
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej Numer 2004-05 Śladem naszych publikacji - Na marginesie artykułu 52 KEL
Po raz kolejny wydaje mi się, że rozważania na temat etyki w "Gazecie Lekarskiej" poszły w niewłaściwym kierunku. Kolega Zielonka w lutowej "GL" zajął się problemem uzależnień wśród lekarzy zgodnie z metodą, którą stosował pisząc o sprzedawaniu egzaminów. Wysnuł przy okazji wiele wniosków, które w obowiązującej obecnie medialnej atmosferze wszechogarniającego skandalu brzmią całkiem nieźle, ale są - moim zdaniem - mocno pomylone. Na marginesie warto wspomnieć, że wywołane medialnymi rewelacjami dochodzenia w sprawie sprzedawania przez lekarzy egzaminów nie zakończyły się żadną sprawą w sądzie. Winnych nie było.
Sprawa uzależnień jest dość oczywista. Żadnego zawodu nie wolno wykonywać w stanie upojenia czy pod wpływem narkotyków. Istnieją odpowiednie przepisy prawa powszechnego, zapisy w regulaminach. Każdy wie, lub przynajmniej powinien wiedzieć, że za naruszenie tych przepisów grożą kary. Walka z takimi zjawiskami jest bardzo trudna m.in. i dlatego, że większość ludzi widząc je woli anonimowo pohukiwać, bić się w cudze piersi, głosić upadek, narzekać na bezkarność, przybierać rolę sumienia narodu. Tymczasem każdy poruszony dostrzeganym przez siebie złem powinien przede wszystkim złożyć skargę w powołanej do tego celu instytucji. Nie wystarczy groźnie krzyczeć ani ogólnie piętnować. Trzeba mieć dość odwagi, by napisać skargę, pójść, powiedzieć, zaświadczyć. Większości ludzi (na całym świecie) takiej odwagi brakuje.
Nie znam sytuacji, w której rzecznik odpowiedzialności zawodowej zaniechał rozpatrzenia skargi bez zapoznania się z nią. Znam sprawy, w których podjął działania z urzędu, nie czekając na wpłynięcie skargi. Mam nadzieję, że Kolega Zielonka, który rzecznikowi i innym bliżej nie określonym osobom zarzuca zaniechanie obowiązków ma jednak konkretne tego przykłady. Nie wiem na ilu kolegów lekarzy pijących alkohol Kolega Zielonka złożył skargi do rzecznika, ale mam nadzieję, że to uczynił skoro wie, że jest to problem powszechny. Mam też nadzieję, że przyjmując postawę sumienia środowiska nie opiera swej wiedzy o nim na sensacyjnej prasie, telewizji i plotkach.
Moim zdaniem, gdy jako środowisko zamiast wydania ogólnego stwierdzenia, że lekarz powinien być przyzwoitym człowiekiem i wszystko robić dobrze, zdecydowaliśmy mieć Kodeks Etyki Lekarskiej, o uzależnieniach należało w Kodeksie napisać. Między innymi i po to, by potwierdzić ważność problemu i uzależnienia wśród lekarzy ograniczać.
Jednak - piszę to po raz kolejny - nie jest wszystko jedno jak ten i inne problemy rozwiązujemy. Dyskusja na ten temat jest bardzo trudna, bowiem każde wystąpienie przeciwko anonimowemu piętnowaniu i nawoływaniu do "walki z problemem" natychmiast spotyka się z zarzutem demoralizowania i popierania zła. A jednak jestem bardzo mocno przekonany, że cel nie uświęca środków, nawet jeżeli "wszyscy wiedzą, że...", "wszyscy mówią", mają "najgłębsze przekonanie", "powszechnie wiadomym jest". Sposobem na niewłaściwe postępowanie nie jest oczernianie wszystkich, mówienie o ogólnym upadku i zaniedbaniach, lecz ostrożne i stanowcze reagowanie na konkretne zdarzenia.
Całe środowisko lekarskie oburza doraźność i akcyjność działań wobec lekarzy wynikająca z lekko i w sensacyjny sposób rzucanych podejrzeń. Dowiadujemy się, że rzucanie podejrzeń jest podstawowym prawem mediów i ostoją demokracji, wiemy o pośpiesznych zwolnieniach z pracy, zatrzymaniach, wysłuchujemy wypowiedzi ludzi, którzy dla zachowania pozorów zaangażowania i dla popularności bezpodstawnie szkalują i konkretne osoby, i całe środowisko. Podobnie dzieje się w wielu innych, całkiem demokratycznych krajach. Jeżeli jednak lekarze mają być jakąś elitą, to częścią elitarności powinno być również unikanie zachowań, które w wykonaniu innych osób bardzo nas niepokoją.
Taka właśnie jest wymowa artykułu 52 KEL. Lekarze nie powinni pochopnie mówić źle o kolegach. Pochopnie, to nie znaczy wcale. Dalsza część artykułu mówi wyraźnie, że reagowanie na niewłaściwe zachowania kolegów jest obowiązkiem. Jednak ludzie wykształceni i rozsądni, zanim coś powiedzą o postępowaniu innego człowieka, a tym bardziej wielu ludzi, powinni dobrze sprawdzić czy wiedzą o czym mówią, a jeżeli sprawdzić nie mogą, mówić nie powinni. Powinni też pamiętać, że również w dobrych intencjach bardzo często można się mylić. Tak, najlepiej byłoby poczekać na prawomocne orzeczenie sądu, ponieważ nasza cywilizacja nie zna lepszego sposobu oceny kontrowersyjnych zachowań i dostatecznie dużo wiemy o krzywdach wyrządzonych w imię pozornie szlachetnych, "wszystkim wiadomych" celów. KEL daje również wyraźne wskazówki, że zauważane zło należy próbować naprawić.
Tęsknoty za prostymi i szybkimi rozwiązaniami oraz utopijne wyobrażenia o zawodzie lekarza bardzo dobrze tłumaczą, dlaczego wielu problemów naszego środowiska rozwiązać nie możemy. To pięknie brzmi: lekarze, to zawód dla wybranych, powinni być elitą kulturalną i etyczną, powinni mieć ograniczone życie prywatne, by w każdej chwili nieść pomoc, powinni kierować się przede wszystkim powołaniem i nie mieć oczekiwań finansowych, nie mogą mieć wśród siebie czarnych owiec. W praktyce takie wymagania są absurdalne i tylko powodują, że nie dostrzega się potrzeby rozwiązań organizacyjnych popartych odpowiednim finansowaniem, bez których nie może dobrze funkcjonować żadna instytucja, żadna organizacja, żaden zawód na świecie.
Bardzo słusznie Kolega Zielonka zauważył, że w wielu krajach samorząd lekarski pomaga uzależnionym kolegom. To bardzo dobra droga. Izby lekarskie, które taką pomoc organizują równocześnie bardzo skutecznie egzekwują składki i nie są to składki na poziomie polskim. Tymczasem w Polsce większość lekarzy składek nie płaci. Jest więc z konieczności tanio, ale najczęściej tanio można tylko stosować represje. Odpowiedzialność zawodowa lekarzy w Polsce bardzo szybko wzrasta. Wystarczy sprawdzić dane liczbowe, by przekonać się, że tzw. bezkarność polskich lekarzy szybko staje się tylko demagogicznym hasłem. Rozpatrując coraz liczniejsze sprawy członkowie sądów lekarskich wiedzą najlepiej, jak często potrzebna byłaby pomoc, która powinna przyjść wcześniej niż kara. Bez tej pomocy, bez właściwych rozwiązań organizacyjnych i bez odpowiedniego finansowania marzenia o elicie pozostaną mrzonkami.
Prawdopodobnie kiedyś uda się polskim lekarzom osiągnąć pozycję społeczną zbliżoną do poziomu naszych kolegów w bogatszych krajach europejskich. Jednak kolejną mrzonką jest wyobrażanie sobie, że wówczas z jednej strony wszyscy lekarze będą nieskazitelni, a z drugiej tzw. opinia społeczna będzie ich szanować i podziwiać. Niczego takiego nigdy nie było i nigdy nie będzie. Dlatego zachowania lekarzy wobec siebie zawsze będą bardzo ważne.
Każdego lekarza, który mówi o "czarnych owcach" i rzuca podejrzenia wzywam, by zastanowił się kto i w jaki sposób decyduje o tym, że ktoś jest "czarną owcą". Najczęściej okaże się, że decyduje o tym on sam, w miarę potrzeby lub bez potrzeby, czasem jakaś samozwańcza elita. Ponieważ wiemy z historii do czego to prowadzi, starajmy się by przynajmniej w tym względzie lekarze korzystnie się wyróżniali i nie dali się wciągnąć w panoszące się mieszanie wszystkiego z błotem. Więcej pożytku będzie jeżeli potrafimy rozwiązać problem jednej, konkretnej osoby stosując się do przyjętych i funkcjonujących procedur, niż gdy będziemy pomstować na wszystkich i wszystko. Problemów nigdy nie będzie brakowało. Zamiast zwalczać lepiej je rozwiązywać zgodnie z zaleceniami 52 artykułu Kodeksu Etyki Lekarskiej.
Romuald Krajewski
Czytając wypowiedzi dr. Krajewskiego mam wrażenie, jakbyśmy żyli w różnych krajach i pracowali w różnym zawodzie. Dr Krajewski zdaje się nie dostrzegać patologicznych zjawisk, jakich wiele jest w naszym codziennym życiu.
Propozycja zakazu prezentacji tych problemów to niebezpieczna strategia dla środowiska. Konsekwencją takiej postawy może być rosnąca ilość spraw sądowych przeciwko lekarzom, o których pisze dr Krajewski. Nie zgadzam się z punktem widzenia zaprezentowanym przez dr. Krajewskiego. Co więcej, uważam, że postawa, którą reprezentuje może być nawet szkodliwa dla środowiska lekarskiego, gdyż brak dyskusji nad ważnymi i często trudnymi sprawami nie pozwala rozwiązać nawarstwiających się problemów.
Dr Krajewski traktuje omawiane problemy jak sędzia sądu lekarskiego i rozpatruje czy w artykule przedstawione zostały bezsporne dowody winy konkretnej osoby. Rozważania nad etycznoprawnymi aspektami wykonywania zawodu nie są i wcale nie muszą spełniać tych oczekiwań.
Zarzucając mi sensacyjność i medialne rewelacje dr Krajewski zapomina, że jest diametralna różnica pomiędzy manifestacją pod hasłem precz z Bush'em w Teheranie a w Waszyngtonie. Łatwo zyskać poklask wypowiedziami przeciwko lekarzom w prasie codziennej, ale bardzo trudno być wymagającym od lekarzy w "Gazecie Lekarskiej". Wskazując na patologiczne zjawiska, na nieodpowiednie postawy, nawet nie wymieniając konkretnych nazwisk, zawsze uderza się w jakieś osoby. Ktoś złamał tajemnicę lekarską, ktoś wziął łapówkę, ktoś brał pieniądze za leczenie kolegów lekarzy, ktoś inny jest alkoholikiem lub jest odpowiedzialny za przecieki pytań egzaminacyjnych.
Na marginesie etyki lekarskiej było cyklem rozważań nad etyką lekarską, a nie kroniką sądową. Podstawą tworzenia tych artykułów była narastająca przepaść pomiędzy stanem etycznoprawnym a obyczajowością w polskich realiach medycznych, która jest niebezpieczna dla nas wszystkich. Jeśli nie uświadomimy sobie zagrożeń, jakie wynikają z nieznajomości lub powierzchowności rozumienia współczesnej bioetyki i prawa medycznego, będziemy płacić za to wysoką cenę zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo.
Tezy dr. Krajewskiego, że etyczne postawy zależą od wynagrodzeń, a brak właściwych działań ze strony izby spowodowany jest niską ściągalnością składek są dla mnie osobiście nie do przyjęcia. Być może nikt nie zostanie skazany za ujawnienie wiadomości o zakażeniu wirusem HIV znanego dyrygenta chóru, ale nie zmieni to faktu, że naruszona została tajemnica lekarska. Choć nikogo nie skazano za wydarzenia grudniowe i za kopalnię Wujek, to czy nie należy o tym mówić? Czy brak prawomocnych wyroków skazujących łapówkarzy na najwyższym szczeblu świadczy, że w Polsce nie ma dziś korupcji? Czy fakt, że nie ma winnych w tak wielu sprawach oznacza, że nie ma problemu?
Moim celem nigdy nie było palenie czarownic, a jedynie wskazywanie na sprawy, nad którymi zabiegani lekarze powinni się zastanowić. Ucinanie dyskusji i przysłowiowe chowanie głowy w piasek nie rozwiąże tych spraw i przed środowiskiem lekarskim nadal piętrzyć się będą problemy etyczne, które są wpisane w istotę naszego zawodu. Jestem przekonany, że dr Krajewski ma dobre intencje, ale różnimy się zasadniczo w koncepcji, jak należy poprawiać morale polskich lekarzy.
Tadeusz M. Zielonka
Zdecydowana przesada
Na marginesie artykułu 64 KEL pan Tadeusz Maria Zielonka m.in. stwierdził, że "od chwili uzyskania dyplomu lekarz jest zawsze w pracy, lub w gotowości do pracy" i wywodzi stąd, że lekarz nie może być nigdy pod wpływem alkoholu lub narkotyków, a także nie może być uzależniony od nikotyny, a nawet miłość (w domyśle - erotyczna), hazard czy żądza władzy przeszkadzają mu w rzetelnym wykonywaniu zawodu lekarskiego.
Mamy tu zatem restrykcje bardziej nasilone niż w większości zakonów.
Otóż to, co tutaj napisał pan T.M. Zielonka jest zdecydowaną przesadą i tego KEL od nikogo nie wymaga.
Po godzinach pracy lub dyżuru lekarz jest zwykłym obywatelem, który ma tylko dbać o godność swojego zawodu (art. 1 KEL), a więc nie może upijać się, stawać się obiektem publicznego zgorszenia czy ewentualnie publicznie palić papierosy. W pracy obowiązują go normy antyalkoholowe, jak u kierowcy samochodu w ruchu, winien dbać o czysty i estetyczny wygląd, a także unikać słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne lub obelżywe.
Osobiście, ze względu na zapach, powstrzymywałbym się od wypicia choćby ninimalnej ilości piwa.
Stawianie "Na marginesie KEL" lekarzowi bardziej rygorystycznych wymagań niż zakonnikowi jest prywatnym postulatem pana T.M. Zielonki, z którymi nie można się zgodzić. Nie zabronimy lekarzom chodzić np. na bale, mimo że jest tam alkohol, a nawet kobiety. Co najwyżej moglibyśmy żądać od kandydatów na studia medyczne zobowiązań, że nigdy nie będą palić tytoniu.
lek. med. Janusz Schimmel
Etyczne maksimum
Bardzo cieszy mnie reakcja na to, co piszę w cyklu "Na marginesie Kodeksu Etyki Lekarskiej", gdyż celem tych artykułów jest stymulowanie refleksji nad sprawowanym zawodem. Mam jednak w tym przypadku poczucie zbyt powierzchownej lektury tekstu dotyczącego sprawy trzeźwości.
Trzeba odróżnić dwie sprawy. Aspekt prawny i etyczny.
W aspekcie prawnym to, co pisze pan dr Schimmel, jest prawdą i takie są wymogi. Natomiast w aspekcie etycznym sprawa jest znacznie głębsza i "wielopoziomowa", na co chciałem zwrócić uwagę.
Wcale nie znaczy, że postuluję, aby lekarze byli bardziej święci niż zakonnicy. Pokazuję natomiast jak można rozumieć wymóg nieuzależnienia.
Przypomina mi się przypowieść z Ewangelii, kiedy to bardzo bogaty młody człowiek zapytał Jezusa, co należy zrobić, aby wejść do Królestwa Bożego, na co ten odpowiedział, że należy przestrzegać przykazań Boskich i kościelnych, a gdy młody człowiek zapewnił, że przestrzega ich bardzo rzetelnie, Jezus odpowiedział, aby sprzedał zatem cały majątek i wszystko rozdał ubogim. Tak też jest z wymogami etycznymi.
Należy przestrzegać podstawowych norm i zaleceń, aby nie spotkać się z krytyką za naganne postawy, ale można też dążyć do doskonałości stawiając sobie samemu wysoko poprzeczkę.
Nie znaczy zatem, że samorząd powinien wymagać pewnych postaw od lekarzy, ale że lekarz może tego wymagać od samego siebie.
Prawo określa zatem pewne minimum, ale czy można określić etyczne maksimum?
Tadeusz Maria Zielonka
Gazeta Lekarska 2004-05 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|