Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2005 Gazety Lekarskiej  Numer 2005-09  Po szesnaste - zdrowie 

Pod koniec dekady Gierka niewydajny system gospodarki planowej ledwo zipał, a życie roiło się od paradoksów.

Na takiej i podobnych maszynach drukował w stanie wojennym ulotki Piotr Mierzewski. Od 10 lat pracuje w strukturach europejskich w Strasburgu.
Sklepy komercyjne i Pewex, gdzie można było dobrze i bez kolejki się zaopatrzyć utrwalały w ludziach poczucie niesprawiedliwości. W rozżalonych ludzkich sercach narastał sprzeciw. Dziś często wydaje się, że wtedy wszyscy byli w opozycji. Ale tak naprawdę zaledwie garstka desperatów wierzyła, że z komuną warto i trzeba walczyć.
Ogromna większość społeczeństwa pozostawała obojętna. "Telewizor, meble, mały fiat - oto marzeń szczyt" - śpiewał wtedy Perfect. Co sprawiło, że nie chciało nam się chcieć? Z pewnością filozofia równych żołądków, które przeorały mentalność Polaków. Oparci, raz o łopatę, raz o bar, żyliśmy w wielkiej poczekalni na wszystko (od papieru toaletowego po M-3), w państwie, które udawało, że płaci, a jego obywatele udawali, że pracują.

Zaczęło się w Lublinie
W Świdniku poszło o tzw. kotlet, który zdrożał w zakładowym bufecie. W Lublinie o ręczniki i mydło toaletowe. Ale tak naprawdę to był tylko pretekst. 10 lipca o godz. 6.30 stanęła brygada Stanisława Zaleskiego i Ryszarda Kuczera, które zajmowały się naprawami nadwozia Jelcza. Ale o polskim robotniczo-inteligenckim buncie wolny świat usłyszał dopiero po miesiącu z Gdańska. Pewnie dlatego, że tam było bliżej do okna na świat - żartują dziś uczestnicy lubelskiego strajku.
Komunistyczne imperium zadrżało. Władza, w poczuciu pychy pogubiła się. Na pięć miesięcy przed emeryturą wyrzucono ze stoczni suwnicową Annę Walentynowicz, za to że broniła innych robotników. Natychmiast upomnieli się o nią stoczniowcy. Do żądania przywrócenia do pracy, dołożyli jeszcze tysiąc złotych podwyżki i postawienie tablicy ofiarom Grudnia'70.
Gdyby wówczas stoczniowcy tym się zadowolili, nie byłoby ani "Solidarności", ani wolnej Polski.
Rozpoczął się strajk. 21 postulatów zawisło na stoczniowej bramie. Dzięki masowemu poparciu Polaków nieuczestniczących w strajkach, władze zobaczyły, że mają przeciwko sobie oddolnie organizujące się społeczeństwo. Ludzie poczuli, że są wreszcie u siebie, i co najważniejsze, przestali się bać.

Ręce, które zginały się tylko od siebie
Nie byłoby postulatu 16, gdyby na strajku nie było Aliny Pienkowskiej, pielęgniarki ze stoczniowej przychodni zakładowej. "Uzbierał się spory stos postulatów pracowniczych przesłanych przez komitety strajkowe służby zdrowia z całego kraju. Na szczęście większość była podobna do naszych" - opowiada Barbara Przedwojska-Szwarc, główna autorka legendarnego dziś postulatu. Alina naniosła sama poprawki do treści późniejszego porozumienia. Postrach partyjnej i solidarnościowej nomenklatury, głosik syreny z ogniem smoka wawelskiego - tak wspomina ją Piotr Mierzewski, lekarz, organizator Sekcji Służby Zdrowia "S", późniejszy wiceminister zdrowia, od 10 lat pracownik Departamentu Zdrowia Rady Europy. "Z takimi ludźmi jak Alinka, to jeszcze dziś można byłoby dokonywać wielkich rzeczy" - wspomina ze wzruszeniem Lech Wałęsa. Niektórzy twierdzą, że jako pielęgniarka nosiła w sobie kompleks lekarzy i była wobec nich instynktownie nieufna. "Tak pewnie myślą o niej ci, którzy jej dobrze nie poznali. Alina, jako doświadczona opozycjonistka, przejawiała czujność" - wyjaśnia Władysław Sidorowicz, wrocławski psychiatra, bliski współpracownik Pienkowskiej, późniejszy minister zdrowia. "Alina to był nasz Wałęsa służby zdrowia. Inne sekcje branżowe nie miały takiego przywódcy" - mówi z dumą Elżbieta Seferowicz, lekarka ze Śląska, późniejsza współautorka AWS-owskiej ustawy ubezpieczeniowej. Alina Pienkowska służyła ludziom do ostatnich chwil, zanim śmiertelna choroba nie zabrała jej spośród żyjących. Miała ręce, które zginały się tylko od siebie - wspominają przyjaciele.

Brzoza Aliny
16 sierpnia br. redakcja "Służby Zdrowia" ogłosiła wyniki tegorocznego konkursu o Nagrodę im. Aliny Pienkowskiej. Do nagrody nominowali dziennikarze, a laureatów wybierali czytelnicy. Konkurs wyjątkowy, bo przypadający na rok jubileuszu 25-lecia strajku w Stoczni Gdańskiej oraz Porozumień Sierpniowych. Dlatego przyznano dwie nagrody: za sukcesy i osiągnięcia w ostatnich 12 miesiącach oraz odrębną - za szczególne zasługi w tworzeniu pierwszej "Solidarności" w służbie zdrowia oraz zaangażowanie w naprawę systemu po 1989 r. Wśród nominowanych znaleźli się m.in. Maria Dmochowska, Anna Knysok, Wojciech Maksymowicz, Teresa Kamińska, Olga Krzyżanowska, Grzegorz Opala, Wojciech Kuźmierkiewicz, Halina Sarul, Elżbieta Seferowicz, Piotr Mierzewski, Elżbieta Radziszewska, Zbigniew Religa, Maria Ochman, Jerzy Miller, Marek Balicki i Konstanty Radziwiłł.
Laureaci otrzymali statuetkę przedstawiającą brzozę jako nieodłączny element polskiego krajobrazu. Łączy w sobie smukłość i delikatność z siłą i żywotnością. Alina kochała brzozy - wspomina Aleksandra Gielewska, redaktor naczelna "Służby Zdrowia", świadek tamtych dni "pełnych rozmów i sporów gorących i tych nocy kiepsko przespanych i tych serc mocno bijących".
Jubileuszową nagrodę im. A. Pienkowskiej z okazji 25-lecia NSZZ "Solidarność", "za zaangażowanie w budowę struktur NSZZ "Solidarność" w służbie zdrowia w latach 1980-1981 i stanie wojennym, za wytrwałość w reformowaniu systemu w III RP" przyznano Władysławowi Sidorowiczowi z Wrocławia. Tegorocznym laureatem prestiżowej nagrody został Marek Twardowski (Porozumienie Zielonogórskie) "za twarde i owocne negocjacje z byłym ministrem zdrowia o korzystniejsze kontrakty dla POZ i nieustępliwość w obronie interesów lekarzy pracodawców". Nagroda specjalna "za niezłomność i najwyższe standardy etyczne i lekarskie w całym życiu" przypadła w udziale dr. Markowi Edelmanowi. Dziennikarze zaś swoją nagrodę przyznali Jerzemu Millerowi, prezesowi NFZ.

"Solidarność" nie jedno ma imię
"Solidarności" stuknęło 25 lat. Zbuntowanym trzydziestolatkom z 1980 r. przybyło nie tylko ćwierć wieku, ale czasem i po parę wnuków. "Solidarność" to nie tylko Gdańsk, Warszawa i przy okazji z rzadka wymieniany Lublin. To także Polska powiatowa, gdzie pod strachem i bez wsparcia reflektorów i kamer zachodnich telewizji budziła się z letargu wolna myśl i obywatelska świadomość, nie dekretowana przez żadnego sekretarza partii. To nie tylko funkcyjni i styropianowi, ale zwykli członkowie zrobili "Solidarność" i nią byli. "Solidarność" to także kilka tysięcy lekarzy, którzy wyjechali przymusowo lub świadomie machnęli ręką na ówczesny reżim i rozpoczęli już wtedy własny marsz ku wolności i lepszemu życiu. "Tu, w Colorado, ciepło wspominam "Solidarność", ale niedługo nie będę miał o niej z kim pogadać. Jedyna córka wyszła już za mąż i mieszka na Hawajach" - mówi nasz czytelnik Waldemar Wesołowski, lekarz z Denver, który z więzienia w 1983 r. z biletem w jedną stronę opuścił Polskę. Anestezjolog z Warszawy Michał Rumeld nigdy nie myślał o wyjeździe z Polski. Aż do 13 grudnia, kiedy prysły jego marzenia i złudzenia. Wyruszył do Ameryki, ale w końcu osiadł w Herne w niemieckim okręgu Ruhry. Dziś czuje się Europejczykiem. Nie on jeden zresztą.
Z Danką B., która ostro udzielała się w komisji zakładowej jednego ze śląskich szpitali, nie udało nam się porozmawiać o pierwszej "Solidarności". Jej imię i nazwisko cała Polska obejrzała sobie w Internecie na tzw. liście Wildsteina. Nie wiadomo, czy to ta sama osoba. Danka mieszka od dwudziestu lat w Belgii i twierdzi, że status pokrzywdzonej przez reżim nie jest jej tam do niczego potrzebny.
"Solidarność" to również rozczarowani, nie tylko tym, że w porę nie załatwili sobie miejsca przy nowym korycie. Mają żal, że "S" w zamian za poparcie swoich szczytnych idei obiecywała godne pobory i emerytury, powstanie z kolan i powszechny egalitaryzm. "Daliśmy się nabrać na te obiecanki jak Murzyni na perkal i paciorki, dziś po 52 latach pracy zostałem z okradzioną emeryturą" - pisze w liście do "Gazety Lekarskiej" Janusz Cyfrowicz z Kamionki (woj. lubelskie). Nie każdy, kto dziś narzeka pamięta, że "Solidarność" nie obiecywała, lecz domagała się.
Jeszcze ostrzejszy jest pewien okulista z Podkarpacia, który twierdzi, że z 21 postulatów zrealizowano tylko jeden. W radiu jest nadawana msza. A wolności też nie ma? - pytam nieśmiało. "Nie ma wprawdzie państwowej cenzury, ale jest za to cenzura właścicieli pism, stacji radiowych czy też redaktorów naczelnych" - broni się dzielnie nasz czytelnik, przekonany, że z takimi poglądami na nasze łamy się nie dostanie. Za to wybiera się do parlamentu z listy "Samoobrony".
Co piąty Polak jednym tchem jako największe niepowodzenie "Solidarności" wymienia aktualny krach ochrony zdrowia.
Ale są i zadowoleni. Janusz B. jest dzisiaj właścicielem świetnie prosperującej spółki lekarsko-dentystycznej w Wielkopolsce. Twierdzi, że "Solidarności" nigdy nie kojarzył z żadnym związkiem zawodowym, lecz ruchem społecznym, który przyniósł Polsce wolność. Nie żałował koleżeńskiej składki na internowanych lekarzy. Dziś nie pcha się na listy wyborcze. Związek zawodowy też nie jest mu do niczego potrzebny. "To właśnie dzięki "Solidarności" mam satysfakcję z pracy na swoim, a nie latam, tak jak kiedyś, z posady na posadę". Pamiętajmy, że praca w społecznej służbie zdrowia była obowiązkiem. Bez zatrudnienia nie można było praktykować prywatnie - wyjaśnia Andrzej Fortuna, lekarz dentysta z Naczelnej Rady Lekarskiej.
"Moi rodzice do dziś opowiadają o nocnych Polaków rozmowach przy zasłoniętych oknach" - opowiada Tomek, urodzony w 1981 r., który za rok kończy medycynę. ""Solidarność" to coś, co działo się pomiędzy Polakami. Zrozumiałem to niedawno, gdy cała Warszawa chodziła w pomarańczowych szalikach i później, gdy paliliśmy znicze dla Papieża. Po raz pierwszy zobaczyłem Polaków naprawdę razem".
W środowisku służby zdrowia zagubiła się solidarność - pisze Jagoda Greger w Biuletynie Sekcji Służby Zdrowia Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność". Teraz jest bezpiecznie, aktywność niczym nie grozi, więc górę wzięły własne interesy, często grupowe. Motywacje aktywności są pospolite: władza i pieniądze. Może dlatego NSZZ "Solidarność" służby zdrowia jest mniej skuteczna, może trzeba zmienić filozofię działania i metody postępowania - tylko czy wtedy będziemy jeszcze tą samą "Solidarnością" z roku 1980? - zastanawia się J. Greger. A zdrowie? Ciągle czeka w kolejce i ciągle jest szesnaste.

Marek Stankiewicz


Jagoda Greger: Czy jesteśmy jeszcze tą samą "Solidarnością"?


Postulat 16

"Poprawić warunki pracy Służby Zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym."

Uznano za niezbędne natychmiastowe zwiększenie mocy wykonawczych na inwestycje Służby Zdrowia, poprawę zaopatrzenia w leki drogą dodatkowego importu surowców, podwyżki płac wszystkich pracowników Służby Zdrowia (zmiana siatki płac pielęgniarek) oraz pilne przygotowanie programów rządowego i resortowego dla poprawienia stanu zdrowia społeczeństwa. Inne kierunki działania w tym zakresie zawarte są w załączniku.

Załącznik do postulatu 16
  1. Wprowadzić w życie "Kartę Praw Pracownika Służby Zdrowia".
  2. Zapewnić w sprzedaży odpowiednią ilość bawełnianej odzieży ochronnej.
  3. Za odzież roboczą wypłacać ekwiwalent z puli kosztów rzeczowych.
  4. Zabezpieczyć fundusze płac w sposób umożliwiający przyznanie odpowiednich dodatków wszystkim wyróżniającym się w pracy - zgodnie z obowiązującymi teoretycznie możliwościami.
  5. Ustalić wzrastające dodatki za wysługę lat po kolejnych 25 i 30 latach pracy.
  6. Ustalić dodatek za pracę w warunkach szkodliwych lub uciążliwych dla zdrowia, wprowadzić dodatek za pracę zmianową dla pracowników niemedycznych.
  7. Przywrócić dodatek za pracę z chorymi zakaźnie lub zakaźnym materiałem biologicznym, podnieść płacę za dyżury nocne pielęgniarskie.
  8. Uznać schorzenia kręgosłupa za chorobę zawodową stomatologów.
  9. Przydzielać opał dobrej jakości dla szpitali i żłobków.
  10. Wyrównać dodatki za wysługę lat dla pielęgniarek nie mających pełnego średniego wykształcenia do poziomu pielęgniarek dyplomowanych.
  11. Wprowadzić dla wszystkich pracowników fachowych siedmiogodzinny dzień pracy.
  12. Wprowadzić wolne soboty bez odpracowywania.
  13. Dyżury niedzielne i świąteczne opłacać ze zwyżką 100%.
  14. Bezpłatne leki dla pracowników Służby Zdrowia.
  15. Umożliwić częściowy zwrot pożyczki mieszkaniowej z funduszu socjalnego.
  16. Zwiększyć limit mieszkań dla pracowników Służby Zdrowia.
  17. Samotnym pielęgniarkom umożliwić przydział mieszkań.
  18. Fundusz nagród zamienić na trzynastą pensję.
  19. Po 20 latach pracy w Służbie Zdrowia zapewnić urlop sześciotygodniowy oraz umożliwić otrzymanie płatnego rocznego urlopu na poprawę zdrowia jak nauczyciele.
  20. Zapewnić płatne urlopy doktoryzującym się w wymiarze 4 tygodni, a specjalizującym się - 2 tygodni.
  21. Zapewnić pełne prawo do dnia wolnego po dyżurach lekarskich.
  22. 5-godzinny czas pracy dla pracowników żłobków (jak w przedszkolach) oraz bezpłatne wyżywienie.
  23. Wprowadzić przydziały samochodów dla pracowników podstawowej opieki zdrowotnej i zasadę limitu kilometrów lub ryczałtu na przejazdy służbowe.
  24. Pielęgniarki z wyższym wykształceniem uznać i opłacać jak inny personel z wyższym wykształceniem.
  25. Powołać wyspecjalizowane ekipy remontowe w ZOZ-ach, aby uchronić obiekty Służby Zdrowia przed dalszą dekapitalizacją.
  26. Podnieść normy na leki na 1 leczonego w szpitalu z 1138 zł na 2700 zł, bo taki jest rzeczywisty koszt leczenia oraz stawki na żywienie.
  27. Ustalić talony żywnościowe dla chorych obłożnie.
  28. Zwiększyć liczebność taboru sanitarnego dwukrotnie - bo taka jest realna potrzeba już dziś.
  29. Zapewnić czystość powietrza, gleby i wód - zwłaszcza morskich przybrzeżnych.
  30. Równolegle z oddawaniem do użytku nowych osiedli mieszkaniowych oddawać mieszkańcom do użytku przychodnie.

Gazeta Lekarska 2005-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04