
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej Numer 2006-09 Lekarze w II Rzeczypospolitej (9) - Izby przed Trybunałem
Sądy izb lekarskich poniosły w latach 1926-1928 dotkliwą porażkę w Najwyższym Trybunale Administracyjnym.
W trybie odwoławczym do Trybunału trafiły prestiżowe dla izb lekarskich sprawy sprowokowane polityką kas chorych. Sprytni prawnicy potrafili dowieść, że sądy izbowe, także Sąd Naczelnej Izby Lekarskiej, każąc swych członków za łamanie solidarności zawodowej - postępowały wbrew literze i duchowi ustaw o wykonywaniu zawodu lekarza i o izbach lekarskich.
Ta przegrana przed NTA postawiła pod znakiem zapytania cały dorobek dwóch kadencji Naczelnej Izby Lekarskiej (1923-1925 oraz 1926-1928). Prezesem NIL w tych latach był Jan Bączkiewicz, przewodniczącym Sądu NIL Adolf Kozerski, a bardzo aktywnym zastępcą przewodniczącego Antoni Śmiechowski. Obaj byli znanymi lekarzami stołecznymi, członkami Naczelnej Izby Lekarskiej.
Procedury odwołań od wyroków sądów izb lekarskich (terenowych) były już w swej istocie prawnej zadziwiające - odwołania kierowane były początkowo do Najwyższego Trybunału Administracyjnego, a później do Departamentu V Służby Zdrowia MSW. Okazało się bowiem, że do uchylenia wyroku sądu izby lekarskiej wcale nie jest potrzebny sąd. Wystarczy urząd - Departament Służby Zdrowia MSW - ponieważ sprawuje on "nadzór zwierzchni" nad izbami lekarskimi. Argumentacja była zadziwiająco logiczna: skoro MSW sprawuje nadzór zwierzchni nad izbami lekarskimi, to sprawuje go także nad sądami izb lekarskich. Wyroki sądów izb lekarskich mogą więc być uchylane bez udziału sądów, przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a w ramach MSW przez Departament Służby Zdrowia, a w ramach departamentu - tego można się już tylko domyślać - przez urzędnika nieokreślonej rangi.
Sądy izb lekarskich zostały w ten sposób zdegradowane do rangi sądów honorowych i polubownych, a izby lekarskie pozbawione funkcji represyjnych wobec niesubordynowanych członków.
*
Wszystko zaczęło się w 1924 r. od mało znaczącej sprawy lekarzy więziennych w Krakowie. Otóż - w jednym z krakowskich więzień zatrudnieni byli na cząstkowych etatach dwaj lekarze, z których jeden otrzymywał wynagrodzenie w wysokości 72 zł, a drugi 60 zł miesięcznie. W sumie - otrzymywali 132 zł miesięcznie, a więc tyle, ile zarabiał wtedy wiejski listonosz. Lekarzy otrzymywane wynagrodzenie nie zadowalało i zażądali jego dwukrotnego podwyższenia. Prezes krakowskiego sądu potraktował żądanie lekarzy za zrzeczenie się posad i na ich miejsce zatrudnił lekarza z Lublińca na Śląsku, który zgodził się wykonywać obowiązki lekarza więziennego za pensję 132 zł miesięcznie. Trudno dociec na podstawie dostępnych dokumentów, jak widział swoją egzystencję lekarz z Lublińca, ponieważ za to wynagrodzenie nie miał szansy utrzymania się w Krakowie, ale to jest poza meritum sprawy.
Sprawa krakowskich lekarzy więziennych trafiła na łamy prasy i zainteresowała się nią izba lekarska. Naczelnik Krakowskiej Izby Lekarskiej zawiadomił pisemnie lekarza z Lublińca, że ubieganie się na powyższych warunkach o posadę jest niedopuszczalne i nie licuje z godnością stanu lekarskiego, jako stanowiące "licytację in minus" i że postanowił przestrzec doktora z Lublińca przed przyjmowaniem posady lekarza więziennego bez uprzedniego porozumienia się z izbą lekarską, która ze swego ustawowego obowiązku musi stać na straży godności i interesów stanu lekarskiego.
Nowo zaangażowany lekarz więzienny w Krakowie podporządkował się decyzji Krakowskiej Izby Lekarskiej i wypowiedział swój kontrakt. Prezes krakowskiego sądu uznał jednak, że został ograniczony w swych uprawnieniach i nadał sprawie bieg urzędowy, czyli - odwołał się do Ministerstwa Sprawiedliwości. Ministerstwo Sprawiedliwości interweniowało w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, któremu podlegała generalna Dyrekcja Służby Zdrowia, jako organ zwierzchni służby zdrowia, lekarzy, a także izb lekarskich.
I tu - w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych - powzięto decyzję, która wstrząsnęła izbami lekarskimi.
MSW orzekło, że stanowisko Krakowskiej Izby Lekarskiej pozbawione jest mocy prawnej, ponieważ obejmowanie stanowisk w służbie państwowej przez obywatela państwa nie może być w żadnym wypadku uważane za ubliżające godności, a w szczególności godności stanu lekarskiego.
Argumentacja MSW - wydawało się - wchodziła w zakres etyki zawodowej, której strzegły izby lekarskie, a rozstrzygnięcia w wątpliwych sprawach powinny zapadać w Naczelnej Izbie Lekarskiej. Krakowska Izba Lekarska, kierując się tymi racjami, odwołała się do Najwyższego Trybunału Administracyjnego. I tu usłyszała orzeczenie, które wytrąciło argumenty izbom, sądom izb lekarskich, samorządowi lekarskiemu, jego konstrukcji prawnej, i chyba samej zasadzie samorządności...
NTA, powołując się na literę ustawy o wykonywaniu praktyki lekarskiej z 2 grudnia 1921 r. oświadcza, że ustawa wprowadziła "władzę zwierzchnią", powołaną do kierowania wszystkimi sprawami dotyczącymi przedmiotu, i wskazuje, że władza ta przysługuje Ministerstwu Zdrowia, a po zmianach w administracji państwowej - Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Żeby nie było wątpliwości, NTA oświadcza, że izby lekarskie mają być w stosunku do Ministerstwa Zdrowia (MSW) tylko organami współdziałającymi, co już tym samym uprawnia do twierdzenia, że we wszystkich wypadkach, gdzie nadzór władzy zwierzchniej ustawowo przewidziany został, nie może on być uzależniony od organów, obowiązanych do współdziałania, lecz przeciwnie - ma on prawo występować sam i decydować samodzielnie, bez potrzeby odwoływania się do wyższych instancji samorządowych.
Celowo przytoczony tu cytat, napisany językiem prawniczym, nie pozostawia wątpliwości, że samorząd lekarski może działać tylko w ramach wytyczonych przez administrację państwową. Mało tego, prawnicy NTA poszli jeszcze dalej - zdewaluowali władzę zwierzchnią Naczelnej Izby Lekarskiej.
Ministrowi Zdrowia Publicznego przysługuje nadzór zwierzchni nie tylko nad Naczelną Izbą Lekarską, stanowiącą II instancję, lecz również i nad poszczególnymi izbami... Minister Zdrowia Publicznego ma prawo uchylać nieprawidłowości poszczególnych izb i wstrzymywać wykonanie ich uchwał, niezgodnych z ustawą lub też przekraczających ich zakres działania... Naczelna Izba Lekarska jest instytucją odwoławczą tylko w razie spraw wynikających pomiędzy poszczególnymi izbami a należącymi do nich lekarzami, lub też pomiędzy poszczególnymi izbami miedzy sobą, bynajmniej zaś nie przewiduje odwołań ze strony władzy nadzorczej.
Tak to ze sprawy 132 zł, czyli pensji wiejskiego listonosza, powstała konstrukcja prawna niwecząca zasadę i ideę samorządu lekarskiego. Cytowany wyrok został wydany przez NTA 23 lutego 1926 r., nie można więc podejrzewać, że na jego treść miały wpływ wypadki majowego zamachu stanu i następująca po nim centralizacja władzy wykonawczej. W dostępnej literaturze brak też polemiki prawnej z tym orzeczeniem.
Po tym wyroku naczelnicy izb lekarskich musieli zadać sobie pytanie - co więc pozostało w kompetencji samorządu lekarskiego. Chyba dbałość o sprawy etyczne? Chyba sądy izb lekarskich? Ale - czy na pewno?
Okazało się, że wcale nie. Cytowany wyrok NTA odbiera izbom lekarskim także prawo decydowania o sprawach etycznych środowiska.
Władza nadzorcza ma prawo decydować, czy izba lekarska nie przekroczyła zakresu działania również i w tych wypadkach, kiedy wchodzi w grę kwestia merytorycznego orzekania w sprawach zawodowej etyki lekarskiej, w szczególności, kiedy chodzi o wykazanie, że izba lekarska zajęła w tym przedmiocie i zakresie stanowisko zasadniczo błędne, przy czym samo orzekanie w sprawach etyki zawodowej, zarówno jak i określanie jej zakresu, jako nie objęte żadnymi normami, należy do swobodnego uznania czynników, powołanych do orzekania, oraz do władzy, uprawnionej do wykonywania nadzoru.
Wyrok NTA odebrał więc izbom lekarskim także prawo wyłączności w orzekaniu o wykroczeniach etycznych swoich członków, przypisując to prawo władzy, czyli urzędnikom ministerstwa. Nie można jednak nie zauważyć, że w tej części sentencji wyroku wskazano, iż orzekanie o sprawach etycznych nie jest "objęte żadnymi normami." Ten brak norm, na który wskazuje wyrok - to brak powszechnego, obowiązującego wszystkie izby lekarskie kodeksu etycznego i deontologicznego. Kodeks taki miała Lwowska Izba Lekarska jeszcze z czasów austriackich. Od niej normy deontologiczne przejęła krakowska (wg dawnego nazewnictwa Zachodnio Galicyjska Izba Lekarska). Natomiast Naczelna Izba Lekarska, dla której powinno to być zadanie podstawowe, nie podjęła nawet prac nad stworzeniem kodeksu deontologicznego. Lukę tę, dobitniej - zaniedbanie, bezlitośnie obnaża i wykorzystuje NTA. A wskazując na administrację, na władzę - widocznie nie musi zastanawiać się, skąd urzędnicy będą czerpali wiedzę, wzorce i doświadczenie.
Sprawa - przypomnijmy - zaczęła się od protestu krakowskich lekarzy więziennych. Od początku w jej pomyślne dla lekarzy i samorządu lekarskiego załatwienie zaangażowana była Krakowska Izba Lekarska. Być może izba krakowska nie kusiłaby dalej losu, czyli nie prowokowałaby kolejnych dobitnych orzeczeń NTA, gdyby nie druga sprawa, która rozgrywała się równolegle również w Krakowie.
Sąd Krakowskiej Izby Lekarskiej, uwzględniając pozew Związku Lekarzy Państwa Polskiego (Okręg Małopolski i Śląska), postawił trzem lekarzom zarzut niehonorowego zachowania, ponieważ przyjęli państwowe posady lekarskie bez konsultacji z organami ZLPP. Pozwani lekarze, nie czekając na wyrok sądu izbowego, odwołali się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (jako władzy zwierzchniej), które wstrzymało postępowanie przed sądem izby lekarskiej. Z kolei Krakowska Izba Lekarska, wspierając się autorytetem profesora Reinholda, odwołała się do NTA.
Wyrok był dla Krakowskiej Izby Lekarskiej, a tym samym dla wszystkich izb lekarskich, nie wykluczając NIL, druzgocący. Najwyższy Trybunał Konstytucyjny orzekł mianowicie, że pojęcie "władzy zwierzchniej" (państwowej) obejmuje także sądy izb lekarskich, i że "władza zwierzchnia" (państwowa) ma prawo uchylać wyroki sądów izb lekarskich.
Sąd - stwierdzał wyrok NTA - jest tylko organem Izby Lekarskiej... Z tego już więc ustalenia wynika, że sąd nie jest czymś zupełnie samodzielnym i odrębnym, lecz przeciwnie - jest tylko organizacją, wyłonioną przez samą Izbę Lekarską celem łatwiejszego osiągnięcia przez tę ostatnią jednego z zakreślonych jej przez ustawę zadań, wobec czego jest wprost nie do pomyślenia nadzór nad całokształtem działalności Izby Lekarskiej przy jednoczesnym wyłączeniu spod tego nadzoru działalności jednego z organów wykonawczych, któremu powierzona została najważniejsza funkcja w działalności samorządowej, bo ustalająca sankcję dla wszelkich zarządzeń tej organizacji.
Dla podkreślenia dobitności swego wyroku NTA stwierdza: Sądy korporacyjne są tylko jednym z organów władzy wykonawczej, z czego zatem wypływa, że w działalności swej podlegać muszą nadzorowi władzy wykonawczej, jako organu zwierzchniego.
Zadaniem pierwszorzędnym i podstawowym prawników pracujących na rzecz izb lekarskich byłoby krytyczne odniesienie się do orzeczeń Najwyższego Trybunału Administracyjnego. Ci nie podjęli tego wyzwania. Odwrotnie - mec. W. Tomorowicz, radca prawny NIL orzekł, że NTA ma rację. Zarządowi pozostało więc tylko podpisać się pod kapitulacją.
Akt kapitulacji przybrał formę pisma NIL do Departamentu V Służby Zdrowia MSW, w którym, niestety, autorzy nie radzą sobie z upokorzeniem.
Jeżeli w administracji państwowej prawo upoważnia odnośne władze przez ustawy do upominania się o krzywdę podległych władzom osobników, to i stan lekarski posiada w Izbach odnośną władzę nadzorczą, której obowiązkiem jest wprowadzać porządek sprawiedliwości w postępowaniu członków Izb. Izby pociągają do odpowiedzialności tych członków Izb, którzy stają w poprzek wymaganiom etyki, w tym przekonaniu, że zdrowie publiczne nie wymaga ustępstw z zasad etyki.
Dlatego Izby nie mogą uważać za uzasadniony zarzut, jakoby miały nie współdziałać z urzędami państwowymi w sprawach zdrowia publicznego, a zawieszanie wyroków Sądów ferowanych wszak nie w imię bojkotu posad rządowych, a w imię zasad słuszności i sprawiedliwości przyczyni się do podrywania autorytetu Izb wśród ogółu lekarskiego.
Trudno z tego pisma wybrać fragmenty, w których meritum górowałoby nad formą tyrad słownych.
Pismo nie przysłoniło wrażenia kompromitacji władz Naczelnej Izby Lekarskiej dwóch pierwszych kadencji.
Na szczęście zbliżały się wybory, które przyniosą zdecydowane rozstrzygnięcia personalne. W Naczelnej Izbie Lekarskiej nastanie czas Witolda Chodźki, Władysława Szenajcha i Mieczysława Michałowicza, który będzie obfitował w znaczące dokonania.
Zygmunt Wiśniewski
W artykule wykorzystano wyroki NTA nr 882 i 1082 oraz tekst pisma NIL do MSW ze stycznia 1928 r.).
Gazeta Lekarska 2006-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|