
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej Numer 2006-10 Okiem Prezesa
Październik to miesiąc, który wielu z nas kojarzy się z hasłem o oszczędzaniu. W tym roku ma sypnąć groszem. Oby tylko nie dosłownie! Jak Polska długa i szeroka wszyscy przeliczają, na co starczą pieniądze podwyżkowe, które już niedługo, ale dopiero na początku listopada ma przekazać do naszych placówek Narodowy Fundusz Zdrowia. Dyskutują o tym politycy, dziennikarze, dyrektorzy, no i oczywiście pracownicy służby zdrowia. Jedni wieszczą katastrofę: "pieniędzy starczy na 100-200-złotową podwyżkę". Inni twierdzą, że po pierwszym przeliczeniu wygląda na to, że każdy pracownik placówki dostanie 40% podwyżki. Najbardziej rozżaleni są ci, których nawet formalnie podwyżka nie obejmie.
Trzeba przyznać, że mimo iż samorząd lekarski brał czynny udział w przygotowaniu pierwszej wersji ustawy podwyżkowej, to została ona rzeczywiście zasadniczo (i to źle) zmieniona w trakcie prac parlamentarnych. Podstawowym mankamentem ustawy jest fakt obejmowania przez nią wszystkich pracowników. We wszystkich żądaniach zgłaszanych podczas licznych protestów wiosennych podkreślano konieczność zasadniczej podwyżki dla pracowników medycznych, a nie administracyjno-technicznych. I nie chodzi tu o jakiś egoizm grupowy, ale o oczekiwanie naprawienia oczywistej niesprawiedliwości. Pracownicy niemedyczni zatrudnieni w sektorze ochrony zdrowia zarabiają mniej więcej tyle, ile w innych sektorach gospodarki. To lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek, położnych, rehabilitantów, fizjoterapeutów, psychologów i techników medycznych dotyczą dyskryminacyjne płace. Przyczyna jest prosta: oni przecież nie znajdą pracy gdzie indziej. Dlatego też te grupy zawodowe powinno się natychmiast objąć zasadniczymi podwyżkami. Niestety, potężne związki zawodowe zrzeszające często znaczną część pracowników niemedycznych mogą mieć znaczący wpływ na podział środków wewnątrz zakładów. Drugim mankamentem ustawy jest to, że z zupełnie niewiadomych powodów wyklucza ona spod swego "dobrodziejstwa" niektóre grupy zatrudnionych. Dotyczy to np. osób pracujących w zakładach, które wykonują "podkontrakt" na rzecz świadczeniodawcy mającego umowę z NFZ-tem, a także lekarzy stażystów i rezydentów. Jest przecież zupełnie oczywiste, że także oni wykonują, tak jak ich pozostali koledzy, pracę na rzecz NFZ.
Dziś można tylko apelować do dyrektorów jednostek o takie rozdysponowanie pieniędzy, aby podwyżka objęła przynajmniej w znacząco większym stopniu pracowników medycznych. Warto, aby przedstawiciele środowiska lekarskiego (szefowie kół samorządu, lekarskie związki zawodowe) nie przespali ustaleń z dyrektorami. Dobrze byłoby poszukiwać także wewnątrzzakładowych sposobów objęcia "podwyżką" kolegów stażystów i rezydentów (np. na drodze zawarcia z nimi dodatkowych umów) - do tego potrzeba jednak dużo dobrej woli.
Jestem jednak głęboko przekonany, że ustawa z 22 lipca 2006 r. o przekazaniu środków finansowych świadczeniodawcom na wzrost wynagrodzeń (Dz.U.06.149.1076 z 22 sierpnia 2006 r.) - podaję oficjalne namiary na nią dla tych, którzy chcieliby ją obejrzeć osobiście - to rozwiązanie złe z natury rzeczy, chociaż taka proteza może jest dzisiaj jedynym dostępnym sposobem chwilowego załatwienia sprawy. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że docelowo istnieje potrzeba dwóch regulacji:
- po pierwsze, trudno "załatwić" problem wynagrodzeń pracowników medycznych bez znacząco większych nakładów na ochronę zdrowia (w przeciwnym przypadku środków będzie cały czas za mało, a politycy będą mogli mówić, że "wynagradzają lekarzy kosztem pacjentów"),
- po drugie, godne wynagrodzenia na minimalnym poziomie dla niektórych grup zawodowych (np. dla lekarzy i lekarzy dentystów) powinna gwarantować odrębna ustawa (dlatego proszę o wzmożenie wysiłku przy zbieraniu podpisów pod naszym obywatelskim projektem, który jak zawsze jest załączony na str. 22).
Konstanty Radziwiłł
Gazeta Lekarska 2006-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|