
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej Numer 2006-09 Sonda czytelnicza - Czy lekarz, po uzyskaniu specjalizacji, powinien odpracować koszty kształcenia?
Czym w przypadku lekarza rezydenta są koszty kształcenia? Czy całe jego stypendium? Chyba od tego trzeba odjąć wartość wynagrodzenia, które otrzymałby za realizowane przez siebie świadczenia zdrowotne, a którego przecież nie otrzymuje. Do tego także wszystkie koszty, które sam poniósł, np. za płatne kursy, za utrzymanie się poza miejscem zamieszkania w trakcie tych kursów itp. Mogłoby się wtedy okazać, że należy mu jeszcze dopłacić. Lekarz po uzyskaniu specjalizacji powinien móc utrzymać rodzinę na godziwym poziomie. Jeśli będzie mógł to zrobić w Polsce, to w większości nie wyemigruje. A czasowy wyjazd jest częścią kształcenia, również w sensie poznania prawdziwych wyzwań współczesności. I oby dotyczyło to jak największej liczby lekarzy. Rozszerzy to ich horyzonty i pozwoli po powrocie rozwijać polską medycynę w sposób międzynarodowo konkurencyjny.
prof. Wiesław W. Jędrzejczak, hematolog, Warszawa
Jeżeli państwo całkowiecie weźmie na siebie koszty wykształcenia, tzn. koszt książek, staży, kursów, utrzymania na szkoleniach, rozłąki z rodziną i zapłaci za pracę, jaką przecież jest nauka, i rozszerzy te przepisy na wszystkie zawody, to bardzo proszę. Ale do czasu, kiedy to my sami za to płacimy, tak długo jak to rodzice płacą za utrzymanie dzieci na studiach, to wara każdemu od naszej wolności. Jeśli ktoś ma ochotę na posiadanie swojego własnego niewolnika, to musi przenieść się w czasie do XIX wieku.
Anita Pacholec, lekarz dentysta, Kowal, woj. kujawsko-pomorskie
Pamiętam czasy, gdy wyjeżdzając po studiach za granicę trzeba było zostawić weksel na 180 tys., po roku na 120 tys., a po dwóch latach na 60 tys. Po trzech można było wyjechać bez weksla, oczywiście jak dostało się paszport. Proponuję związanie młodych lekarzy z krajem po uzyskaniu podwyżki o 5 tys. zł. Każde inne działanie jest przejawem ciągot totalitaryzmu, a nie dążeniem do rozwiązania problemu. Takie metody już przerabialiśmy.
Grzegorz Luboiński, onkolog, Warszawa
Uważam, że po skończonych bezpłatnych studiach i rezydenturze istnieje moralny obowiązek odpracowania zaciągniętego długu wobec państwa i obywateli. Na Zachodzie lekarz zaciąga kredyt na podjęcie studiów i zdobycie specjalizacji, więc potem spłaca dług wobec banku. Powinna być do wyboru również możliwość opłaty za rezydenturę z kieszeni lekarza i natychmiastowa możliwość wyjazdu za granicę po zdobyciu specjalizacji. Lekarz robiący specjalizację do lat dziewięćdziesiątych podpisywał "lojalkę" wobec dyrektora ZOZ-u, że przez ileś lat nie zmieni miejsca zatrudnienia i każdy lekarz uważał to za normalne.
Maciej Makarewicz, lekarz rodzinny, woj. podlaskie
Młody lekarz oczekuje, że jego trud i zaangażowanie przynajmniej częściowo powinno być docenione. I tu kłania się system kształcenia, promowania najzdolniejszych, a także płacenia za uzyskane kwalifikacje.
prof. Tadeusz Płusa, Warszawa
Powinien kilka lat popracować w Polsce, rezydentura jest swego rodzaju kontraktem, który kształci specjalistę. Oczywiście należy ciągle podnosić uposażenia i w ten sposób zatrzymywać lekarzy. Sztuczne blokady mogą być na dłuższą metę nieskuteczne.
Jarosław Wanecki, sekretarz OIL w Płocku
Państwo jest niemoralne nie wykorzystując potencjału absolwentów medycyny. Za wiedzę i odpowiedzialność należy lekarzom stosownie zapłacić. 30-procentowa podwyżka nie starczy "na waciki" dla żony. Bez prywatyzacji i zwiększenia pensji personelu medycznego do co najmniej 10 tys. zł miesięcznie państwo nie ma prawa ograniczać wolności osobistej lekarzy. Młodzi lekarze! Wyjeżdżajcie, szkoda życia! Im gorzej będzie na miejscu, tym szybciej przyjdzie otrzeźwienie panujących!
Marek Kula, kardiolog, Kraków
Studia medyczne, staż podyplomowy i specjalizacja są jednym z najbardziej obciążających ekonomicznie sposobów uzyskiwania samodzielności zawodowej. Dodatkowo kształcenie lekarza w całym okresie podyplomowym odbywa się za głodowe stawki. Efektem jest konieczność dorabiania - od pogotowia po izby wytrzeźwień. Koszty osobiste takiego życia przez 6-10 lat są skuteczną spłatą zobowiązań młodego lekarza, której domagają się pomysłodawcy zmian.
Dariusz Maciejewski, anestezjolog w Bielsku-Białej
Lekarz rezydent w Polsce pracuje w zakresie zadań, ilością czasu i pacjentów, a nawet odpowiedzialnością karną i cywilną, porównywalną ze specjalistą. Odpracowuje więc czas specjalizacji na bieżąco. Koszty kształcenia solidnie odpracowały już pokolenia lekarzy pracujących za stawki zdecydowanie niższe niż ich kwalifikacje.
Beata Mazurkiewicz, pediatra, Corcaigh, Irlandia
Autorzy tego typu rozporządzeń muszą się liczyć z ich niekonstytucyjnością i kolejną kompromitacją przed Trybunałem Konstytucyjnym. "Związanie z krajem" powinno dotyczyć wszystkich specjalistów w równym stopniu, np. naszych informatyków, których setki pracują na Zachodzie, a może nawet hydraulików? Poza tym kto to wyegzekwuje? Może znowu zaczną się fikcyjne wycieczki z "Orbisem" tylko po to, żeby uciec za granicę? Na pewno będzie dużo śmiechu.
Jarosław Wysocki, laryngolog, Warszawa
Zacząć należy od dokładnego wyliczenia kosztów, jakie ponosi państwo, aby wykształcić lekarza. A także każdego innego specjalisty z dyplomem wyższych studiów, bo emigracja inteligencji nie dotyczy wyłącznie lekarzy. Sądzę, że na tym etapie utknie cała ta awantura, bowiem dokładne wyliczenie to praca ponad siły dla tej władzy.
Grzegorz Danielski, ortopeda, Łódź
To chyba jakieś totalne nieporozumienie! Czy tylko w taki sposób można zatrzymać lekarzy w Polsce? Żyjemy w wolnym kraju, należymy do Unii Europejskiej, więc każdy człowiek może żyć i pracować tam, gdzie będzie mu lepiej! Tak naprawdę koszty kształcenia lekarza i specjalizacji ponosi on sam i jego rodzina.
Leszek, 53 lata, chirurg, jeszcze w kraju
Jako lekarz i dyrektor uważam, że młodsi koledzy powinni odpracować specjalizację i studia również. Tylko w przypadku braku pracy lub niemożności uzyskania specjalizacji w Polsce powinni otrzymywać zgodę na pracę za granicą. Należy ten proces połączyć z radykalną zmianą specjalizowania lekarzy i określenia zakresu pracy dla lekarzy bez specjalizacji.
Jarosław Rosłoń, Warszawa
Nie ma takiej możliwości prawnej ani żadnej innej, aby lekarza zobowiązać do pracy w kraju, w którym się wykształcił. Państwo może starać się wprowadzić odpłatne studia i zażądać zwrotu kosztów niezależnie od losów absolwenta. To jednak musiałoby dotyczyć wszystkich absolwentów. Co do moralnej strony wyjazdu za granicę, to straty są niewątpliwe i próby zatrzymania lekarzy w kraju nie są bezzasadne na poziomie społeczeństwa. Mówię to z pozycji lekarza, który wyjechał cztery lata po studiach. Z drugiej strony warunki finansowe i stosunki panujące w Polsce bywają bardzo trudne, toteż trudno potępiać decyzje poszczególnych lekarzy.
Grzegorz Baginski, psychiatra, Wielka Brytania
Ktoś chyba zwariował! Z jakiej racji właśnie lekarze mają być nowymi chłopami pańszczyźnianymi? Czy to aby nie propagandowe zagranie, że niby rząd coś robi dla rozwiązania problemu, że chce jak najlepiej, tylko lub znowu unijne przepisy wiążą mu ręce. Za granicą widuję na dorobku głównie starszych lekarzy, tych u szczytu swoich możliwości i kariery: 40-50-latków. Wcale nie tych młodych. Nie wiadomo, czy to nie gorzej. Ale czy i takich miałoby to przypisanie do ziemi obowiązywać? Emigranci są źródłem grubej kasy dla "IV Rzeczypospolitej", a lekarze tej największej. Niech ktoś nie myśli, że zbieracze truskawek!
Krzysztof Wiewiorowski, anestezjolog z Wielkopolski
Trzeba chyba najpierw jasno powiedzieć ile to kosztuje i dać możliwość różnej formy pokrycia kosztów. Może to być kredyt, lekarz może sam zapłacić w gotówce, a może też zobowiązać się do zatrudnienia w jakimś szpitalu po ukończeniu specjalizacji pod warunkiem, że szpital zapłaci za specjalizację. Natomiast absolutnie niedopuszczalne jest stawianie ludzi przed faktem dokonanym. Ale skoro lekarz ma za to zapłacić, to musi dostać staże z prawdziwego zdarzenia, które przygotowują go do pracy w danej specjalizacji. Tylko czy taka rynkowa wysepka w socjalistycznej opiece zdrowotnej jest możliwa?
Piotr Piątkowski, Kalmar, Szwecja
Oczywiście, poniosę zwrot kosztów kształcenia, ale po odliczeniu wydatków moich rodziców i później żony na moje studia medyczne. I to pod warunkiem kiedy zwrotem kosztów kształcenia zostaną obarczeni wszyscy polscy emigranci. Myślę, że po przedstawieniu faktur i rachunków za moje kursy doskonalące nie zostanie mi zbyt dużo do zwrotu za same studia. Może izby i związki zajęłyby się konsolidacją środowiska i określeniem minimalnej płacy za usługi medyczne, a nie takimi bzdurami pod publikę. Za 2-3 lata, jak tak dalej w tym kraju będzie, nie będę już prenumeratorem "Gazety Lekarskiej".
Robert Gotner, Gdynia
Ryszard Golański, anestezjolog, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Niedawno wśród moich znajomych burzliwie dyskutowano na ten temat. Większość z nich, którzy nie są lekarzami uważają, że obecny system kształcenia podyplomowego lekarzy nie jest racjonalny z punktu widzenia kosztów ponoszonych przez podatnika. Tam gdzie lekarz osobiście ponosi te koszty, a wiemy, że najczęściej tak się dzieje i że koszty te są niebagatelne i nieproporcjonalne zarówno w stosunku do pensji lekarza, jak i potencjalnych "profitów" wynikających z faktu posiadania tytułu specjalisty, sprawa nie budzi emocji. Natomiast system rezydencki, finansowany z budżetu Ministerstwa Zdrowia emocje budzi nie od dziś. Często zwracano mi uwagę na fakt, że lekarze są jedyną grupa zawodową, która posiada taką regulację. Można więc rozumieć, że przedstawiciele innych zawodów nam zazdroszczą, ale i mają za złe. Wszędzie na świecie istnieje system stypendiów fundowanych. Bohater serialu "Przystanek Alaska" dzięki takiemu stypendium trafił, mimo początkowej niechęci, do miasteczka Cicily. Jak dotychczas młody lekarz, podpisujący umowę dotyczącą specjalizacji w trybie rezydenckim, nie podpisuje żadnego zobowiązania co do "odpracowania" tej formy doskonalenia zawodowego. Nie ma powodów, aby winić lekarzy za to, że posiadając już specjalizację odbytą w tym trybie, szukają najlepszego dla siebie miejsca pracy, a dla rodziny najlepszych warunków bytowych. Samorząd lekarski od kilku lat głośno ostrzega, że ze względu na warunki panujące w Polsce młodzi lekarze będą szukać pracy poza jej granicami. Jeżeli "władza" chce tej emigracji zapobiegać, powinna spełnić postulaty środowiska. Wydaje się to być takie proste, ale przez ostatnie kilka lat niewykonalne.
Romuald Krajewski, neurochirurg, Naczelna Rada Lekarska
Powszechnie przyjmuje się, że wykształcenie jest podstawowym prawem człowieka. Nawet rządy uznawane za mało dbające o własnych obywateli starają się zapewnić przynajmniej części młodych ludzi tzw. bezpłatne wykształcenie. W rzeczywistości prawie zawsze jest to wykształcenie słabo płatne, ponieważ pełne finansowanie wszystkich wydatków związanych z kształceniem dotyczy tylko nielicznych, wybranych grup. Tak jest i w Polsce. Jeżeli problem ucieczki pracowników z ochrony zdrowia chcielibyśmy rozwiązać w sposób zakazowy (kolejny z niezliczonych pomysłów represyjno-beznakładowych), należałoby wprowadzić nowe zasady od określonej daty i mogłyby one obowiązywać tylko rozpoczynających studia. Wiedzieliby oni, że wykształcenie nie jest już bezpłatne, lecz będą musieli zwrócić jego koszt czy to pracując, czy to wpłacając do budżetu odpowiednią sumę.
Trzeba by więc określić jaki rodzaj zatrudnienia stanowi odpracowanie udzielonego przez państwo kredytu i jak to wyliczyć. W skrócie - taki pomysł oznaczałby rezygnację z bezpłatnych studiów i na pewno nie byłby osiągnięciem socjalnym. Trudno byłoby również uzasadnić, dlaczego jest stosowany nierówno. Co z innymi zawodami? Prawdopodobnie - zależnie od konkretnych rozwiązań - wiele aspektów takiego szczególnego prawa mogłoby być przedmiotem skarg do trybunałów.
Gazeta Lekarska 2006-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|