Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2005 Gazety Lekarskiej  Numer 2005-06  Ciężkie życie prawdy 

Medycyna nie jest w tak jednoznacznej sytuacji jak logika lub matematyka, które wyraźnie odróżniają od siebie dwa przeciwstawne pojęcia: prawdę i fałsz.

We wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności, nie wyłączając medycyny, spotykamy wiele osób tytułujących się jedynymi depozytariuszami tego cennego i poszukiwanego dobra filozoficzno-matematycznego.

Wiosenne wydanie jednego z internetowych czasopism przyniosło dyskusję na temat prawdomówności w medycynie. Wśród przedstawionych tekstów przeważały eseje pochodzące z akademickich ośrodków filozoficznych zajmujących się etyką.
Przecierając oczy ze zdumieniem czytałam, że lekarze narzucają pacjentom przymus niedostatku prawdy.
Dyskusja w dużej mierze ograniczona była do sprawy udzielania szczegółowych informacji o nieuleczalności ciężkich chorób lub szans na przeżycie. Złożony i dynamiczny proces rozmowy z pacjentem oraz sposób informacji o chorobie zostały zredukowane do kategorii specyficznego prawa obywatelskiego do wiedzy ograniczonej wyobraźnią filozoficzną, funkcjonującą w dwubiegunowej logice "prawda-fałsz". Medycynie jednak bardziej dolegają inne przypadłości, które określiłabym klientelizacją i demokratyzacją. Przypadłości te ingerują w powstawanie zaufania będącego fundamentem, na którym zawsze powinny być oparte relacje między pacjentem i lekarzem.

Klientelizacja
W codziennej praktyce ambulatoryjnej, będącej najpowszechniejszą formą pracy lekarzy, zainteresowanie pacjentów koncentruje się jednak nie na chęci poznania granicy między prawdą i fałszem, lecz gdzie indziej. W leczeniu schorzeń przewlekłych, będących najczęstszą przyczyną wizyt w naszych gabinetach, głównym punktem zainteresowania pacjentów są aspekty ekonomiczne procesu leczniczego. Medycynę prywatną coraz bardziej przenika zasada "płacę i wymagam", a jej ubezpieczalnianą odmianą jest postawa "płacę składki i należy mi się".
Dokonująca się we współczesnych czasach klientelizacja medycyny jest oczywistym zjawiskiem dla menedżera. Jednakże lekarz w tym procesie odnajdzie więcej obcych mu intelektualnie i emocjonalnie elementów niż tych, które może zaakceptować. Apetyty konsumpcyjne klienta bywają niepohamowane i irracjonalne. Niedawno zgłosił się do mnie pacjent przygotowujący się do planowego zabiegu z zakresu chirurgii estetycznej, z kompletem szczepień przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby, mający potwierdzone badaniem analitycznym odpowiednie miano przeciwciał. Oczekiwał, że wypiszę mu receptę na czwartą dawkę szczepionki. Na pytanie, dlaczego prosi o niepotrzebną receptę odrzekł z rozbrajającą szczerością: "Jak więcej tej szczepionki przyjmę, to będę bezpieczniejszy..." Medycyna objawiła się owemu pacjentowi jak specyficzny supermarket, w którym o dostępie do dóbr decyduje zasobność portfela i nieskrępowany wybór.
Analizując wspomnianą debatę filozofów, zastanowiłam się, czy w ramach propagowanego prawa do prawdy należy rozszerzyć obszary informacji. Czy np. powinnam informować pacjenta wyrażającego chęć zamiany leku oryginalnego na odtwórczy o różnicach w procesie rejestracji, znanych mi odrębnościach biodostępności w działaniu poszczególnych farmaceutyków? Wszyscy wiemy, że są przepisy uprawniające pacjenta do dokonania wyboru preparatu spośród grupy farmaceutyków o tej samej nazwie chemicznej. W aptekach widzimy plakaty informujące pacjenta o możliwości poczynienia oszczędności finansowych na zdrowiu. Jednakże zastanawiające jest, że nie powstały ani przepisy, ani plakaty uświadamiające, że lekarz nie ponosi odpowiedzialności za efekty terapii, w której zostały dokonane zmiany przez osoby postronne.
Wybiegając wyobraźnią w przyszłość, zobaczyłam wielostronicowe druczki, które po uwiarygodnieniu naszymi peselami podpisuję jednocześnie z pacjentem poświadczając, że została mu dostarczona należna ustawowo dawka prawdy. Miejmy jednak nadzieję, że to tylko czarny scenariusz, a nie prorocza wizja...

Demokratyzacja
W coraz większych obszarach sztuki medycznej towarzyszą nam przedstawiciele innych zawodów. Dokonuje się osobliwa demokratyzacja medycyny, w wyniku której nieomal każdego dnia czytamy o swoistych głosowaniach nad tym, jak powinniśmy postępować. Jedynym obszarem, który współczesny świat zostawia lekarzom na wyłączność, jest odpowiedzialność za podjęte decyzje.
Czy jednak zawsze są to nasze decyzje? Czy demokracja jest na tyle uniwersalna i nie dająca się zastąpić innym systemem wartości, że powinna zagościć w medycynie równie szeroko co w polityce? Czy medycyna określana mianem paternalistycznej powinna wstydliwie wycofywać się ze sceny publicznej, uprzejmie ustępując miejsca lansowanej współcześnie tzw. medycynie partnerskiej?
Czy owa demokratyzacja medycyny jest dobra? Jakie korzyści odnoszą z niej pacjenci, lekarze lub system ochrony zdrowia? Czy jako lekarze powinniśmy godzić się na wszystko, czy raczej przechodzić obojętnie nad kolejnymi "dobrymi radami" i robić swoje? Jaki wpływ na warunki naszej praktyki lekarskiej mają płynące zewsząd sugestie o tym, co powinniśmy robić, a nawet jak rozmawiać z pacjentem?
Nie wszystkie dziedziny życia odnoszą się do pojęcia prawdomówność z jednakową miarą. Identyczne rozumienie semantyki słowa prawdomówność przez przedstawicieli procesu sądowego, w laboratorium naukowym, gabinecie lekarskim, na sali wykładowej czy wreszcie na łamach wysokonakładowej gazety dla czytelnika masowego wydaje się niemożliwe.

Zaufanie
Czas zmienia wiele sądów, w tym również medycznych. To, co dziś jest prawdą w medycynie, jutro może być prawdą nieaktualną. Medycyna nie jest w tak jednoznacznej sytuacji jak logika lub matematyka, odróżniająca dwa przeciwstawne i wyraźnie odgraniczone pojęcia: prawda i fałsz. Nie wydaje mi się, aby wczorajszą prawdę medyczną można było nazywać fałszem, ale z pewnością matematyka tak by tę sytuację zdefiniowała. Jako lekarze użyjemy raczej określenia "historyczny pogląd medyczny". Nikt nie ma pewności, że z przekazu uznawanego dziś za prawdę wyniknie jutro coś lepszego dla pacjenta.
Niewątpliwie ważne jest, jakich słów używamy w rozmowie z pacjentem. Na ten istotny aspekt zwraca uwagę profesor Halina Nowosad w eseju "Rozważania o sztuce medycznej" ("Medycyna Rodzinna" 2003). Pacjent zawsze chce wiedzieć jakie są zamierzenia lekarza i co one mają na celu (...). Nie należy oszczędzać słów. Trzeba tylko pamiętać o tym, że są w medycynie słowa dobre i złe na określenie tej samej sytuacji. Zawsze trzeba wybierać te dobre. (...) Wiadomość niepomyślna, jeżeli jest już konieczne jej przekazanie, powinna być połączona z umotywowaną wersją pomyślnego przebiegu. Mimo że rozmowa nie ratuje życia bezpośrednio, to przecież toruje drogę mądrym decyzjom (...)."
Waga słów, jakich używamy w rozmowie z pacjentami bez wątpienia jest nie do przecenienia. Nie jest ważne jak zostaną owe słowa zakwalifikowane przez postronne dla procesu leczenia osoby ani też jaki będzie ich status w kategoriach filozoficznych. Zawsze powinniśmy pamiętać, że nasz zawód wykonujemy wyłącznie osobiście i bez jakichkolwiek pośredników. Z tego osobistego wykonywania zawodu, nie dającego się przenieść na innych, rodzi się owa szczególna więź między lekarzem i pacjentem, określana mianem zaufania. Powinniśmy być świadomi, że jest to ciągle obok wiedzy i doświadczenia nasz najważniejszy lekarski kapitał.
Wszystko, co jest dobrem wysokiej wartości, powinno być chronione z najwyższą starannością. Pamiętajmy o tym, że nie tylko budowa, ale i ochrona zaufania, jakim obdarza nas pacjent w procesie leczenia, jest naszym ważnym, codziennym obowiązkiem.


Krystyna Knypl

krystyna.knypl@compi.net.pl


fot. Marek Stankiewicz


Gazeta Lekarska 2005-06 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04