
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej Numer 2006-03 Zabawa w doktora
Od kłamstwa gorsza jest jedna tylko rzecz - półprawda
Zabawa w doktora polega na tym, że osoby bez tytułu zawodowego lekarza lub lekarza dentysty w kontakcie z mediami wypowiadają się w klimacie sugerującym, że są członkami naszej społeczności zawodowej.
W mroźny styczniowy poranek otworzyłam komputer. Na stronie startowej onet.pl dowiedziałam się z artykułu cytowanego za jedną z gazet codziennych, że nasz wizerunek w mediach ma być lepszy, a to za sprawą wynajęcia agencji PR. Artykuł okraszono wypowiedziami przedstawicieli stosownych agencji naprawiających wizerunki, a także wypowiedzią dr. hab. Kazimierza Szewczyka, kierownika Katedry Etyki i profesora na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.
Autor wypowiedzi uzyskał tytuł naukowy na Wydziale Filozoficzno-Historycznym w 1995 r., przedkładając rozprawę habilitacyjną "Biologia i sens. Studium witalizmu Jacoba von Uexkulla". W portalu nauki polskiej jako specjalności naukowe dr. hab. Kazimierza Szewczyka podano nauki filozoficzne i biologia, specjalności zaś: bioetyka i filozofia medycyny.
Komentator wybrany przez dziennikarza do oceniania i karcenia lekarzy, reprezentant uczelni medycznej zatrudniony na etacie profesorskim, nie figuruje w Centralnym Rejestrze Lekarzy. Nie przeszkadza mu to z werwą komentować dla gazety: "Lekarz to nie tylko zawód, ale powołanie. (...) Niestety wśród lekarzy pokutuje syndrom oblężonej twierdzy i chcą oni argumenty zastąpić reklamą w wykonaniu agencji PR. A to nie rozwiąże ich problemów." Zawsze byli jacyś "oni" w naszym kraju. Tym razem to my, lekarze, jesteśmy "onymi".
Spośród różnych definicji powołania najbardziej podoba mi się ta, którą usłyszałam od księdza Wacława Kurkusa. "Powołanie do zawodu lekarza jest łaską Ducha Świętego" - mówił mi ksiądz podczas długich rozmów. Skoro dr hab. Kazimierz Szewczyk nie został tą łaską obdarzony, to może lepiej, aby nie wyręczał niebios w realizacji ziemskich planów.
Rozdzielnik centralny
Gdy przed laty podróżowałam po Kraju Rad, zastanawiałam się nad może trochę wydumaną kwestią - jak odbywa się produkcja i ewentualna dystrybucja pomników Włodzimierza Iljicza. Czy jest centralna rozdzielnia, czy może każde miasto buduje pomniki z indywidualnej potrzeby serca?
Gdy czytam ataki i napaści na polskich lekarzy, powraca mi to samo zaciekawienie: czy jest centralna produkcja tych obelg? A może poszczególne redakcje produkują je, niczym komuniści pomniki Włodzimierza IIjicza, z indywidualnej potrzeby opluwania naszego środowiska? Egzystencja w niektórych mediach publicznych w schemacie pluję, więc jestem wygląda na najpoważniejszy dorobek sporej liczby reprezentantów polskiej medialistyki. Ale może nie ma tych opluwaczy tak wielu, lecz jest tylko jedna, centralna rozdzielnia?
Mroźna zima
Nie samym wizerunkiem człowiek żyje. Dobrym tematem w mroźną zimę jest grypa, najlepiej żeby była ptasia. Na pytania pacjentów jak rozpoznać ptasią grypę kolega praktykujący w Niemczech odpowiada: "Jak panu wyrośnie dziób i skrzydła, a do tego pojawi się gorączka, to będzie oznaczało, że ma pan ptasią grypę".
W Polsce rozrywaną przez media komentatorką tej ciężkiej choroby jest Lidia B. Brydak, nieobecna w Centralnym Rejestrze Lekarzy. Doradczyni wszystkich zagrypionych i wystraszonych swe ostrogi naukowe zdobyła na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, przedkładając rozprawę habilitacyjną o wirusach grypy. Zabawa w doktora jest jej żywiołem. Na jednym z portali czytam: "Kiedyś szczepionki zabraknie z pewnością - ostrzega prof. Lidia Brydak, szefowa Krajowego Ośrodka ds. Grypy. Profesor Brydak jest zirytowana. (...) Szczepionka niewykorzystana to szczepionka zmarnowana. Sama szczepi się co roku, ale irytuje się faktem, że 92% Polaków nie bierze z niej przykładu i nie korzysta nawet z dostępnych niekiedy nieodpłatnie akcji szczepień przeciw grypie".
Spokojny, wyważony lekarski głos prof. dr. hab. med. Andrzeja Gładysza, konsultanta krajowego ds. chorób zakaźnych ginie wśród alarmów wzniecanych przez osobę nieupoważnioną do udzielania porad lekarskich. Każdy z lekarzy praktyków spotkał niejednego pacjenta, u którego nie stwierdził wskazań do szczepienia, lecz musiał dawać odpór tekstom typu "W radiu to nawet pani profesor kazała się zaszczepić, a pan mi odmawia?!"
Wymagać szczegółów
Niekiedy mamy inną odmianę zabawy w doktora - może nie zawsze do końca uświadamianą przez osoby uczestniczące. Jeden z rozmówców w wywiadzie opublikowanym przez portal onet.pl szeroko omawia zalecenia dietetyczne, które mogą przekazywać osoby o różnych kwalifikacjach. Zabieranie głosu jako doradca dla czytelników na temat leczenia farmakologicznego otyłych dzieci przez osobę, której nazwisko nie figuruje w Centralnym Rejestrze Lekarzy, nie wydaje mi się dobrym obyczajem. W portalu informacyjnym o nauce polskiej (www.opi.org.pl) przy nazwisku rozmówcy podane są dwie dyscypliny: nauki farmaceutyczne, medycyna. Nauki farmaceutyczne są określeniem precyzyjnym, o ile wiem rozmowny profesor jest absolwentem wydziału farmaceutycznego. Rada bym poznać w jakim znaczeniu użyto słowa "medycyna".
Czy farmacja to nie medycyna? Niedawno poznałam określenie subliminal advertising. Czy nie mamy tu do czynienia z subliminal suggestion, że chodzi o lekarza? Kto jest jej autorem - ów profesor czy administratorzy portalu?
Kto wie kim jest?
Bardzo podoba mi się zaanonsowane na łamach prasy medycznej planowane zarządzenie o potrzebie umieszczenia słowa lekarz lub lekarz dentysta na naszych pieczątkach, niezależnie od tego jakie szczeble kariery naukowej osiągnęliśmy. Truizmem jest przypominanie, że nasz tytuł zawodowy brzmi lekarz lub lekarz dentysta.
Również podoba mi się stanowisko pana Romualda Boguszewskiego, inspektora farmaceutycznego w Łodzi, który nazywa rzeczy po imieniu - farmaceuta to nie lekarz. Także Wojciech Giermaziak, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej, postuluje ograniczenie usług dostępnych w aptekach do pomiaru ciśnienia krwi, natomiast mają być wyeliminowane paramedyczne badania gadżetami pomiarowymi.
Rzeczowe wypowiedzi nie spotykają się z zainteresowaniem forumowiczów - jedynie trzy osoby wysłały komentarze. Natomiast dyskusja nad wizerunkiem medialnym lekarzy zamknęła się aż 258 wypowiedziami, gęsto przetykana obelgami pod adresem lekarzy.
Kim jesteśmy? Co potrafimy?
Do poprawy naszego wizerunku nie trzeba wynajmować żadnych agencji. W świecie rzeczywistym ma się on bardzo dobrze. Jesteśmy ludźmi o wysokim poziomie wykształcenia, znamy języki obce, zwiedzamy świat i aktywnie uczestniczymy w życiu naukowym międzynarodowych towarzystw. Wielu z kolegów lekarzy jest obdarzonych talentami artystycznymi. Obszerną informację o kolegach lekarzach malujących, fotografujących, piszących piękne wiersze możemy przeczytać w Kalendarzu Lekarza Praktyka na rok 2006, wydanym przez Naczelną Izbę Lekarską i Polskie Towarzystwo Lekarskie. Wielka to szkoda, że lansuje się wizerunek lekarza jako nietrzeźwego i skorumpowanego, natomiast prezentacja dorobku artystycznego naszych utalentowanych kolegów napotyka olbrzymie trudności.
Wszystkie media publiczne chętnie przyjmą artykuł o naszym domniemanym zamiłowaniu do alkoholu czy łapówek, ale przebić się na szpalty z zamiłowaniem do poezji lub ze swoimi obrazami do sal wystawowych - to w praktyce nierealne. Mamy do pokazania prawdziwe dzieła Sztuki i nie widzę najmniejszej potrzeby oglądania PR-owych sztuczek.
Czy jest na sali lekarz?
Gdy zdarzył się nagły wypadek w miejscu publicznym i poszukiwana jest pilna pomoc, zawsze rozlega się głośne pytanie: "Czy jest tu lekarz?" A może słyszał ktoś wołanie o pomoc z wymienianiem tytułów naukowych lub stanowisk czy zajmowanych etatów? Nie! Wołany jest po prostu lekarz!
Powinniśmy być dumni z wszystkich naszych osiągnięć: zawodowych, naukowych, artystycznych, jednak najbardziej z tego, że jesteśmy lekarzami.
Krystyna Knypl
krystyna.knypl@compi.net.pl
Gazeta Lekarska 2006-03 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|