
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2006 Gazety Lekarskiej Numer 2006-01 Przy opłatku z Religą
Wyraźnego zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia i radykalnej zmiany wynagrodzeń lekarzy i innych pracowników służby zdrowia - zażądał od min. Zbigniewa Religi prezes NRL Konstanty Radziwiłł. 5 tys. zł brutto i 1/150 tej kwoty za godzinę, jeśli lekarze nie są zatrudnieni na etatach. Na realizację tego postulatu potrzeba ok. czterech miliardów zł i nie jest to kwota porażająca - przekonywał prezes.
Jeżeli nasze plany się powiodą, obecny rząd się utrzyma i ja będę nadal ministrem zdrowia, daję słowo honoru, że finansowanie ochrony zdrowia w 2007 r. poprawi się zdecydowanie - zadeklarował minister na spotkaniu z Naczelną Radą Lekarską tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zdecydowanie! - powtórzył Zbigniew Religa.
Chcemy być rzecznikami poprawiania jakości w ochronie zdrowia, ale nie możemy akceptować tego, że kształcenie podyplomowe we wszystkich jego obszarach jest wyłącznie obowiązkiem i interesem samych lekarzy - wyjaśniał Konstanty Radziwiłł. Państwo musi umożliwić wszystkim odbycie stażu podyplomowego, łagodne i przyjazne wejście w specjalizację w systemie prezydenckim, przynajmniej częściowo pokryć koszty kształcenia. Izba lekarska nie chce prowadzić kształcenia i wyręczać instytutów i akademii medycznych, lecz chce organizować to kształcenie i gotowa jest przyjąć za to odpowiedzialność.
Minister twierdzi, że z programem wyborczym dzieli go zaledwie jedna różnica. Chodzi o rodzaj finansowania: składka czy z budżetu? Przypomnijmy, że jeszcze 13 października ub.r., stojąc u boku Donalda Tuska, mówił, że program PiS-u jest niebezpieczny. Mówi, że kwestie te poruszał już z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, który "nie jest ani uczuciowo, ani ideowo przywiązany do żadnego z tych rodzajów finansowania". Zdaniem Zbigniewa Religi, prezydent i premier są świadomi, że naprawa systemu może dokonać się tylko po zwiększeniu nakładów.
Wg ministra w kształceniu podyplomowym popełniono wiele błędów, ale są one stosunkowo łatwe do skorygowania. "Drzwi ministerstwa na Miodowej są stale otwarte, telefony i poczta elektroniczna czynne, a zaproszenie do współpracy dla samorządu jest niezmiennie ważne. Czas zacząć współpracować na roboczo" - zachęcał minister.
Przyznał, że w służbie zdrowia osiągnięto szczyt frustracji z powodu skandalicznie niskich wynagrodzeń. "Musimy jednak stawiać żądania zgodne z prawem i obowiązującą Konstytucją, realne do wykonania" - twierdzi Religa. Minister ma wątpliwość czy ustawowe ustalanie płacy dla lekarzy jest zgodne z ustawą zasadniczą. Zanim się wypowie, chce usłyszeć orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Wątpliwości takich mogą nie mieć wkrótce lekarze, którzy szykują się do strajku.
"Nie mogę namawiać nikogo z was do strajku, bo musiałbym się podać do dymisji, a nie zamierzam" - kluczył wokół tematu min. Religa. "My to tak zorganizujemy na wiosnę, że udowodnimy, że środki na wyższe wynagrodzenia są, a pan nie będzie musiał podawać się do dymisji" - ripostował Andrzej Włodarczyk, szef warszawskiej izby lekarskiej.
Zbigniew Religa przypomniał o konieczności wskazania źródła zwiększenia zarobków lekarzy. "Aby zwiększyć place, nie wolno w nieskończoność zwiększać ilości usług medycznych. Wzrost środków w NFZ i ministerstwie ma iść na lepsze kontrakty i ich większą wartość. Tędy prowadzi droga do wzrostu wynagrodzeń. Innych źródeł nie ma" - przekonywał minister.
Nie ma regionu, który jest zadowolony z przydzielonych mu środków finansowych. Sieć szpitali zostanie ogłoszona po wyborach samorządowych w przyszłym roku, żeby "uniknąć politycznego piekła, kiedy każdy ratuje swój szpital".
opr. ms
Ministrowi pod choinkę
Leszek Dudziński (Olsztyn) - Trzeba szybko załatwić sprawę algorytmu. Kapitacyjnie różnica pomiędzy regionami w Polsce wynosi 100 zł i czas z tym skończyć. Druga sprawa to rozporządzenie ministra dot. wymogów sanitarnych. Nie dość, że sporo zakładów zostanie wykreślonych z rejestru, to wiele poniesie niepotrzebne koszty adaptacyjne.
Ryszard Łopuch (Wrocław) - Skąd wziąć pieniądze? To jest sprawa tej nieszczęsnej ceny za pół kwintala żyta, które było kiedyś 50-70% droższe. Ale nikt nie ma odwagi ruszyć mafii rolniczo-chłopskiej, która ma setki tysięcy hektarów we władaniu. A wynagrodzenia? Jak zaczniemy debatować tak jak proponuje min. Religa, to dostaną - owszem - ale górnicy, kolejarze i hutnicy, chłopi będą płacić nie pół, lecz ćwierć kwintala żyta. W Niemczech lekarze krzyczą głośno "Strajk!" A my wciąż dorabiamy ideologię, że to nieetyczne. Więc się nas nie boją!
Włodzimierz Majewski (Katowice) - NFZ nie może finansować wszystkich procedur wysokospecjalistycznych. To musi wrócić do ministerstwa. To śmieszne, że na 120 osób dziennie, które codziennie przyjmuję w izbie przyjęć, szpital dostaje ryczałt 3 tys. zł. Czy w promieniu 5 km musi być siedem oddziałów zabiegowych, z których każdy robi 500 operacji, a mógłby 1500? Trzeba też zaostrzyć prawo w stosunku do tych, którzy chorują na własną prośbę m.in. pijanych.
Paweł Sobieski (Płock) - Minister używa nieprecyzyjnego języka do opisu polskiej służby zdrowia. Wynika z tego równie nieprecyzyjna diagnoza. Największym problemem jest dekapitalizacja ludzka. Jak można mówić, że filarem nowego systemu będzie wprowadzenie dodatkowych, dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Czy minister zmusi mnie, żebym się ubezpieczył? Przecież takie firmy są na rynku? Minister może tworzyć zachęty, zwolnienie od podatków itp. A nie wyważać otwartych drzwi.
Bogdan Barut (Kraków) - Stomatologia w Polsce jest niczyja. Moje środowisko postuluje, aby w ministerstwie zdrowia utworzyć samodzielne stanowisko koordynatora lecznictwa stomatologicznego. Trzeba skupić się na higienie szkolnej, bo z uzębieniem u dzieci i młodzieży jest tragedia. Konieczne jest pilne dostosowanie nakładów na szkolenie jednego studenta do poniesionych rzeczywiście kosztów. Na stomatologię trzeba wydzielić co najmniej 5% wszystkich środków, a nie 3% jak obecnie.
Marian Brocki (wojsko) - W latach pięćdziesiątych w KC PZPR mówiono, że lekarze są wrogami ludu. I to trwa do dzisiaj. Znam pańską odwagę od wielu lat i dziwię się, że mówi pan, że nic się nie da zrobić. Przecież to my, lekarze, jesteśmy solą tej ziemi, a nie górnicy. System potrzebuje więcej pieniędzy, a nie więcej informatyków i ekonomistów, którzy nie czują medycyny ani służby zdrowia. Niech pan się ich nie boi.
Andrzej Sawoni (Ostrów Mazowiecka) - Dożyliśmy takich czasów, że za ustawowe zadania przejęte od państwa w zakresie odpowiedzialności zawodowej i sądownictwa lekarskiego budżet państwa zwraca izbie lekarskiej tylko 30-40% poniesionych kosztów. To jest często dla okręgowych izb lekarskich "być albo nie być".
Tadeusz Chruściel (Warszawa) - Odżywa pomysł Marka Balickiego wprowadzenia wykazu leków specjalistycznego stosowania, który został oprotestowany przez izbę lekarską. Obecnie widzimy możliwość stosowania tych leków, pod warunkiem, że ich stosowanie nie będzie dzieliło środowiska na lekarzy lepszych i gorszych. Po dziesięciu latach pracy lekarz musi umieć tyle i musi mu się ufać na tyle, że potrafi zapisać w sposób odpowiedzialny finansowo i merytorycznie. Lek to przede wszystkim sprawa lekarza, a nie farmaceuty.
Dariusz Hankiewicz (Lublin) - Minister mówi, że wzrost środków w NFZ i ministerstwie ma iść na lepsze kontrakty i ich większą wartość. Jak więc to? Ludzie stoją w kolejkach, a my chcemy przeznaczyć pieniądze na nasze pensje? Przecież partie polityczne deklarowały w kampanii wyborczej wzrost nakładów na zdrowie od 2006 roku o cztery miliardy.
Jerzy Friediger (Kraków) - Po delegalizacji izb lekarskich majątek samorządu ustawowo przeszedł na skarb państwa. Ale już wtedy dopuszczono się rażących naruszeń, których nikt dotychczas nie uznał. Dziś izba lekarska nie może być nawet stroną w dochodzeniu swoich praw. W żadnej z dawnych nieruchomości izb lekarskich nie mieszczą się instytucje ważne z punktu widzenia społecznego. Można by więc bez straty dla społeczeństwa zwrócić je prawowitym właścicielom.
|
Gazeta Lekarska 2006-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|