Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej  Numer 2006-01  Półbogowie na barykadach 

Rozpowszechniany wcześniej wizerunek niemieckiego lekarza jako półboga w białym kitlu, w nowiuteńkim porsche na tle willi już nie przystaje do rzeczywistości.

Przez ostatni tydzień listopada ub. roku w czołowej uniwersyteckiej klinice świata, berlińskiej Charité, załatwiano tylko nagłe zachorowania i wypadki.

70 procent spośród 2 300 lekarzy w 128 klinikach przyłączyło się do strajku. Kibicowało im ponad 8 tys. studentów. Lekarze na ulicach w białych kitlach, z niebieskimi balonikami, ochraniani przez policję, strajkujący o pieniądze - tego jeszcze w Niemczech nie widziano. Berlińscy lekarze są dumni ze swojego strajku. Podobnie jak ich koledzy z 20 innych klinik akademickich z Kolonii, Bonn, Essen, Moguncji, Ulm, Heidelberga, Erlangen, Monachium, Regensburga, Rostoku i Lipska.
"Im więcej pracy, tym mniej pieniędzy - tak dalej być nie może" - wyjaśnia prof. Jörg-Dietrich Hoppe, przewodniczący Niemieckiej Federalnej Izby Lekarskiej. Strajk w berlińskiej klinice Charité to oznaka uzasadnionej wściekłości wielu lekarek i lekarzy na wyśrubowane wymagania i pogarszające się warunki pracy w niemieckich szpitalach. Niemiecka Izba Lekarska stanowczo poparła ten protest. "Solidaryzujemy się z naszymi koleżankami i kolegami. W samej tylko Charité uzbierało się ponad 85 tys. niezapłaconych nadgodzin lekarskich. Lekarze są u kresu wytrzymałości, trzeba wreszcie skończyć z tym wyzyskiem" - oświadczył prof. Hoppe.
W międzynarodowych rankingach płacowych niemieccy lekarze szpitalni plasują się w dolnych partiach skali dochodów osobistych. "Das Bild" ujawnił, że lekarz w szpitalu zarabia zaledwie 14 euro za godzinę, podczas gdy elektryk dwukrotnie więcej. 33-letni asystent na chirurgii Frank Unterhauser, kawaler z doktoratem, od pięciu lat pracuje w klinice. W ciągu tygodnia staje do 12-15 operacji. Zarabia brutto 3 190 euro, po odliczeniach zostaje mu 1 800 euro za 70 godz. pracy tygodniowo. W szwajcarskim kantonie Lucerna od jutra zarobiłby dwa razy tyle. Tymczasem jego rówieśnik 36-letni elektryk Michael Wenk, po zawodówce, pracuje samodzielnie i za 70 godz. tygodniowo zarabia 2,5-3 tys. euro netto.
Podobno gorzej płacą lekarzom tylko w Portugalii, nie wspominając Polski. Dodajmy jednak, że starszy asystent (Oberarzt), w zależności od liczby godzin, zarabia średnio 80-120 tys. euro, a szef oddziału lub kliniki 150-250 tys. rocznie. W Holandii można to śmiało pomnożyć przez dwa, a w Norwegii przez trzy.
Na mocy umowy koalicyjnej pomiędzy chadecją i socjaldemokracją rząd federalny zawiesił na rok wprowadzenie w życie europejskiej dyrektywy nakazującej zaliczenie gotowości do pracy do czasu pracy. To ostatecznie przelało czarę goryczy - zauważa Alexandra Coumbos, specjalista ginekologii i położnictwa. Tym bardziej, że w klinikach prywatnego koncernu szpitalnego Helios gotowość do pracy jest już od 1 stycznia 2006 r. czasem pracy m.in. w berlińskich klinikach w Buch i Zehlendorf.
W berlińskiej Charité na jednego lekarza przypadają średnio dwie nadgodziny dziennie. Badania dowodzą, że po całodobowym dyżurze sprawność chirurga porównywalna jest ze zręcznością jegomościa, w którego krwi stwierdzono 1‰ alkoholu. "Po 24 godzinach nieprzerwanego dyżuru każdy pacjent, który przychodzi do ciebie, to twój wróg. Żaden pacjent nie chciałby, aby lekarz podchodził do niego z takim nastawieniem" - ostrzega znany dziennikarz telewizji NDR Adrian Feuerbacher. Szef berlińskiej izby lekarskiej Günther Jonitz mówi wręcz o zmierzchu atrakcyjności zawodu lekarza. Blisko 20% lekarzy cierpi na zespół wypalenia.
"Tak długo jak lekarze będą bronić sie przed utratą swoich dochodów i zawieszeniem prawa pracy, tak długo mogą liczyć na poparcie całego środowiska lekarskiego" - podkreślił Hoppe.
Zdaniem prof. Hoppe, lekarze chcą jedynie wyrównać straty, jakie w ostatnich latach zafundowali im politycy i szpitale. "My chcemy nie 30% więcej, lecz 30%, aby dojść do tego, co mieliśmy wcześniej" - wyjaśniał profesor.
"Większość ludzi nie wie, że w ostatnim dziesięcioleciu lekarzom w szpitalach zabrano 7% wynagrodzenia, podczas gdy inni dostali 6% więcej. Gratyfikację na Boże Narodzenie (Weinachtgeld) też obcięto, a to jest kolejne siedem procent. Obecnie lekarze zamiast 38,5 godzin mają pracować 42 godziny - a więc jeszcze raz 9%. I to jest właśnie te 30 procent, których się domagamy" - wyjaśnia Frank Ulrich Montgomery, szef Margurber Bund (MB), największego w Europie związku lekarzy szpitalnych (95 tys. członków) w wywiadzie dla "Tagesschau". W skali całego kraju oznacza to 50 milionów nadgodzin, za co 146 tys. lekarzy nie dostanie ani centa.
"Chcemy po prostu, aby naszą pracę uznawano" - mówi bez zbytniego patosu młody lekarz w zielonym kitlu. Jedna trzecia lekarskiej młodzieży kieruje się do pracy w Austrii i Szwajcarii oraz Szwecji, Norwegii, Wielkiej Brytanii, gdzie czekają na nich przyzwoite zarobki i dobre warunki pracy. Obecnie w całej Republice Federalnej jest blisko 100 tys. prywatnych praktyk. Już dziś 190 praktyk stoi pustych, z tego 70 specjalistycznych. Szacuje się, w nadchodzącym roku 6 tys. czynnych lekarzy zwróci swoje pozwolenia i licencje. Młodego narybku prawie nie widać - martwi się Andreas Köhler ze Zjednoczenia Lekarzy Kas Chorych (KBV). Coraz więcej młodych ludzi przerywa studia lekarskie. Blisko połowa absolwentów nawet nie rozpoczyna wykonywania zawodu. Lekarz z dyplomem na taksówce to w Berlinie już nie egzotyka, ani nie wyjątek. "Masowy odlot białych kitli" - "Lekarze na manowcach" - donosił przed świętami wpływowy "Der Spiegel".
Rozpowszechniany wcześniej wizerunek niemieckiego lekarza jako półboga w bieli, w nowiuteńkim porsche na tle willi na wyspie Sylt już nie przystaje do rzeczywistości.
W Niemczech wolno lekarzom strajkować tylko wtedy, kiedy wezwie ich do tego związek zawodowy. Nie wolno strajkować lekarzom, którzy są urzędnikami.
Reakcje ludności i polityków na strajk niemieckich lekarzy były nadspodziewanie pozytywne. Nastroje postrajkowe wśród lekarzy wcale tymczasem nie słabną. Dr Frank Ulrich Montgomery ostrzegł kanclerza Angelę Merkel przed "doprowadzeniem lekarskiej złości do wrzenia" i wycofania się ze skandalicznej polityki niestosowania prawa.
Na 13 grudnia Marburger Bund zapowiedziało eskalację strajków w szpitalach komunalnych. W referendum za strajkiem opowiedziało się 98,7% lekarzy, aby - jak czytamy w komunikacie prasowym Marburger Bund - "złamać arogancki opór pracodawców".
To miał być pierwszy prawdziwy strajk lekarski w tym stuleciu. "Mam wrażenie, że pracodawcy świadomie grają na czas. Ale nie damy się już dłużej zwodzić" - zapowiadał niczym bokser przed walką dr Frank Montgomery w artykule wstępnym do grudniowego numeru "Marburger Bund Zeitung". Władza szybko zwarła szeregi i sąd landowy w Kolonii zakazał przeprowadzenia strajku, a Montgomeremu zagroził grzywną 250 tys. euro z ewentualną zamianą na areszt. Szef związku lekarskiego odwołał się od wyroku i złożył skargę na sędziego zarzucając mu tendencyjność, niekompetencję i stronniczość.
Tymczasem na 18 stycznia Zrzeszenie Lekarzy Indywidualnie Praktykujących (Hartmannbund) zaplanowało zjazd lekarzy i potężną demonstrację w Berlinie.

Marek Stankiewicz
W artykule wykorzystano doniesienia agencyjne DPA i informacje z "Deutsche Ärzteblatt" i "Tagesspiegel Online".


Gazeta Lekarska 2006-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04