|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej Numer 2004-10 Kontakty z rodziną chorego - Trudności lekarzy
Lekarz zawodowo spotyka się z rodziną chorego w związku z chorobą jednego z członków tej konkretnej rodziny. Chory człowiek jest tą osobą z racji której lekarz i rodzina, dotąd obcy sobie i nieznani ludzie, spotykają się ze sobą, rozmawiają, wzajemnie od siebie czegoś oczekują. Pierwszorzędnym celem spotkań lekarza z rodziną chorego winno być dobro tegoż chorego i możliwie najlepsza pomoc dla niego.Z funkcji lekarza wynika, że to właśnie on jest odpowiedzialny za wszystkie działania podejmowane wobec chorego. W zespole leczącym to lekarz pełni funkcję kierowniczą, ale w gronie osób skupionych wokół chorego każdy ma do spełnienia specyficzne dla siebie, niezastąpione zadanie. Również rola pacjenta nie jest rolą bierną, nie jest samym oczekiwaniem, proszeniem i przyjmowaniem. Zgodnie z personalistycznym pojmowaniem zadań poszczególnych osób zaangażowanych w postępowanie lecznicze, chory człowiek ma być świadomym uczestnikiem tego postępowania. Chory człowiek jest osobą, a więc przysługują mu wszystkie prawa człowieka. Ma prawo przede wszystkim wiedzieć, co dzieje się z jego zdrowiem; ma prawo rozumieć, na miarę swoich możliwości, w czym tkwi zasadniczy problem leczniczy i jakie jest rokowanie w chorobie; ma prawo świadomie wyrażać zgodę na proponowane działania, jak również ewentualnie świadomie nie godzić się na określone leczenie. Ponieważ prawa człowieka są sprzężone zwrotnie z obowiązkami, człowiek chory znając i rozumiejąc własną sytuację zdrowotną, winien świadomie przyjąć przypadającą na niego część obowiązków. Pierwszym z nich jest współpraca w leczeniu i stosowanie się do wskazań lekarskich. Człowiek chory z reguły ma jakąś rodzinę. Nie mają jej ci, którzy byli jedynakami, a ich krewni już nie żyją, są nimi ci, którzy są porzuconymi dziećmi czy rodzicami, wreszcie ci, którzy sami zerwali, albo zniszczyli więzi rodzinne. Wszystko, co dotyczy człowieka chorego, zwłaszcza jego zdrowia i życia, dotyka w jakiś sposób i jego rodzinę, wspólnotę, której jest członkiem. Chory przecież jako człowiek pełni określone funkcje rodzinno-społeczne. Jest rodzicem, dzieckiem, krewnym, powinowatym. Przywrócenie mu zdrowia jest rękojmią przywrócenia stanu życia rodzinnego sprzed choroby. Śmierć chorego całkowicie rewolucjonizuje dotychczasowe życie rodzinne. Pozostałe kalectwo bądź choroba przewlekła wymusza całkowite przeorganizowanie dotychczasowego życia wszystkich członków rodziny. Wszystko, co zostało powyżej powiedziane, wskazuje na to, że obok chorego, który jest pierwszorzędnym podmiotem troski i działań lekarza, również jego rodzina mieści się w obszarze działań lekarskich, na co studia medyczne nie zwracają uwagi. Prawdę tę pokazuje lekarzowi życie i ono zmusza go do praktycznych kontaktów z rodziną chorego. Sposób kontaktowania się lekarzy z członkami rodziny chorego bywa bardzo różny i zawsze zależy od zasadniczej postawy lekarza wobec chorego jako osoby. Postawy te bywają niezwykle różnorodne. Najogólniej rzecz ujmując można mówić, że część lekarzy podejmuje trud dialogu z rodziną chorego, część traktuje kontakty z rodziną zupełnie marginalnie, a cała reszta z różnym skutkiem boryka się z trudnościami, jakie niewątpliwie rodzą się na styku lekarz - rodzina chorego, co zresztą stwarza analogiczne trudności członkom tych rodzin. Próby dialogu Lekarze, którzy otrzymali właściwe wychowanie rodzinne, których nauczyciele zawodu byli humanistami i którzy starają się być uczciwi wobec siebie i innych, widzą potrzebę nawiązania i utrzymania dialogu z rodziną chorego Już samo przyjęcie do wiadomości i zaakceptowanie trudnej prawdy związanej ze stanem zdrowia bądź złym rokowaniem jest dla chorego znacznie łatwiejsze, jeśli wspiera go w tym kochająca i współodpowiedzialna rodzina. Decyzje o zgodzie na proponowane trudne leczenie, wybór bądź poszukiwanie placówki medycznej, w której można liczyć na właściwą pomoc, chory z reguły podejmuje dopiero po naradzie z rodziną. Najtrudniejszą prawdę - o nieuchronności kalectwa bądź rychłej śmierci - człowiek chory zwykle chce dzielić z najbliższymi sobie ludźmi. Lekarz więc, który pierwszy poznaje całą prawdę o zdrowiu chorego, winien sam podjąć próbę kontaktu i dialogu z rodziną, aby przekazać jej tę prawdę oraz zmobilizować do czynnej pomocy choremu. Odzew rodziny na zainicjonowaną przez lekarza próbę dialogu bywa różny. Z reguły rodzina jest zaskoczona samą chorobą, a tym bardziej złym rokowaniem, niezależnie od wieku chorego i wcześniejszego stanu zdrowia. Ponadto troskliwa rodzina zwykle oczekuje, choćby podświadomie, cudu uzdrowienia swego chorego. Przekazywanie więc członkom rodziny rzeczowej informacji o trudach i nieubłaganych faktach, jest obiektywnie bardzo trudne. Wymaga od lekarza głębokiej kultury, taktu, oględności i pełnej wierności prawdzie. Niepoważne jest, gdy lekarz informując o złym rokowaniu "daje" choremu określony czas przeżycia. Lekarz nie jest prorokiem znającym przyszłość, może więc mówić jedynie o prawdopodobieństwie, o danych statystycznych, ale nigdy o faktycznym czasie przeżycia konkretnego chorego. Jeszcze trudniejsze jest przekazanie rodzinie chorego prawdy, że w sytuacji ciężkiej choroby, a jeszcze bardziej w sytuacji umierania chorego, na członkach rodziny spoczywają określone powinności wobec chorego czy umierającego. Rodzina powinna podtrzymywać nadzieję swego członka, współpracować w procesie leczenia, współdziałać w niesieniu mu ulgi, przygotować siebie i chorego bądź na ostateczne przejście, bądź też do życia w kalectwie lub stanie przewlekłej choroby. Tymczasem ogromna część rodzin uważa, że oddając chorego do szpitala spełniła zasadniczy obowiązek wobec niego. Członkowie rodziny względnie często rozszerzają sobie ten obowiązek jeszcze o odwiedzenie chorego i donoszenie mu jedzenia. Całą resztę spodziewają się uzyskać od lekarza i od placówki służby zdrowia; najchętniej wyzdrowienie, ale i pozytywne załatwienie możliwych do uzyskania świadczeń, a w razie nieuleczalności bądź bliskiego stanu terminalnego dozgonną opiekę. Część rodzin, choć z trudem, godzi się z niespodziewaną rzeczywistością i podejmuje wysiłki, by sprostać nowym zadaniom. Część zajmuje a priori postawę roszczeniową domagając się wszystkiego, co jest teoretycznie możliwe w medycynie i w życiu społecznym, a ponadto grożąc ministrem, prasą, telewizją, prokuratorem. Coraz częściej taką postawę demonstrują ludzie zamożni, młodzi, kreatywni. Dialog z nimi nie ma szans powodzenia. W efekcie końcowym cierpi chory, a i lekarz doznaje poważnego urazu psychicznego. Zepchnięcie rodziny chorego na margines Część lekarzy kontakty z rodziną traktuje marginalnie. Mogą być oni nawet kompetentnymi fachowcami, posiadać stopnie naukowe aż do profesorskich, lecz w swoim zawodzie nie przewidują czasu dla rodziny chorego. Źle świadczy o placówce, jeśli jej kierownik nie zorganizował zwyczajnej możliwości kontaktowania się z nim rodzin w określonym czasie i miejscu. Duża ilość obowiązków wystarczająco usprawiedliwi udzielanie informacji nie codziennie, lecz w określone dni tygodnia. Nie ma natomiast usprawiedliwienia dla informacji rzucanych tonem łaskawcy na korytarzu, na schodach czy w windzie, a tym bardziej dla odmowy informacji. Takie traktowanie rodzin, poza wyrządzoną im krzywdą, uwłacza godności lekarza. Nieumiejętność kontaktów z rodzinami chorych Chyba większość lekarzy wie, że trzeba rozmawiać z rodzinami chorych i robi to, ale w sposób daleki od doskonałości i bez wyciągania wniosków dla siebie po przeprowadzonych rozmowach. Znaczna ilość skarg na lekarzy, jakie wpływają do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, ma swoje źródło w niewłaściwym stosunku lekarzy do członków rodziny chorego. Nie będę szerzej rozwijać bolesnego tematu, że dla niektórych lekarzy spotkanie z rodziną jest sposobnością do wyegzekwowania nienależnych świadczeń finansowych. Niektórzy lekarze podejmują z rodziną rozmowę o chorym bez przygotowania się do niej (nie znają wyników badań, mylą chorych). Znaczna część lekarzy nie zadaje sobie trudu, by objaśnić problem medyczny językiem przystępnym i zrozumiałym dla rozmówców, a tym bardziej, by wysłuchać wątpliwości i niepokojów interlokutorów. Oczywiście i rodziny traktują bardzo różnie rozmowę z lekarzem i udzielane informacje. Niektóre przychodzą po to, by podyktować lekarzowi, co ma robić, bo ich znajomy w podobnej sytuacji miał robione to i to; bo w telewizji usłyszeli, że w takiej chorobie można dziś podjąć określone działanie; bo mają krewnego lekarza w innym mieście, który pewnie zadzwoni itp. Uzyskanie porozumienia z takimi rodzinami jest możliwe, choć wymaga wiele cierpliwości i wyrozumiałości. Niektórzy członkowie rodziny przypisują sobie wiedzę medyczną, której nie posiadają i czują się upoważnieni do podważania zasadności stosowanego leczenia, o które pytali. Pamiętam pewnego siostrzeńca, który podawał się za farmaceutę (był ślusarzem) i kwestionował stosowane u wuja sterydy w leczeniu tocznia układowego, bo "sterydy nie są obojętne dla zdrowia". Taki człowiek podrywa zaufanie swego chorego do lekarza, ale z propozycji zmiany placówki nie skorzysta. Ten typ postaw rodzin jest efektem naiwnej i nieodpowiedzialnej akcji "szkoleń" zdrowotnych prowadzonych w środkach masowego przekazu. Analizując problem kontaktów lekarza z rodziną chorego i jawiące się trudności trzeba zauważyć dwa fakty. Po pierwsze, lekarz w spotkaniach z członkami rodzin często ma do czynienia z patologicznymi postawami ludzkimi. Jest to odbiciem bardzo bolesnej prawdy o współczesnej rodzinie; w wielu z nich istnieją wielorakie patologie i zaburzenia więzi rodzinnych, co łatwo ujawnia się w kryzysowej sytuacji choroby czy umierania. Z drugiej strony statystyczny lekarz jest obrazem społeczeństwa, z którego wyszedł i w którym żyje. Dlatego niedostatki zachowań i postaw lekarzy pokrywają się z licznymi niedostatkami moralnymi całego współczesnego społeczeństwa. Braki lekarskich postaw są bardziej rażące i bolesne dla rodziny i chorego, gdyż w sytuacji choroby każdy chciałby mieć za lekarza przyjaciela. Zauważenie i naszkicowanie głównych typów trudności, jakie występują w kontaktach lekarza z rodziną chorego (z winy obu stron), nie było głównym celem powyższych rozważań. Celem zasadniczym jest wskazanie, że zdając sobie sprawę z obiektywnych trudności w kontaktach, ze zróżnicowanych postaw ludzkich, lekarz traktujący poważnie swój zawód winien świadomie uczyć się trudnej, lecz pasjonującej sztuki porozumiewania się między ludźmi. Wanda Terlecka Autorka jest członkiem Komisji Etyki Naczelnej Rady Lekarskiej (Częstochowa). Gazeta Lekarska 2004-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04