Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej  Numer 2004-10  Lekarz w szpitalu klinicznym 

Dzięki zatrudnieniu w szpitalach akademickich lekarze mogą liczyć na korzyści, o których nawet nie śnią lekarze w terenie. Ale którzy i czy zawsze...

Na trudny status lekarza w szpitalu klinicznym składa się nie do końca określona relacja między organem założycielskim, jakim są akademie medyczne, a publicznym szpitalem będącym samodzielnym przedsiębiorstwem.

Lekarz akademicki ma podwójną zależność. Z jednej strony od jednostki uczelnianej, z drugiej zaś od dyrekcji szpitala, która zasadniczo nie ma żadnego wpływu na jego zatrudnienie. Jeśli natomiast nie ma wpływu na zatrudnienie, to i jej odpowiedzialność - w wyobrażeniu administrujących - wydaje się być mniejsza.
Lekarze kliniczni poświęcają często więcej niż trzy wynikające z umowy godziny dziennie na rzecz szpitala klinicznego, nie oglądając się na żadne wynagrodzenie za wykonaną pracę. W sytuacji takiego zaangażowania nie powinniśmy dziwić się frustracjom i nieodpowiedzialnemu podejściu do procedur administracyjnych szpitala, bagatelizowaniu coraz większych obciążeń pracą sprawozdawczą.
Nie są odosobnione przypadki, gdy np. samodzielni pracownicy nauki odpowiedzialni za działalność całych oddziałów lub będący zastępcami ordynatorów opłacani są przez szpital kliniczny w kwotach nie przekraczających sześciuset złotych netto miesięcznie. Czy w takiej sytuacji może zrodzić się dojrzała współodpowiedzialność za funkcjonowanie szpitala klinicznego?
Wydaje się, że lekarze będą w przyszłości odciążeni od wielu prac administracyjnych, poza, oczywiście, wymogiem precyzyjnego prowadzenia dokumentacji lekarskiej. O wiele wreszcie taniej będzie utworzyć nie fikcyjny, lecz rzeczywiście skuteczny sekretariat medyczny z właściwie przygotowaną do tego kadrą; jej stan obecny, umiejętności i styl działania są często opłakane.
Nie powinniśmy więc zapominać, że to dzięki prestiżowemu zatrudnieniu w jednostce akademickiej mamy profity będące skutkiem wykonywanej w szpitalu klinicznym pracy. Wiąże się to z możliwością uprawiania bardziej prestiżowych praktyk prywatnych, a także wielu korzyści co najmniej niejednoznacznych, a nieraz nawet korupcyjnych. Dotyczyć to może części lekarzy w specjalnościach, na które nakłady na leki bądź sprzęt są bardzo wysokie. W skali jednego szpitala klinicznego zakupy leków to często kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, a sprzętu co najmniej kilkanaście.
Lekarz akademicki ma szanse więcej zarobić prowadząc badania kliniczne. Ważnym zadaniem szpitala klinicznego jest stworzenie właściwej atmosfery promującej takie badania, gdyż świadczyć mogą o randze ośrodka i mogą także szpitalowi przynieść wymierne środki finansowe.
W kolejce po profity ustawia się, często w sposób nie w pełni uzasadniony, środowisko apteczne lub laboratoryjne (wszystko wykonywane jest w ramach etatowej pracy). Pion ekonomiczno-administracyjny ma również skłonności do komplikowania procedur.
Relacje między organem założycielskim a szpitalem są tak splecione i niejednoznaczne, że tylko ich gruntowne uporządkowanie wg obcych wzorców przyniosłoby pozytywne efekty dla wszystkich stron. Twierdzenie, że utrwalanie obecnego stanu służy dobru wspólnemu, to ułuda.
Dyrekcjom szpitali klinicznych może często się wydawać, że są wyzyskiwane w tym względzie przez akademie medyczne. W uczelniach zaś panuje powszechna świadomość, że to szpital wykorzystuje jej pracowników.
Świadomie na uboczu pozostawiłem szereg problemów związanych z systemem specjalizacji, w tym rezydentur, odbywanych w szpitalach klinicznych. Już teraz z bólem dostrzegamy krótkowzroczność systemu specjalizacyjnego, gdy zaczyna powstawać luka pokoleniowa w wielu specjalnościach. Czy nie okaże się w najbliższych latach, że w wielu dziedzinach specjalistów jest zbyt mało? Stało się to wypadkową ograniczeń wprowadzonych przez samo nasze środowisko i zewnętrznych realiów ekonomicznych (trudności w znalezieniu funduszów na szkolenie).
Lekarz akademicki w szpitalu klinicznym - nawet zajmując tzw. decyzyjne stanowisko - czuje niemożność przeniknięcia całej administracyjnej machiny duchem służebnej troski o podnoszenie jakości usług medycznych i ich organizacyjne porządkowanie. Decydenci ekonomiczni chętniej zajmują się - jakże ważnymi - sprawami poprawności księgowej, szczelności informatycznej, inwentaryzacji czy analityką finansową, spychając na bok nurt porządkowania działalności medycznej i optymalizacji jej organizacji.
Nastroje antylekarskie - wyrażane przez część administracji szpitalnej oraz pielęgniarki - próbując egzemplifikować patologiczne zachowania lekarzy w praktyce w zasadzie obnażają patologie funkcjonującego systemu. Bez uszanowania miejsca środowiska lekarskiego w strukturze szpitalnej burzy się możliwość jakichkolwiek działań racjonalizujących funkcjonowanie szpitala. Nie można nie rozumieć w chwili obecnej, że gremia lekarskie są podstawowymi, które - przy twórczej współpracy - mogą współdziałać w ograniczeniu kosztów funkcjonowania szpitali, gdyż wytwarzają największe koszty działalności medycznej.
Naszą natomiast, lekarską, powinnością jest zachowanie pokory, tym bardziej w obliczu uprzywilejowania naszego zawodu, wynikającego z samej jego istoty: bezpośredniego niesienia pomocy człowiekowi choremu. Pokory wymaga także dysponowanie według naszego, medycznego, osądu olbrzymimi często środkami materialnymi.
Jakie powinno się preferować rozwiązania? Wydaje się, że słuszną tendencją będzie dążenie do właściwego opłacenia działalności lekarskiej w szpitalu klinicznym. Tendencja ta, może ewolucyjnie, powinna być wprowadzona w możliwie najbliższym czasie. Jeśli tak się nie stanie, wymuszą to na pewno zewnętrzne niebezpieczeństwa związane z ewentualnym nawet odpływem wysoko specjalistycznej kadry lekarskiej także ze szpitali klinicznych.
Ku wspólnemu pocieszeniu warto podkreślić, że przed szeroko pojętym środowiskiem lekarskim - także pracującym w szpitalu klinicznym - musi jawić się perspektywa poprawy jego statusu, w tym także ekonomicznego. Ale bez odwagi decyzji i bezkompromisowości zbyt wiele nie uczynimy. Wszelka połowiczność rozwiązań obróci się przeciwko nam.
Jedno jest pewne: zagubienie lekarza w szpitalu klinicznym jest w zasadzie równocześnie zagubieniem tak samo jego szpitala, jak i jego uczelni.

Szczepan Cofta
Autor jest naczelnym lekarzem Szpitala Klinicznego nr 1 Przemienienia Pańskiego Akademii Medycznej w Poznaniu

Gazeta Lekarska 2004-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04