Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej  Numer 2006-09  Kontrakty na lekarstwo? 

Dla jednych spełnienie marzeń o wolnym zawodzie, dla innych życiowa konieczność. Jedno jest pewne - praca na kontrakcie zamiast na etacie, to bardzo ciekawa - i dla lekarzy, i dla dyrektorów szpitali - forma zatrudniania pracowników ochrony zdrowia. Warto poznać jednak jej blaski i cienie - mówią lekarze, którzy już pracują albo do niedawna pracowali na kontraktach.

W Miejskim Szpitalu Zespolonym w Olsztynie - placówka liczy 270 łóżek - pierwsze kontrakty lekarze zaczęli podpisywać już cztery lata temu. Większość decydowała się szybko. Specjalista zarabia tu około 7-8 tys. zł.
- Nie mam co prawda tak długiego stażu, bo kontrakt podpisałem mniej więcej półtora roku temu, ale już widzę wyraźną różnicę, i to na korzyść - mówi szef oddziału chirurgii szczękowej olsztyńskiego szpitala Leszek Dudziński.
I wylicza: - Przede wszystkim zarabiam dużo lepiej, a pieniądze dostaję za konkretną pracę, co nie oznacza, że "robię swoje i znikam". Zasadą pracy naszego zespołu jest praca w gotowości i stały kontakt z pacjentami. Ogromną zaletą i gwarantem zadowolenia takiego systemu jest to, że stanowimy zgrany, współpracujący zespół. Bez takiej postawy wszystkich kolegów szpital nie stawiałby na kontrakty - podkreśla Dudziński.
Do słabości tego systemu lekarze z Olsztyna zaliczają dwie sprawy: to, że większość z nich opłaca najniższą składkę ZUS (- Bo wychodzimy z założenia, że i tak dostaniemy najniższe emerytury) i to, że mimo stale rosnących przychodów szpitala ich kontrakty nie rosną.
- NFZ podpisuje umowy z naszym szpitalem na coraz wyższe kwoty, wartość kontraktu z Funduszem rośnie z roku na rok. My też chcielibyśmy, aby nasze pensje rosły - mówią w Olsztynie.
- Kontrakt to na pewno ryzyko działalności na własny rachunek. Z wielu przysługujących etatowcom przywilejów trzeba zrezygnować, np. z wysługi lat, ale ja uważam, że warto. Nie tylko z powodu pieniędzy. Ja mam na przykład dużo więcej czasu, który mogę poświęcić prywatnej działalności - podsumowuje Leszek Dudziński.
Z kontraktów są też bardzo zadowoleni lekarze ze szpitala we Włocławku (740 łóżek). Wszyscy - ok. 150 osób - pracują na tych zasadach już od sześciu lat. System bardzo też chwali dyrektor placówki Stefan Kwiatkowski: - Ludzie dobrze zarabiają i sami decydują o swoich pieniądzach. Sami płacą podatki, wybierają stawki ZUS, decydują o urlopach itd. Prowadząc samodzielną działalność wiele wydatków wpuszczają w koszty firmy, np. utrzymanie samochodu czy komputera - to też ma znaczenie - podkreśla dyrektor Kwiatkowski. - Poza tym są bardziej zmotywowani do pracy i kreatywni, co z całą pewnością jest ważne dla pacjentów.
Czy mamy problemy z ponadlimitowymi świadczeniami? - W umowach jest zapis, że płacimy za wszystkie usługi wykonane przez lekarzy, ale tylko do wysokości limitów, inaczej szpital poszedłby z torbami - wyjaśnia dyrektor Kwiatkowski. - Oczywiście są wyjątki, np. w pracowni hemodynamiki, ale to jest zrozumiałe.
O pracy na kontrakcie marzy Elżbieta Germanowska, ordynator oddziału rehabilitacji w 300-łóżkowym szpitalu w Radziejowie Kujawskim, niedaleko Włocławka.
- Przede wszystkim razem z kontraktem miałabym wyraźnie ustalone kryteria pracy za wyższe pieniądze. Pracować za ok. 27 zł za godzinę to w mojej sytuacji byłoby bardzo korzystne - mówi. - Chciałabym, abyśmy wzięli przykład z Włocławka.
Zupełnie inne doświadczenia z pracą na kontrakcie mają lekarze z zespołu trzech miejskich szpitali w Częstochowie, którzy właśnie w ostatnich tygodniach z powrotem wrócili z pracy na kontrakcie do pracy na etacie.
Kontrakty w częstochowskim Zespole Szpitali Miejskich wprowadzono dwa lata temu. Był to pomysł ówczesnego dyrektora Tomasza Grottela, który chciał w ten sposób stworzyć zespół kontrahentów i każdemu płacić za wykonane zabiegi. Nie wzbudził wtedy entuzjazmu. - Początkowo załoga była niezadowolona. Bano się o emerytury, zabezpieczenie socjalne i tego, że pensja będzie zależeć od tego ile się wypracuje - mówi urolog z częstochowskiego szpitala Zenon Rudzki. - Jednak z czasem ludzie przekonali się do kontraktów.
- Koledzy pozakładali prywatne firmy i świadczyli usługi szpitalowi. Sprzęt był maksymalnie wykorzystywany, rozładowano kolejki, lekarze dobrze zarabiali, ok. 6-7 tys. zł, podczas gdy etatowcy ok. 2 tys. zł - dodaje ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego z zespołu szpitali w Częstochowie Wojciech Debudaj. - Niestety w lipcu wszyscy wrócili na etaty.
Jak mówi obecny dyrektor szpitala Grzegorz Sztolcman powrót do umów o pracę zarządził z ciężkim sercem.
- Ale cały proces odbył się za porozumieniem stron - podkreśla. Co się stało?
- Brakuje pieniędzy. Fundusz zdrowia nie płaci za zabiegi ponadlimitowe i o ile jeszcze rok temu dostawaliśmy przynajmniej częściowy zwrot, to w tym roku już stanowczo odmówiono nam jakiejkolwiek refundacji. Tymczasem przekraczaliśmy miesięczne limity nawet o 50 proc. - wylicza Sztolcman. - Deficyt rósł, ciężar finansowy okazał się nie do udźwignięcia i nie było wyjścia - nie kryje goryczy, ale nie traci nadziei, że sytuację może uda się odwrócić. - Pod warunkiem, że spełnią się zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia i pieniądze rzeczywiście będą szły za pacjentem.
Częstochowscy lekarze mają jeszcze jeden pomysł: połączyć etat z umową kontraktową.
- Moglibyśmy po południu dzierżawić sprzęt i sale zabiegowe od szpitala i obsługiwać pacjentów komercyjnych. Jest przecież grupa chorych, która nie chce czekać na leczenie w wielotygodniowych kolejkach i woli zapłacić. To chyba sensowne, no i aparatura nie stałaby niewykorzystywana - mówią lekarze.
O tym, czy pomysł ma szansę powodzenia, zdecyduje przyszłość.
Jeszcze inaczej na kontrakty patrzy Andrzej Struski, chirurg ze szpitala w Lubartowie (woj. lubelskie).
- Jestem jedynym chirurgiem, który pracuje tu na kontrakcie, i to od dawna, bo od 1999 roku! Uparłem się, mimo że koledzy wrócili na etaty. Może dlatego skrócono mi dzień pracy z 8 do 6 godzin? - zastanawia się Struski. Na swoją pracę patrzy krytycznie: - Z jednej strony dobrze zarabiam, co pozwoliło mi na spełnienie marzeń o własnym domu z ogrodem. Nie kryję, że właśnie to było moją główną motywacją do pozostania chirurgiem kontraktowym. Mogę spłacać kredyt. Ale jest i druga strona medalu: cały dzień spędzam w szpitalu, nie chodzę na urlop, bo wiadomo - nie pracujesz, nie dostajesz zapłaty, w efekcie miesięcznie przepracowuję od 350 do 400 godzin.
Mimo to Struski nie chciałby pracować na etacie. - Za wykonaną pracę dostaję do ręki zapłatę i wiem na czym stoję, sam decyduję jak rozdysponuję pieniądze. To daje poczucie wolnego zawodu. Chociaż kolegom, którzy dopiero zastanawiają się jaką drogę obrać, radziłbym starać się o etaty mieszane. Z mojego punktu widzenia różne formy zatrudnienia są najbardziej optymalne.

Anna Augustowska

Gazeta Lekarska 2006-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04