Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej  Numer 2004-01  Przyjeżdżają za dziewczynami 

z Małgorzatą Kaczmarską-Banasiak, przewodniczącą Komisji ds. Lekarzy Cudzoziemców NRL rozmawia Grażyna Ciechomska

* Jak duże grono lekarzy obcokrajowców zgłasza się rocznie na egzamin z języka polskiego?
- Około 120 lekarzy rocznie deklaruje chęć przystąpienia do egzaminu. Przyjeżdżają z różnych stron świata. Mamy teraz w Polsce lekarzy cudzoziemców z 83 krajów. Jestem przewodniczącą komisji już drugą kadencję. W tym czasie zgłosiło się do nas około 500 obcokrajowców.
* Zapewne nie wszyscy radzą sobie z opanowaniem języka polskiego...
- Tutaj nie spotykamy tych, którzy kończyli studia w języku polskim. Na egzaminie mamy cudzoziemców, którzy studiowali medycynę w innym języku. Często zdarzają się nam tacy, którzy kończyli medycynę w uczelniach b. Związku Radzieckiego. Tam poznawali polskie dziewczyny. One stawały się ich koleżankami. Żenili się z nimi. I przyjeżdżali za nimi do Polski. I wtedy jest dramat. Dlatego, że oni uczą się języka medycznego rosyjskiego. Znają swój język ojczysty albo jakiś zachodni, w zależności od tego jakie wpływy były w rejonie, z którego cudzoziemiec pochodzi. A tu jeszcze należy poznać język polski. I tym naprawdę jest trudno zdać.
* Niski poziom znajomości języka polskiego może odstraszyć pacjentów od najdoskonalszego lekarza!
- Łatwiej mówić tym, którzy mają polskie korzenie. Niektórzy mieszkają na terenach przygranicznych. Wówczas utrzymują z nami częste kontakty. Przyjeżdżają wcześniej w celach zarobkowych. Handlują z nami.
Ale mamy również Mongołów i grupę ludzi z dalekiej Azji. Oni na podstawie konwencji praskiej mają uznawaną równoważność dyplomów. Są też lekarze z arabskiej części Azji. I z Afryki.
Znajomość języka jest jednym z warunków uzyskania prawa wykonywania zawodu. Miałam takiego cudzoziemca, który przed egzaminem przywoził mi dyktanda, które pisał. Wiem, że teraz jest na Śląsku. To był Ormianin, który bardzo ciężko pracował. Egzamin zdał świetnie. Dobrze napisał dyktando. I ładnie mówi.
* Ale są tacy, którzy mówią gorzej. Ich słabości językowe mogą być niebezpieczne. Mogą się wiązać z ryzykiem popełnienia błędu w stawianiu diagnozy...
- Dlatego jesteśmy zadowoleni z tego, że ci lekarze muszą odbyć staż podyplomowy w Polsce. Taki, jaki odbywają nasi lekarze, rodzimi. Mają wtedy swojego opiekuna. Cudzoziemiec, który w Polsce przebywa na karcie czasowego pobytu staż odbywa w placówce akademickiej, którą wskazuje mu minister zdrowia. Ten rok jest dla niego okresem, kiedy to jeszcze może swoją wiedzę medyczną ugruntować i skorygować. Jakby poprawić i troszkę podnieść jej poziom.
* Polska nie jest jeszcze tak atrakcyjnym krajem jak państwa w Europie Zachodniej, a jednak lekarze do nas przyjeżdżają. Nie tylko za dziewczynami. Chcą tutaj żyć i pracować. Jakimi kierują się motywami?
- Cudzoziemcy przyjeżdżają do nas w różnym celu. Przyjeżdżają z krajów Trzeciego Świata. Ci głównie w celu kształcenia. To są młodzi lekarze. Część z nich zostaje w Polsce. Część wraca do siebie.
Inni przyjeżdżają w celu odbycia stażu podyplomowego.
I jest trzecia grupa. To są ci, którzy przyjeżdżają w celu zarobkowym. Oni również muszą odbyć bądź zaliczyć część stażu. Ale nie robią tutaj specjalizacji ani doktoratu, tylko zarabiają pieniądze.
* Chcą osiąść w Polsce na stałe?
- Część tak. Ale część z nich pobyt w Polsce traktuje jako okres przejściowy przed wyjazdem dalej. Jeszcze bardziej na zachód. Do Niemiec. Do Stanów Zjednoczonych.
* Jak cudzoziemscy lekarze są przyjmowani przez rodzime środowisko lekarskie?
- Myślę, że nieźle. W środowisku akademickim koledzy są przyzwyczajeni do tego, że mają studentów obcokrajowców. A poza akademiami? Jeżeli prezentują wysoki poziom wiedzy, to przyjmowani są dobrze. Są to najczęściej młodzi, sympatyczni ludzie.
Część kolegów przyjeżdża do nas z powodów losowych. Część jest bezpaństwowcami. Część wojna wygania z ich kraju.
Mieliśmy tutaj lekarza, który przyjechał ze swoją żoną Polką z Kosowa. Tam zostawił praktykę lekarską.
Ostatnio mieliśmy lekarkę, która jako jedyna z całej rodziny, ze swoim synkiem, uciekła z Czeczenii. Są to ludzie ciężko dotknięci przez los.
* Nie są zatem traktowani jak konkurenci?
- Myślę, że o żadnej konkurencji mowy być nie może. Polacy są jednak narodem dotkniętym przez wojny. Sami też często emigrowali. Ale wśród naszych kolegów lekarzy, tak jak i w całym społeczeństwie, część ludzi jest ksenofobami. Im nigdy nie będzie odpowiadało to, że ktoś przyjedzie chociażby z innego miasta. I taki lekarz też będzie dla nich niewygodny. Konkurencja, jeśli jest zdrowa, jest dobrą sprawą. Mobilizuje do podnoszenia własnych kwalifikacji.
* Lekarze egzotyczni nie zawsze wzbudzają zaufanie. Nieraz pacjenci niechętnie na nich patrzą. Obawiają się ich. Czy można powiedzieć, że są chorzy, którzy ich bojkotują?
- Ci, którzy nie będą chcieli pójść do lekarza o innym kolorze skóry, po prostu do niego nie pójdą. A ci, którzy pójdą i zorientują się, że ten lekarz im pomaga i jest życzliwie do nich nastawiony, przekonają się do niego. Tym bardziej, gdy będą mieli pozytywny wynik leczenia. I będą mówili znajomym, że u tego lekarza warto się leczyć.
Mam zatrudnioną u siebie w przychodni lekarkę Polkę, repatriantkę z Rosji. Pacjenci szybko przekonali się do niej. Teraz ma bardzo dużo pacjentów, mimo że jednak mówi z zaśpiewem. I nie można ukryć faktu, że ma jakiś rodowód cudzoziemski.
* Zatem nasi specjalni goście znajdują to, czego szukają...
- Często do krajów arabskich nie chcą wracać. Z różnych względów. Część z nich nie ma do czego wracać. Część z nich widzi, że tu łatwiej im żyć.
Myślę, że nasze wejście do Unii Europejskiej jest teraz takim magnesem. Przyciąga lekarzy szczególnie ze wschodniej strony. Z krajów postkomunistycznych i Rosji. Tu będzie jednak granica Unii Europejskiej. I ci, którzy teraz tu osiedlą się, będą mieszkali w Unii, co znacznie ułatwi im życie.

Sailesh Salvador Sequeira z Indii oraz Małgorzata Klimza i Małgorzata Kaczmarska-Banasiak

fot. Marek Stankiewicz

Gazeta Lekarska 2004-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04