|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej Numer 2004-09 Pamięć o Powstaniu...
Kiedy wracamy myślą do 63 dni i nocy Powstania Warszawskiego, wspomnijmy też tych, którzy - jakże często - na miano bohaterów tamtych dni szczególnie zasługują: lekarzy, pielęgniarki, sanitariuszki. To oni w niewyobrażalnie trudnych warunkach i sytuacjach ratowali życie mieszkańcom i żołnierzom powstania, płacąc za to często najwyższą cenę. Jest teraz stosowna chwila, by ci, którzy tych czasów nie pamiętają, zamyślili się nad ich losem.Tych młodziutkich sanitariuszek, które pod ostrzałem zbierały rannych z pola walki. Lekarzy, którzy własnym ciałem osłaniali pole operacyjne przed kurzem i gruzem opadającym po wybuchach bomb lotniczych i pocisków artyleryjskich. Pielęgniarek, które ciałami zabitych osłaniały i tarasowały wejścia do podziemnych kryjówek, w których próbowały ocalić swych rannych. Powtarzamy ostatnio niemal każdego dnia, że należy im się pamięć i szacunek potomnych. Ale czy dzisiejsi rówieśnicy tych, którzy legli pokotem pod ruinami zburzonego, spalonego miasta zechcą i potrafią zatrzymać się na chwilę, zamyślić się, wspomnieć i zrozumieć sens ofiary swych poprzedników? Czy potrafią ich zrozumieć? Potraktować jak bliskich? Zwłaszcza kiedy patrzą podczas jubileuszowych obchodów na tych ocalałych z zagłady - starych, posiwiałych, z twarzą pokrytą zmarszczkami, często wspartych na lasce, podążających nieraz z trudem na miejsca ostatnich zbiórek. Obrońcy powstańczych barykad dziś w niczym nie przypominają osławionych "chłopców od Parasola", broniących dostępu do pałacyku Michla na Woli. A w ocalałych nieraz cudem powstańczych sanitariuszkach kto rozpozna dziś Dorotę, przed którą "wiara dawała równy krok"? Starość jest niefotogeniczna. Życiowe doświadczenie gromadzone przez lata nie jest dziś w cenie. Okazuje się nieprzydatne w nowych czasach, nie przystaje do współczesnych realiów. Dlatego świadkowie tamtych dni i uczestnicy tamtych walk mają prawo do niepokoju i do gorzkich niekiedy refleksji. Ile z tego etosu, z tych ideałów, o które walczyli, przemówi do serc, a zwłaszcza do umysłów potomnych? Czy można po latach przekazać słowami dramatyczne przeżycia, rozpacz, ból i strach lekarzy, pielęgniarek, pacjentów Szpitala Wolskiego, rozstrzeliwanych dziesiątkami pod wiaduktem na Górczewskiej, czy rannych powstańców mordowanych bez litości w podziemiach Starego Miasta, wraz z sanitariuszkami, które nie opuściły ich do końca? Te uroczyste obchody z patetycznymi zazwyczaj przemówieniami, honorowymi salwami i pochodniami należą się uczestnikom powstania. Dlatego, że byli też tacy, którzy próbowali zatrzeć w zbiorowej pamięci wszelki ślad ich heroicznego zrywu. Ale także dlatego, że ich szeregi tak szybko topnieją. Wiem, że spieszą się oni, niepokoją się, czy zdążą jeszcze coś ważnego powiedzieć tym, którzy urodzili się po tej wielkiej wojnie, młodym i najmłodszym. Weterani powstania (jak dziwnie brzmią te słowa) nie boją się wielkich słów. Dziś chcieliby przydać nowego blasku słowom "Polska", "niepodległość", "honor", "Ojczyzna". Chcieliby też spoglądać na młodych, przysłuchiwać się młodym, z nadzieją, że ich szalony zryw, ich bój o wolność, ich krew, ból i cierpienie nie poszły na marne. Jerzy Wunderlich Ze wspomnień doktora Jana Napiórkowskiego Prowadzą nas do jakiegoś podwórka otoczonego drewnianymi domkami. Zatrzymujemy się. Przed nami w odległości może 20 m stoi biały dom murowany, trzypiętrowy, frontem stojący do ulicy Zagłoby, bokiem do ulicy Górczewskiej. Pod ścianą tego domu widzimy wał trupów mniej więcej na metr wysokości. Widać zwłoki ludzkie ubrane w białe fartuchy, szlafroki szpitalne i ubrania cywilne. Wszystko zbryzgane krwią. Przed tym wałem stoją dwa szeregi żołnierzy z odznakami SD, po czterech w każdym szeregu, z karabinami ręcznymi gotowymi do strzału. Ustawieni są w ten sposób, że tworzą uliczkę, przez którą musimy przejść. Utworzył się więc makabryczny prostokąt, którego boki tworzą: ściana egzekucyjna, dwa szeregi egzekutorów i my. Stoimy dłuższą chwilę w zupełnym otępieniu. Oprawcy ładują broń. Jest cudny sierpniowy zachód słońca, które chowa się za dachami domów. Łagodny wiaterek rozwiewa mi włosy na czole, przepędza dymy płonących wokoło drewnianych domostw. Rozglądając się po placu, żegnam się z życiem; Mikulski płacze, reszta milczy. Strachu tam nie widać, raczej żal, żal ogromny życia. Jeden z egzekutorów daje znak ręką, byśmy postąpili naprzód. I nagle wybucha we mnie bunt... Ze wspomnień profesora Józefa Kubiaka Ranni, niekiedy ciężko, leżeli na noszach czekając w kolejce. Spałem po dwie, czasem po cztery godziny. Przeżyliśmy tam nadzwyczaj trudne, tragiczne chwile, pod ciągłym ostrzałem i w zagrożeniu. Obszar zajęty przez powstańców kurczył się z każdym dniem. Kiedyś, w czasie gdy operowałem rannego, pocisk z działa kolejowego wybuchł tak blisko, że mimo zabezpieczenia okien workami z piaskiem, podmuch przesunął mnie wraz ze stołem z pacjentem o jakieś dwa metry. Zdążyłem tylko zarzucić serwetę na otwarty brzuch, przykryłem pacjenta swoim ciałem, żeby tynk, gruz, pył nie dostały się do trzewi operowanego. Gdy to wszystko opadło, przy świecach operowałem dalej. I o dziwo, przez trzy dni ten pacjent żył, a rokowania były dobre. Niestety, zastrzelili go żołdacy - Ukraińcy w służbie niemieckiej - po wkroczeniu na teren szpitala. Ze wspomnień doktora Janusza Kowalskiego Widziałem ciężką pracę lekarzy i sanitariuszek, rzadko z kwalifikacjami pielęgniarek, słyszałem rannych z amputowanymi kończynami i potrzaskanymi kadłubami i głowami, wyjących nieludzko z rozpaczy i tych odchodzących cicho. Widziałem rannych, których można było uratować... Obrazy, których nigdy nie zapomnę - złotowłosa sanitariuszka, harcerka, pełniąca wielodobowy, nieprzerwany dyżur w warszawskiej piwnicy, w wątłym blasku świecy, opiekująca się grupą ciężko rannych. A w innej piwnicy sanitariuszka Jasia, ledwo mówiąca, z przestrzeloną twarzą i uszkodzonym językiem, opiekująca się rannym dowódcą "Parasola" i mną na sąsiednim materacu. Gazeta Lekarska 2004-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04