Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej  Numer 2006-09  Raciborska trzynastka 

Z pracy w Szpitalu w Raciborzu zrezygnowali lekarze anestezjolodzy, którym nie podwyższono wynagrodzeń. Lekarze szukają pracy, jadą za granicę, a dyrekcja szpitala nie może opędzić się od kontroli urzędów. Inni dyrektorzy obserwują. Co by było, gdyby w każdym szpitalu na Śląsku nastąpiła taka sytuacja?


Model raciborski

Styczeń 2006. Szpital Rejonowy w Raciborzu. Na nowoutworzonym oddziale anestezjologii i intensywnej terapii pracuje 13 lekarzy. Wszyscy mają umowy o pracę, płaca zasadnicza wynosi 1500 zł, ale po uwzględnieniu dodatków i odliczeniu składek otrzymują na rękę ok. 3 tys. zł. Rozpoczynają rozmowy z dyrektorem o podwyższeniu wynagrodzeń. Chcą podwyższenia do wysokości dwóch i trzech średnich krajowych w zależności od stopnia specjalizacji. Nie ukrywają, że bodźcem do tego jest uchwała Krajowego Zjazdu Lekarzy, ale nie tylko - wskazują na sytuację, kiedy dyrektor szpitala całemu zespołowi wypłacał należności "203 zł" oraz premię, a im nie.
Sukcesywnie do czerwca wypowiedzenia składa 10 lekarzy anestezjologów. Dyrektor zaprzecza jakoby gorzej traktował w tym czasie lekarzy. Wskazuje jednak, że byli na wypowiedzeniu, a zgodnie z przyjętymi w szpitalu zasadami pracownikom w okresie wypowiedzenia nie zmienia się warunków płacowych, więc należności i premia nie były u nich składową pensji zasadniczej. W przypadku wycofania wypowiedzeń zamierzano zastosować wyrównanie, jakie otrzymali pozostali lekarze. Ponadto dodaje, że z lekarzami innych specjalności - a jest ich w szpitalu prawie stu - zawarł porozumienie i podwyższył im wynagrodzenia o 30%. "Byliśmy pierwszym szpitalem na Śląsku, który zawarł porozumienia ze związkami jeszcze w fazie sporu zbiorowego. Zaproponowaliśmy wszystkim 30%. Mamy siedem związków i tylko anestezjolodzy upierali się przy dwu- i trzykrotności średniej krajowej" - mówi dyrektor Wojciech Krzyżek.
Do końca czerwca lekarze spotykają się z dyrektorem trzykrotnie, na ostatnim spotkaniu odczytują oświadczenie, w którym domagają się kwoty 3,5 tys. zł płacy zasadniczej dla lekarza ze specjalizacją i 2,6 tys. dla lekarza bez specjalizacji. Podkreślają, że to już dużo mniej niż dwu- i trzykrotność średniej krajowej, o co prosili w styczniu. Dyrektor przyjmuje oświadczenie, ale odmawia podwyższenia wynagrodzeń.
Lipiec 2006. Na oddziale zostaje trzech lekarzy, w tym ordynator i jego zastępca. Ordynator Grzegorz Frydrych przyznaje, że nie składał wypowiedzenia, ale omówił to z odchodzącą grupą lekarzy. "Do końca miałem nadzieję, że dyrektor się ugnie". Nie ugina się, a dwa tygodnie później zwalnia dr. Frydrycha dyscyplinarnie, stawiając mu kilkanaście zarzutów. Ordynator składa sprawę do Sądu Pracy. Zanim to jednak nastąpi, odbywa się konkurs i spotkanie "mediacyjne".

Mediacje pokonkursowe

Dyrektor ogłasza konkurs. Ogłoszenie o konkursie dotyczy dyżurów anestezjologicznych, obsady anestezjologicznej sal operacyjnych i dyżurów w pogotowiu w karetkach reanimacyjnych i wypadkowych.
Konkurs wygrywa firma, która - jak czytamy na stronie internetowej - jest w stanie zapewnić m.in. pełną obsługę stacji Pogotowia Ratunkowego wraz z Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR), pełną obsługę Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR), całodobową wyjazdową pomoc lekarską i pielęgniarską czy też POZ. Nie ma sformułowania "całodobową specjalistyczną opiekę anestezjologiczną".
"Ogłoszenie było sformułowane jakby pod firmę, ale nawet kiedy wygrała, mieliśmy nadzieję, że dyrekcja z niej zrezygnuje. Światełko nadziei pojawiło się na zorganizowanym spotkaniu, w którym uczestniczyli konsultant wojewódzki ds. anestezjologii, przedstawicielka wojewody oraz starosta raciborski" - relacjonuje jeden ze zwolnionych lekarzy, który woli pozostać anonimowy (nazwisko do wiadomości redakcji). "Dyrektor zaproponował nam wówczas przejście do firmy lub ewentualne przejęcie kontraktu. Model funkcjonowania firmy nie bardzo nam się podobał, natomiast przejęcie kontraktu i tak nie dałoby nam satysfakcjonujących podwyżek. Na prośbę konsultanta wojewódzkiego, aby zabezpieczyć opiekę anestezjologiczną chociaż na kilka dni - pracowaliśmy na umowę zlecenie za 28 zł za godzinę."
Przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów na Śląsku Artur Szymura uznaję tę sytuację za kuriozalną. "Dyrektor zaproponował lekarzom przejście do firmy, co potwierdziło, że pomimo konkursu nie zabezpieczy ona etatów dla pełnej opieki anestezjologicznej." - podkreśla. Dyrektor Krzyżek: "Propozycja przejścia lekarzy do firmy nie była ratowaniem szpitala, tylko wyciągnięciem pomocnej dłoni do lekarzy. Była jedną z trzech propozycji, które złożyliśmy lekarzom na spotkaniu mediacyjnym, choć w czerwcu postanowiliśmy już więcej z nimi nie negocjować. Drugą propozycją było utworzenie przez nich spółki i przejęcie kontraktu już wynegocjowanego na tych samych warunkach, trzecią - otrzymanie 30% podwyżki tak jak reszta załogi. Wszystkie propozycje odrzucili."
"Prowadzenie rozmów po podpisaniu kontraktu z firmą wydaje się być zorganizowane poniewczasie. Na ogół konkretna umowa zawiera obostrzenia prawne dotyczące jej rozwiązywania. Według deklaracji dyrektora umowa z firmą została podpisana na 3 lata" - zaznacza przewodniczący Szymura.

Nie papiery znieczulają

Dla doktora Frydrycha jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt sprawy. Na oddziale nie powinno się zatrudniać lekarzy, których umiejętności nikt nie sprawdził. Przysłanie w jedną noc lekarza z innej części Polski, który ma "od wejścia" znieczulać pacjenta jest świadectwem niekompetencji zarówno dyrekcji, jak i ordynatora oddziału. I nie wolno wówczas mówić o liczbie zabiegów, tylko o umiejętnościach konkretnego lekarza. "Nie papiery pacjenta znieczulają" - podkreśla. Potwierdzeniem ważności jego słów ma być wynik postępowania prowadzonego przez odpowiednie organa w sprawie śmierci pacjenta na raciborskim oddziale. Pacjenta znieczulał lekarz, który przyjechał do Raciborza na zlecenie firmy.

Rzeczywistość prawna

Sierpień 2006. Dyrektor Krzyżek rozrysowuje nowy schemat organizacyjny oddziału anestezjologii i intensywnej terapii. Intensywna terapia ma 4 łóżka - potrzeba 3-4 lekarzy, aby obsadzić wszystkie dyżury w miesiącu. Jednak na pierwszej zmianie wystarczy 1-2 anestezjologów w zależności od liczby pacjentów. Do zabezpieczenia operatywy w szpitalu dziennie potrzeba od 3 do 5 anestezjologów. Tą część obsługuje firma zewnętrzna, która może zatrudnić "wolnych" lekarzy szpitalnych.
"To prawda, że liczba lekarzy uległa zmniejszeniu z 13 na 5, ale ten system dobrze funkcjonuje i wyrabiamy kontrakt" - podkreśla dyrektor. Już podobno w terenie mówi się o opracowaniu modelu raciborskiego. Pytany dlaczego wcześniej nie wprowadził takiego systemu odpowiada: "Wcześniej nikt mnie nie sprowokował do szukania innych rozwiązań. Ponadto wcześniej karetkę "R" obsługiwali wyłączenie lekarze anestezjolodzy, teraz te obowiązki przejęli lekarze innych specjalności."
Lekarze są rozgoryczeni. Uważają, że tworzyli zgrany zespół, chcieli tylko godnie zarabiać i żyć. W szpitalu mieli sześć dyżurów, a w Raciborzu nie mieli gdzie dorobić. "Anestezjologom potrzeba zaplecza, sprzętu, bloku operacyjnego. Mogą świadczyć usługi w chirurgiach jednego dnia czy praktykach stomatologicznych, ale takich miejsc w Raciborzu jest niewiele" - podkreśla przewodniczący Szymura.
Zapytani o to, czy znajdą pracę odpowiadają bez zawahania: tak. Pracę dostaną - w Polsce za małe pieniądze, za granicą - za większe z możliwością normalnego, spokojnego życia, gdzie można do pracy wrócić wypoczętym.

To nie koniec

Szpital w Raciborzu jest pierwszym szpitalem, w którym rozegrał się tak ostry w skutkach i skomplikowany w przebiegu konflikt na bazie podwyżki wynagrodzeń. Tym bardziej, że - jak w większości śląskich szpitali - trwa wyczekiwanie, co zdarzy się w październiku, kiedy przestaną obowiązywać podpisane do końca września porozumienia. Wszystko zależy, w jakim zakresie państwo wywiąże się ze złożonych lekarzom obietnic. I lekarze jakich specjalności stracą wcześniej cierpliwość. I dyrektorzy których szpitali będą w stanie sobie z tym poradzić. I jakimi metodami.

Katarzyna Strzałkowska

Gazeta Lekarska 2006-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04