Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej  Numer 2004-06  Dyżury w Unii Europejskiej - Ambaras z orzeczeniem Trybunału 

NRL apeluje do dyrektorów zakładów opieki zdrowotnej o zaniechanie reorganizacji czasu pracy lekarzy.

Niepokój menedżerów ochrony zdrowia wzbudza orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2003 r. w sprawie czasu wypoczynku zatrudnionych lekarzy.
Unia Europejska przyjęła w 1993 r. dyrektywę 93/104 mającą na celu poprawę warunków pracy, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pracowników. Przepis dotyczy wszystkich zatrudnionych bez względu na wykonywany zawód i miejsce pracy. Określa tygodniowy czas pracy maksymalnie na 48 godzin oraz dobowy czas wypoczynku na 11 godzin i czas przerwy weekendowej na 35 godzin.
Polska dostosowała Kodeks Pracy do unijnych norm. Jednakże czas pracy lekarzy określają przepisy szczegółowe, które są zawarte w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej. "W art. 18d ustawy występuje pojęcie dyżuru medycznego. A w art. 32j ustawodawca jednoznacznie powiada, że czas pełnienia dyżuru medycznego nie wlicza się do czasu pracy i za okres jego pełnienia nie przysługuje czas wolny od pracy" - objaśnia Krzysztof Makuch, sekretarz NRL.
W dyrektywie unijnej nie ma definicji dyżuru lekarskiego. W niektórych krajach nie wlicza się go do czasu pracy. W innych wlicza się częściowo. Wielka Brytania stosuje opcję opt-out przewidzianą dyrektywą. Polega ona na wydłużeniu tygodniowego czasu pracy lekarza, po uzyskaniu jego indywidualnej zgody. Niemcy nie korzystają z tej furtki. Ich tygodniowy czas pracy wynosi ponad 50 godzin, wliczając w to dyżury.

Wyrok interpretujący
Sytuacja dyżurów w UE skomplikowała się we wrześniu 2003 r. po orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie dr. Norberta Jaegera z Kilonii. Otóż Trybunał orzekł, że dyżur lekarski w całości zalicza się do czasu pracy, jeżeli wymagana jest stała obecność lekarza w szpitalu niezależnie od możliwości wypoczynku.
Państwom członkowskim nie spodobała się interpretacja dyrektywy 93/104 dokonana przez ETS. Oświadczyły, że zastosowanie się do tej wykładni podwyższy koszty opieki medycznej w państwach członkowskich i wbrew intencjom ustawodawców pogorszy zamiast polepszyć sytuację lekarzy i pacjentów.
Niemcy wyliczyli, że dostosowanie się do orzeczenia Trybunału wymaga dodatkowego zatrudnienia 25 tys. lekarzy. Anglicy byliby zobowiązani do zatrudnienia jeszcze 12 tys. lekarzy. W Polsce Ministerstwo Zdrowia oszacowało, że liczbę lekarzy trzeba byłoby powiększyć o 10-13 tys., co spowodowałoby zwiększenie kosztów o 500-700 mln zł.
Kilka tygodni przed naszym wejściem do UE w wielu szpitalach zapanowała niespokojna atmosfera. Rozpoczęła się gorączkowa reorganizacja. Dyrektorzy wprowadzali zmianowy czas pracy. Kontraktowali dyżury. Niektórzy kontraktowali całościowo pracę i dyżury. Restrukturyzacja nie była dokonywana w sposób usystematyzowany. Zmiany często pozostawały w sprzeczności z obowiązującymi przepisami. Panowała "wolna amerykanka". Dyrektorzy postępowali tak w obawie przed pozwami lekarzy do sądów po 1 maja 2004 r. Czy niepokoje menedżerów są słuszne?
Sytuacja nie do końca jest jasna. Różne są opinie prawników i polityków dotyczące unijnych i krajowych przepisów.
"Ustawodawstwo polskie jest niezgodne z unijnym" - twierdzi Krzysztof Makuch. Jego opinię podtrzymuje Marek Szewczyński, prawnik Naczelnej Izby Lekarskiej. Odmiennego zdania jest Ewa Kralkowska, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, która mówi tak:
"W tej chwili nie ma niezgodności prawa polskiego z dyrektywą 93/104. Dyrektywa pozwala na swobodną interpretację dyżuru lekarskiego. Nie jest jednoznaczna. Orzeczenie ETS w sprawie Jaeger jest pierwszą interpretacją jej przepisów. Ale - podkreśla Kralkowska - w odniesieniu do tego konkretnego i jednostkowego przypadku. Nie obowiązuje w innych krajach."
Wiceminister informuje, że urzędnicy polscy wielokrotnie zwracali się do Komisji Europejskiej i innych unijnych gremiów z zapytaniem, czy należy coś zmienić w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej dostosowując ją do dyrektywy 93/104. Jednoznacznej odpowiedzi, która nakazałaby zmiany nie ma. Pytania postawiono kilkakrotnie. "Obecnie czekamy na ostanie nasze zapytanie" - informuje Ewa Kralkowska.

Poczynania nieskoordynowane
Niejasności w przepisach przyczyniły się do bałaganu w licznych placówkach ochrony zdrowia. Ale nie tylko troską o zgodność z unijnymi przepisami kierowali się dyrektorzy dokonując pośpiesznych zmian. Niektórzy menedżerowie starali się wygospodarować środki finansowe w czasie pośpiesznej restrukturyzacji. Oto obserwacje, jakie poczynili przedstawiciele izb lekarskich.
"W placówkach na terenie łódzkiej izby był moment bardzo nerwowy. Dyrektorzy mówili do lekarzy: albo przechodzicie na kontrakty, albo nie macie pracy - opowiada Grzegorz Krzyżanowski, przewodniczący Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi. - To jest szantaż. Przy przechodzeniu na kontrakty oferuje się lekarzom wynagrodzenia takie, jakie były na etatach, ale nie płaci się za nich składek na ZUS. W taki sposób zmniejsza się całkowitą kwotę pieniędzy przeznaczoną na utrzymanie lekarzy."
Waldemar Grabowski, też z łódzkiego samorządu dodaje: "Dyrektorzy robią różne fikołki, żeby uszczuplić zarobki. Wprowadzają pracę zmianową, kontrakty, półkontrakty, łączoną zmianową i inne cuda. Postępują tak, bo wcześniej otrzymali pisma od marszałków województw. Ale urzędnicy nie wskazali żadnych kierunków działań. Wszyscy boją się wejścia dyrektywy, ale nikt nie wie, jakie rozwiązania zastosować."
Kuriozalnie zachowali się urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego w województwie wielkopolskim. Do jednego z poznańskich szpitali przysłali pismo. Zobowiązali w nim dyrektora do zbilansowania rachunku ekonomicznego szpitala. W przeciwnym razie zapowiedzieli mu zwolnienie. Zagrozili też tym, że spłata długów wierzycielom nastąpi poprzez częściowe zbywanie majątku szpitala.
Akcję dostosowywania do przepisów unijnych w swoim poznańskim szpitalu tak opisuje jeden z jego lekarzy: "Założenia są następujące. Uszczknąć 500 zł od każdej nowej umowy, a następnie podpisać kontrakt statystycznie podwyższający o 10 proc. czas pracy lekarza."
Chaotyczne działania miały miejsce w Małopolsce. Przedstawiciel krakowskiej izby Artur Hartwich mówi: "Być może wprowadzane procedury są prawnie właściwe, ale obyczaje nie są najlepsze. W panice, pod pręgierzem pracy zmianowej przechodziło się na kontrakty. Nie możemy szukać doraźnych obejść. Kontrakty są falandyzacją prawa. Postarajmy się znaleźć rozwiązania systemowe. Docelowe. Kontraktowe są niestabilne. Dyrektorzy manewrują środkami. Stosują rozwiązania połowiczne."
Nieprzemyślane i pośpieszne posunięcia spowodowały napięcia pomiędzy kierownictwem placówek a lekarzami. Krzysztof Makuch mówi: "To jest problem nas wszystkich. I dyrektorów, i lekarzy. My, lekarze, nie możemy udawać, że nas problem ten nie obchodzi. Mam nadzieję, że dyrektorzy do nowej sytuacji podchodzą z troską. Wspólnie musimy poszukać dobrych rozwiązań."

Nowe przepisy wkrótce
Podobnie myślą unijni urzędnicy. Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości zainspirowało ich do podjęcia prac nad projektem nowej dyrektywy. Interesy lekarzy są różne w zależności od kraju wykonywania praktyki lekarskiej. W licznych spotkaniach poświęconych dyskusji o czasie pracy i wypoczynku lekarzy uczestniczy Konstanty Radziwiłł, prezes NRL. Dyskurs odbywa się m.in. na forum Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich w Brukseli.
"Obrady są burzliwe, a napięcia pomiędzy uczestnikami dyskusji ogromne. Spierają się lekarze, młodzi lekarze, ci ze Wschodu UE i z Zachodu. Tarcia powstają między państwami i organizatorami ochrony zdrowia. Zasadnicze różnice zdań są między rządami a lekarzami. Dyskusje koncentrują się wokół zasady opt-out. Jedni są za jej likwidacją. Inni dopominają się o jej pozostawienie. Niektórzy proponują wyłączenie z niej młodych lekarzy. Sytuacja jest niezwykle trudna" - dzieli się spostrzeżeniami prezes NRL.
Dlatego "w interesie polskich lekarzy leży czynny udział naszych przedstawicieli w pracach nad nową dyrektywą. Ważne jest, aby uczestniczyły w nich organizacje pozarządowe, w tym samorząd lekarski" - podkreśla Krzysztof Makuch.
Dla naszych lekarzy istotne pozostają dwa elementy. W jakim wymiarze czasu zaliczy się do godzin pracy czas dyżuru lekarskiego. I także to, żeby w dyrektywie pozostała opcja opt-out. Ale polskie przepisy muszą być dostosowane już teraz do aktualnie obowiązującego prawa UE. "Nie próbujmy uciekać od prawa, czy tego, co nas obowiązuje. Choć - podkreśla Krzysztof Makuch - nie czyńmy tego kosztem środowiska lekarskiego. Dopuszczalne są takie posunięcia, które nie zagrożą ciągłości opieki nad pacjentem ani nie zakłócą ciągłości kształcenia i funkcjonowania zawodu lekarza."

Oczekiwanie uzasadnione
Co w takiej sytuacji pozostaje dyrektorom zakładów opieki zdrowotnej?
Oczekiwanie. NRL apeluje do dyrektorów o powstrzymanie się od indywidualnych działań naruszających dotychczasowy porządek w szpitalach. Problem zostanie rozwiązany systemowo. Zarówno Polska, jak i UE przygotują nowe przepisy i wskażą kierunki korzystnych opcji.
Natomiast wątpliwości pojawiające się obecnie można rozwiać poprzez działania, które dopuszcza dyrektywa 93/104 już teraz. Są dwa rozwiązania. Pierwsze sprowadza się do zasady opt-out. Można ją stosować bez ograniczeń, nie powodując perturbacji w funkcjonowaniu szpitali.
Jest jeszcze jedno wyjście z kłopotliwej sytuacji. Można zastosować art. 17 dyrektywy, który przewiduje wydłużenie okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy.
Nasze wejście do UE powinno odbywać się harmonijnie, bez zakłóceń w bieżącej działalności zakładów opieki zdrowotnej. Ponieważ Polska nie zgłosiła okresu przejściowego, a w przepisach są pewne niespójności, zaistniała sytuacja niejasna.
Wszyscy, lekarze i menedżerowie ochrony zdrowia, urzędnicy i politycy muszą pamiętać o tym, że intencją legislatorów unijnych jest zminimalizowanie niedogodności w pracy i poprawienie warunków jej wykonywania. Przepisy mają służyć ludziom, mobilizować ich do większego wysiłku. Nie mogą dezorganizować pracy ludzi. Nie mogą utrudniać tej pracy ani uniemożliwiać wykonywania obowiązków służbowych.

Grażyna Ciechomska

Gazeta Lekarska 2004-06 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04