie ma za to wybitny prawnik prof. Andrzej Zoll. Uważa, że pozbawienie pacjenta prawa decydowania o sobie prowadzi do totalitaryzmu. Jego zdaniem inaczej należy postępować w przypadku dzieci. Według profesora władza rodziców, czyli prawnych opiekunów dziecka nie sięga aż tak daleko, żeby decydować o życiu lub śmierci ich podopiecznego. Co w przypadku dzieci może zrobić lekarz, który słyszy od rodziców, że nie zgadzają się na zabieg ratujący życie? Może wystąpić do sądu opiekuńczego o zgodę. W ten sposób postąpił prof. Tadeusz Szreter z Centrum Zdrowia Dziecka.
Podczas Forum stwierdził, że zrobił to tylko raz. Wystąpił do sądu o zgodę na przetoczenie krwi noworodkowi, którego rodzice byli Świadkami Jehowy i nie zgadzali się na ten zabieg ze względu na swój światopogląd. Profesor przetoczył krew i uratował dziecku życie. Postąpił szlachetnie. Problem pojawił się później. Rodzice nie odebrali dziecka ze szpitala. Prof. Szreter uważa, że w każdej placówce trzeba stworzyć procedury postępowania w przypadku leczenia Świadków Jehowy.
Jego zdaniem należy przeszkolić anestezjologów i chirurgów, a oddziały intensywnej opieki medycznej i anestezjologii muszą być informowane nawet o samym przyjęciu do placówki osób tego wyznania. Rozmowa przedoperacyjna z takim pacjentem powinna odbywać się bez udziału członków rodziny czy wspólnoty wyznaniowej, a brak akceptacji co do form leczenia musi być sporządzony na piśmie i podpisany przez leczonego. Zdaniem profesora leczenie operacyjne Świadków Jehowy jest możliwe z zachowaniem zasad przez nich wyznawanych. Jednak, żeby móc je stosować, lekarz musi być przeszkolony i posiadać odpowiedni sprzęt. Jeżeli te wymagania nie są spełnione, to trzeba pacjenta odesłać do odpowiedniego ośrodka, który jest w stanie sprostać takim wymaganiom. Anestezjolog zawsze może odmówić leczenia, trzeba wtedy skierować pacjenta do innego specjalisty.
Prof. Krzysztof Bielecki stwierdził podczas obrad Forum, że w obecnym stanie prawnym nikt nie chce leczyć Świadków Jehowy.
Problem ten ujawnił się po wyroku Sądu Najwyższego z dnia 27 października 2005 r. w sprawie transfuzji krwi u nieprzytomnego Świadka Jehowy.
Zdaniem prof. Zolla Sąd Najwyższy stanął przed trudnym zadaniem określenia, co jest ważniejsze: wola pacjenta czy opinia lekarza, w kwestii tego, co dla pacjenta jest najlepsze. Sprawa miała następujący przebieg: w wypadku komunikacyjnym zginął mąż, żona nieprzytomna została odwieziona do szpitala, była konieczna transfuzja krwi. Lekarze znaleźli przy pacjentce oświadczenie, że nie zgadza się na przetoczenie krwi, prosi o alternatywne metody leczenia. Lekarze chcąc ratować życie kobiety, wystąpili do Sądu Rejonowego o zgodę na transfuzję. Sąd Rejonowy stanął na stanowisku, że życie jest ważniejsze niż światopogląd i wydał taką zgodę. Terapia okazała się skuteczna, pacjentka została wyleczona. Kobieta złożyła apelację od wyroku Sądu Rejonowego. Sąd Okręgowy uchylił orzeczenie niższej instancji, ale umorzył sprawę, ponieważ problem przestał być aktualny, pacjentka nie potrzebowała już transfuzji. Wówczas pacjentka złożyła kasację do Sądu Najwyższego, który uchylił wyrok Sądu Okręgowego. Zdaniem prof. Zolla stanowisko Sądu Rejonowego, który zezwolił na transfuzję, było nieuprawnione. Jednak lekarz działał na podstawie orzeczenia sądu, dlatego trudno w tym przypadku dopatrywać się jego winy. Placówka może jednak odpowiadać za przeprowadzenie transfuzji na drodze cywilnej.
Istnieje jeszcze jeden aspekt tej sprawy dotyczący oświadczenia woli. Bohaterka opisanej historii spisała oświadczenie woli pół roku przed wypadkiem. Prawnicy nie są do końca zgodni, czy jest ono ważne. Przecież przez pół roku pacjentka mogła zmienić zdanie. Mogła wycofać się z niego w chwili zagrożenia życia, a ponieważ była nieprzytomna, lekarze nie mogli zapytać o jej wolę. Profesor stoi jednak na stanowisku, że wola pacjenta jest najważniejsza, a lekarze nie stosując się do niej staliby się funkcjonariuszami państwowymi podejmującymi decyzję o życiu lub śmierci jednostki.
Podczas Forum lekarz - Świadek Jehowy zadał pytanie: czy jeżeli on swoje oświadczenie woli nosi na szyi, czyli zakłada je codziennie rano, to będzie ono uznane za aktualne. Zdaniem prof. Mariana Filara takie oświadczenie należy uznać za aktualne. Profesor podkreślał, że odmowa leczenia powinna być sporządzona na piśmie i podpisana przez chorego. Wtedy lekarz nie będzie miał (np. w razie sprawy sądowej wytoczonej przez rodzinę pacjenta) problemu z udowodnieniem, że pacjent sprzeciwiał się terapii. Jeżeli pacjent jest nieprzytomny i nie ma przy sobie żadnego oświadczenia woli, to lekarz powinien zastosować takie leczenie, które według niego jest najlepsze.
Problem braku zgody na leczenie dotyczy nie tylko Świadków Jehowy. Jest dużo bardziej powszechny. Codziennie wielu lekarzy zadaje sobie pytanie, czy reanimować schorowaną dziewięćdziesięciolatkę, pacjenta w ostatnim stadium choroby nowotworowej czy noworodka, który ma nikłe szanse na przeżycie, i to w dużym stopniu niepełnosprawności.
Wielu położników zastanawia się czy ratować matkę czy dziecko, a może zdecydować o wcześniejszym porodzie. Prof. Krzysztof Czajkowski z Kliniki Ginekologii i Położnictwa PSK nr 2 w Warszawie stwierdził podczas Forum, że dokonywanie wyboru pomiędzy życiem dziecka a życiem matki zdarza się na szczęście rzadko. Dodał, że położnicy często decydują o przedwczesnym porodzie pacjentki z zagrożoną ciążą, a przecież należy pamiętać, że to często powoduje później negatywne skutki dla matki dziecka. Bywa, że noworodek jest chory, wymaga profesjonalnej opieki. Dlatego należy bardzo ostrożnie podejmować decyzję o wcześniejszym porodzie.
Poważny problem to również terminacja ciąży ze względu na wady wrodzone płodu. Prof. Czajkowski przybliżył przypadek kobiety, która pomimo że wiedziała o tym, iż jej dziecko nie jest w stanie żyć po urodzeniu, zdecydowała się na donoszenie ciąży. Taka była jej wola. Lekarze nie sprzeciwili się. Gdyby postąpili inaczej, prawdopodobnie zostaliby bohaterami pierwszych stron gazet.
W ginekologii nie brakuje też problemów nie związanych z prowadzeniem ciąży. Prof. Czajkowski przedstawił przypadek 32-letniej pacjentki z guzem jajnika, podejrzanym onkologicznie. Kobieta nie zgodziła się na laparotomię, zażądała wykonania zabiegu metodą laparoskopową. Zrobiono zgodnie z jej życzeniem. Niestety, okazało się, że pacjentka ma nowotwór. W wyniku tak przeprowadzonego zabiegu doszło do gwałtownego rozsiewu nowotworu. Pacjentka zmarła. Profesor uważa jednak, że lekarz nie może decydować za pacjenta - "jest jego doradcą zdrowotnym, a nie właścicielem".
Czy pacjent w pełni sprawny umysłowo może decydować o swoim życiu lub śmierci?
Zdaniem Pawła Andruszkiewicza przedłużanie życia za wszelką cenę nie zawsze jest równoznaczne z dobrem pacjenta, nawet Kościół katolicki uważa, że należy łagodzić cierpienie, a nie przedłużać życia chorego za wszelką cenę. Jednak lekarze boją się odpowiedzialności karnej za niepodejmowanie resuscytacji. Zdarzało się, że pozorowano ratowanie chorego, żeby uniknąć takiej odpowiedzialności.
Zdaniem prof. Tadeusza Tołłoczki najważniejsze jest lekarskie sumienie, wyroki sądów będą się zmieniać. Uważa on, że problemy moralne wynikają często z braku pieniędzy na ochronę zdrowia.
Czy lekarz powinien postępować zgodnie ze swoim sumieniem, czy powinien brać pod uwagę wolę pacjenta? Wydaje się, że jest to spór pomiędzy prawnikami a lekarzami. Chociaż prof. Marian Filar stwierdził, że lekarz nie stoi na straży wolności, tylko na straży naszego zdrowia, a i tak w końcu stanie nad łóżkiem prawnika, to jednak lekarze coraz częściej przestają korzystać z rady swojego sumienia i zaglądają do kodeksów. Niestety, nie znajdują w nich odpowiedzi na większość swoich pytań.
Anna Kaczmarek
Gazeta Lekarska 2007-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|