Partnerami serwisu są:



 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej  Numer 2007-01  W pół przerwana pieśń 

12 grudnia 1981 r. dyżurowałem na chirurgii w szpitalu w Lubartowie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby tuż przed północą nagle nie urwał się program telewizyjny. Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałem, dlaczego. Za oknami ściskał siarczysty mróz, nawet najbardziej trunkowi nie szukali pocieszenia w szpitalu. Trochę jeszcze poczytałem i wyciągnąłem zmęczone nogi na dyżurowej kozetce, pogrążając się w drzemce. Wojna! - usłyszałem nad ranem, szarpnięty za rękaw przez pielęgniarkę. Jako naiwny, zbuntowany 27-latek, ufny bez reszty w siłę 10-milionowej "Solidarności", szef Komisji Zakładowej Związku, mruknąłem coś pod nosem, przekonany, że to żart. Z sennego marzenia i letargu wyrwał mnie na dobre monotonny głos Jaruzelskiego, który czasem jeszcze dziś dzwoni mi w uszach. Wówczas nie analizowałem sytuacji politycznej w tak chłodny sposób, jak to zazwyczaj dziś robimy - połowa rodaków za, połowa przeciw. Mnie ścisnęło za serce i gardło zdeptanie moich aspiracji do bycia wolnym człowiekiem. To uczucie towarzyszyło mi przez wszystkie mroczne lata stanu wojennego. Długo nie mogłem, tak jak tysiące moich rówieśników, sobie z tym poradzić. Nie brakowało chwil zwątpienia.

Dobijały wiadomości o aresztowaniach inteligencji, również lekarzy. Zamykano za wyrażanie antykomunistycznych poglądów, za bibułę, za noszenie opornika w klapie czy znaczka "Solidarności", za układanie krzyża z kwiatów, udział w manifestacjach, za pomoc udzielaną rodzinom osób aresztowanych. Komunistyczne imperium zła zabrało mojemu pokoleniu entuzjazm najpiękniejszych lat, które mogliśmy ofiarować sobie, naszym bliskim, Polsce i Europie. Jeśli komuś coś dało, niech napisze do nas, podzielimy się na naszych łamach jego dostatkiem ze wszystkimi. Reżim wypędził z Polski i skazał na emigrację blisko milion Polaków, umocnił konformistów i partyjne miernoty, które rozkoszowały się drwiną z inteligencji i wolnej przedsiębiorczości oraz widokiem gasnącej nadziei w spojrzeniach ludzi. Ja sam nie byłem człowiekiem jakiegoś wielkiego czynu, nie drukowałem ulotek po piwnicach, niczym specjalnym nie wyróżniałem się od innych "wykształciuchów", prócz tego, że nie zgadzałem się na to, by mnie lekceważyć i poniewierać. W 1986 r., z pensją asystenta równowartości 22 dolarów miesięcznie (1 dolar = 600 zł) i pustą skarbonką na oszczędności, wyruszyłem na saksy. Myślałem poważnie o docelowej emigracji w Kanadzie. Wróciłem do Polski i z resztką entuzjazmu w 1989 r. rzuciłem się w pogoń za wolnością.

Być może po latach mitologizujemy rolę "Solidarności" w tworzeniu nowego porządku Europy. Takie jest zbójeckie prawo tych, którzy kiedyś byli młodzi i gniewni, i ufni w moc swoich ideałów. Przecież każdy w miarę upływu idealizuje swoją przeszłość. Wielu z nas, dzisiaj pięćdziesięciolatków, wspomina, że "kiedyś i dziewczyny były ładniejsze, i życie było wspanialsze, a nawet wódka miała właściwości ozdrowieńcze".

Nie żałuję, że pozostałem w Polsce. Mnie udało się zostać wolnym człowiekiem. Wolnym od potakiwania miernotom i sławienia chorych ideologii, ale i wolnym od nieustannego narzekania, że wszystko jest niemożliwe, bo i tak ukartowane przez układy. Dziś żyję skromnie, ale szczęśliwie, bo wiem, że moim wnukom będzie jeszcze lepiej niż mnie, jeśli nikt nad ranem zuchwale i bez pardonu nie śmie wyrwać ich z marzeń. Nawet w imię mniejszego zła.

Marek Stankiewicz
naczelny@gazetalekarska.pl

Gazeta Lekarska 2007-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04