Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2005 Gazety Lekarskiej  Numer 2005-09  Kartki z Kroniki Izb Lekarskich (6) - Przesiedlenia 

Zdumiewać musi stosunek władzy ludowej do lekarzy. Inteligencja była jej klasowo obca z samej definicji, traktowano ją jednak z dużym zróżnicowaniem. Artystów, a zwłaszcza pisarzy, zjednywano finansowo i kokietowano zaszczytami, bo byli, co zwykle cytowano za Maksymem Gorkim, "inżynierami dusz".

Dla lekarzy zniewolenie zaczęło się 14 czerwca 1949 r., kiedy to minister zdrowia wydał rozporządzenie w sprawie ogólnych norm ilościowych lekarzy dopuszczonych do wykonywania praktyki lekarskiej. Rozporządzenie to wzmocniono drugim rozporządzeniem "w sprawie ustanowienia list lekarzy i lekarzy dentystów przekraczających normę ilościową".
Uzasadnieniem wprowadzenia rozporządzeń były znane dysproporcje w rozmieszczeniu lekarzy. W Warszawie i Krakowie na jednego lekarza przypadało 500 mieszkańców, natomiast na obszarach wiejskich ok. 25 tys.
"Różnice te - pisał w połowie 1949 r. dr Walenty Titkow, dyrektor Departamentu Kadr w Ministerstwie Zdrowia - powstały na skutek anarchistycznej gospodarki kapitalistycznej w służbie zdrowia".
Opinia o rzeczywistości była prawdziwa, natomiast wnioski przerażające. "W miastach, gdzie stan faktyczny przekracza normę, zostały powołane komisje społeczne, które wytypowały lekarzy przekraczających normę. Lekarze ci w ciągu 6 miesięcy będą musieli miasta te opuścić i przenieść się do miejscowości, gdzie normy nie są wypełnione. Około 400 lekarzy z Warszawy, Krakowa, Gdańska, Łodzi i Poznania przeniesie się do miejscowości, gdzie albo wcale nie ma lekarzy, albo jest ich za mało".
Dokumenty, zachowane w skromnych wymiarach, nie pozwalają ocenić skuteczności akcji przesiedleń. Prawdopodobnie zawiodła, ponieważ 7 marca 1950 r., już w formie ustawy, zdecydowano, że "absolwenci szkół średnich, szkół zawodowych oraz szkół wyższych (...) mogą być zobowiązani do pracy w oznaczonym uspołecznionym zakładzie pracy". Rozwiązanie to znane będzie pod nazwą "nakazów pracy".
Odtąd o miejscu zatrudnienia absolwentów akademii medycznych decydowały uczelniane komisje społeczne. Ówczesne komisje społeczne miały tę cechę, że dominowały w nich tzw. czynniki społeczne. Okólnik ministerialny określał ich skład następująco: 1. Komisji przewodniczy delegat Ministerstwa Zdrowia. W jej skład wchodzą: profesor akademii delegowany przez senat, delegat ZAMP (Związku Akademickiej Młodzieży Polskiej), delegat Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR, delegat Centralnej Rady Związków Zawodowych oraz delegat Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia.
I ta ustawa nie przyniosła spodziewanych, radykalnych skutków. Minęło znów kilka lat i w roku 1957 wymyślono nową akcję administracyjną pod nazwą "etatyzacji". Sprowadzała się ona do definicji: jeden etat - jeden lekarz we wskazanym miejscu.
Ograniczono liczbę etatów w dużych miastach, zwiększono na prowincji. Rozwiązanie to miało jednak jeden feler - zobowiązywało administrację terenową do przydziału mieszkań zatrudnionym lekarzom. A mieszkań brakowało. Spółdzielczość mieszkaniowa dopiero raczkowała, budownictwa komunalnego nie było, startowało budownictwo przyzakładowe, ale to rzadko było zlokalizowane poza miejskimi centrami przemysłowymi.
Koło niemożności zamykało się. Od 1949 r. minęło już prawie 10 lat, a lekarze woleli skromne pensyjki w miastach, gdzie mieli możliwość praktyki szpitalnej i dostęp do kształcenia niż wegetację w wiejskich ośrodkach zdrowia.
W roku 1957 praktykowało już w Polsce 23 tys. lekarzy. Od roku 1957 dla absolwentów istniał zakaz rejestrowania się w dużych miastach.
A skutek?
Pisała o nim "Trybuna Ludu" w połowie 1959 r.: "W samej Warszawie, w której istnieje surowy zakaz rejestracji lekarzy, w jednym 1958 r. przybyło ich 242".
Paradoks opisany prze "Trybunę Ludu" tłumaczył się tym, że byli "równi" i "równiejsi". System partyjno-biurokratyczny, tworząc wyjątki (na ogół nie pisane), pozwalał omijać każdy przepis. Ludzie zarządzający polską służbą zdrowia żyli jakby w dwóch światach. W jednym tworzyli coraz surowsze prawo administracyjne, w drugim - kiedy dotyczyło to rodziny, przyjaciół lub ludzi osadzonych w hierarchii władzy - załatwiali sprawy "na telefon".
Opisaną 10-letnią historię wymuszania na lekarzach, aby układali swoje życie pod dyktando władzy, można by uznać za zabawę w policjantów i złodziei, gdyby nie złamane życiorysy, rozbite rodziny i niespełnione ambicje zawodowe.
Ale ideologia raz jeszcze przegrała z życiem.

Zygmunt Wiśniewski


P.S.: W okresie opisywanym w "Kartkach" na określenie pracowników opieki zdrowotnej używa się określenia "służba zdrowia". W ostatnich latach nazwa ta popadła w niełaskę.
Na fali wyzbywania się PRL-owskiej terminologii "służbę zdrowia", jako zużytą i źle kojarzącą się z tzw. minionym okresem, zastąpiono "ochroną zdrowia". W publicystyce spotkałem się nawet z uzasadnieniem, że "służba" kojarzy się ze "służalczością", a więc tym, czego w latach pięćdziesiątych i późniejszych oczekiwano od lekarzy. Ludzi używających tego określenia (często z nawyku lub przejęzyczenia) piętnowano nawet jako tkwiących mentalnie w przeszłości. Problem jednak w tym, że ta przeszłość jest znacznie odleglejsza niż się niektórym wydaje. U zarania II Rzeczypospolitej, a więc w roku 1918 powołano Ministerstwo Zdrowia Publicznego. Przetrwało ono zaledwie do roku 1924, kiedy ze względów oszczędnościowych je zlikwidowano. I wtedy jako centralny organ kierujący sprawami zdrowia została powołana Generalna Dyrekcja Służby Zdrowia.
Ta proweniencja powinna nobilitować, a nie napiętnować. Określenie "ochrona zdrowia" funkcjonuje, co prawda, oficjalnie, ale nie jest ani udane, ani powszechnie akceptowane. Może więc przywrócić do łask "służbę zdrowia", która ma tak historycznie zdrowe korzenie?
Z. W.

Gazeta Lekarska 2005-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04