
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2003 Gazety Lekarskiej Numer 2003-07,08 Medycyna szkolna
Kto ty jesteś? Polak mały!
Jest nas ponad 38 mln, a co piąty z nas to "Polak mały" - uczeń szkoły, która jest idealnym miejscem do zbiorowego kształtowania postaw zdrowotnych i wykrywania różnorodnych młodzieńczych problemów zdrowotnych, zanim jeszcze zaowocują konkretną chorobą w wieku dorosłym. Reforma zdrowia zabiła medycynę szkolną, wpisując ją jako któreś tam, chyba ostatnie, zadanie lekarza rodzinnego.
Płatnik wydaje średnio 25 zł rocznie na jednego ucznia i liczy, że za te pieniądze uczniowie będą w terminach zaszczepieni, przebadani, a wszelkie uczniowskie skłonności do chorób zlikwidowane. Tak jednak nie jest, ponieważ za sprawą list podopiecznych w poz poszczególnymi uczniami każdej klasy opiekują się trzej, czterej lekarze rodzinni, a znam klasę, której uczniowie zapisani są aż do dziesięciu lekarzy rodzinnych.
Za jedenaście miesięcy wchodzimy do Unii Europejskiej. Za 20-30 lat wielu lekarzy zostanie emerytami. Kto będzie płacił składkę na nasze emerytury? Kto będzie musiał tyrać od świtu do nocy, żeby "zusik" dał nam godną i w terminie emeryturkę? Ano będzie to robił obecny "Polak mały". Czy jednak będzie on za te kilkadziesiąt lat odpowiednio zdrowy i chętny do pracy, aby zarobić na nasze wojaże po świecie i inne należne nam, emeryckie, przyjemności? Ponieważ my dzisiaj "olewamy" szkolną profilaktykę, to można się spodziewać, że polskie szkoły opuszczać będą przez kolejne lata niewykryci dyslektycy, galopujące garbuski piersiowo-lędźwiowe, skoliotycy, małozębni osobnicy z nieleczoną próchnicą itp. Nie ma pomocy w tej materii ze strony kadry nauczycielskiej, która ma swoje problemy edukacyjne: staro-nowe matury, gimnazja i uczniowskie testy dorosłości.
Dyrektorzy szkół są przekonani, że wszelkie koszty profilaktyki zdrowotnej w szkołach to problem NFZ i lokalnych lekarzy rodzinnych. Z wielką niechęcią pod koniec każdego roku potwierdzają poszczególnym lekarzom na żądanie NFZ listy uczniów podlegających nadzorowi medycyny szkolnej.
A przecież w ustawie o systemie oświaty w art. 67, ust. 4 z 7 września 1999 r. zapisano, że dla realizacji statutowych zadań szkoła publiczna powinna zapewnić możliwość korzystania z gabinetu lekarskiego i dentystycznego. Ustawa nie precyzuje, czy cytowana "możliwość korzystania" dotyczy uczniów czy nauczycieli, czyli beneficjentów opieki medycznej, ale wyraźnie - moim zdaniem - wskazuje, kto ma sfinansować utrzymanie gabinetu.
Przez lata przyjęło się, że szkolne gabinety medyczne prowadzą akcje szczepień dla uczniów, ale też są wygodnym, darmowym miejscem leczenia się nauczycieli, którzy bez wychodzenia ze szkoły mogą otrzymać receptę lub naprawić uszkodzony kawałek jakiegoś ząbka pedagogicznego. A tak nie powinno być, drodzy pedagodzy! Zadania gabinetów medycyny szkolnej: i tych lekarskich, i tych stomatologicznych, polegają wyłącznie na monitorowaniu i korygowaniu uczniowskiego stanu zdrowia w okresie najważniejszym dla rozwoju młodych, szkolnych kręgosłupów i innych organów.
MEN w swoich rozporządzeniach nakłada na dyrektorów szkół obowiązek zapewnienia uczniom i nauczycielom bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, nakazując umieszczenie apteczek pierwszej pomocy w kluczowych miejscach szkoły, w tym w gabinetach medycznych. Apteczki szkolne nie mają nic wspólnego z zadaniami medycyny szkolnej, choć na pewno załatwiają problem zaopatrzenia w leki i materiały medyczne na terenie szkoły w razie jakiegoś urazu. Ale w cytowanej ustawie o systemie oświaty zapisano w art. 5, ust.7, że do zadań organu prowadzącego szkołę należy "zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki" oraz "wyposażenie szkoły (...) w sprzęt niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, wychowania i innych zadań statutowych". A to oznacza "wykosztowanie się" organu, tj. samorządu lokalnego na gabinet lekarski i stomatologiczny. I nie ma jak się z tego wyłgać, ponieważ ustawa o samorządzie powiatowym z 5 czerwca 1998 r. w art. 4 mówi o obowiązku wykonania przez powiat zadań publicznych w zakresie "promocji i ochrony zdrowia".
Ponadto NFZ nakazuje precyzyjnie lekarzom pierwszego kontaktu, pielęgniarkom i higienistkom szkolnym wykonywanie określonych zadań w tzw. środowisku nauczania i wychowania: szczepienia, testy przesiewowe, przeglądy higieny osobistej, badania profilaktyczne, pozostawanie w kontakcie z wychowawcami i rodzicami uczniów itp.
Ale co z tego, że i MEN za pośrednictwem dyrektorów szkół i Ministerstwo Zdrowia za pośrednictwem NFZ w miarę dokładnie określają zadania, jeżeli zapominają o wskazaniu zasad utrzymania i wynajmu medycznych gabinetów szkolnych. Nie wiadomo, kto za co płaci, kto jest właścicielem medycznej dokumentacji uczniowskiej i w jakim stopniu dyrektor szkoły i komitet rodzicielski mogą kontrolować prawidłowość wykonywania zadań medycyny szkolnej.
"Polak mały" ma obecnie bardzo małe szanse na darmowe prostowanie ząbków na szkolnych przerwach i rehabilitację zaczątków krzywicy lub skoliozy. Zdrowie "Polaka małego" nie jest obiektem zainteresowania polityków zdrowotnych, bo on ich nie wybiera. Naszego malca nie rozpieszczają lekarze rodzinni, bo jest za młody, żeby zrozumieć i interweniować, że brak systemu medycyny szkolnej, to zagrożenie dla jego przyszłego, unijnego zdrowia... i dla naszych przyszłych, unijnych, emerytur.
Marek Wójtowicz
fot. Marek Stankiewicz
Gazeta Lekarska 2003-07 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|