Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej  Numer 2006-10  Lekarze w II Rzeczypospolitej (10) - Powrót lekarskich sądów sumienia 

Sądy lekarskie III instancji zaczynały swoją pracę w sytuacji niezmiernie trudnej. Uchylenie wielu wyroków sądów poprzednich instancji przez Najwyższy Trybunał Administracyjny poderwało ich autorytet. Zanim do wszystkich dotarła prawda o wyrokach NTA - rozeszła się fama, że wszystkie wyroki podlegają uchyleniu.

Odwoływali się wszyscy, nawet ci, którzy zgrzeszyli przeciwko własnemu sumieniu. Z abolicji, wprowadzonej przez NTA, korzystali tylko ci lekarze, którzy przyjęli posady od kas chorych wbrew zakazom Związku Lekarzy Państwa Polskiego i Izb Lekarskich. NTA zakwestionował także część wyroków, które dotyczyły przyjmowania tzw. posad państwowych. Inne wyroki sądów izb lekarskich, zwłaszcza te dotyczące zachowań nieetycznych w stosunkach wzajemnych między lekarzami oraz w kontaktach lekarz - pacjent pozostawały w mocy. Wiedza o tej prawdzie docierała jednak do środowisk lekarskich wolno. Unormowanie spraw sądowych i dyscyplinarnych oraz podjęcie przez sądy lekarskie statutowych obowiązków wymagało czasu.
Wraz z końcem II kadencji odeszli, z racji wymogów ustawy, która pozwalała na piastowanie funkcji tylko przez dwie kadencje, naczelnicy izb pełniący funkcje od pierwszych wyborów w 1922 r. W ten sposób, z racji wymogów ustawy, skończyła się również kadencja J. Bączkiewicza, prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej.
Radykalne zmiany nastąpiły także na stanowiskach kierowniczych w Sądzie NIL. Nowym prezesem Sądu Naczelnej Izby Lekarskiej został Stefan Hubicki, lekarz wojskowy, generał, organizator powojennej służby zdrowia w wojsku. Jego zastępcami wybrano Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego i Wilhelma Czarnockiego, a sekretarzem Adama Huszczę. S. Hubicki został w niedługim czasie powołany na ministra pracy i opieki społecznej, później ministra opieki społecznej, któremu podlegała zreformowana, cała służba zdrowia. Kierownictwo nad sądami lekarskimi przejęli Wilhelm Czarnocki i Adam Huszcza.
Z wokand sądów izb lekarskich spadły sprawy przeciwko lekarzom, którzy przyjmowali posady w kasach chorych wbrew zaleceniom ZLPP i izb lekarskich. Wyroki w tego typu sprawach zostały zakwestionowane przez NTA. Toczyły się natomiast sprawy przeciwko lekarzom, którzy naruszali zasady współżycia środowiskowego i zasady etyki lekarskiej.
Naruszanie zasad etyki lekarskiej miało oczywiście charakter względny, ponieważ ciągle nie było kodeksu etyki i deontologii lekarskiej. Brak jednolitego dla wszystkich izb, a więc dla całej Polski kodeksu deontologicznego, obciążał ujemnie konto kierownictwa izb lekarskich dwóch pierwszych kadencji. Istniały wprawdzie kodeksy regionalne, ale sądy izbowe nie powoływały się na nie w swoich wyrokach. Powoływały się natomiast na sumienie jako na wspólny i oczywisty mianownik, który powinien obowiązywać wszystkich lekarzy, niezależnie od wyznania oraz poglądów społecznych i politycznych. Jakby dla usankcjonowania tej zasady - sądy izb lekarskich zaczęto nazywać sądami sumienia.
Prześledźmy przykładowo wybrane rozstrzygnięcia przed sądami terenowych izb lekarskich.
Zdzisław Lachowicz, znany wileński lekarz i przewodniczący sądu Izby Wileńsko-Nowogrodzkiej pisał w swym sprawozdaniu:
Wykroczenia przeciw deontologii lekarskiej polegały przeważnie na tym, że koledzy, mając na celu zdobycie sobie środkami nieetycznymi dochodu, uwłaczają w ten sposób honorowi i godności stanu lekarskiego. Następną grupę stanowiły sprawy wydawania świadectw bez badania chorego lub bez dostatecznej podstawy, starania się o posadę, która w krytycznym czasie była podjęta przez innego lekarza, wreszcie wykroczenia przeciw urzędowej reprezentacji stanu lekarskiego, tj. izbie lekarskiej - nie zastosowanie się do jej zarządzeń i nie odpowiadanie na jej pisma.
Precedensowy charakter miała sprawa, która w 1930 r. odbyła się przed Sądem Izby Lekarskiej Poznańsko-Pomorskiej w Poznaniu. Rzecznik Dyscyplinarny izby oskarżał w niej lekarza W.G. (w prasie ujawniono nazwisko pozwanego) o to, że wykroczył przeciw etyce lekarskiej i koleżeńskiej, wyzyskując zatarg lekarzy Zachodniej Polski z kasami chorych na początku 1929 r. celem zawarcia umowy z Powiatową Kasą Chorych w Bydgoszczy dającej mu uprzywilejowane pod wyglądem pracy stanowisko wobec dotychczasowych lekarzy kasowych.
Precedensowość tej sprawy polegała na tym, że Sąd Izby Lekarskiej Poznańsko-Pomorskiej rozpatrywał ją w opozycji do Najwyższego Trybunału Administracyjnego, który uchylił wyroki sądów izbowych w wielu podobnych sprawach. MSW uchyliło także wyrok Sądu Izby Poznańsko-Pomorskiej, nakazujący dr. W.G. opuszczenie zajmowanego stanowiska lekarza w kasie chorych.
Sąd Izby Poznańsko-Pomorskiej uznał, że czym innym było żądanie opuszczenia stanowiska, a czym innym jest ocena moralna postawy obwinionego lekarza. Wychodząc z tych przesłanek sąd uznał dr. W.G. winnym i udzielił mu nagany zaostrzonej poprzez podanie wyroku do publicznej wiadomości przez ogłoszenie go w "Dzienniku Urzędowym Izb Lekarskich".
Dr W.G. odwołał się do Sądu NIL, powołując się na orzeczenia NTA, a w ślad za nimi na uchylenie przez Ministra Spraw Wewnętrznych z urzędu wszystkich wyroków skazujących lekarzy, któryż przyjęli posady w kasach chorych wbrew zakazom izb lekarskich.
Sąd NIL pod przewodnictwem W. Grzywo-Dąbrowskiego postanowił "wyrok sądu pierwszej instancji zatwierdzić w całej rozciągłości".
Uzasadnienie decyzji Sądu NIL wskazuje na to, że potraktował sprawę dr. W.G. z Bydgoszczy jako precedensową wobec dziwnych dla całego środowiska lekarskiego rozstrzygnięć NTA i MSW.
Sąd NIL w uzasadnieniu argumentował, że MSW uchyliło wprawdzie wyrok nakazujący doktorowi W.G. opuszczenie posady w kasie chorych, ale nie zmienia to w niczym naganności postępowania dr. W.G. Sąd NIL respektuje tym samym orzeczenia NTA i MSW jako decyzje administracyjne, ale zachowuje sobie prawo moralnej oceny postępowania tego lekarza.
Uzasadnienie tego wyroku jest precedensowe i w pojedynczej sprawie dr. W.G., i polemiczne wobec niekorzystnych dla sądów izbowych skutków decyzji NTA i MSW. Z tych powodów zasługuje na szersze omówienie.
Sąd NIL argumentuje, że w Polsce, w myśl obowiązujących przepisów, każdy lekarz ma prawo osiedlania się w dowolnej miejscowości i podejmowania praktyki lekarskiej bez uzyskiwania na to specjalnego pozwolenia izby lekarskiej. Tym samym sąd NIL przyznaje, że wcześniejszy wyrok nakazujący opuszczenie posady był niezgodny z prawem. Kwestię tę Sąd NIL rozwija stwierdzeniami, że każdy lekarz ma prawo przyjęcia dowolnej posady w instytucjach państwowych, samorządowych, społecznych i prywatnych bez pytania o zgodę izb lekarskich. Dodaje, dla podkreślenia zasady praworządności, że izby lekarskie nie mają prawa zabraniać lekarzom przyjmowania jakichkolwiek posad lekarskich.
Do tego miejsca Sąd NIL jest zgodny z orzeczeniami NTA i MSW. Dalej następuje wywód prawny tłumaczący prawo izb lekarskich do wydawania komunikatów o charakterze ostrzeżenia. Według interpretacji Sądu NIL ostrzeżenie przed podejmowaniem posad, o które toczy się spór między izbami lekarskimi a kasami chorych, jest "zwróceniem uwagi na konflikt z deontologią lekarską". Lekarz ten zlekceważył to ostrzeżenie i podjął pracę będącą przedmiotem sporu - mimo że postąpił zgodnie z normami administracyjnymi, za którymi opowiada się MSW - naruszył normy współżycia lekarzy wynikające z kodeksu deontologicznego. W sprawach moralnych, według których orzekają sądy lekarskie, obowiązują inne normy niż w administracji.
Tak można by skrótowo, dzisiejszym językiem, streścić stanowisko Sądu NIL, które przedstawione zostało wprawdzie w jednostkowej sprawie dr. W.G. z Bydgoszczy, ale naprawdę dotyczyło prawa sądów lekarskich do karania niesubordynowanych lekarzy.
Wyrok ten, wraz z przedstawionym uzasadnieniem, musiał być oczekiwany przez świat lekarski, zainteresowany samorządnym normowaniem stosunków w środowisku i dawał sygnał do podejmowania przez sądy izb lekarskich na nowo spraw wykraczających poza ramy lojalności wobec samorządu lekarskiego.
Orzeczenie Sądu NIL nie zakończyło, niestety, sprawy dr. W.G. z Bydgoszczy. Departament Służby Zdrowia MSW nie podzielił stanowiska Sądu NIL i wyrok uchylił. Sprawa powędrowała do Najwyższego Trybunału Konstytucyjnego, który ostatecznie uchylił karę nałożoną na lekarza z Bydgoszczy.
Sprawa przyjmowania posad przez lekarzy podczas stanu bezkontraktowego w Polsce Zachodniej i uchylenia wyroków sądów izb lekarskich przez MSW lub NTA znalazła swój izbowy finał w czasie posiedzenia Naczelnej Izby Lekarskiej w marcu 1931 r., która stwierdziła w uchwale, że nie wolno dla korzyści osobistych łamać solidarności koleżeńskiej i zbiorowych wysiłków organizacji lekarskich w ich dążeniu do poprawy bytu lekarzy.
Precedensowy charakter miała też sprawa, która pojawiła się w Poznańsko-Pomorskiej Izbie Lekarskiej, i którą ta przedstawiła najpierw na forum publicznym, a następnie skierowała do rozstrzygnięcia przez Sąd NIL. Zawierała się ona w pytaniu: czy można i należy pociągać do odpowiedzialności dyscyplinarnej lekarza, który nie dotrzymywał danego słowa honoru.
Problem zaczął się od konkretnego przypadku lekarza, który nie dotrzymał słowa honoru danego zarządowi izby lekarskiej. Kiedy problem trafił na forum publiczne - Zarząd go uogólnił
i zobiektywizował pytając: czy sąd izby lekarskiej powinien się wypowiadać w kwestii lekarzy, którzy nie dotrzymują słowa honoru w kontaktach z innymi lekarzami, a także z pacjentami. Dokumenty nie zawierają wprawdzie odwołania do konkretnej sprawy, ale można domniemywać, że nie rozważano problemu abstrakcyjnego. Trzeba przypomnieć, że brakuje odniesienia, jakim powinien być kodeks etyki i deontologii lekarskiej. Sprawa sumienia stała się więc problemem także środowiska lekarskiego. Kwestia ta podzieliła Zarząd i Sąd Izby Lekarskiej Poznańsko-Pomorskiej. Nie pomogło odwołanie się do NIL, która też nie zajęła jednoznacznego stanowiska. Kwestię poddano więc pod glosowanie na Zarządzie Izby Poznańsko-Pomorskiej. Zarząd powziął uchwałę, by lekarza nie dotrzymującego słowa honoru pociągnąć do odpowiedzialności dyscyplinarnej tak samo, jak to czynią izby adwokackie. Powołano się więc na wcześniejsze rozstrzygnięcie tej kwestii w innym znanym samorządzie zawodowym.
Cenny, opisowy charakter ma sprawozdanie Sądu Izby Warszawsko-Białostockiej za rok 1931. Izba ta słynęła w kraju mnogością i zaciekłością sporów wewnętrznych między lekarzami. Sprawozdanie zasługuje na zacytowanie ze względu na koloryt opisywanych spraw, a także na felietonowe walory stylistyczne, którym dawał wyraz doc. dr Leon Owczarewicz, przewodniczący Sądu Izby Lekarskiej Warszawsko-Białostockiej.
Na samym początku uderza nas fakt, że 19 spraw umorzono, czyli nie znaleziono podstaw do oskarżenia. Cyfra ta dowodzi, że nasi koledzy dużo się sądują i prawują. Dla wielu spraw wystarczyłaby odrobina dobrej woli i obiektywizmu, a spraw w Sądzie by nie było. Zanim jednak śledztwo wykaże bezpodstawność zarzutów, pochłania ono dużo czasu i pracy członków Sądu i Sędziów Śledczych, a izbę lekarską naraża na koszty, których - wobec umorzenia sprawy - nikt nie zwraca.
(...)
Regulamin Sądu nie przewiduje żadnych kar za niesłuszne oskarżenie kolegi lekarza, o ile oskarżony nie wniesie odnośnej sprawy. Ten ostatni zaś zadowolony, że jego sprawę umorzono, często daje spokój i niesłuszny oskarżyciel zazwyczaj nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
Wśród owych umorzonych spraw większość powstała wówczas, gdy stosunki osobiste między stronami już przedtem nie były zbyt dobre. Pod tym wyglądem przoduje prowincja, gdzie na terenie małego miasta bardzo łatwo o waśnie i spory. Przeczulenie, nerwowość wskutek zmęczenia pracą zawodową, plotki usłużnych sąsiadów, oto okoliczności sprzyjające do powstawania takich spraw.
Czasem jednak zdarzyło się, że oskarżenia zostały wniesione nie tylko jako przeczulone, lub mylne przeświadczenia o winie lekarza, a miały one cele i uboczne. Chciano na przykład pozbyć się konkurenta w praktyce lekarskiej lub usunąć kogoś z posady w powiecie lub w Kasie Chorych, oskarżeniem kolegi próbowano poprawić swoją nadwątloną opinię. Zdarzały się również sprawy, gdzie aptekarz lub felczer z małego miasteczka chcieli pozbyć się lekarza, który im za często przypominał o obowiązujących przepisach. W tych wypadkach próbowano Sądu Izby użyć do osiągnięcia tych ubocznych celów.
(...)
Są znowu tacy, co gotowi się sądzić i prawować do ostatka. Wnosząc przeciwko swojemu koledze sprawę, zasypują sąd pismami i aktami, które rzekomo mają stwierdzić winę oskarżonego, a gdy przegrają - odwołują się do Sądu Izby Naczelnej, a gdy i to nie pomaga - wnoszą rzekomo nowe sprawy na tego samego kolegę, na członków Sądu, grożą oddaniem sprawy do sądów państwowych, honorowych lub polubownych.
Znajdujemy się już, co prawda, prawie w dziesięć lat po ustanowieniu w Polsce izb lekarskich, przy końcu trzeciej kadencji izb lekarskich, ale nie ma ciągle wypracowanych wspólnych procedur prawnych obowiązujących w sądach. Regulaminy sądów izb regionalnych istnieją i są zatwierdzane przez NIL, ale brakuje im wspólnego odniesienia. Tym odniesieniem powinien być kodeks etyki i deontologii lekarskiej, wspólny dla całej Polski. Prace nad kodeksem deontologicznym, mimo że mówiło się o nim od wielu lat, naprawdę dopiero się zaczęły i na ich zakończenie trzeba będzie jeszcze poczekać przez całą IV kadencję. Zakończy je samorząd lekarski IV kadencji, a uchwali Naczelna Izba Lekarska V kadencji na swym inauguracyjnym posiedzeniu w czerwcu 1935 r. Sądy lekarskie są sądami sumienia - także i w tym znaczeniu, że w swych wyrokach odzwierciedlają normy etyczne przyjmowane przez konkretnych ludzi i konkretne zespoły lekarzy, obdarzonych prawem orzekania o winie i karze.

Zygmunt Wiśniewski

Gazeta Lekarska 2006-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04