|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej Numer 2004-01 Blady strach
Lekarz może pracować co najwyżej 48 godzin w tygodniu, a jeżeli musi więcej, to będzie to możliwe tylko za jego zgodą i na postawionych przez niego warunkach. Od jakiegoś czasu ostro edukuję się w temacie unijnego prawodawstwa medycznego i stwierdzam, że dla polskiej braci lekarskiej idą lepsze czasy. 1 maja 2004 r. wchodzimy do krainy poszanowania wysokich kwalifikacji i ciężkich lat studiowania tajników medycyny.
Już nie będzie tak, że skądinąd godny szacunku robotnik przy taśmie albo górnik w mundurku z piórkiem zarabia więcej niż lekarz, ma trzynastkę i czternastkę, a dodatkowo corocznie wagon węgla lub inny naturalny deputat. Od 1 maja 2004 r. będzie tak, że lekarz może pracować co najwyżej 48 godzin w tygodniu, a jak musi więcej, to będzie to możliwe tylko za jego zgodą i na postawionych przez niego pracodawcy warunkach. Będzie tak, że dyżur lekarski jest czasem pracy bez względu na to czy na dyżurze coś się robi, czy tylko się siedzi, gapi w TV i czeka na interwencję.Europejski Trybunał Stanu orzekł w sprawie lekarzy hiszpańskich ostro dyżurujących w tzw. zespołach pierwszej pomocy (Sindicato de Miedicos de Asistencia Publica) przeciwko Conselleria de Sanidad y Consumo de la Generalidad Valenciana (nr sprawy C-303/98), że czas dyżuru lekarzy obecnych fizycznie w miejscu świadczenia usług ma być w całości traktowany jako czas pracy, a więc jako godziny nadliczbowe ponad limit wypracowywany na etacie dziennym. ETS stwierdził, że samo przebywanie w szpitalu, w oddaleniu od rodziny i bez innych, charakterystycznych dla czasu wolnego atrakcji i udogodnień oznacza, że pracujemy. Nawet rzut oka na telewizor w gabinecie lekarskim lub drzemka na szpitalnym tapczaniku nie zmienia wg ETS faktu, że jest to czas pracy. Identyczne, prolekarskie stanowisko zajął Europejski Trybunał Stanu we wrześniu 2003 r. w sprawie lekarza niemieckiego dr. Norberta Jaegera, który pozwał pracodawcę (szpital w Kolonii) za zapłacenie mu jedynie za czas faktycznie poświęcony na opiekę nad pacjentem. W UE nie ma sądowniczej praktyki "rozciągania" wyroków dotyczących danego państwa na pozostałe kraje członkowskie (ww. dotyczą jedynie Hiszpanii i Niemiec), ponieważ art. 152 pkt 5 Traktatu Amsterdamskiego stanowi, że Unia nie wtrąca się do organizacji i funkcjonowania systemów opieki zdrowotnej poszczególnych krajów UE. Ale nie ma się co martwić, bo jak znam życie, to natychmiast po wstąpieniu Polski do Unii któryś z ponad 10 tysięcy dyżurów lekarskich pełnionych 1 maja 2004 r. w jednym z prawie tysiąca polskich szpitali zostanie zaskarżony, a nazwisko dyżuranta-powoda stanie się historyczne i zostanie wykute po jakimś czasie na granitowej elewacji siedziby NIL, a może przy wejściu do biura OZZL także. Z punktu widzenia takiego jak ja pracodawcy-dyrektora specjalistycznego SPZOZ-u płacenie za dyżury jak za nadgodziny jest zadaniem niemal niemożliwym do zrealizowania przy obecnym poziomie finansowania usług zdrowotnych przez NFZ. Z drugiej strony, polska ustawa o ZOZ-ach w artykule definiującym usługę szpitalną nakazuje, aby zapewnić w szpitalu całodobową opiekę medyczną. Zapisany w tej ustawie etatowy czas pracy lekarza w dni robocze to 7 godz. 35 min. dziennie czyli np. od 8.00 do15.35. W tych godzinach faktycznie wykonuje się większość procedur medycznych, a później, po południu i w nocy jeden lekarz na oddziale załatwia tzw. urgensy. Teoretycznie dla uniknięcia, po wejściu do UE, kosztownych nadgodzin dyżurowych możliwe byłoby wprowadzenie systemu pracy zmianowej lekarzy dyżurnych. Oprócz normalnego, dziennego zespołu 4-5 lekarzy w szpitalnym oddziale należałoby zatrudnić zespół 5 lekarzy pracujących wyłącznie w dyżurowym "kółeczku" zmianowym, podobnie jak ma to miejsce u pielęgniarek... pod warunkiem, że nie chorowaliby zbyt często i nie prosiliby o jakieś oddelegowania dla odbycia szkoleń specjalizacyjnych. Lekarze z "kółka dyżurowego" zmienialiby się co 8 lub co 12 godzin. W opisanym systemie należałoby zatem łącznie zatrudnić w typowym oddziale szpitalnym co najmniej 10 lekarzy, podczas gdy teraz pracuje 6, 7 lub 8 lekarzy obsługujących oddział w ramach etatu i dodatkowo pełniących dyżury płatne poniżej standardów unijnych. Dla spełnienia unijnych wymogów czasu pracy należałoby zatem zatrudnić w każdym oddziale dodatkowo 2-3 lekarzy do pracy zmianowej na dyżurze, opłacanych oczywiście z oszczędności uzyskanych z likwidacji pełnionego poza etatem dyżuru lekarskiego. Teoretycznie jest to możliwe, ale nie praktycznie. Który dyrektor szpitala z dnia na dzień tj. z 30 kwietnia na 1 maja 2004 r. znajdzie nagle dla prawie tysiąca polskich szpitali co najmniej 3 tysiące dodatkowych lekarzy-specjalistów posiadających kwalifikacje do objęcia nocną opieką hospitalizowanych i ambulatoryjnych nocnych marków zgłaszających się do izby przyjęć ze sznytami, bólami brzucha, zatrzymaniem moczu, stolca lub gazów, jakimś "połykiem" albo dusznością pochodzenia sercowego lub nie wiadomo jakiego? Ano żaden! Dlatego już teraz blady strach padł na menedżerów niemieckich i hiszpańskich, skąd wytrzasnąć nagle tysiące dodatkowych lekarzy dla zapewnienia opieki całodobowej. Ten sam blady strach padnie na polskich menedżerów szpitali, bo po 1 maja 2004 r. to nie oni, ale tłamszeni do tej pory finansowo lekarze będą dyktować warunki, na jakich łaskawie zgodzą się pracować w szpitalu dodatkowo, po nocy. Marek Wójtowicz fot. Marek Stankiewicz Gazeta Lekarska 2004-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04