|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2005 Gazety Lekarskiej Numer 2005-06 Doping, doping, doping...
W Polsce mogą wkrótce pojawić się profesorowie lub docenci, którzy bez ryzyka naruszenia etyki zawodowej każdemu, nawet nie sportowcowi, będą mogli wydać opinię o naturalnym pochodzeniu obecnego w ich organizmie nandrolonu Druga już afera związana z podejrzeniem stosowania dopingu przez ciężarowca Szymona Kołeckiego ucichła i przeszła do historii. Komisja Dyscyplinarna Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów podtrzymała decyzję, by odstąpić od nałożenia na zawodnika należnej kary. Wg działaczy sportowych przekroczenie uznanych norm było po prostu za małe i mogło wynikać z innych okoliczności.Sprawa ta zawiera jednak nowe elementy, na które warto zwrócić uwagę, bo zapewne spotkamy się z nimi w przyszłości. Po pierwsze, należy zwrócić uwagę, iż podejrzany zawodnik już nie ubolewał nad swoją niesprawiedliwie pokalaną niewinnością, tylko zgodnie z zasadą, iż najlepszą obroną jest atak, groził powództwami sądowymi wszystkim, którzy twierdziliby, iż nandrolon stwierdzony w jego organizmie jest wynikiem dopingu. Postawę Kołeckiego najlepiej ilustruje jedna z jego wypowiedzi: "Nikt mi nie udowodnił, że świadomie brałem niedozwolone środki. Muszą mnie uniewinnić. A jeśli ktoś będzie coś kombinował, to sprawa trafi do sądu, i to najlepiej międzynarodowego, bo wtedy będzie większe odszkodowanie". Na tym polu Szymon Kołecki wydaje się w Polsce, ale nie na świecie, prekursorem. Tego typu agresywna postawa rozwinęła się w związku z licznymi dowodami stosowania nielegalnego wspomagania głównie w USA. Zawodnicy podejrzani o doping grożą wszystkim wypowiadającym się na ten temat procesami sądowymi o wielomilionowe odszkodowania, co bardzo odpowiada ich adwokatom. Gdyby to postępowanie przyjęło się wśród innych polskich zawodników, wspartych aktywnością przedstawicieli palestry, to ryzyko procesów byłoby dodatkowym czynnikiem zamykającym usta osobom wypowiadającym się o problemie dopingu. Już teraz, wiedząc jak funkcjonują polskie sądy, ludzie unikają ich jak ognia, nie chcąc być nawet świadkami w banalnych sprawach. Amerykański model reakcji na podejrzenie o doping jednak nie zakorzenił się głęboko w tym kraju. W ubiegłym roku Amerykanie zniszczyli kariery sportowe swoich wspaniałych gwiazdorów-oszustów (Marion Jones i Tima Montgomery'ego), choć u nikogo z tej dwójki nie stwierdzono pozytywnego wyniku kontroli antydopingowej. To imponujący postęp w tej materii. Wyrokowano na podstawie odpowiednio poważnych poszlak. Drugą nowością tej afery jest pojawienie się opinii tzw. niezależnego biegłego. Warto podać kilka faktów, bo i w Polsce mogą pojawić się profesorowie lub docenci, którzy bez ryzyka dla etyki zawodowej każdemu, nawet niesportowcowi, będą mogli wydać, oczywiście nieodpłatnie, opinię o naturalnym pochodzeniu obecnego w ich organizmie nandrolonu. Takie opinie będą pojawiać się częściej, gdy sprawy dopingu zaczną wzorem innych krajów (USA) nowe życie w sądach powszechnych. Już od kilku lat pojawiają się w literaturze fachowej informacje, że metabolity nandrolonu mogą wystąpić u człowieka w wyniku zaistnienia zupełnie niewinnych okoliczności, takich jak przyjmowanie dozwolonych odżywek, stosowanie niektórych rodzajów diet, o pobieraniu leków nie wspominając. Nawet wysiłek fizyczny ma samoistnie przyczyniać się do wzrostu ich poziomu w organizmie, nie przekraczając jednak tzw. normy. Niektórzy autorzy twierdzą, że ok. 10 % badanych osób nie stosujących dopingu może mieć podwyższony do 2 ng/ ml (ale nie więcej) poziom metabolitów nandrolonu (górna granica normy mężczyzn). Odpowiednia ich interpretacja może być podstawą każdej ekspertyzy "wydanej na podstawie akt", tj. w oparciu o dostarczone dane. Taki biegły nie dysponuje żadnymi nowymi, obiektywnymi badaniami (ani też ich nie zleca), a jedynie faktami, które mu przedstawiają osoby zainteresowane określonym wynikiem opinii. Swobodna manipulacja intelektualna wsparta odpowiednią wiedzą doprowadza do korzystnych dla zawodnika, jednakże wysoce teoretycznych wniosków końcowych, których głównym celem jest prezentacja wątpliwości. A tego oczekują działacze sportowi i podejrzewany zawodnik. Wątpliwości rozstrzyga się na jego korzyść. Badania te są szczególnie przydatne w obronie sportowców, którzy mają stosunkowo niewielkie przekroczenie uznanych obecnie norm. Dziwi jednak, iż nigdy w przeszłości żadnemu z zawodników podejrzanych o doping nie wpadło do głowy, by w takiej sytuacji natychmiast po otrzymaniu pozytywnego wyniku kontroli antydopingowej poddać się specjalistycznym badaniom w ośrodku medycznym nie związanym ze sportem. Współczesna medycyna dysponuje szerokim wachlarzem badań, które mogą jednoznacznie wykluczyć lub potwierdzić doping, szczególnie nandrolonem. W ten sposób można by przynajmniej uratować honor, o którym tak często się w tego typu sprawach mówi. Wówczas i opinia biegłego, posiłkującego się dostarczonymi mu wynikami badań, miałaby inny wydźwięk. Kontrole antydopingowe możliwości mają dużo mniejsze - z reguły badana jest nie krew, tylko mocz (najgorszy materiał do badań). Nandrolon po podaniu do organizmu domięśniowo wchłania się powoli. Jego metabolizm jest sprawą wybitnie indywidualną - w dużym stopniu uwarunkowaną genetycznie. O tym jakie będzie jego stężenie w momencie kontroli antydopingowej decydują m.in. obciążenia treningowe, ogólna kondycja, przebycie np. stanów gorączkowych, przyjmowanie leków czy preparatów wspomagających, rodzaj diety itp. Wiele zależy od czasu, który upłynął od momentu podania preparatu. Dlatego zawodnicy, którzy stosują doping anaboliczno-androgenny, znikają na dłuższy lub krótszy okres ("trenują indywidualnie") lub nie stawiają się na badania z przyczyn obiektywnych (nie wiedzieli, nie mogli itd.). W ten sposób zyskują cenny czas. Stosując np. nandrolon i nie umiejąc uwzględnić wpływu różnych czynników można się łatwo przeliczyć, co niektórym się zdarzało (w roku 2003 w Polsce tylko u 11 sportowców wykryto doping androgenno-anaboliczny, w 5 przypadkach był to nandrolon). Jeszcze sprawa odżywek. Przed kilku laty pojawiły się w prasie specjalistycznej pierwsze doniesienia, iż niektóre preparaty dozwolone we wspomaganiu farmakologicznym mogą zawierać związki anaboliczne lub też nie zawierać w ogóle substancji czynnych. Problem obecności zanieczyszczeń produktów stosowanych w legalnym wspomaganiu jest poważnym zagadnieniem, ale dotyczy przede wszystkim preparatów mało znanych firm, z niepewnych, pokątnych źródeł. Jak wykazały niektóre badania, legalne suplementy żywnościowe zawierały np. prohormony nandrolonu w stężeniu mniejszym niż 1 ug/g. Ponieważ zalecana dawka dzienna to 50g (w praktyce znacznie więcej), to w istocie istnieje ryzyko wystąpienia pozytywnych wyników kontroli w badaniach antydopingowych. (Geyer i wsp, Int J Sports Med., 2004). Już w 2001 r. na seminarium zorganizowanym przez PKOl poinformowano o badaniach, również polskich, wykazujących, iż w niektórych odżywkach stwierdzono zanieczyszczenia mogące powodować pozytywne wyniki kontroli antydopingowej. Nie podano jednak o jakie to suplementy chodzi i jakich producentów. Prawdopodobnie nie były to wyniki na tyle mocne, by rzucić rękawicę producentom badanych odżywek. Może lęk przed procesami albo specjaliści uznali, iż w rzeczywistości sprawa jest trochę naciągana i marginalna. Jedyną reakcją było zalecenie stosowania produktów określonych, renomowanych firm. W tak wykreowanej rzeczywistości bardzo łatwo powoływać się na odżywki i suplementy żywnościowe jako przyczyny pozytywnych wyników kontroli antydopingowej. Można to jeszcze wesprzeć odpowiednio dobranymi publikacjami. Zaskakujące, że nikt z podejrzanych o doping i ich opiekunów nie pomyślał, by pozostawić nieco przyjmowanych preparatów do ewentualnych badań i wskazania, iż to produkt konkretnej firmy zaszkodził zawodnikowi. Podobnie wysoce wątpliwa jest sprawa wpływu diety na wyniki kontroli antydopingowej. Natomiast niektóre leki w istocie mogą dać pozytywny wynik badań antydopingowych. Szkoda jednak, że badani sportowcy z reguły nie podają od razu, jak to mają w obowiązku, jakie stosowali lekarstwa. Inna sprawa czy zawodnik, który jest schorowany i ma jeszcze być operowany, np. w zakresie kręgosłupa, może uprawiać np. podnoszenie ciężarów. Próba jakiegokolwiek racjonalnego, opartego na podstawowej wiedzy akademickiej poruszania się w problematyce dopingu może u osoby mało odpornej psychicznie doprowadzić do głębokiej frustracji. No bo jak wiedza medyczna, farmakologiczna czy endokrynologiczna może wytłumaczyć fakt, iż trzech kolegów Szymona Kołeckiego miało w jednych badaniach stosunek testosteronu do epitestosteronu odpowiednio 10, 20, 30 (olbrzymie przekroczenie normy), a tydzień później wyniki kontrolne były już prawidłowe. Albo jak zrozumieć, iż zawodnicy, u których stwierdzono doping, w ponownych badaniach kontrolnych na własne żądanie dopingu już nie wykazywali, ale mieli ciężar właściwy moczu wody, czyli jak osoby z moczówką prostą? Marek Mędraś "Medium", 4/05 Autor jest profesorem w Akademii Medycznej i Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, członkiem Komisji Medycznej Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Gazeta Lekarska 2005-06 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04