Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej  Numer 2004-09  Niebezpieczna gra 

Czy efektem nieprawidłowej informacji przekazanej Komisji Europejskiej będzie zaliczenie polskich lekarzy do drugiej kategorii?

Polskie dyplomy lekarskie są równoważne dyplomom uzyskanym w państwach WE. Przedunijny żmudny proces ich nostryfikowania znika 1 maja 2004 r. Miało być bez barier. Pojawiają się kłopoty.


Dyplomy lekarskie powinny być w krajach UE uznawane automatycznie. Problem leży w datach ich otrzymania. W procesie przedakcesyjnym programy kształcenia lekarzy i lekarzy dentystów zostały dostosowane do norm obowiązujących w UE. Studia lekarskie trwają 6 lat. Stomatologiczne 5. Program obejmuje 5500 godzin zajęć teoretycznych i praktycznych. Tak jest obecnie. Wymagania te nie zawsze były spełnione w przeszłości.
Urzędy rejestrujące dyplomy lekarskie w państwach Wspólnoty czynią to na podstawie zaświadczenia wydanego przez odpowiednią izbę lekarską w Polsce. Dokumenty te są dwojakiego rodzaju. Pierwszy jest zaświadczeniem potwierdzającym równoważność kwalifikacji. Drugi równoważności nie poświadcza, ale uprawnia do wykonywania zawodu.

Bariera do awansu
Roman Danielewicz, dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wyższego z Ministerstwa Zdrowia mówi tak:
"Pragnę podkreślić, iż wydawane przez okręgowe izby lekarskie zaświadczenia potwierdzające wykonywanie zawodu lekarza przez okres trzech kolejnych lat z pięciu poprzedzających wydanie zaświadczenia w niczym nie odbiegają swoją wagą od zaświadczeń odnoszących się do równoważności kwalifikacji. Zgodnie z przepisami dyrektywy 93/16/EWG, podstawą do automatycznego uznania kwalifikacji zawodowych jest przedstawienie jednego z tych zaświadczeń. W żadnym więc przypadku lekarz legitymujący się zaświadczeniem odnoszącym się do jego doświadczenia zawodowego nie znajduje się w pozycji mniej korzystnej niż osoba posiadająca drugi rodzaj zaświadczenia."
Rzeczywistość jest nieco inna. "Problem leży w tym, że pracodawcy na Zachodzie rozróżniają dwa pojęcia. Uprawnienie do wykonywania zawodu oraz do zatrudnienia. Od kandydata starającego się o konkretną pracę żądają dokumentu, w którym byłoby określone jakie funkcje ten lekarz może pełnić albo na jakim, stanowisku można go zatrudnić" - wyjaśnia Ładysław Nekanda-Trepka, członek NRL.
Praktyczną sytuację opisuje Konstanty Radziwiłł, prezes NRL:
"Urzędy rejestrujące lekarzy i lekarzy dentystów w Wielkiej Brytanii czyli General Medical Council i General Dental Council pod drobnym pretekstem nie przyjmują zaświadczeń o równoważności kwalifikacji. Podobne sytuacje zdarzają się w Niemczech, a także w Holandii. Instytucje rejestrujące rozpoczęły tam praktykę sekowania. Odrzucają pierwsze zaświadczenia, a żądają zaświadczeń mówiących o tym, że wykształcenie nie jest zgodne z dyrektywą, ale lekarz legitymuje się odpowiednią praktyką lekarską."
Prezes NRL uważa, że jest to swojego rodzaju gra. Mówi tak: "Dzisiaj lekarze otrzymają tam pracę. Ale kiedy w przyszłości będą starali się o lepsze stanowiska, ordynaturę czy będą przystępowali do jakiegoś konkursu, będą odrzucani jako gorsi."

Zgubny pośpiech
Dlaczego problem pojawił się?
Konstanty Radziwiłl wyjaśnia, że Ministerstwo Zdrowia podało Komisji Europejskiej nieprawidłowe daty, od których polskie wykształcenie medyczne i dentystyczne spełnia wymogi odpowiednich dyrektyw. Niekorzystne i nieprawdziwe daty zostały przekazane wszystkim członkom Wspólnoty. "To wprowadziło ogromny zamęt" - mówi prezes.
Bezpiecznie mogą czuć się tylko młodzi lekarze, którzy niedawno otrzymali dyplom. Ich starsi koledzy mogą być dyskryminowani w obsadzaniu stanowisk i mogą być traktowani jak lekarze drugiej kategorii.
Samorząd lekarski zdecydowanie sprzeciwia się opinii, że oba zaświadczenia uprawniające do podjęcia pracy w Unii są równoważne. NRL uważa, że okręgowe izby lekarskie powinny wydawać zaświadczenia o równoważności kwalifikacji. Wydając te drugie działają na szkodę lekarzy.
Sprawa uznawania kwalifikacji lekarzy w UE jest jedną z najważniejszych dla samorządu lekarskiego. W Naczelnej Izbie Lekarskiej powstał Ośrodek Uznawania Kwalifikacji, który sprawdził w dokumentacji, od kiedy programy uczelni medycznych spełniają standardy unijne.
Ustalono, że datami, które należałoby stosować są: dla lekarzy 1956 r. rozpoczęcia studiów medycznych, a dla lekarzy dentystów 1993 r. ukończenia studiów. Są to daty informacyjne, ponieważ kwalifikacje indywidualnego lekarza muszą być sprawdzone każdorazowo przez izbę lekarską.
Gorliwość i pośpiech urzędników bez wcześniejszego ustalenia z NRL tak ważnych kwestii mogą okazać się zgubne dla interesów naszych lekarzy w Unii.
Ale dyrektor Danielewicz podaje "GL" własną wersję sprawy: "Zgodnie z przepisami prawa wspólnotowego, nie istnieje obowiązek notyfikowania dat określających zgodność kwalifikacji zawodowych lekarzy z wymogami dyrektywy 93/16/EWG. Jednakże, w celu ułatwienia swobody przepływu osób, przyjęta została praktyka przekazywania przez państwa członkowskie powyższej informacji Komisji Europejskiej oraz pozostałym państwom członkowskim.
Dotychczas strona polska nie przekazała w sposób oficjalny takich informacji, aczkolwiek prowadzone są obecnie rozmowy na ten temat z przedstawicielami KE (w ścisłym porozumieniu z NRL).
Komisja skłonna jest do zaakceptowania daty 1993 r. (co jest zgodne z wynikami tzw. Peer Review czyli przeprowadzonym przez ekspertów unijnych przeglądem polskiego systemu kształcenia lekarzy). Jednak strona polska prowadzi rozmowy mające na celu przekonanie strony wspólnotowej do przyjęcia daty wcześniejszej."

Niezgoda rujnuje
Niedobrze się dzieje, że tu, w Polsce, w ważnych kwestiach występują różnice zdań. Niedobrze, że niejednolite opinie wychodzą poza granice kraju. We wspólnym interesie lekarzy i urzędników leży zgodność stanowisk. Niezgoda rujnuje najpiękniejsze idee i najdoskonalsze rozwiązania.
Konkurencja na unijnym, lekarskim rynku pracy jest duża. Możliwość awansu i zajmowania wysokich godności przez naszych lekarzy nie może być hamowana przez wybryki i nieodpowiedzialność samych Polaków. To my musimy dbać w Unii o własne interesy. Jeśli tego nie zrobimy, inni nas ubiegną. Urzędnicy i przedstawiciele samorządu lekarskiego muszą konsekwentnie prezentować na zewnątrz jednolite opinie i stanowiska korzystne dla polskich lekarzy.
Gra, którą rozpoczęli urzędnicy unijni, może w okresie przejściowym okazać się niebezpieczna dla lekarzy wyjeżdżających z kraju. Także dla tych, którzy na Zachodzie leczą od wielu lat, mają odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, ale w zdobyciu wysokiej pozycji przeszkadzały im dotychczas przepisy. Teraz nieopatrznie mogą im przeszkodzić urzędnicy. Unijni i nasi. Chyba nikt w Polsce nie ma takich zamiarów.

Grażyna Ciechomska


Gazeta Lekarska 2004-09 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04