|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej Numer 2004-01 Wąska grupa wysokiej klasy specjalistów
Bardzo często uczelnie bywają miejscem pracy ludzi, którzy nie sprawdzili się w zawodzie lub nigdy nie pracowali zawodowo w swoich praktykach. Z prof. Markiem Ziętkiem, prezydentem Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego rozmawia Andrzej Fortuna
* Mijają dwa lata kadencji, w której pełnisz funkcję prezydenta Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego. Wcześniej przez dwie kadencje byłeś jego wiceprezesem. Jaka jest dzisiaj kondycja PTS-u?- PTS liczy dzisiaj ok. 6 tys. członków, a był czas, kiedy należało do niego 10-12 tys. Było wtedy jedyną organizacją lekarzy stomatologów zajmującą się, na miarę ówczesnych możliwości, sprawami zawodowymi, naukowymi i kształceniem lekarzy stomatologów. Nie było innych organizacji i stowarzyszeń lekarzy stomatologów. Kiedy w kształceniu pojawiła się konkurencja, a izby lekarskie przejęły sprawy zawodowe i powstała możliwość tworzenia stowarzyszeń naukowych w wąskich specjalnościach stomatologicznych, liczba członków się zmniejszyła. Siła organizacji zależy jednak od aktywności zarządu i jej członków, a niekoniecznie od ich liczby. Po okresie pewnej stagnacji nastąpiło rozszerzenie działalności. Ta stagnacja nie była spowodowana małą aktywnością Zarządu. Część członków PTS skierowała swoje zainteresowania w stronę innych organizacji. Niektórzy nie widzieli potrzeby przynależności do kilku towarzystw. Chociaż, co chcę podkreślić, większość to ci sami ludzie, którzy należą dzisiaj do specjalistycznych stowarzyszeń naukowych i równocześnie do specjalistycznych sekcji PTS-u. PTS wydaje obecnie cztery periodyki naukowe, które angażują nam duże środki finansowe. One muszą być atrakcyjne, by znalazły swoje miejsce na rynku. "Czasopismo Stomatologiczne", które wydajemy w liczbie 5 tys. egzemplarzy oraz "Protetyka Stomatologiczna" - 2 tys. egzemplarzy, to główne czasopisma, które zależnie od zainteresowań członków dostarczane są do ich domów. Ukazał się też periodyk "Dental and Medical Problems", który bardzo szybko się rozwija i uzyskuje wysoką punktację Komitetu Badań Naukowych. Jest to jedyne w kraju pismo stomatologiczne, w którym można publikować prace w języku angielskim. To dawna "Wrocławska Stomatologia". Od dwóch lat ma ona charakter ogólnopolski. "Poznańska Stomatologia", która obecnie nazywa się "Dental Forum", ma też ambicje stać się czasopismem ogólnopolskim. Zmiany w periodykach naukowych są wyraźne, i stanowią szeroką propozycję. PTS oferuje również szkolenia i spotkania z naszymi członkami, w czasie których prezentowane są nie tylko prace naukowe, ale też i praktyczne. Oddziały organizują takie szkolenia raz w miesiącu lub co dwa miesiące, a sekcje raz do roku. Na tych spotkaniach przedstawiane są także nowe technologie i nowe materiały. Nadążamy więc za czasem, nie zawsze jednak nadążamy za techniką. Tam, gdzie wchodzimy w sferę działań bardzo drogich, takich jak nasze przedsięwzięcie na CEDE w Łodzi, które zorganizowaliśmy wspólnie z firmą "Exactus" i SPLS, gdzie prezentowaliśmy na żywo transmitowane zabiegi, musimy włożyć ogromne środki i tego nie bylibyśmy w stanie zrobić bez pomocy sponsorów, bez pomocy firm i "Exactusa", który to zorganizował. Musimy szukać sprzymierzeńców i nie można mówić, że stanowimy konkurencję dla tego czy innego towarzystwa naukowego lub zawodowego, jakim jest np. SPLS czy izba lekarska. Działamy dla jednego celu i tylko przy połączeniu sił można dzisiaj coś dobrego przedsięwziąć. * Jak widzisz możliwość stałej współpracy izb lekarskich i PTS-u w obszarze kształcenia ustawicznego lekarzy stomatologów? - Jest ona konieczna. Izba ma skonkretyzowane propozycje organizacyjne i konkretny system punktowy. Nikt nie chce tego z izby zdjąć. My, jako PTS, nie mamy takich ambicji, aby kształceniem ustawicznym kierować. Nie ma jednak, jak sądzę, możliwości organizowania na dobrym poziomie kształcenia ustawicznego, a mówiąc ściślej podyplomowego tylko przez izbę lub tylko przez PTS czy jakąkolwiek inną organizację. Izba ma spójny system punktowy, ma środki finansowe wszystkich lekarzy stomatologów. Towarzystwo ma potencjał naukowy w postaci pracowników naukowo-dydaktycznych. Izba ma swój potencjał praktyczny, inne stowarzyszenia też. Wiele przedsięwzięć powinniśmy realizować wspólnie. To nie znaczy, że któraś z organizacji ma utracić swoją suwerenność. Jednak pewne zamysły , a na pewno duże przedsięwzięcia, powinniśmy wykonywać wspólnie. Nigdy nie uznawałem podziałów, m.in. dlatego zostałem prezydentem PTS-u, bo większość tych, którzy mnie wybrali, myśli podobnie. * Już od dłuższego czasu obserwuje się natłok ofert różnych osób i firm proponujących szkolenia lekarzy stomatologów i przesyłających do nich masowo oferty kursów i szkoleń. Ewenementem w naszym kraju są propozycje niektórych firm kierowane do lekarzy stomatologów. Firmy te żądają opłat za możliwość przedstawienia swojej oferty, którą oferują w formie płatnego kursu lub szkolenia. To jest zjawisko nienormalne. Tak nie dzieje się w innych krajach. Czy słychać, żeby gdziekolwiek firmy farmaceutyczne lub inne prowadzące działalność handlową organizowały płatne kursy dla lekarzy, aby zapoznać ich ze swoimi produktami? Jakie jest twoje zdanie w tej sprawie? - Tak nie powinno być. Firmy oczywiście mogą organizować spotkania, w czasie których chcą przedstawiać lekarzom swoją ofertę i zapraszać na nie lekarzy, aby zapoznać ich ze swoją propozycją. Zgadzam się, że takie spotkania powinny odbywać się na koszt firm. Tak jest wszędzie. To jest inwestycja w interesie firmy. Powinien to być jednak przegląd technologii, a nie tylko jednostronne spojrzenie na problem lub daną technologię. Jeżeli chodzi o osoby, rozumiem, że chodzi o lekarzy stomatologów spoza uczelni. Należy też stwierdzić, że dzisiaj uczelnie stomatologiczne nie zawsze dysponują najlepszymi technologiami. Wiele praktyk i przychodni prywatnych dysponuje lepszymi technologiami. One pracują w systemie pozabudżetowym, lepiej gospodarują środkami, mają pieniądze. Pracują tam ludzie, którzy chcą się kształcić i kształcą się, często także za granicą. I ten potencjał powinien być również wykorzystany w kształceniu podyplomowym lekarzy stomatologów. Warto po tych ludzi sięgać i wykorzystywać bazę dobrych przychodni. Jednak nad tym powinien być jakiś nadzór merytoryczny. Aby nie było przekłamań. Aby to, co się przekazuje lekarzom praktykom, było w zgodzie z aktualną wiedzą. Aby była tam mowa o rozwiązywaniu problemów w ujęciu obiektywnym (widzianym z kilku stron), nie tylko komercyjnym, co się niestety często zdarza. Jednak główną bazą powinny być uczelnie i ich pracownicy naukowo-dydaktyczni. W tym celu można wykorzystać system punktowy w kształceniu ustawicznym. Punkty powinno się przyznawać tylko takim szkoleniom, które te warunki spełniają. * Jesteś nie tylko prezydentem największego towarzystwa naukowego, ale też dziekanem Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego. Jak oceniasz kondycje polskich uczelni stomatologicznych? Co musi się zmienić, aby absolwent polskich uczelni uzyskał kompetencje opisane w dokumentach Unii Europejskiej? Mieliśmy przecież duże problemy z Komisją Europejską w sprawie programów kształcenia przeddyplomowego, w czasie rozmów związanych z akcesją do UE. - Jeżeli chodzi o program kształcenia, to po niewielkich modyfikacjach został on zaktualizowany i zaakceptowany. Jest już realizowany w większości uczelni w Polsce. To nie znaczy, że źle kształciliśmy. Mieliśmy trochę inne podejście do zawodu lekarza stomatologa i tego podejścia do zawodu lekarza stomatologa się nie wyrzekamy. Poszerzamy zakres umiejętności i wiedzy praktycznej, nie rezygnujemy jednak z wiedzy ogólnomedycznej. Tak postępują wszystkie uczelnie i rozsądne rady wydziałów. Wszystko dzisiaj podlega jednak regułom ekonomicznym. Uczelnie są na utrzymaniu budżetu państwa, a budżet jaki jest, to widzimy. Stomatologia jest najdroższym kierunkiem kształcenia na uczelniach medycznych, a otrzymuje najmniej pieniędzy. Nie ma więc możliwości kształcenia z użyciem, na bieżąco, najnowocześniejszych materiałów, technologii i urządzeń. Trudno, abyśmy żądali od studentów dodatkowych pieniędzy w kształceniu przeddyplomowym, choć niektóre uczelnie wymagają posiadania własnego drobnego sprzętu, np. końcówek. * To m. in. był zarzut stawiany przez niemiecką prasę dentystyczną: że polscy absolwenci nie są przygotowani do przejęcia wyższych technologii wyposażenia, jakie jest w krajach UE. - To nie jest tak. To tak jakbyśmy mówili, że kierowca malucha jest gorszy od tego, który jeździ mercedesem lub samochodem średniej klasy. Często więcej musi wiedzieć, być lepszym kierowcą i mechanikiem ten, który jeździ "maluchem". * Mówi się, że uczelnie w Polsce kształcą zbyt dużo lekarzy stomatologów, że gdyby zmniejszyła się liczba kształconych studentów, to poprawiłaby się jakość kształcenia; tym bardziej, że są studenci studiów tzw. wieczorowych, którzy płacą za swoje kształcenie i nic innego więcej nie otrzymują. We wspólnym stanowisku przyjętym przez PTS i KS NRL zgodzono się, że liczba studiujących powinna zależeć od możliwości kadrowych, lokalowych, aparaturowych uczelni. Czy nie uważasz, że zmniejszenie liczby studentów może spowodować poprawę jakości kształcenia? Nie należy przecież spodziewać się, że państwo będzie stać na wyposażenie wszystkich uczelni w nowoczesny sprzęt i aparaturę, tak aby jakość kształcenia tak wielu studentów była możliwa. - To, co powiem, będzie bardzo niepopularne. Wydaje mi się, że dzisiaj kształcimy zbyt wielu studentów stomatologii. Nie chodzi o wielkie ograniczenia, nie chodzi o to, aby w skali uczelni z 80 absolwentów ograniczyć ich do 40. Jeżeli w skali kraju ograniczymy o 10% czy 15% liczbę studentów, to wyjdzie to na zdrowie zawodowi, uczelniom, a także pracownikom nauki, którzy zaczną walczyć o swoje miejsce pracy na uczelni. Bardzo często, niestety, uczelnie bywają miejscem pracy ludzi, którzy nie sprawdzili się w zawodzie, nie osiągnęli niczego szczególnego i są wiecznymi asystentami czy adiunktami bez perspektyw. Nie realizują się również w zawodzie, bo nie pracują lub nigdy nie pracowali zawodowo w swoich praktykach. Ale jest zagrożenie, że ograniczając liczbę absolwentów można spowodować za kilka lat brak polskich lekarzy do obsadzenia stanowisk. Miejsca te wypełnią lekarze z Unii. Wiadomo, że każdy kraj chroni swój rynek pracy. Jeżeli wejdziemy do Unii, to każdy będzie mógł podjąć praktykę w naszym kraju. Jeżeli wierzyć liczbom, to mamy ok. 30 tys. lekarzy stomatologów, a wykonujących zawód jest ok. 26 tys. Na jednego lekarza stomatologa przypada więc ok. 1,5 tys. obywateli. * Ale te potrzeby powinny uwzględniać potrzeby zdrowotne w perspektywie lat trzydziestych i pięćdziesiątych tego wieku, bo absolwenci z roku 2003 będą pracowali jeszcze w roku 2050, a potrzeby zdrowotne ludności będą zapewne inne. Nie należy mieć wątpliwości, że częstość i intensywność choroby próchnicowej zębów będzie wtedy bardzo ograniczona i nie będzie takim problemem jak dzisiaj. Nie będzie zatem powodować obserwowanych teraz skutków tej choroby. Będą zapewne inne stomatologiczne problemy zdrowotne, ale do ich rozwiązywania nie będzie potrzeba tak wielu lekarzy stomatologów. - Zgoda, ale właśnie to wszystko należy uwzględnić w strategii dla zawodu i strategii dla opieki stomatologicznej. Jednak byłbym bardzo daleki od tego, aby likwidować uczelnie. Należy jedynie ograniczyć w niewielkim, jak mówiłem, stopniu liczbę kształconych studentów po to, aby poprawić przede wszystkim jakość kształcenia i aby nasi absolwenci mogli być równi, a nawet lepsi już na starcie do zawodu. Trzeba obliczyć realne potrzeby, wydać na to pieniądze i wiedzieć, jakie są i będą te realne potrzeby. Należy też obserwować jak rozkłada się kształcenie w innych krajach Unii i tych, które do Unii aspirują. To jest proces. Nie można takich decyzji podejmować bez opisania strategii sięgającej do lat, o których mówisz. * Trwa akredytacja uczelni. Mówi się, że w Polsce przy tej liczbie uczelni stomatologicznych i studentów jest zbyt mała kadra samodzielnych pracowników nauki. Nie znamy wyników pracy zespołu ds. akredytacji. Czy to prawda, a jeżeli tak, to czy jest konkretny pomysł jak to zmienić? - Liczba samodzielnych pracowników naukowych to duży problem. Trudno liczyć ich dzisiaj tak, jak chcą tego przepisy. Studenci stomatologii liczeni są wyłącznie w stosunku do samodzielnych pracowników nauki w dyscyplinach stomatologicznych, a przecież uczą ich anatomowie, fizjolodzy, farmakolodzy, chemicy, interniści itd. Przyznaję jednak, że dopóki nie zwiększy się liczba samodzielnych pracowników naukowych, to będziemy mieć trudną sytuację. Trzeba jednak przebudować system wynagradzania pracowników uczelni. Powinien on być bardziej zróżnicowany, a asystent podejmujący pracę, powinien mieć możliwość utrzymania z pensji siebie i rodziny. Mógłby wówczas poświęcić się pracy naukowej i dydaktyce, a nie szukać dodatkowych źródeł finansowania poza uczelnią. Jeżeli nie będzie takich ofert, to najlepsi nie przyjdą. Habilitacja kosztuje, a nie przynosi profitów finansowych. Praca naukowa to dzisiaj bardziej hobby niż źródło utrzymania. * Środowisko jest niezadowolone z tego, że ograniczony jest dostęp do specjalizacji. Komisja Stomatologiczna NRL uznała, że należy w odniesieniu do stomatologii zmienić system kwalifikacji do kształcenia specjalizacyjnego. Jaka jest w tej ważnej sprawie twoja opinia i jakie jest stanowisko PTS-u? - Sytuacja jest taka sama na uczelni. Nikt z kierowników specjalizacji, asystent lub doktorant, który uzyskał miejsce na uczelni w konkursie, nie może wszcząć postępowania specjalizacyjnego. Powinna być wąska grupa wysokiej klasy specjalistów. Nikt na uczelni - poza uczelnią też - nic nie ma z tego, że prowadzi kształcenie specjalizacyjne. Nie otrzymuje żadnej gratyfikacji, ani nie ma odliczonego na to pensum dydaktycznego. To dopust Boży mieć jednego, a co dopiero kilku "specjalizantów". Nie ma więc zachęty, aby brać na siebie taką odpowiedzialność. W gabinecie prywatnym, w dużej dobrej przychodni taki "specjalizant" zajmuje miejsce, które musi być wyposażone ze środków finansowych prywatnego właściciela. Należy mu zapewnić pacjentów z problemami zdrowotnymi, które warunkują realizację programu kształcenia, a na dodatek jest zesłany do takiej praktyki czy przychodni i po kilku latach idzie do swojej praktyki jako wykształcony. Nie mam wątpliwości, że wiele dobrych przychodni chciałoby prowadzić kształcenie specjalizacyjne w sytuacji, kiedy mogliby kształcić własnych pracowników. * Jesteś też konsultantem krajowym. Czy konsultanci przedstawili ministrowi zdrowia propozycje rozwiązań w zakresie kształcenia specjalizacyjnego? Programy specjalizacji wskazują na to, że znajdują się w nich takie wymogi jakie powinny być wypełnione w kształceniu przeddyplomowym. - Nie przedstawili, bo minister nigdy się o podjęcie takiej pracy nie zwrócił, ani jej nie zlecił. Konsultanci krajowi wykonują swoje zadania odrębnie, zgodnie z rozporządzeniem. Nie ma, niestety, koordynacji tych działań. Nie ma wspólnych spotkań konsultantów organizowanych przez MZ w celu ustalania wspólnych opinii, czy też w celu ustalenia strategii dla rozwoju zawodowego i strategii dla stomatologii polskiej. Sądzę, że tak jak w latach dziewięćdziesiątych powinien zostać opracowany Narodowy Program Opieki Stomatologicznej na przyszłe lata. Powinien obejmować perspektywy rozwoju zawodowego, opieki stomatologicznej nad dziećmi i osobami starszymi, cały kompleks zagadnień profilaktycznych oraz zasady kształcenia i finansowania w stomatologii. * Jak twoim zdaniem i zdaniem PTS-u powinny wyglądać relacje pomiędzy izbą i PTS-em? - Komisja Zawodowa Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego z chwilą powołania izb lekarskich przestała działać i sprawy zawodowe przejęte zostały przez izby lekarskie. To na posiedzeniu plenarnym PTS-u została wybrana grupa członków PTS-u do Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich z prof. Włodzimierzem Józefowiczem, ówczesnym prezesem PTS na czele. Do dzisiaj są to najaktywniejsi działacze izb. PTS miało niewątpliwy wpływ na powstanie izb lekarskich. Od tamtej chwili stało się stowarzyszeniem naukowym i pełni w życiu zawodowym lekarzy stomatologów inną rolę. Statut stowarzyszenia wyraźnie określa jego zadania. Izba ma swoje ustawowo zapisane zadania i obowiązki przyjęte od państwa. Te dwie organizacje dobrze mogą służyć środowisku. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby izba i PTS nie współpracowały z sobą, a szczególnie na polu kształcenia ustawicznego i współpracy międzynarodowej, gdzie wspólnie tworzymy Polski Komitet Krajowy FDI. Komitet ten powinien wyznaczać kierunki rozwoju opieki stomatologicznej, reprezentować stanowisko Polski w FDI i ERO oraz promować naukę polską poza granicami kraju, a w Polsce najnowsze osiągnięcia nauki światowej. * Byłeś wraz ze Zbyszkiem Klimkiem, prezesem PSLS, współautorem listu do prezesa NRL w sprawie wyborów do samorządu lekarskiego. Prowadzono badania ankietowe podczas CEDE w roku 2002. Obecnie NRL na wniosek Komisji Stomatologicznej przyjęła stanowisko w sprawie autonomii lekarzy stomatologów we wspólnej izbie lekarzy i lekarzy stomatologów. Jakie jest twoje zdanie? - Sądzę, że jest to obecnie rozwiązanie optymalne. Osobiście uważam, że lekarze stomatolodzy powinni mieć zapewnione prawo do podejmowania suwerennych decyzji dających możliwość rozwiązywania naszych problemów. Są one bardzo często różne od problemów z jakimi mają do czynienia lekarze medycyny. Wiążą się z tym problemy kształcenia, specjalizacji, praktyk indywidualnych i specjalistycznych oraz problemy finansowe. rozmawiał Andrzej Fotuna Gazeta Lekarska 2004-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04