Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2004 Gazety Lekarskiej  Numer 2004-01  Wiwisekcja składki 

Samorząd lekarski może politykę komentować, ale nie może jej zastępować ani wyręczać.

Z Andrzejem Sawoni, wiceprezesem NRL i chirurgiem w Ostrowi Mazowieckiej rozmawia Marek Stankiewicz

* Jak rozpoczęła się pańska przygoda z samorządem lekarskim?
- W 1989 r. byłem przedstawicielem ówczesnego woj. ostrołęckiego w komitecie organizacyjnym izb lekarskich z ramienia Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. W pierwszych wyborach zostałem jednym z wiceprezesów Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, potem przez osiem lat byłem skarbnikiem Naczelnej Izby Lekarskiej, teraz jestem jednym z jej wiceprezesów.
Ani na chwilę nie przestałem pracować czynnie jako lekarz. Lubię medycynę, ukończyłem ją po to, by zostać chirurgiem. Gdybym jeszcze raz zaczynał, też wybrałbym chirurgię.
Nigdy nie mówię "nigdy", ale nie porzuciłbym chirurgii dla innej kariery, np. politycznej.
* Wróćmy jeszcze na chwilę do 1989 r., kiedy reaktywowano izby lekarskie. Czego wówczas od nich pan oczekiwał ?
- Wtedy panował olbrzymi entuzjazm. Wszystko wydawało nam się proste i łatwe.
Sądziliśmy, że będziemy mieć większy wpływ na to, co dzieje się w medycynie. Ale z drugiej strony towarzyszyła nam niepewność, bo żyliśmy w otoczeniu starego systemu. Izba lekarska to była wyspa na oceanie realnego socjalizmu.
Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, w końcu zmienił się ustrój. A jeszcze szybciej się okazało, że ustawa o izbach lekarskich jest trochę za ciasna jak na potrzeby demokratycznego państwa.
Uważam, że niedobra ustawa jest nadal balastem, który uniemożliwia izbie skuteczne działanie.
Największym osiągnięciem izby była bez wątpienia ustawa o zawodzie lekarza, która trochę rozluźniła więzy tej zbyt ciasnej ustawy o izbach.
* A co było największym błędem?
- Chyba najbardziej zaszkodziła nam polityka, a właściwie wciąganie samorządu do niej i kojarzenie go z nią. Wielu prominentnych działaczy izby zaangażowało się w sprawy, które są domeną partii i stronnictw. Przecież z samorządu wywodzili się ministrowie zdrowia, którzy wprowadzili reformę w 1999 r., a której losy teraz obserwujemy.
Kiedy pojawia się wielka polityka, samorząd oddala się od spraw, do zajmowania którymi został powołany.
Potrzebne jest stanowcze rozdzielenie tych spraw.
Samorząd może komentować politykę, ale nie może jej zastępować ani wyręczać. Ale już się to zmieniło i w obecnej kadencji tak nie jest.
* Być może to z tego powodu przez 14 lat systematycznie rosła niechęć lekarzy do swojego samorządu, uważających, że izba lekarska zawiodła ich oczekiwania. Ale składkę pobiera, lub - jak piszą czytelnicy w listach - haracz. Myślenie to może stereotypowe, ale stereotypy żywią się tym, z czego wyrastają. Po co izbie 30 zł od każdego lekarza?
- Po pierwsze, 30 zł to już na pewno nie haracz. W innych samorządach zawodowych - np. adwokaci, radcy prawni - składki są znacznie, nieraz wielokrotnie, wyższe.
Po drugie, organami samorządu są sądy lekarskie i rzecznik odpowiedzialności zawodowej. Koniec z tym, że jakiś przypadkowy urzędnik sądził lekarza. Dziś robimy to sami, ale to prawo do obrony kosztuje i na to musimy łożyć.
Co prawda, Ministerstwo Zdrowia ma obowiązek te zadania finansować, ale co roku refundacje są coraz mniejsze, a liczba spraw w tym pionie wcale nie maleje.
Kolejny przykład to "Gazeta Lekarska", która jest w całości finansowana przez samorząd i wcale się od niej nie oczekuje, że będzie przynosiła zyski. Dla wielu lekarzy jest ona źródłem informacji i istotnym elementem funkcjonowania w nowych czasach.
Utrzymanie rejestru lekarzy też kosztuje.
Zadaniem, którego nie da się zrealizować bez funduszy, jest współuczestnictwo w tworzeniu nowego prawa medycznego, zwłaszcza w okresie poprzedzającym akcesję do Unii Europejskiej.
W izbach lekarskich nieustannie opiniuje się setki dokumentów i rozporządzeń niesłychanie ważnych dla wykonywania zawodu lekarza i lekarza stomatologa. Należymy do europejskich organizacji lekarskich, gdzie możemy analizować, komentować i zgłaszać uwagi do prawa ogólnoeuropejskiego.
Część składki przeznaczamy na kontakty z lekarzami polonijnymi i na pomoc lekarzom na Ukrainie, Białorusi i w Kazachstanie.
Dalej - fundusze samopomocowe w okręgowych izbach i bezprocentowe pożyczki, z których w ciągu wielu lat skorzystało bardzo wielu lekarzy.
* Obawiam się, że sfrustrowanemu lekarzowi niełatwo będzie przełknąć te górnolotne aspiracje izby. Ma pan jakąś oryginalną koncepcję zainwestowania tych 30 zł?
- Musimy jeszcze bardziej rozwinąć samopomoc. Nestor polskich lekarzy prof. Jan Nielubowicz opowiadał nam kiedyś, że studia lekarskie przed wojną ukończył dzięki finansowej pomocy izby lekarskiej. To jest oczywiście tylko przykład jakiegoś docelowego modelu, a nie konkretne rozwiązanie finansowych dylematów lekarzy.
Przykładem warszawskiej izby lekarskiej więcej środków niż dotychczas zainwestowałbym w sport amatorski, rekreację i wypoczynek. To jest inwestycja bezpośrednio w nasze zdrowie i na to nie ma co żałować pieniędzy.
* A dofinasowanie kształcenia lekarzy? Lekarze żalą się, że nie mogą korzystać z kursów doskonalących, bo nie mają za co.
- Sam system kształcenia lekarzy budzi niemało wątpliwości. Tu izba ma spore pole do popisu. Może przecież sama organizować nieodpłatne szkolenie ustawiczne, zwłaszcza to wymagane do uzyskania specjalizacji. Może to robić wraz z instytucjami, które mają doświadczenie.
Trzeba pomyśleć o większej pomocy dla lekarzy z mniejszych miejscowości, którzy potrzebują spokojnego kąta do nauki. W nowych siedzibach wielu izb okręgowych służą temu pokoje gościnne.
Izba musi stale troszczyć się o kształcenie. Lekarz, który przestaje się uczyć, przestaje być lekarzem.
* Skoro dla 2 tysięcy lekarzy Ministerstwo Zdrowia przewidziało w tym roku tylko trzysta rezydentur, to może w Polsce jest za dużo lekarzy?
- Statystyki europejskie mówią, że jest nas tyle, ile Polsce potrzeba. Różnie to bywa z ich rozmieszczeniem. Nie mamy prawa ograniczać swobody ludzi do studiowania medycyny, ale musimy im uświadamiać, że nie wszyscy z nich zostaną ginekologami lub chirurgami. Tak na dobrą sprawę, to nikt nie wie dokładnie ilu powinno być w Polsce lekarzy. Określenie tej liczby leży również w interesie izby.
* Panuje opinia, że dobrze pan się czuje i jeszcze lepiej porusza wśród zagadnień finansowych. Czy to efekt jakiegoś specjalnego przygotowania?
- Musiałem odbyć coś w rodzaju przyspieszonego kursu finansowo-rachunkowego, bo to, co zastałem przed objęciem funkcji skarbnika w 1993 r., to była zupełna amatorszczyzna. Na usprawiedliwienie tego stanu mogę powiedzieć, że taki etap pokonywała każda nowa organizacja czy instytucja demokratyczna.
Trzeba było wiele pozmieniać, aby dojść do nowocześnie prowadzonej księgowości i zarządzania finansami. Może to jeszcze nie jest tak, jakbyśmy sobie życzyli, ale trzeba pamiętać, że samorząd z definicji prowadzi działalność non-profit, czyli nie nastawioną na zyski i jakieś duże obroty.
Nie jestem zwolennikiem, aby nasze wspólne, lekarskie, pieniądze lokować w akcjach giełdowych, ryzykownych przedsięwzięciach finansowych.
Składki zbiera się po to, aby izby okręgowe i naczelna dobrze funkcjonowały, dobrze służyły lekarzom i godnie ich reprezentowały.
* Reprezentowały czy - jak czytamy w ustawie - sprawowały pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu?
- Jedno i drugie jest nierozłączne. Sprawowanie pieczy to też reprezentowanie. Lekarz to zawód wyjątkowy, nie można porównać go z żadnym innym, nawet wolnym zawodem. Dlaczego? Bo nie można z niczym porównać skutków błędów lekarzy.
* Czego dobrego dla siebie, jako lekarz i obywatel, spodziewa się pan po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej? Co zmieni się w pana życiu?
- Wiem, że tego majowego poranka nie obudzę się w innym świecie, ani mój świat nie będzie inny z godziny na godzinę. Ale wiem również, że standardy europejskie wymuszą porządkowanie polskiego bałaganu i chaotycznych zmian w służbie zdrowia. Myślę, że i my sami będziemy musieli się inaczej zachowywać.
Mam nadzieję, że nie będziemy co chwilę wprowadzać nowego systemu i co chwilę go oceniać, tak jak ostatnio. A jeśli już komuś przydarzy się kardynalny błąd w zarządzaniu ochroną zdrowia, to nowe mechanizmy skutecznie go wyeliminują. To skandal, co zrobiono z kontraktami dla lekarzy rodzinnych. Boję się bardzo różnicy, a może nawet przepaści jaka dzieli Polskę i kraje zachodnie w poziomie finansowania ochrony zdrowia.
* Czy młodzi ludzie z Polski znajdą swoją niszę w Europie?
- Tak, bo polscy lekarze są bardzo cenieni w Europie. Już dziś widać ożywione zainteresowanie np. Skandynawów lekarzami z Polski.
* Wierzy pan w skuteczność samorządności?
- Wierzę i mam na to dowody. Od wielu lat udzielam się w lokalnej samorządności i widzę, jak na moich oczach Ostrów Mazowiecka, do której przyjechałem po dyplomie, z zaniedbanej prowincji przeistacza się w ładne i schludne miasto, którego mieszkańcy mają aspiracje i prawdziwe powody do dumy. Bo ci ludzie wiedzą lepiej od tych w stolicy na co przeznaczyć pieniądze w Ostrowi Mazowieckiej. Efekty samorządowych decyzji widać od razu. Cieszę się, że mam również w tym swój udział.
* Czego życzy pan sobie i lekarzom w nadchodzącym roku?
- Zdrowia, mniej nerwów i jeszcze mniej konfliktów. Boję się, że będzie to trudne, jeśli utrzyma się centralizacja zarządzania finansami przez NFZ. Moim zdaniem, nie uda się centralnie kierować tak delikatną materią, jak ochrona zdrowia, nawet jeśli na fotelu prezesa zasiądzie ktoś wybitny. Dławienie decentralizacji doprowadzi do protestów nie tylko pracowników służby zdrowia, ale również pacjentów, a to wszystkich postawi pod ścianą.



Lubię medycynę, ukończyłem ją po to, by zostać chirurgiem.
Andrzej Sawoni - 49 lat, absolwent białostockiej AM, z-ca ordynatora oddz. chirurgicznego w Szpitalu Powiatowym w Ostrowi Mazowieckiej. Właściciel prywatnej przychodni gabinetów specjalistycznych.
Radny miejski, wcześniej powiatowy. Długoletni skarbnik NIL.
Żonaty, dwoje dzieci - córka studiuje w Olsztynie, syn uczy się w szkole podstawowej. Wolny czas lubi spędzać na wędkowaniu i uprawianiu sportów motorowodnych.

fot. Marek Stankiewicz

Gazeta Lekarska 2004-01 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: redakcja@gazetalekarska.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04